Skocz do zawartości




Zdjęcie

Inny świat Gustawa Herlinga-Grudzińskiego


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
4 odpowiedzi w tym temacie

Katalogi.pl

Katalogi.pl
  • Bywalec

#1 JoeWeider

JoeWeider

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 3051 postów

Napisano 22 wrzesień 2002 - 22:11

Pierwsze wydanie (w języku angielskim) – 1951, Londyn
Wydanie w języku polskim – 1953, Londyn
Pierwsze oficjalne wydanie w Polsce – 1989

Autor

Gustaw Herling-Grudziński (1919–2000)

- przed wojną student polonistyki na UW,
- w 1940 aresztowany przez NKWD przy próbie nielegalnego przekroczenia granicy i skazany na 5 lat łagru,
- więzień Jercewa pod Archangielskiem,
- zwolniony po demonstracyjnej głodówce w styczniu 1942 (amnestia dla Polaków),
- żołnierz armii gen. W. Andersa (udział w bitwie pod Monte Cassino),
- po wojnie: decyzja o emigracji (Londyn, Monachium, Neapol),
- działalność dziennikarska – współpraca z radiem Wolna Europa i paryską Kulturą,
- działalność pisarska: szkice, np. książkowy debiut – tom Żywi i umarli (1945), opowiadania, najbardziej znane to Wieża, Drugie przyjście. Dziennik pisany nocą – kolejne tomy obejmujące lata 1971–1988, eseje, np. „Godzina cieni”.

Borowski po hitlerowskim obozie pozostał wypalony i cyniczny. Stracił wiarę. Ja wyszedłem z Jercewa poraniony. Przede wszystkim psychicznie, ale nie straciłem wiary w człowieka i w podstawowe wartości. Nie uwierzyłem, że system sowiecki zwycięży.
(z wywiadu z pisarzem, za Cogito 14/99)


Epoka

Współczesność: okres powojenny
- czas rozrachunku z przeżyciami wojennymi i łagrowymi,
- zimna wojna – niechęć do komunizmu,
- zwrot ku prozie dokumentalnej.


Geneza utworu:

W literaturze po drugiej wojnie światowej wyraźnie dominują formy dokumentalne. Po cóż fikcja, skoro życie przerosło ludzką wyobraźnię? Czasem trudno uwierzyć nawet w to, czego autorzy rzeczywiście doświadczyli. Także tragiczne przeżycia więźniów sowieckich łagrów wielokrotnie stawały się tematem pisanych przez nich utworów wspomnieniowych.

Gustaw Herling-Grudziński mówi o genezie „Innego świata”:

Nie myślałem o spisywaniu wspomnień. To był impuls. Za parę kopiejek, które jeszcze miałem, kupiłem notesik – miał metalową okładkę, zachowałem go zresztą jako pamiątkę – i próbowałem pisać. (…) Tym bardziej że żegnający mnie przyjaciele ciągle powtarzali, nie wiedząc zresztą, że kiedyś będę pisarzem, „opowiedz to, co przeżyliśmy, i co przeżyłeś razem z nami”.

Coś jednak wyróżnia „Inny świat” spośród literatury łagrowej. Jest nie tylko dokumentem życia w obozie, chociaż to życie pokazuje pisarz bardzo dokładnie. Powieść Grudzińskiego to wnikliwa analiza systemu totalitarnego i głęboka refleksja nad człowiekiem.

„Inny świat” jako utwór...
· o sowieckich łagrach,
· o niszczeniu człowieczeństwa i próbach jego ocalenia,
· o wartościach moralnych, obecności dobra i zła w ludzkiej
· naturze,
· o systemie totalitarnym i mechanizmach zniewalania człowieka,
· o cierpieniu – zarówno fizycznym, jak i psychicznym,
· o wolności i zniewoleniu,
· o zależności człowieka od historii.

Forma

Narrator – pierwszoosobowy, jest nim sam Grudziński.
Kompozycja:
- klamrowa (więzienie w Witebsku, powojenne spotkanie z poznanym tam człowiekiem),
- wplatanie mikronowel biograficznych.
Gatunek: synkretyczny (łączenie różnych form); „zeseizowana powieść autobiograficzna”.
Język i styl:
- rzeczowy, spokojny, powściągliwy (dokładność opisu, wprowadzanie określeń łagrowych: zona, lesoruby, łagpunkt itp.),
- obrazowy, poetycki, bogaty w środki stylistyczne:
Od wrót obozu rozchodziły się we wszystkie strony czarne korowody więźniów (...) – i po paru minutach znikały na widnokręgu jak rozsypane linijki czcionek, zgarnięte jednym pociągnięciem dłoni z białej karty papieru.

Konteksty

- Dziennik roku zarazy D. Defoe,
- Boska Komedia Dantego (losy bohatera jak poznawanie kolejnych kręgów piekła),
- biblijna przypowieść o synu marnotrawnym (wiążąca się z losami Pamfiłowa i jego syna),
- Wspomnienia z domu umarłych (u Grudzińskiego: Zapiski z martwego domu) F. Dostojewskiego,
- literatura łagrowa:
„Archipelag Gułag”, „Jeden dzień Iwana Denisowicza” A. Sołżenicyna, „Opowiadania kołymskie” W. Szałamowa, „Książka o Kołymie” A. Krakowieckiego, „Na nieludzkiej ziemi” J. Czapskiego, „Mój wiek” A. Wata.

Bohaterowie powieści

Michaił Kostylew – młody student Akademii Morskiej, zafascynowany literaturą francuską. Oskarżony o „chęć obalenia ustroju Związku Sowieckiego” i po okrutnym śledztwie skazany na 10 lat obozu. Karnie skierowany do brygady leśnej za zawyżanie norm uzyskiwanych przez innych więźniów. Opalał sobie rękę, by nie musieć pracować „na nich” (czyli na zbrodniczy system). Wpisany do transportu na Kołymę, oblał się w łaźni wiadrem wrzątku.
Gorcew – funkcjonariusz NKWD znany ze swego okrucieństwa; po aresztowaniu rozpoznany przez więźniów i zamęczony nieustanną pracą przy „lesopowale”.
„Zabójca Stalina” – wysoki urzędnik jednego z komisariatów ludowych; pijany strzelił do portretu Stalina. Zadenuncjowany przez kolegę, trafił do łagru, gdzie – obłąkany – naprawdę uwierzył, że zabił Stalina.
Pamfiłow – stary Kozak nad wszystko kochający swego syna Saszę, który, poddany ideologii komunistycznej, wyparł się ojca – uznał jego aresztowanie za „konieczność historyczną”. Dopiero gdy sam po nieudanej kampanii wojennej trafił do łagru, pogodził się z ojcem.
Rusto Karinen – fiński robotnik, który zimą 1940 roku próbował uciec z obozu. Okazało się, że w ciągu tygodnia doszedł do wioski odległej zaledwie 15 kilometrów od obozu (mieszkańcy przywieźli go do Jercewa).
Jewgienija Fiodorowna – pielęgniarka, związana z obozowym lekarzem Jegorowem; „zmartwychwstała” dzięki prawdziwej miłości do Jarosława R. Zmarła przy porodzie.
Michaił Stiepanowicz – aktor, skazany na łagier za zbyt szlachetne zagranie bojara. Uwierzył w swoją winę, przekonany o sprawiedliwości władzy sowieckiej.
Zelik Lejman – fryzjer, warszawski komunista. Uznany za donosiciela, został „lojalnym i pokornym więźniem sowieckim”. Swoje uczucia wyrażał tylko w czasie gry na skrzypcach.


„Tu otwierał się inny, odrębny świat…”

Dlaczego Herling-Grudziński tak zatytułował swoją powieść? Tłumaczy to motto utworu, zaczerpnięte z „Zapisków z martwego domu” (inny tytuł: „Wspomnienia z domu umarłych”) Fiodora Dostojewskiego:

Tu otwierał się inny, odrębny świat, do niczego niepodobny; tu panowały inne, odrębne prawa, inne obyczaje, inne nawyki i odruchy; tu trwał martwy za życia dom, a w nim życie jak nigdzie i ludzie niezwykli. Ten oto zapomniany zakątek zamierzam tutaj opisać.

„Inny świat” jest światem odwróconego dekalogu, odmiennych praw i wartości. Nie ma w nim miejsca na pomoc bliźnim, litość, miłość, nawet nadzieję. Jeżeli człowiek chce przetrwać, musi myśleć tylko o sobie, wyzbyć się skrupułów. Czasami oznacza to kradzież lub doniesienie na współwięźnia.
W słowach Fiodora Dostojewskiego jest jednak także sformułowanie „ludzie niezwykli”. Gustaw-Herling Grudziński mówi nie tylko o tym, że więźniowie zostali wyniszczeni głodem i pracą ponad siły. W Innym świecie wartości ludzkie zostały wystawione na ciężką próbę, ale uwięzieni starają się je w sobie ocalić, pragną obronić swą godność. W rzeczywistości, w jakiej przyszło im żyć, jest to szczególnie trudne.
Rosjanie chcieli po prostu stworzyć warunki, w których pracowalibyśmy dla nich resztkami naszych sił fizycznych – o głodzie w gruncie rzeczy. To była niewolnicza praca nawet nie opłacana jedzeniem wystarczającym na regenerację sił. (…) I wiedzieli, że jak nie wytrzymamy, to przyślą im następnych więźniów.

Ten komentarz Grudzińskiego mógłby być najkrótszym podsumowaniem funkcjonowania sowieckich łagrów. Ich celem wcale nie była reedukacja – jak głoszono oficjalnie. Obozy były po prostu ważnym elementem ekonomicznym Rosji radzieckiej. To, co powstało na Północy, zbudowano rękami więźniów, to łagiernicy pracowali w kopalniach i wycinali lasy. Starano się wychować bezwolnych niewolników, złamanych przez okrutne śledztwo i straszliwe warunki obozowego życia.
Tak tłumaczy rzecz sam Grudziński:

Nas chcieli przyzwyczaić do innego świata. Ponieważ to się odbywało dzień po dniu, a dla wielu więźniów rok po roku, naprawdę w to uwierzyli. Uwierzyli, że istnieje tylko świat ogrodzony drutami, między którymi panują odrębne prawa.(…) Złamanie więźnia polegało na tym, że podcinano w nim wiarę w istnienie tego normalnego świata.

Aresztowanie, więzienie, łagier

W dwóch częściach „Innego świata” (każda z nich ma jedenaście rozdziałów) opisał Grudziński chronologicznie swoje przeżycia więzienne i łagrowe. Swoje, a jednocześnie typowe, pozwalające na uogólnienie.
Najpierw aresztowanie – powody, dla których trafiano do łagru, były niekiedy absurdalne. Spóźnienie się do pracy, strzelenie do portretu Stalina, zbyt szlachetne zagranie postaci bojara przez aktora, jakieś przypadkowe krytyczne zdanie, czyjś donos – nieważne, czy prawdziwy. W aktach stawały się one sabotażem czy szpiegostwem. Sam Grudziński został oskarżony o to, że jest „oficerem polskim na usługach wrogiego wywiadu niemieckiego”. Na czym opierała się ta hipoteza? Miał na nogach wysokie buty z cholewami, a pierwsza część nazwiska kojarzyła go z marszałkiem lotnictwa niemieckiego. W pierwszej części „Innego świata” opisuje Grudziński pobyt w sowieckich więzieniach (Witebsk, Leningrad, Wołogda). Więźniowie nie mieli prawa do obrony, zdarzało się, że nawet nie wiedzieli, o co się ich oskarża. Siedzieli miesiącami w zatłoczonych celach, nie mając żadnego kontaktu z rodziną czy w ogóle ze światem zewnętrznym. Zeznania w śledztwie wymuszano biciem i torturami:

Człowiek budzony co nocy – na przestrzeni długich miesięcy, a czasem nawet i lat – pozbawiony w czasie śledztwa prawa załatwiania najelementarniejszych potrzeb fizjologicznych, trzymany godzinami na twardym krześle, oślepiony skierowaną prosto w oczy żarówką, kłuty podstępnymi pytaniami i niesamowitym crescendo urojonych zarzutów, drażniony sadystycznie widokiem papierosów i gorącej kawy na stole – gotów jest podpisać wszystko.

Nie jest ważne, czy człowiek rzeczywiście jest winny, powinien się do winy przyznać. Jeden z bohaterów powieści gorzko komentuje nienormalność tego:

Jednym z największych koszmarów systemu sowieckiego jest mania legalnego likwidowania ofiar… Nie wystarczy strzelić komuś w łeb, trzeba jeszcze, żeby o to na procesie pięknie poprosił.

Następnym etapem po usłyszeniu wyroku jest łagier. Trafiający do niego ludzie powinni wyzbyć się nadziei, że wyjdą na wolność w oznaczonym terminie. Grudziński opisuje przypadek starego kolejarza Ponomarenki, któremu w dniu ukończenia dziesięcioletniego wyroku oznajmiono, że właśnie mu ten wyrok przedłużono. Co czeka więźnia w łagrze? Głód, praca ponad siły i uczucie rozpaczy. Jeśli przetrzyma, może doczeka uwolnienia. Jeśli okaże się zbyt słaby, trafi do trupiarni, która jest ostatnim etapem przed śmiercią i anonimowym pochówkiem.

Realia łagrowego życia

Grudziński z pięcioletnim wyrokiem trafił do obozu w Jercewie nad Morzem Białym. Przebywał tam dwa lata, poznając w tym czasie mechanizmy funkcjonowania łagru, piekło życia w takim miejscu. Straszne doświadczenia relacjonuje w sposób powściągliwy, niemal chłodny. O czym pisze? O pracy po 11– 12 godzin, właściwie bez odpoczynku (dni wolne zdarzały się bardzo rzadko). Najcięższa była praca na „lesopowale” – przy wyrębie lasu, często w miejscu odległym o kilka kilometrów od obozu. Grudziński pokazuje, że mogła być ona nawet wyrafinowaną torturą: właśnie pracą bez odpoczynku więźniowie zamęczyli Gorcewa – byłego enkawudzistę. Więźniowie dokonywali czasem samookaleczeń, by tylko kilka dni odpocząć. Wyznaczane brygadom „lesorubów” normy trudno byłoby osiągnąć nawet zdrowym, dobrze odżywionym ludziom! Wypełniano je jedynie „na papierze”, drogą różnego rodzaju oszustw. A jednak najgorliwszymi stróżami normy byli sami więźniowie – od jej wypełnienia zależała wielkość posiłku. Ci, których wydajność sięgała lub przekraczała 125 % normy, otrzymywali tzw. trzeci kocioł – do łyżki kaszy dodawano im kawałek ryby. Ci realizujący 100 % normy mieli drugi kocioł (nie dostawali ryby), najgorszy był pierwszy kocioł dla pozostałych. Taki podział prowadził do zaniku poczucia solidarności więziennej, bo przecież „człowiek głodny nie filozofuje, gotów jest zrobić wszystko, aby zdobyć dodatkową łyżkę strawy”. Głód jest najcięższym z obozowych doświadczeń, prowadzi do obłędu głodowego (dotknął on np. prof. Borysa Łazarowicza). Najczęściej występujące obozowe choroby brały się właśnie z niedożywienia: kurza ślepota, cynga (czyli szkorbut), różnego typu owrzodzenia. Znamienne jest, że leczono je… kawałkiem margaryny czy łyżką surówki. Normalne jedzenie jest w „innym świecie” lekarstwem! Poważnym problemem były także odmrożenia, mróz przekraczał 40 stopni poniżej zera.
Więźniom odbierała godność również swoista obyczajowość łagru. Więźniowie kryminalni (urkowie) znęcali się nad politycznymi. Potrzeby seksualne zostały zwulgaryzowane (swoista prostytucja, „polowania” na kobiety). Powszechne były rewizje, donosicielstwo, samosądy. Dodatkowy ból sprawiał więźniom brak kontaktów z rodziną, która musiała znosić szykany, a często wręcz naciskano, by zerwała kontakty z „wrogiem ludu”. Kochający bezgranicznie syna Kozak Pamfiłow przeżył szok, gdy tamten na rozkaz partii potępił ojca.


Próby ratowania ludzkiej godności

Obrazy życia w sowieckim łagrze konfrontowane są często z realiami niemieckich kacetów – również wytworu systemu totalitarnego. I tu, i tu więźniowie cierpią i umierają, puchną z głodu, wyniszcza ich praca ponad siły. Zestawienie „Innego świata” z opowiadaniami Borowskiego jest jednak dowodem, że podobną sytuację można przedstawiać w zupełnie niepodobny sposób. Borowski pokazuje wewnętrzną pustkę więźniów – jakiekolwiek uczucia zmniejszają szanse przeżycia. Z człowiekiem w obozie można zrobić wszystko, pozbawić go wszelkich ludzkich wartości. Grudziński widzi to inaczej:

Wyszedłem z Jercewa z iskierką nadziei, której z Oświęcimia nie wyniósł Borowski. Na tym, mówiąc najprościej, polega różnica między nami. Po prostu ja, inaczej niż Borowski, nie straciłem całkowicie wiary w podstawowe wartości ludzkie.

Autor „Innego świata” patrzy na obóz jak moralista, ocenia ludzkie postawy według niezmiennych zasad dobra i zła. Wyraźnie pokazuje swój podziw dla tych, którzy starają się ocalić swoją godność i niezbędne w życiu ludzkie wartości. Obóz zwalcza każdy przejaw dążenia do wolności – tym bardziej niezwykła jest próba ucieczki, podjęta przez Fina Rusto Karinena. Zimą 1940 próbował on wydostać się z Jercewa, lecz po tygodniu błądzenia trafił do wsi odległej od obozu tylko o 15 kilometrów. Przywieziony do łagru, potem okrutnie pobity, twierdził: „My przykuci do obozu na całe życie, chociaż nie nosimy łańcuchów”. Obóz niszczy w ludziach miłość, wszelkie przejawy życzliwości i pomocy innym. A jednak niektórzy próbują ocalić w sobie te uczucia. Romans Marusi z Kowalem skończył się jednak tym, że urka oddał dziewczynę kolegom z brygady. Marusia poprosiła o przeniesienie do innego obozu. Wymowny jest także przykład pielęgniarki Jewgienii Fiodorowny. Związek z lekarzem obozowym Jegorowem dawał jej pewne przywileje, ale pokochała Jarosława R., byłego studenta politechniki w Leningradzie. Kiedy został on przeniesiony do innego obozu („Jegorow próbował walczyć”), sama również poprosiła o przeniesienie. Zmarła przy porodzie, „dając życie dziecku swej prawdziwej miłości”. Rozdział opowiadający o jej losach nosi znamienny tytuł: „Zmartwychwstanie”. Bohaterka nie ocaliła życia, ale uratowała wewnętrzną wolność. Oprócz prawdziwej miłości szansę zwyciężenia obozu dają też wiara czy kultura europejska, pozwalająca rozpoznać nienormalność sytuacji obozowej. Te wartości ocaliły Natalię Lwowną, która po przeczytaniu Dostojewskiego uświadomiła sobie, że nie została pozbawiona wolności całkowicie – zawsze może zdecydować o momencie i sposobie śmierci. Także Kostylewowi lektura francuskich książek udowodniła, że został okłamany, że zaparł się samego siebie. Dlatego opalał sobie rękę nad ogniem, by nigdy już „dla nich” nie pracować. Ryzykował życie, podobnie jak przedstawione w powieści zakonnice, które odmówiły pracy, „nie chcąc służyć Szatanowi”. Sam narrator z kilkorgiem towarzyszy także zdobył się na czyn heroiczny. Wobec odmowy zwolnienia z łagru po traktacie Sikorski–Majski zdecydował się w styczniu 1942 na głodówkę protestacyjną. Głodówka w obozie, w którym ludzie umierali z głodu! A jednak swemu hartowi ducha Grudziński zawdzięczał odzyskanie wolności.
Więźniowie Jercewa bronią swoich dusz nie tylko przez czyny heroiczne, także przez budowanie z resztek wspomnień obrazu normalnego świata. Wzruszają ich namiastki życia kulturalnego – film, przedstawienie, w którym występują więźniowie artyści. To pragnienie normalności widać także wyraźnie choćby w próbach dostania się do szpitala. Chodzi nie tylko o możliwość odpoczynku – szpital to normalne łóżko ze śnieżnobiałą pościelą, normalna opieka pielęgniarki. Aby dostać się tam choć na krótko, więźniowie sami się okaleczali, symulowali choroby. Upragnionym powrotem do normalności były też – krótkie i rzadkie – spotkania z rodziną w Domu Swidanij. Znamienna jest reakcja na wiadomość, że żona jednego z więźniów urodziła dziecko poczęte w czasie widzenia:

Gdyby nam to dziecko oddano, byłoby ono naszym wspólnym dzieckiem, karmilibyśmy je, odejmując sobie od ust, podawalibyśmy je sobie z rąk do rąk, choć mieliśmy przecież pod dostatkiem własnych bękartów, poczętych na pryczach – w zonie. I to właśnie było najważniejsze: że w zonie, a nie w Domu Swidanij – z wolną kobietą, na czystej pościeli…

Cierpienie – nieodzowny składnik ludzkiego losu

Rozważając znaczenie dla człowieka biblijnych cnót Wiary, Nadziei i Miłości, Grudziński pisze też wiele o cierpieniu. Właściwie można by je uznać za jeden z najważniejszych tematów „Innego świata”.
Pokazuje pisarz różne aspekty cierpienia. To fizyczne powodowane jest przez potworny głód, choroby, bicie, tortury. Równie okrutne jest cierpienie psychiczne. Niewiedza na temat własnego losu, oddzielenie od bliskich, samotność należały do najcięższych doświadczeń więźniów. Udrękę powodowała obawa, że wyrok może zostać przedłużony. Te odczucia wzmagała przyroda: szarość, zimno nie ułatwiały bohaterom życia, przeciwnie – wpędzały ich w apatię.
Cierpienie pokazuje Grudziński jako coś związanego nierozerwalnie z ludzkim losem. Zaskakujące jest to, że niektórzy z więźniów sami wybierają cierpienie, jak „zabójca Stalina” czy Kostylew, opalający sobie rękę. Dlaczego? „Zgoda na cierpienie – to ostatni wolny wybór w obozie, to manifestacja wolności”. W ten sposób uwięziony mógł przestać być niewolnikiem.
Natalia Lwowna po lekturze „Zapisków z martwego domu” Dostojewskiego odczuwała ulgę, gdyż odkryła, że świat zawsze był, jest i będzie pełną cierpienia katorgą, że daremna jest wiara w istnienie świata innego niż obozowy.
Przeczytał tę książkę także narrator – zobaczył podobieństwo własnego losu do cierpień łagierników sprzed lat, „życie stawało się w niej cieniem jedynie nie kończącej się agonii”.
Akceptacja cierpienia jest niebezpieczna – odbiera nadzieję na jakiekolwiek zmiany. Człowiek może zdecydować jedynie o własnej śmierci. Przerażająca jest dla narratora ta pesymistyczna wizja „martwego domu”. Później dowiadujemy się od niego, że Natalia Lwowna próbowała popełnić samobójstwo.

Człowiek we władzy totalitaryzmu

„Innym światem” w powieści Grudzińskiego jest nie tylko obóz, lecz cała ówczesna Rosja. Łagry są wytworem systemu totalitarnego, który dotyka wszystkich, nie tylko uwięzionych. Zakłada on ingerencję państwa we wszystkie dziedziny ludzkiego życia. W Rosji szaleje terror wprowadzony przez NKWD. Wyrok śmierci można dostać za niewielkie przewinienie, co świadczy o całkowitym braku szacunku dla ludzkiego życia. Poprzez przymus i nachalną agitację narzuca się ludziom „odpowiednie” poglądy („politgramota”). Wszechobecne jest donosicielstwo. Gdy narrator po wyjściu z łagru odwiedza rodzinę innego więźnia – generała Krugłowa, jedyną reakcją żony jest paniczny strach, czy nie sprowadzi to na nich nowego nieszczęścia. Kobieta opowiada o szykanach wobec całej rodziny „wroga ludu”. Wielu oddanych komunistów nawet nie wierzy w istnienie łagrów (np. Gruzinka Fatima Sobolewa). Zaskakujące, że nawet więźniowie uznają za prawdę to, co im wmawia system. Obóz złamał aktora Michaiła Stiepanowicza, głód – „zabójcę Stalina”, sędzia śledczy – Kostylewa. Bolszewik Sadowski rozumie nawet, że jego aresztowanie było konieczne! Zbrodniczy system prowadzi do przeobrażenia się człowieka. Najpierw następuje dezintegracja osobowości, rozchwianie kategorii moralnych pod wpływem siły lub propagandy. Potem ma miejsce proces, który obrazowo opisuje Grudziński w rozdziale „Ręka w ogniu”, nazywając go Wielką Przemianą:

Za chwilę mechanizm ludzki, zatrzymany w punkcie zerowym i rozłożony na najdrobniejsze części, zostanie złożony na powrót, ale już inaczej; luki pomiędzy skojarzeniami wypełnią inne wiązania, myśli i uczucia dopasowane zostaną dokładnie do innych łożysk, pasy transmisyjne zaczną przekazywać nie przeszłość teraźniejszości, ale teraźniejszość przeszłości (…).

Etap trzeci to już powolny rozkład, apatia połączona najczęściej z tęsknotą za dawnym systemem wartości, pozorna, zewnętrzna aktywność.
Jaki jest cel Wielkiej Przemiany? Zniewolenie umysłów pozwala wychować niewolników, których można wykorzystać nie tylko do pracy, ale także do zniewalania następnych pokoleń. W taki sposób ustrój totalitarny dąży do panowania nad światem. Jego istotą jest przecież wyrażone w nazwie (łac. totus oznacza cały) podporządkowanie sobie całego człowieka i całego społeczeństwa. W tym schizofrenicznym świecie osoba ludzka jest zdegradowana, staje się przedmiotem w rękach władzy.
Człowiekiem, na którego przykładzie pokazuje Grudziński powyższy proces, jest Michaił Aleksiejewicz Kostylew – bohater rozdziału „Ręka w ogniu”. Ta „powieść w powieści” przedstawia postać o szczególnym znaczeniu dla idei utworu Grudzińskiego. Pisarz pokazuje, jak bohater ulega totalitarnej władzy, ale także jak się spod jej wpływu wyzwala. Dojrzewanie Kostylewa jest przykładem czytelnym we wszystkich ustrojach i epokach.

Kostylew pochodził z Woroneża. Wcześnie stracił ojca – oddanego partii komunistę, był ukochanym dzieckiem przedwcześnie owdowiałej matki. Z dzieciństwa wyniósł szczerą wiarę w ideały komunizmu. Zaczął studia na politechnice w Moskwie, ale na rozkaz partii wstąpił do Akademii Morskiej we Władywostoku (miał wówczas 24 lata). Marząc o rewolucji światowej, zainteresował się życiem na Zachodzie. Jako że nauczył się na kursach wieczorowych języka francuskiego, poznawał to życie z książek Balzaka, Musseta, Flauberta. Znalazł te powieści w małej prywatnej wypożyczalni, którą odkrył na drugim roku studiów. Ich lektura okazała się dla młodego Kostylewa niezwykłym przeżyciem – zorientował się, że jest okłamywany. Dlatego w czasie jednej z dyskusji o wyzwalaniu Zachodu wybuchnął:
„Wyzwolić Zachód! Od czego? Od takiego życia, jakiego myśmy nigdy nie oglądali na oczy!” To zdanie było dowodem, gdy w 1937 r. aresztowano Kostylewa. Okrutnie torturowany w czasie przesłuchań, przekonywany przez śledczego, przyznał się, że chciał „z pomocą obcych mocarstw obalić ustrój Związku Sowieckiego”. W styczniu 1939 r. odesłano go z dziesięcioletnim wyrokiem do łagru w Mostowicy, gdzie starał się pomagać innym więźniom, oddając im swoje jedzenie czy zawyżając wydajność pracy. Za to został przeniesiony karnie do brygady leśnej. Wkrótce zapomniał o pomaganiu innym. „Praca fizyczna złamała go i poniżyła do tego stopnia, że nie było rzeczy, której by nie zrobił dla zdobycia dodatkowego kawałka chleba”. Przełomem okazała się ponowna lektura jednej z książek, które czytał wcześniej we Władywostoku. Kostylew zrozumiał, że rację miał on, a nie oficerowie śledczy. Kiedyś w czasie pracy przypadkowo oparzył sobie rękę i uznał, że to dobra droga, by dłużej nie pracować „na nich”. Opalał potem rękę regularnie, nie dopuszczając do jej zagojenia. Robił to także w Jercewie, do którego przyszedł w marcu 1941. Nie zaprzestał samookaleczania nawet wówczas, gdy jako nieprzydatnemu do pracy groziło mu wysłanie na Kołymę (tożsame z wyrokiem śmierci). Został w końcu wyznaczony na tę zsyłkę – na kilka dni przed spotkaniem z matką, niewidzianą od lat. Kostylew, nie zobaczywszy się z nią, popełnił samobójstwo, oblewając się w łaźni wiadrem wrzątku.

Przykład tego bohatera udowadnia, że „Inny świat” jest czymś więcej niż tylko kroniką losów konkretnych jednostek, mimo że na ten utwór składa się wiele opowieści biograficznych. Grudziński dokonał uogólnienia, zauważył pewne mechanizmy rządzące psychiką człowieka i niebezpieczeństwa, które tkwią w ustroju totalitarnym.

Synkretyczna forma

Herling-Grudziński wyraża swój stosunek do świata nie tylko przez treść, ale i interesującą formę „Innego świata”. Nie jest łatwo ustalić przynależność gatunkową tego utworu. To dokument? Esej? Powieść? Autobiografia? Jeden z krytyków (A. S. Kowalczyk) nazwał „Inny świat” „zeseizowaną powieścią autobiograficzną”. Grudziński wplótł w swoje dzieło wiele mikronowel biograficznych, z grupy więźniów wyławia jednostki i opowiada ich historie.
Celem pisarza jest przejście od szczegółu do uniwersalności. Taki zamiar nie pozostaje bez wpływu na styl i narrację utworu. W przedstawianiu wydarzeń język Grudzińskiego jest jasny, precyzyjny, powściągliwy, wręcz chłodny. Ze spokojem relacjonuje pisarz zachowania przeczące człowieczeństwu. Jednocześnie ten sam autor umie w piękny, liryczny sposób opisywać na przykład otaczającą przyrodę czy nadzieje i tęsknoty więźniów. Pierwszoosobowa narracja (narratorem i bohaterem jest sam Grudziński) przypomina czasem behawiorystyczną, a nawet naturalistyczną, to znów widzimy wielką dociekliwość w analizowaniu psychiki człowieka (Jan Lechoń użył terminu proustyzm). Wszystko to daje nam dokładny obraz łagru, a także psychiki zamkniętego w nim człowieka.

Wymowa zakończenia

„Inny świat” ma kompozycję klamrową. W części „Epilog: upadek Paryża” pojawia się znajomy narratora z więzienia w Witebsku i opowiada swą tragiczną historię. Właśnie w zakończeniu powieści zawarł Grudziński przesłanie całego utworu. Oto mężczyzna mówi o tym, jak został zmuszony do doniesienia na czterech Niemców z jego brygady. Zagrożono mu, że w przypadku odmowy zostanie przeniesiony do prac w lesie, a to oznaczało pewną śmierć. Wybrał śmierć innych ludzi. Ten człowiek nie prosi o rozgrzeszenie, prosi jedynie o słowo „rozumiem”. Narrator milczy. Nie jest w stanie wypowiedzieć tego słowa. Może się to komuś wydawać okrutne, w końcu właśnie Grudziński powiedział w „Innym świecie”:

Człowiek jest ludzki w ludzkich warunkach, i uważam za upiorny nonsens naszych czasów próby sądzenia go według uczynków, jakich dopuścił się w warunkach nieludzkich (…).
Słowa te jednak nie oznaczają zgody na zło. Zapewne Borowski powiedziałby: „rozumiem”. Jest w tym jednak niebezpieczeństwo zaakceptowania poglądu, że „normalność świata na tym polega, iż jest nieskończenie okrutny, a taki pogląd faktycznie na wszystko pozwala, bo wszystko usprawiedliwia”. To milczenie narratora oznacza odmowę zrozumienia tej rzeczywistości, choćby za cenę sprawienia bólu drugiemu człowiekowi. Nie można zrozumieć łamania pewnych zasad, nie wolno przestać wierzyć w istnienie.

Można by spytać na koniec, jakie znaczenie ma utwór Grudzińskiego dzisiaj, pół wieku po powstaniu tekstu. Sądzę, że równie duże – wciąż istnieją systemy totalitarne i obozy pracy, zwane reedukacyjnymi. Wystarczy wspomnieć Chiny czy Koreę Północną. Wciąż też istnieją wiecznie żywe problemy dobra i zła, dualizmu natury człowieka, zależności człowieka i historii.

zrodlo: Magazyn Cogito



Pozdrawiam!

Moderator Uczniowskiego Forum Dyskusyjnego

#2 JoeWeider

JoeWeider

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 3051 postów

Napisano 15 październik 2002 - 18:54

zrodlo: www.cogito.com.pl

Pozdrawiam!

Moderator Uczniowskiego Forum Dyskusyjnego

#3 Luk-99

Luk-99

    1

  • Members
  • Pip
  • 2 postów

Napisano 02 styczeń 2005 - 17:35

Utwór został podzielony na dwie części o podobnych rozmiarach i zamknięty Epilogiem. Pierwsza z nich zawiera osiem rozdziałów, w tym jeden złożony z trzech podrozdziałów (Praca), zaś druga – z siedmiu rozdziałów (dwa z wewnętrznym podziałem). Tytuły wyodrębnionych fragmentów książki zostały w niniejszym streszczeniu podkreślone grubszą czcionką.

Część pierwsza
Witebsk – Leningrad – Wołogda.
Pobyt autora w więzieniu w Witebsku został ukazany jako wspólny los wielu osób oczekujących na wyrok. Tekst rozpoczyna się informacją, że jest koniec lata, aresztowani wsłuchują się w dochodzące odgłosy, umieją je rozpoznawać. Ich dni wypełnia oczekiwanie, niepewność jutra, wielka niewiadoma – co się z nimi stanie. Zamknięci ludzie próbują tworzyć grupy (katolicy wokół księdza, Żydzi przy rabinie). Nowy więzień z Grodna – maleńki, czarny „Jewriej” – przyniósł tragiczną wiadomość: „Niemcy wzięli Paryż”. Informacje o życiu w celi przeplatają literackie opisy pogody, pory dnia.

Autor relacjonuje warunki i przebieg przesłuchania przed ogłoszeniem wyroku. Wyrwany ze snu, w ostrym świetle żarówki skierowanym na twarz, musiał odpowiadać na pytania. Zarzucono mu, że jest polskim oficerem pracującym w niemieckim wywiadzie (w wysokich butach z cholewami, podobnych do „oficerek” próbował przekroczyć granicę Związku Sowieckiego i Litwy, skojarzono również podobieństwo brzmieniowe z nazwiskiem marszałka lotnictwa niemieckiego – w języku rosyjskim Herling wymawia się Gerling). Ostatecznie oskarżenie sformułowano tak: „Zamierzał przekroczyć granicę sowiecko-litewską, aby prowadzić walkę ze Związkiem Sowieckim.”. Ogłoszono wyrok: pięć lat w obozie pracy. W nowej celi (jeszcze ciągle w więzieniu witebskim) narrator spotkał Rosjan i Żydów. Jednego z Żydów, szewca, aresztowano i skazano na pięć lat za to, że sprzeciwił się tandetnemu żelowaniu nowych butów skrawkami skóry. On jednak uważał, że stało się to na skutek ludzkiej zawiści – wykształcił syna na kapitana lotnictwa. Wierzył, że wstawiennictwo spokrewnionego oficera wyzwoli go z opresji. Niedługo po opowieści Żyda na skutek donosu jednego z „bezprizornych” odebrano mu po rewizji jedyną pamiątkę – fotografię syna.
Dalej następuje szczegółowy opis drogi do miejsca zsyłki: warunki, w jakich transportowano skazanych, pogoda, postoje, zasłyszane informacje o liczbie więźniów w ZSRR – W dyskusjach więziennych wahała się ona pomiędzy 18 a 25 milionami. Autor stopniowo zapoznaje się z terminologią więzienną. Dowiaduje się o różnicach między przetrzymywanymi. „Urkowie” – to przestępcy kryminalni, recydywiści, którzy mają daleko lepszą pozycję niż więźniowie polityczni („biełoruczki”), są niejako na usługach kierujących obozem, wprowadzają swoje porządki. Narrator stale obserwuje życie więźniów, nawiązuje nowe znajomości, dowiaduje się, za co skazano tych ludzi – następuje wymiana informacji. Rozdział kończy się wiadomością, że Herling wraz z innymi dotarł do stacji Jercewo pod Archangielskiem.

Nocne łowy.
Autor wyjaśnia, w jaki sposób organizowano sowieckie obozy pracy. Jercewo powstawało od 1937 r., budowane przez skazanych. W niskiej temperaturze (–40°C) spali w prowizorycznych szałasach, odżywiali się trzystugramową porcją czarnego chleba i talerzem gorącej zupy dziennie. Po wyrębie lasu na polanie wzniesiono baraki i otoczono je drutem kolczastym. W Jercewie rozwinięto przemyśl drzewny. Drewno transportowano stąd koleją.
Od owych pionierskich lat utrzymał się „proizwoł”, tzn. rządy więźniów od późnego wieczoru do świtu. Strażnicy nie wtrącali się w wewnętrzne porachunki, przemoc i krzyki mordowanych „politycznych”. Nocą jeszcze bardziej wzrastała władza „urków”. Autor opisuje swoje pierwsze dni w obozie. Po przybyciu rozchorował się i trafił do szpitala – lazaretu – położonego w pobliżu baraku dla kobiet. Szpital był jedynym miejscem, gdzie spało się w pościeli i otrzymywało godziwe pożywienie. Tam poznał mężczyznę chorego na „pyłagrę”. Takich jak on i innych nieuleczalnie chorych umieszczano w, Jcostnicy” („trupiarni”), gdzie w trudnych warunkach czekali na śmierć. W lazarecie narrator poznał siostrę Tamarę, od której dostał trzy książki. Dzięki transakcji z „urką” (oficerskie buty i 900 gramów chleba) został przydzielony jako tragarz do bazy żywnościowej (dzięki temu uniknął pracy w brygadzie „lesorubów” (drwali) lub przewiezienia na inny „łagpunkt”. Była to również ciężka praca (czasem po dwadzieścia godzin na dobę), ale stwarzała okazję do kradzieży jakichś produktów żywnościowych, a więc dawała szansę przetrwania.

Po zmroku w obozie odbywały się „nocne łowy” (por. tytuł rozdziału), tzn. polowanie na kobiety. Oderwani od rodzin ludzie z wielką siłą odczuwali popęd seksualny. „Urkowie”, którzy mieli pewną swobodę poruszania się i przewagę nad innymi więźniami, wykorzystywali ją podczas eskapad w okolice kobiecego baraku. Nieostrożne lub nowo przybyłe skazane były narażone na bolesne doświadczenia. Autor przedstawia okoliczności zbiorowego gwałtu, dokonanego przez ośmiu „urków” na Marusi. Dziewczyna przychodziła potem co noc do Kowala (przywódcy grupy), jednak budziło to między kompanami konflikty, wtedy szef pozwolił im ponownie ją zgwałcić. Potem Marusię przeniesiono do innego obozu. Kowal podeptał jej miłość dla zachowania zgody między „urkami”.

Praca.
Rozdział ten składa się z trzech części zatytułowanych: Dzień po dniu, Ochłap, Zabójca Stalina. W pierwszej z nich znajdujemy szczegółowy rozkład dnia pracy w obozie, począwszy od pobudki. Po śniadaniu więźniowie wędrowali do odległego miejsca, by do wieczora rąbać las, oraz do innych zajęć, w nadziei, że minie czas kary i wrócą do domu. Niejednokrotnie okazywało się, że pod byle pretekstem wyrok przedłużano, czasem „biezsroczno”, czyli dożywotnio (np. kolejarzowi Ponomarence z Kijowa, który – gdy stracił nadzieję – zmarł na atak serca).
Przydatność więźniów oceniano ze względu na wydajność w pracy i odpowiednio żywiono. Ustawiano trzy kotły. W pierwszym była najrzadsza kasza bez dodatków dla słabych, schorowanych, nie osiągających wymaganych norm, w drugim – gęściejsza dla wyrabiających 100 procent normy, zaś ci, którzy byli tak sprawni, że wypracowali 125 procent normy, otrzymywali łyżkę gęstej kaszy ze śledziem. Podobnie dzielono chleb – po 400, 500 i 700 gramów dziennie. Praca była wyczerpująca, wielogodzinna, w trudnych warunkach klimatycznych, dlatego niewielu udawało się uzyskać prawo do trzeciego kotła. Wykonywano różne zadania: Za „lesorubami” ruszały brygady na birżę drzewną, brygady ciesielskie do miasta, brygady ziemne, brygady na bazę żywnościową, brygady zatrudnione przy budowie dróg, na stacji pomp i w elektrowni Od wrót obozu rozchodziły się na wszystkie strony czarne korowody więźniów – pochylonych, skurczonych z zimna i wlokących za sobą ciężko nogi [...] . Więźniowie byli głodni, czasem okradali się, wyrywali sobie blaszankę z zupą. Ich zarobki zatrzymywano, wyjaśniając, że zaledwie pokrywają utrzymanie w obozie.

Fragment tego rozdziału, zatytułowany Ochłap, opowiada losy Gorcewa, więźnia, który niewiele mówił o sobie, ale dowiedziano się, że był enkawudzistą w Charkowie. W brygadzie „lesorubów” dał się poznać jako fanatyk broniący partii i komunizmu. Kiedyś w przypływie złości powiedział, że zabił wielu ludzi. Gorcew został w pełni zdekonspirowany, gdy w obozie pojawiła się jedna z jego ofiar. Więźniowie na znak Dimki (zamknięcie drzwi na klucz) jednocześnie przystąpili do wymierzenia sprawiedliwości. Bili, kopali, uderzali żelaznym prętem. Przydzielono mu najcięższą pracę bez zmiennika, nie dawano chwili wytchnienia, czerpano przyjemność z torturowania go. Kiedy stracił przytomność przy pracy i przewożono go do obozu, po drodze „zgubił się” i zamarzł.

W części pt. Zabicie Stalina autor opowiada niezwykłą historię zesłańca chorego na tzw. „kurzą ślepotę” (utrata zdolności widzenia po zmroku na skutek braku tłuszczów w pożywieniu), który starał się ukrywać swoją chorobę. Trafił on do obozu na skutek oskarżenia o próbę zamachu na Stalina – po pijanemu założył się, że strzeli w jego oko na portrecie. Kiedy po siedmiu latach pobytu w łagrze ujawniono jego chorobę, został przeniesiony z brygady tragarzy do „lesorubów” na powolną śmierć. Stracił godność i popadł w obłęd – uwierzył, że istotnie zabił Stalina, chciał zapewne uzasadnić swoje cierpienie przyznaniem się do zbrodni.

Drei Kameraden.
Rozdział przedstawia trzech niemieckich komunistów, którzy uciekli z Niemiec z powodu Hitlera w nadziei, że w Związku Sowieckim znajdą azyl. Tymczasem oskarżono ich o działalność szpiegowską i skazano na pobyt w obozie pracy w Jercewie. Stefan studiował na uniwersytecie w Hamburgu, a pozostali dwaj – rosły Hans i przysadzisty Otto – pracowali w warsztatach mechanicznych w Düsseldorfie. [...] Wszyscy trzej należeli przed puczem hitlerowskim do niemieckiej partii komunistycznej [...]. Po pożarze Reichstagu każdy z nich (nie znali się) powziął myśl o ucieczce do „kraju komunistycznej szczęśliwości”. Hans i Otto spotkali się przy pracy w charkowskiej fabryce maszyn. Stefan angażował się jako członek komitetu studenckiego w Kijowie (nie studiował, uczył się dopiero języka). Zostali uwięzieni na fali Wielkiej Czystki. Po długotrwałym śledztwie zostali skazani na dziesięcioletnie wyroki. Z Jercewa odesłano ich do Niandomy.
Rozdział zawiera dopisek, w którym Grudziński wspomina, że w 1947 r. w Londynie dowiedział się, iż zimą 1940 r. most na Bugu przekroczyła grupa niemieckich komunistów, którzy powracali do swego kraju po doświadczeniach obozowych.

Ręka w ogniu.
Autor opatrzył ten rozdział mottem z Zapisków i martwego domu F. Dostojewskiego: ... że zaś zupełnie bez nadziei żyć nie można, znalazł rozwiązanie w dobrowolnym, prawie sztucznym męczeństwie. Tekst rozpoczyna refleksja o pracy i śledztwie jako narzędziach tortur, dających sadystyczną satysfakcję tym, którzy je zadawali. Należało pozbawić człowieka jego godności, osobowości, zmusić do przyznania się do najbardziej absurdalnych win i całkowicie podporządkować oprawcom. Wstęp ten prowadzi do ujawnienia losu Michaiła Aleksiejewicza Kostylewa, z którym Gustaw Herling-Grudziński zaprzyjaźnił się w Jercewie.

Kostylew został uformowany na wzorowego komunistę, znał dzieła klasyków marksizmu. Podczas studiów w Akademii Morskiej we Władywostoku korzystał z prywatnej wypożyczalni książek Bergera, dzięki której poznał dzieła Balzaca, Stendhala, Flauberta i Musseta. Owe ćwiczenia w języku francuskim doprowadziły do zachwytu nad kulturą Zachodu. Odsunął się od partii, ale na razie nie wykorzystano tego przeciw niemu. Gdy uwięziono starego Bergera, wydało się, kto korzystał z wypożyczalni książek i tak – przez przypadek – doszło do uwięzienia Kostylewa. Mimo potwornych tortur nie przyznał się do szpiegostwa, więc zarzucono mu organizację tajnej grupy na uniwersytecie, a ostatecznie skazano na dziesięć lat pracy w obozie za próbę obalenia z pomocą obcych mocarstw ustroju Związku Sowieckiego. Zgubiły go marzenia o podróżach po Zachodzie i niefortunnie wypowiedziane zdania: „ Wyzwolić Zachód! Od czego? Od takiego życia, jakiego myśmy nigdy nie oglądali na oczy!”.

W obozie starał się pomagać innym, oddawał swoją żywność, wspomagał chorych, zawyżał więźniom normy (rodzaj oszustwa nazywany „tuftą”), aż jeden z brygadierów go zadenuncjował. Odesłany do brygady leśnej i złamany pracą fizyczną stał się człowiekiem nielitościwym, dążącym do zdobycia większej ilości chleba kosztem innych, zatracił swoje człowieczeństwo. Odzyskał równowagę psychiczną dzięki książkom i wtedy postanowił ocalić swoją godność, skazując się przy tym na potworne cierpienie: żeby nie pracować dla oprawców potajemnie opalał w ogniu rękę, tak, żeby rana się nie zabliźniła. Ponieważ nie można go było wyleczyć, skierowano go na etap na Kołymę, co w praktyce oznaczało śmierć. Nie spotkał się z matką, chociaż przez lata łudzono go taką nadzieją. Nie zezwolono również narratorowi, żeby zastąpił przyjaciela. W desperacji Kostylew oblał się wiadrem wrzątku i umarł w męczarniach, do końca zachowując swoją godność.
Nie zawiadomiono o śmierci Kostylewa jego matki, która przyjechała z daleka po to, by się dowiedzieć o tym na miejscu i zabrać kilka pamiątek po swoim dziecku.

Dom Swidanij.
Obok wartowni postawiono nowy barak, w którym więźniowie mogli spotkać się z kimś z najbliższej rodziny, jeżeli im na to pozwolono. Starający się o widzenie również musieli wykazać wielki heroizm, by w końcu uzyskać zgodę. Obie strony zobowiązywały się do milczenia na temat warunków życia w obozie. Więźniowie spotykali się z bliskimi ostrzyżeni, umyci, czysto ubrani. Mogli przebywać najwyżej trzy dni w ,,Domu Swidanij”, również odpowiednio przygotowanym: umeblowany pokój z firankami, czysta pościel. Była to również przystali [...] życia uczuciowego, za którym tęskniono, bo przecież obóz to miejsce gwałtów, prostytucji, kpin z ciężarnych dziewcząt. Gdy jeden z więźniów dostał list z informacją, że żona po widzeniu oczekuje dziecka, traktowano je niemal jak wspólne. Czasem z „Domu Swidanij” dochodziły odgłosy płaczu. Niekiedy spotkania były zarazem momentami tragicznego rozstania małżonków, którzy już nigdy nie mieli być razem (długoletnia rozłąka bywała przyczyną rozpadu związku). W przeważającej większości były to jednak chwile bardzo oczekiwane, po których trudno było znowu wrócić do przerażającej obozowej rzeczywistości.

Zmartwychwstanie.
Szpital był w obozie jedynym miejscem, gdzie otrzymywało się bardziej kaloryczne i uzupełnione witaminami pożywienie, można było tu odpocząć w lepszych warunkach. Więźniowie, którzy byli u kresu wytrzymałości, dokonywali samookaleczeń, by dostać się chociaż na parę dni do lazaretu (np. Dimka z tego powodu nosił protezę prawej nogi, co dało mu też szansę na stosunkowo lekką pracę „dniewalnego” w baraku). Narrator opisuje swój pobyt w szpitalu w towarzystwie Niemca S. i rosyjskiego aktora filmowego Michaiła Stiepanowicza W.

Wolny lekarz Jegorow zakochał się w pielęgniarce – więźniarce Jewgienii Fiodorownie, która, gdy poznała studenta z Leningradu, właśnie jego obdarzyła uczuciem. Lekarz doprowadził do przeniesienia go w inne miejsce, ale siostra poprosiła o to również. Umarła przy porodzie, wydając na świat dziecko ukochanego studenta.

Wychodnoj dień.
Czas wolny od pracy, tzw. „wychodnoj dień”, był przewidziany co dziesięć dni, jednak zarządzano go w obozie średnio co 3-4 tygodnie. Więźniowie wypełniali go rozmowami, śpiewem, pisaniem listów do rodziny. Wtedy przeprowadzano także rewizję – tzn. kontrolowano osobiste rzeczy uwięzionych. Rozdział ten zawiera również historię Kozaka znad Donu, Pamfiłowa, dawnego „kułaka” pozbawionego gospodarstwa, którego syn, Sasza, młody lejtnant wojsk pancernych w Armii Czerwonej, skąpił ojcu listów, uważając go za słusznie skazanego. Pamfiłow rzetelnie pracował, licząc na spotkanie z synem. Po długiej przerwie otrzymał list (szedł on prawie rok) z wyraźnym potępieniem ze strony najbliższego człowieka. Załamany więzień najpierw się rozchorował, ale potem wrócił do pracy, nie starał się już jednak o wielką wydajność – stracił jedyny jej cel. Pewnego dnia Sasza znalazł się w tym samym obozie. Ojciec wybaczył mu wszystko. Nazajutrz młodego Pamfiłowa odstawiono etapem do Niandomy.

Fin Rusto Karinen opowiada o próbie ucieczki z obozu, którą podjął zimą 1940 r. Skazano go po zabójstwie Kirowa, posądzając o to, że przywiózł do Rosji instrukcje dla zamachowców. Po siedmiu dniach uciążliwej wędrówki w mrozie i o głodzie zasłabł we wsi oddalonej od obozu o piętnaście kilometrów. Chłopi odwieźli go z powrotem, a w Jercewie tak go skatowano, że ledwo uszedł z życiem. Często odtąd mawiał: „Od obozu nie można uciec [...]”. Jeżeli więźniów nie upilnowali strażnicy, to reszty dokonywał głód i mróz –wracali sami.

Część druga
Głód.
Z powodu doskwierającego głodu fizycznego i seksualnego więźniowie zapominali o zasadach moralnych z czasów wolności. W tych skrajnych warunkach kobiety uciekały się do prostytucji, by zapewnić sobie pożywienie lub lżejszą pracę. Autor nie potępia takiej postawy, ponieważ wymusił ją głód. Więźniowie reagowali na brak dostatecznego pożywienia bardzo różnie. Wykształcony, kulturalny człowiek z zasadami, profesor N., szybko stał się zaniedbanym ludzkim wrakiem przeżywającym ataki szału głodowego.

W tej części książki znajdujemy słynny fragment: Przekonałem się wielokrotnie, że człowiek jest ludzki w ludzkich warunkach, i uważam za upiorny nonsens naszych czasów próby sadzenia go według uczynków, jakich dopuścił się w warunkach nieludzkich – tak jakby wodę można było mierzyć ogniem, a ziemię piekłem.

Krzyki nocne.
To jeszcze jeden rozdział opatrzony cytatem z Zapisków z martwego domu F. Dostojewskiego: My, ludzie bici – mówili – mamy odbite wnętrzności; oto dlaczego krzyczymy po nocach.. Autor kontynuuje rozważania o głodzie prowadzącym do apatii, opuchlizny głodowej i śmierci. Zniszczeni obozem i torturami ludzie bali się jednak umierać (wtedy po człowieku nie pozostawał nawet ślad), jednak byli i tacy, którzy się o to modlili – jak stary czeczeński góral, którego pozbawiono majątku, zesłano rodzinę (nie wiedział nic o losach bliskich), jego zaś okrutnie katowano, by wyjawił miejsce, gdzie zakopał worek pszenicy (była to jego zemsta, w której wytrwał do końca). On jeden nie krzyczał w nocy. Inni więźniowie bali się anonimowej śmierci. Źródłem tego niepokoju było stałe narażanie się na nią i poczucie wspólnego losu – bezsilności, bezbronności więźniów. Zawierano układy, że ten, kto ocaleje, zawiadomi rodzinę o losach kolegów.

Zapiski z martwego domu.
Tytuł tego rozdziału autor zapożyczył od Dostojewskiego, który w swoich wspomnieniach z Sybiru ujawnia prawdę, że Rosja to martwy dom. Grudziński przedstawia tu, w jaki sposób więźniowie zaspokajali swoje potrzeby kulturalne. Zdarzały się pokazy filmowe, a także – oczywiście rzetelnie ocenzurowane – więzienne spektakle teatralne. Złodziej Kunin prowadził wypożyczalnię książek z obozowej biblioteki, gdzie znajdowały się przede wszystkim pozycje propagandowe, ale również dzieła klasyków rosyjskich. Natalia Lwowna, pracująca w biurze rachmistrzów, życzliwa dla innych, skora do wzruszeń, wręczyła autorowi książkę Dostojewskiego, która stała się dlań źródłem informacji o dawnym życiu obozowym, okazją do porównań i ...zachętą do samobójstwa, traktowanego jako pewna szansa wyzwolenia. Jednak po dwóch miesiącach książka wróciła do Natalii Fiodorowny, która czerpała z niej inne wartości – przede wszystkim nadzieję. Próbowała ona popełnić samobójstwo. Odratowaną przeniesiono do pracy w kuchni, a potem do cerowania worków (ponieważ wynosiła więźniom ziemniaki).
Autor przedstawia losy artystów przygotowujących kolejny spektakl: tancerkę Tanie, wytatuowanego postaciami cyrkowymi Wsiewołoda i Żyda – skrzypka Zelika Lejmana. Była to składanka różnych elementów, ale łaknący strawy duchowej więźniowie byli nią zachwyceni.

Na tyłach otieczestwiennoj wojny.
Podzielony na dwie części (Partia szachów i Sianokosy) rozdział jest trzecim, który otwiera cytat z wspomnianego już dzieła F. Dostojewskiego, mówiący o donosicielstwie. Po napaści Niemców na Związek Radziecki w czerwcu 1941 r. więźniowie liczyli na zmianę sytuacji w obozie, szybko jednak okazało się, że jest on na tyle odległy od centrum zdarzeń, że nie mają one nań wielkiego wpływu. W grudniu 1941 r. Stalin obwieścił, że ofensywę niemiecką zatrzymano na przedpolach Moskwy i Leningradu. Była to wiadomość przekreślająca nadzieje więźniów.

Autor opisuje dalej sytuację związaną z denuncjacją. W baraku technicznym zatrudniano osoby z wyższym wykształceniem, między innymi Ormianina Machapetiana, z którym narrator grywał w szachy. Po usłyszeniu radiowego komunikatu o strąceniu przez samoloty sowieckie 35 maszyn nieprzyjaciela młody pijany technik wyraził ciekawość, ile spadło samolotów rosyjskich. Jeden z obecnych – Zyskind – natychmiast pobiegł go zadenuncjować. Machapetiana zmuszono do potwierdzenia tego faktu, zaś nieostrożnego młokosa zastrzelono. Donosicielstwo było w obozie na porządku dziennym, skłaniano do takiego zachowania, a nawet zmuszano.

W części zatytułowanej Sianokosy jest mowa o zaangażowaniu więźniów do pracy przy sianie. Narrator zaprzyjaźnił się tam ze starym bolszewikiem, Sadowskim, człowiekiem prawym, solidarnym i inteligentnym. Po sianokosach brygadę skierowano na birżę drzewną, gdzie piłowała kloce i jodły masztowe. Tu Grudzinski zachorował na cyngę: Wszystkie zęby chwiały mi się w dziąsłach jak w miękkiej plastelinie, na udach i nogach poniżej kolan wystąpiły ropiejące czyraki [...]. Do dolegliwości dołączyła się kurza ślepota. Mimo amnestii dla Polaków, nie zwalniano go z obozu. Wielką pomocą służył mu Machapetian. Dopiero stary szewc uświadomił Herlingowi, że właśnie ów „przyjaciel” donosił na niego do Struminy – kobiety, w stopniu starszego lejtnanta NKWD.

Męka za wiarę.
Spośród dwustu Polaków w Jercewie pozostało sześciu. Grudzinski podjął więc desperacką głodówkę protestacyjną wraz z innymi rodakami. Naczelnik obozu, Samsonow, umieścił buntowników w izolatorach. Niedaleko przebywały trzy Węgierki, siostry zakonne, które odmówiły pracy w obozie, traktując ją jak służbę szatanowi. Po kilku dniach troje więźniów zabrano do szpitala, zaś Grudziński zaobserwował, że zaczyna puchnąć z głodu. Koledzy przekazywali sobie wiadomości między celami. Ósmego dnia Zyskind wyprowadził z cel narratora i więźnia określonego jako T. Podpisali oni depeszę do ambasadora Rzeczypospolitej, Kota, w Kujbyszewie i zostali umieszczeni w szpitalu. Stary lekarz Zabielski uratował im życie zastrzykami z mleka (gdyby zjedli zupę, dostaliby skrętu kiszek).

Trupiarnia.
Tu umieszczano ludzi niesprawnych, niezdolnych do pracy. Z czasem, gdy ich stan uległ znacznej poprawie, mogli znowu wrócić do dawnego baraku, jednak zazwyczaj przebywali w tym miejscu do śmierci. Ludzie ci nie pracowali, ale byli gorzej odżywiani i dlatego żebrali pod kuchnią o resztki strawy. Autor również tu przebywał. Spotkał dawnego druha Dimkę, komunistę Sadowskiego, inżyniera M. Właśnie w „trupiarni” Grudzinski poznał losy Dimki, dawniej popa w Wierchojańsku, potem kancelisty, który dał się przekonać do nowego ustroju i stracił wiarę. Żeby odzyskać własne człowieczeństwo, odrąbał sobie nogę na „lesopowale”. Jego żonę i dwoje dzieci skazano na zsyłkę do Środkowej Azji – Dimka nie wiedział, co się z nimi stało. Sadowski natomiast trwał do końca w swoich komunistycznych poglądach i gardził ludźmi. Schorowany M. nigdy się nie skarżył, choć cierpiał ból i głód. Aresztowano go we wrześniu 1939 r. Jego żonę zesłano również w głąb Rosji. Modlił się często, jednak nigdy za oprawców, których nie uważał za ludzi. Boże Narodzenie 1941 r. Grudziński spędził w „trupiarni”. Wspomina wzruszającą chwilę, kiedy pani Z. ofiarowała każdemu Polakowi chusteczkę z wyhaftowanym orzełkiem, gałązką jedliny, datą i monogramem.

Wydzieloną częścią tego rozdziału jest Opowiadanie B. – relacja nauczyciela gimnazjalnego, Polaka, na temat metod prowadzenia śledztwa, oskarżeń, pobytu w celi śmierci. Po dwu miesiącach, zamiast przewidywanego wyroku, doczekał informacji, że nie będzie sądzony. Zorientował się, że zaszły jakieś polityczne zmiany. Gdy przebywał w grupie 123 więźniów w obozie karnym w Aleksiejewce, odmówił wraz z innymi pracy, domagając się zwolnienia na mocy amnestii. Pod wpływem zaskoczenia więźniów odesłano do Kruglicy, a B. jeszcze później do Jercewa. Teraz wraz z innymi czeka na śmierć lub uwolnienie.

Ural 1942.
Grudziński został zwolniony z obozu 19 stycznia 1942 r. Odprowadzany przez Dimkę i panią Olgę opuścił żonę i dojechał koleją do Wołogdy. Nie wysłał kartki pocztowej od Iganowa do jego rodziny – bał się powrotu do obozu. Nocował na dworcu a w dzień żebrał o pożywienie w mieście. Kolejny etap to stacja Buj, a potem podróż do Swierdłowska. W wagonie przechowały go moskiewskie robotnice jadące na Ural. Autor był im wdzięczny za to, że uszanowały w nim człowieka. W Swierdłowsku odwiedził rodzinę generała Krugłowa, gdzie pozwolono mu się umyć, nakarmiono, ale nie przenocowano z obawy o nowe represje. Na dworcu poznał urodziwą Gruzinkę Fatimę Sobolewą, podróżującą z biletem partyjnym, która wracała od rannego męża. Chciała zabrać Herlinga do siebie do Magnitogorska. Nie wierzyła w opowieści o życiu w obozie.

Po przedostaniu się do Czelabińska zasięgnął informacji o polskich oddziałach. Następnie, wraz z innymi Polakami, Grudziński odbył podróż przez Orsk, Orenburg, Aktiubińsk, Aralsk, Kyzył Orda, Arys, Czimkent, Dżambuł, Ługowoje. 12 marca wstąpił do dziesiątego pułku artylerii lekkiej, dziesiątej dywizji piechoty w Ługowoje. Jego pułk przewieziono pociągiem do Krasnowodzka nad Morzem Kaspijskim. 2 kwietnia znalazł się w Pahlevi (poza granicami wrogiego mu kraju – Związku Radzieckiego).

Epilog: upadek Paryża.
Ostatni rozdział książki rozpoczyna motto z przywoływanych już Zapisków Dostojewskiego: Trudno sobie wyobrazić, do jakiego stopnia można skazić naturę ludzką. Autor, który dowiedział się o upadku Paryża w czerwcu 1940 r. w Witebsku, przypomina sobie teraz ten czas i dzieje poznanego wtedy Żyda z Grodna. W czerwcu 1945 r. znowu spotkał tego człowieka w Rzymie. Dawny współwięzień zwierzył mu się z tego, że będąc w obozie, obciążył fałszywym zeznaniem czterech niemieckich komunistów, by ratować siebie. Tamci zostali rozstrzelani. Od kogoś, kto poznał życie w łagrze, oczekiwał zrozumienia. Tymczasem, po trzech latach spędzonych na wolności, Grudziński nie zdobył się na to. Rozmówca Wyszedł z drzwi hotelu, jak ptak z przetrąconym skrzydłem przefrunął przez jezdnię i nie oglądając się za siebie, zniknął w kotłującym się tłumie. – tymi słowami, uzupełnionymi dopiskiem: Lipiec 1949 – lipiec 1950 kończy się Inny Świat.


#4 DUDEK

DUDEK

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 43 postów

Napisano 09 styczeń 2005 - 18:04

Przydało się, sogi

#5 czarnam

czarnam

    1

  • Members
  • Pip
  • 1 postów

Napisano 14 marzec 2011 - 21:30

INNY ŚWIAT !!

CZY w warunkach łagru łatwo było przeżywac i pielęgnowac miłosc ??

prosze pomózcie odpowiedziec na to pytanie.



Similar Topics Collapse

  Temat Forum Autor Podsumowanie Ostatni post


Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych


Inne serwisy: IFD