Skocz do zawartości




Zdjęcie

Dziady Adama Mickiewicza


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
3 odpowiedzi w tym temacie

Katalogi.pl

Katalogi.pl
  • Bywalec

#1 JoeWeider

JoeWeider

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 3051 postów

Napisano 23 wrzesień 2002 - 15:44

Motyw buntu i pokory w III części „Dziadów”. Na czym polega romantyczny bunt?

To tak silne poczucie własnej potęgi i mocy, że owładnięty nimi, pełen wiary w siebie człowiek uważa się za równego Bogu. Chce – w imię dobra ogółu – zmieniać ustalony porządek świata; mało tego – czuje się na siłach, by podjąć walkę z niesprawiedliwym i zbyt we własnym mniemaniu surowym dla ludzi Stwórcą. W III części „Dziadów” romantycznym buntownikiem jest ponury poeta Konrad. Jego bunt daje się zauważyć już od samego Prologu. Co prawda, w swojej pierwszej wypowiedzi pokornie broni imienia Matki Boskiej („(...) lecz nie dozwolę bluźnić imienia Maryi”), ale w chwilę później rozlegnie się dumna, obrazoburcza pieśń zapowiadająca rewoltę z „Wielkiej Improwizacji”:

Tak! Zemsta, zemsta, zemsta na wroga,
Z Bogiem i choćby mimo Boga!

W bohaterze systematycznie narastają duma i pycha. W „Prologu” mówi o sobie: „ja śpiewak”, by w „Wielkiej Improwizacji” stwierdzić: „ja mistrz”. Sądzi, że talent poetycki zrównuje go z samym Stwórcą. Konrad uważa, że „Boga, natury godne takie pienie” i twórczość poetycką zestawia z dziełem stworzenia świata. Jak każdy zbuntowany bohater bajroniczny czuje się samotny („Samotność – cóż po ludziach, czym śpiewak dla ludzi?”), ale wyobcowanie nie jest dla niego karą! Znajduje w nim potwierdzenie własnej wielkości: skoro nie rozumie go tłum, musi być niezwykłym artystą, a jedyną drogą nieprzeciętnych jednostek jest romantyczny indywidualizm.
Konrad – poeta uznaje własną twórczość za jedyną miarę („Depce was, wszyscy poeci,/ Wszyscy mędrcy i proroki/ Których widział świat szeroki”); Konrad – człowiek o „nadczułym” sercu utożsamiający się z cierpieniem całej ojczyzny („(...) ja i Ojczyzna to jedno”) w kolejnych Improwizacjach chce zobaczyć przyszłość Polski. Gdy mu się to nie udaje, z typową dla romantycznych buntowników zaciekłością przeciwstawia się prawom obowiązującym w stworzonej przez Boga rzeczywistości i wyzywa go na pojedynek. Domaga się, by Bóg przekazał mu chociaż część swojej władzy nad światem („Daj mi rząd dusz!(...)/ Ja chcę władzy, daj mi ją, lub wskaż do niej drogę!”), ale Stwórca uparcie milczy, więc Konrad formułuje pod jego adresem coraz to cięższe zarzuty, wręcz bluźniercze obelgi. Oskarża go o brak uczuć („Kłamca, kto Ciebie nazwał miłością/ Ty jesteś tylko mądrością(...)”; „miłość jest tylko omyłką Boga”) i – uniesiony romantycznym szałem woła: „(...) żeś ty nie ojcem świata, ale ... Carem(...)”.
Uwaga! Buntownik z III części „Dziadów” jest nowożytnym wcieleniem mitycznego Prometeusza, który – też w imię miłości do ludzi – przeciwstawił się bogom. Został za to surowo ukarany (przykutemu do skały sęp codziennie wydziobywał wątrobę, która wciąż na nowo odrastała). Konrada przed karą – potępieniem wiecznym – broni pokora w stosunku do Matki Boskiej i fakt, że carem nazwał Boga nie on sam, lecz szatan, który opętał jego duszę. Ale są i inne różnice: Prometeusz nie żądał nic w zamian za swoje poświecenie, Konrad zaś domagał się od ludzi ślepego posłuszeństwa. Jest całkowicie zdominowany przez pychę i dlatego przegrywa.

Motyw pokory

Przyszłość Polski zostanie jednak objawiona. Jej mękę i poświęcenie za całą ludzkość (mesjanizm!) ujrzy ksiądz Piotr: pokorny sługa Boży, gotowy przyjąć na siebie cudze grzechy – nawet winy Konrada.
Trudno o bardziej kontrastowe sylwetki! Cierpiący „za milijony” Konrad momentami pogardza ludźmi – ksiądz Piotr chciałby wszystkich przytulić do swego serca i wszystkim służyć. Jest otwarty wobec innych, chce z nimi rozmawiać. Konrad albo milczy („Prolog”), albo nie wychodzi poza monolog (jest nim cała „Wielka Improwizacja”). Obaj operują zupełnie innymi wyobrażeniami Boga: dla księdza jest on kochającym, pełnym poświecenia Chrystusem, dla Konrada groźnym, zazdrosnym o swoją władzę panem przypominającym starotestamentowego Jahwe. Badaczka epoki – Alina Witkowska podkreśla, że ksiądz Piotr dysponuje systemem wartości nieznanych Konradowi, a koniecznych do życia i możliwości powodzenia walki o wielkie ideały.

Ostatni buntownik

Ta opinia prowokuje do pytania: dlaczego Mickiewicz kazał przegrać akurat romantycznemu buntownikowi? Czy też uznał, że samotny prometeizm jako metoda walki wyczerpał swoje możliwości i nie może przynieść żadnych pozytywnych efektów? O tym można by dyskutować, ale faktem jest, że Konrad z III części „Dziadów” jest ostatnią z Mickiewiczowskich postaci prezentujących typ bajronicznego buntownika. Pewne jego cechy spotkamy później u Jacka Soplicy z „Pana Tadeusza”, ale są już one złagodzone pokorą, którą wykazuje jako ksiądz Robak.

Ewa Truszkiewicz


Pozdrawiam!

Moderator Uczniowskiego Forum Dyskusyjnego

#2 JoeWeider

JoeWeider

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 3051 postów

Napisano 23 wrzesień 2002 - 15:52

"Dziady cz. III" Adama Mickiewicza

III część „Dziadów” napisał Mickiewicz po upadku powstania listopadowego podczas pobytu w Dreźnie. Miała być próbą rehabilitacji pisarza za to, że nie wziął udziału w powstaniu. Przywołał w utworze wcześniejsze wydarzenia związane z procesem filomatów w 1823 roku. Sam był wówczas jednym z uwięzionych spiskowców. Rekonstruując zdarzenia z tamtych lat, nadał prowincjonalnemu skądinąd procesowi wymiar narodowej martyrologii.

Dzieło monumentalne i wzniosłe, opromienione aurą tajemniczej symboliki i mistycyzmu. Dla jednych stało się źródłem narodowej mitologii, świadectwem wyjątkowości i niepowtarzalności polskich dziejów, dla innych jedynie wyrazem śmiesznej, przesadnej, niczym nie uzasadnionej narodowej megalomanii, która wzbudza politowanie i drwinę. Tak już jest, że jednych uczy nadziei, drugich tylko ironii, niewątpliwie jednak dla wszystkich stanowi lekcję wielkiej historii opowiedzianej poprzez pryzmat ludzkich losów. Dzięki temu utwór nie jest zimnym, dokumentalnym zapisem tamtej epoki pełnej szaleństwa i potworności, ale dziełem wypełnionym namiętnościami i pragnieniami, wiarą i rozczarowaniem, tym wszystkim, co może stać się udziałem człowieka wpisanego w przeklęty chaos historii.


Konstrukcja czasu w „Dziadach”

Po pierwsze
Obok czasu historycznego, w którym została zakotwiczona rzeczywistość dramatu zawierająca dzieje procesu filomatów, odnaleźć można w utworze jeszcze inne dwa wymiary: czas mitu religijnego („Widzenie księdza Piotra”) i czas agrarny związany z bajką o ziarnie opowiadaną przez jednego z więźniów podczas sceny więziennej. Tej opowieści nie można pominąć.
Zastanów się nad funkcją wszystkich trzech kategorii czasowych i ich wzajemną relacją. Ponadto zauważ, że dwie najważniejsze w dramacie sceny: „Wielka Improwizacja” i „Widzenie ks. Piotra” mają miejsce w trakcie ważnych świąt – pierwsza w noc wigilijną, druga w święto wielkanocne. Pomyśl, dlaczego właśnie wtedy?

Po drugie
Przyjrzyj się dokładnie romantycznemu światu grozy (duchom, diabłom, szatanom, aniołom) i jego specyficznemu podziałowi na prawą i lewą stronę. Zastanów się nad symboliką tego zabiegu związaną z odwieczną walką metafizycznego dobra i zła.
Przygotuj się jednocześnie na obcowanie z wieloma konwencjami estetycznymi. III część „Dziadów” to dzieło skonstruowane według reguł synkretyzmu rodzajowego i gatunkowego.
Tragizm miesza się ponadto z komizmem, groteską, operą. Mickiewicz zdaje się realizować zalecenia Wiktora Hugo, który przypominał, że w gotyckiej katedrze Notre-Dame groteskowe larwy piekielne towarzyszą strzelistym, dostojnym łukom i wieżyczkom, groteska sąsiaduje więc ze wzniosłym, pięknym i nie ma w tym nic dziwnego. Dlatego też nie zdziw się, gdy po pełnej emfazy i patosu scenie „Wielkiej Improwizacji” zobaczysz komiczne diabły, a dramatyzm sprawy pani Rollison zostanie zderzony z elementami opery czy operetki.
Nie oczekuj również utworu skonstruowanego według przyczynowo-skutkowego ciągu zdarzeń, z tradycyjną akcją dramatyczną, której istota polega na zmianach w losach bohatera. W scenach często niewiele się dzieje, transformacja dokonuje się natomiast w sferze uczuć i emocji danej postaci.

Synkretyzm romantyczny – zacieranie czystości gatunkowej, łączenie w obrębie jednego tekstu elementów zarówno dramatycznych, jak epickich i lirycznych.

Mit agrarny – jest mitem związanym z ziemią, z cyklicznością natury, która co roku na wiosnę ponawia wegetację, bez względu na dziejącą się historię.
Mircea Eliade nazywa go mitem wiecznego powrotu. Bajka opowiada o ziarnie, które zakopał diabeł, chcąc zniweczyć Boski plan. Czyn jednak obrócił się przeciwko niemu, ziarno zakiełkowało i wydało plon. Symbolika tej opowieści jest dość czytelna. Młodzi spiskowcy działający w podziemiu, uwięzieni w twierdzach to ziarno, które wbrew zakusom zaborcy zatriumfuje i zmieni kształt historii.

Narodowa martyrologia

Punktem wyjścia dla rozważań o III części „Dziadów” jest rozpoznanie świata przedstawionego, który sumuje się w szeregu scen obrazujących narodowe męczeństwo.
Już w przedmowie do dramatu czytamy, że cierpienie stało się nieodłączną częścią polskiego losu, a wraz z przybyciem do Warszawy senatora Nowosilcowa przybrało nad wyraz drastyczne formy. Wstrząsająca, pełna detali opowieść Sobolewskiego o młodych spiskowcach, wywożonych kibitkami na Sybir, dramatyczna historia Cichowskiego doprowadzonego w wyniku okrutnych metod śledztwa do obłędu, porażające dzieje młodego Rollisona zakończone samobójczą śmiercią to tylko niektóre przykłady – znaki narodowej martyrologii. Często porównywano prześladowanych spiskowców do męczenników, świętych opromienionych aurą Chrystusową. Ojczyzna została podniesiona przez nich do rangi narodowego sacrum, stała się czymś absolutnie najważniejszym, wyjątkowym i świętym. W ich młodym, zapewne jeszcze rozedrganym świecie, była zapewne jedynym aksjomatem, stąd też niezgoda i bunt wobec narzuconego bezwzględnie jarzma niewoli.
Obrazy narodowego męczeństwa otwierają bardzo mroczną perspektywę, implikują zasadnicze pytanie dramatu o sens cierpienia, sens dziejów tak okrutnych i krwawych.
Czy w tym pełnym chaosu świecie jest gdzieś miejsce na nadzieję? Zapewne tak. Perspektywa odkupienia wiąże się z dwiema głównymi postaciami utworu: Konradem i księdzem Piotrem.

Wielki grzesznik

Jest nim Konrad – poeta, samotnik, wielki indywidualista przekonany o swojej wyjątkowości i sile. Poznajemy go w scenie „Prologu” rozgrywającej się we śnie – w planie onirycznym. Przestrzeń snu została wprowadzona nie bez powodu, jest przecież, według romantycznych wyobrażeń, miejscem kontaktu ze sferą pozaziemską, irracjonalną. Tutaj więc rozgrywa się dramatyczna walka złych i dobrych duchów o duszę Konrada, decyzja jednak należy do niego samego. Tę prawdę o niezwykłych możliwościach człowieka wyraża jeden z duchów mówiąc:

Ludzie! Każdy z was mógłby, samotny, więziony,
Myślą i wiarą zwalać i podźwigać trony…

W scenie „Prologu” dokonuje się transformacja bohatera. Więzień, pisząc na murze „Gustavus obiit – hicnatus est Conradus” (umarł Gustaw – narodził się Konrad), zaznacza przemianę z kochanka owładniętego wielką, szaloną namiętnością do kobiety w kochanka ojczyzny, patriotę głęboko przeżywającego tragizm losu własnego kraju.
Śpiewa pieśń szatańską, buntowniczą, pieśń zemsty: „z Bogiem i choćby mimo Boga”.
Następnie widzimy go w scenie więziennej pośród współtowarzyszy. Porażony dramatyczną opowieścią o narodowym cierpieniu zaczyna improwizować. Wygłasza dwa romantyczne monologi: „Małą” i „Wielką Improwizację”.
„Mała Improwizacja” jest wyrazem siły, mocy, potęgi Konrada, które uosabia orli lot.
Konrad próbuje wedrzeć się w świat wielkiej tajemnicy, przeniknąć sferę metafizyki, tam odnaleźć odpowiedź na dręczące kwestie. Przegrywa jednak z krukiem – symbolem nauk tajemnych, strażnikiem świata pozaziemskiego. Wkrótce jednak podniesie się, wygłosi najbardziej bluźnierczy monolog. „Wielka Improwizacja” to polemika z Bogiem wpisana w problematykę chrześcijańskiej teodycei.
Zło wszechobecne w świecie staje się powodem monologu pełnego dumy, pychy, ale także rozpaczy i trwogi. Do jego wygłoszenia uprawnia bohatera siła tworzenia i przekonanie o posiadaniu zdolności magicznych. Konrad bowiem twierdzi, że tak samo jak Bóg został wyłoniony przez siły kosmosu i włada nim niepodzielnie. Siłą swojej poezji może poruszyć wszechświat, zatrzymać lub wprawić w ruch kometę. Poezja jest czymś boskim, zapewnia nieśmiertelność, predestynuje do roli wyjątkowej i tej roli próbuje bohater sprostać.
Rzuca Bogu największe bluźnierstwa, oskarżając o zło tego świata. Nazywa go mądrością, obwinia o brak uczucia. Oto Bóg daleki człowiekowi z wysokości Boskiego majestatu rządzi światem, nie dbając o jego ład i szczęście. Nie dość, że czyni ludzkie życie nietrwałym i kruchym, to jeszcze naznacza go cierpieniem, którego sensu Konrad nie potrafi pojąć. Żąda więc zuchwale władzy nad światem, „rządu dusz”, sądzi bowiem, że byłby w stanie stworzyć lepszy świat od tego, który istnieje, dać ludziom radość i szczęście, rządziłby bowiem nie rozumem, lecz uczuciem:

Ja najwyższy z czujących na ziemskim padole…

Ogromna siła uczucia, która drzemie wewnątrz, pozwala temu dumnemu skądinąd indywidualiście na identyfikację z ludźmi, współczucie, wreszcie skłania do poniesienia największej ofiary:

Nazywam się Milijon, bo za Milijony
kocham i cierpię katusze…

Tak powie Konrad, odkrywając w sobie cechy mitycznego Prometeusza. Porównanie to nie pozostaje bezzasadne, chce być przecież Konrad kreatorem ludzkiego świata, tak jak mitologiczny bohater, który stworzył człowieka z gliny i łez, pragnąc, aby ten był szczęśliwy.
Prometeizm Konrada to również bunt i deklaracja cierpienia, poświęcenia się za ogół. To pełne utożsamienie z narodem, zespolenie z ojczyzną wyzwala największe bluźnierstwo, nie wypowiedziane do końca przez samego bohatera, ale niejako doszeptane przez szatana, który obejmuje władzę nad duszą Konrada, podsyca jego pychę, wreszcie dopowiada najpotężniejszą w ustach Polaka kalumnię: nazywa Boga nie ojcem świata, lecz carem.
Szaleńczy monolog kończy się w efekcie omdleniem. Jest ono znakiem potępienia wielkiego grzesznika, niepokornego buntownika, naiwnego uzurpatora, który poważył się być romantycznym tytanem i zszargał Boski majestat. Bóg pozostał niewzruszony, obojętny na prowokacje Konrada, okazał mu jedynie milczenie, nie odpowiedział na żaden z postawionych zarzutów, objawił swoją potęgę, skazując bluźniercę na potępienie. Bohater zostanie jednak ponownie wyniesiony, otrzyma przebaczenie. Stanie się tak za sprawą księdza Piotra, który odprawi egzorcyzmy, wypędzi diabła z jego duszy.
Wielki grzesznik doświadczy w rezultacie łaski, bo chociaż sprzeniewierzył się Najwyższemu, zbrukał największą świętość, zbuntował się jednak nie w imię miłości własnej, lecz z myślą o szczęściu ludzkości.

Transformacja bohatera z kochanka kobiety w kochanka ojczyzny (określenie Marii Janion) jest jedną z podstawowych figur symbolicznych literatury romantycznej.

Teodycea chrześcijańska – dziedzina filozofii poświęcona próbom uzgodnienia sprzeczności powstającej pomiędzy faktem istnienia zła i niesprawiedliwości w świecie a wiarą w dobrego i wszechmocnego Boga.

Pokorny chrześcijanin

Jest nim ksiądz bernardyn o imieniu Piotr. Pod względem charakterologicznym stanowi całkowite przeciwieństwo dumnego Konrada. Cichy, skromny, sam siebie nazywa „prochem i niczem”. To jego Bóg obdarzy zdolnościami prorokowania, każe mu przeżyć mistyczne uniesienie, w którym ujrzy dzieje Polski i odczyta ich sens.
„Widzenie księdza Piotra” uruchamia w utworze czas mitu religijnego. Oto okazuje się, że dzieje męczeńskiej Polski są współczesną realizacją mitu Chrystusowego, powtórzeniem ofiary Jezusa po to, by zbawić inne narody walczące o wolność. Całość wizji otrzymuje stylizację ewangeliczną i apokaliptyczną. Sumuje się ona w kilku odsłonach, które wyraźnie nawiązują do biblijnego opisu męki Chrystusa. Rozpoczyna je opis przestrzeni widzianej jakby „z lotu ptaka”. Jej centralnym motywem są kibitki wiozące Polaków na Sybir, wśród których znajduje się przyszły zbawca, mesjasz o tajemniczym imieniu „czterdzieści i cztery”. Tym konkretnym skądinąd postaciom i wydarzeniom zostają nadane znaczenia religijne. Prześladowanie jawi się jako rzeź niewiniątek, autor owej rzezi porównany zostaje do biblijnego Heroda, a tajemniczy „namiestnik wolności” – przyszły odkupiciel, który „uchodzi” z życiem – do Chrystusa. Następnie pojawia się wizja procesu Polski, ukształtowana na wzór procesu Jezusa, gdzie funkcję biblijnego Piłata spełnia Francja. Tak jak on „umywa ręce”. To wyraźna aluzja do postawy mocarstwa, które zawsze deklarowało swoją przyjaźń i poparcie dla sprawy polskiej, w decydującym jednak momencie po upadku powstania nie wykazało większego zainteresowania.
Następne obrazy odwołują się do konkretnych etapów Męki Pańskiej. Są to: droga krzyżowa, ukrzyżowanie i wniebowstąpienie. Polska dźwiga symboliczny krzyż, tworzony przez trzech zaborców, rozpinając ramiona na całą Europę. Po ukrzyżowaniu u jej stóp rozpacza matka-Wolność, a moskiewski żołdak przebija bok Jezusa. Obraz więc przypomina ewangeliczny pierwowzór, w którym Matka Boska opłakiwała śmierć syna, a rzymski żołnierz Longin zranił Chrystusa w bok. Najbardziej enigmatycznym ujęciem jest obraz wniebowstąpienia (gdzie cały naród owiany białą szatą wznosi się ku niebu), a następnie przemienia się w wizję zbawcy o trzech obliczach, który stoi na trzech stolicach i trzech koronach. To prawdopodobnie wyraz przyszłego triumfu, zwycięstwa nad zaborcą. Ów zagadkowy zbawiciel ponownie otrzymuje imię „czterdzieści i cztery”. Jego obraz zamyka „Widzenie”.

„Czterdzieści i cztery” – symbolika tej liczby odwołuje się do wykładni mistycznej, zwanej kabałą. Występuje w inspirowanych kabałą teoriach Saint-Martina, gdzie oznacza męża oczekiwanego, przyszłego zbawiciela, wskazanego tajemniczą liczbą 44 oznaczającą nowego Adama – mesjasza.

Romantyczny prowidencjalizm

Profetyzm – zdolność przewidywania przyszłości,
prorokowanie.

Profetyzm III części „Dziadów„ nadaje narodowej historii wymiar sakralny, metafizyczny. Wyjaśnia sens cierpienia, wpisując je w ramy szerzej pojmowanej filozofii dziejów zwanej romantycznym prowidencjalizmem.
Jest to pogląd, który zakłada, że świat w swoim kształcie został przez Boga wcześniej zaplanowany, a jego scenariusz misternie obmyślony. Wszystko, co dzieje się, jest więc niczym innym jak konsekwentnym spełnianiem się Boskiego planu świata, ma głębszy sens, ku czemuś zmierza. Jedynie bowiem Bóg, a nie człowiek potrafi ogarnąć całość ziemskich spraw i nadać im odpowiedni bieg. Nawet jeśli człowiek nie potrafi pojąć świata skażonego cierpieniem, powinien zaufać Boskiej Opatrzności, wierzyć, że w tej niedoskonałości kryje się jakiś głębszy zamysł. Odsłania go Bóg przed księdzem Piotrem, ukazując, że w historii Polski nic nie dzieje się przypadkowo, rozwija się ona według Boskiego scenariusza.
Losy Polski mają być powtórzeniem dziejów Chrystusa, cierpienie stanowi element wyższej filozofii, prowadzi do odkupienia. Tę wymowę podkreśla ponadto czas „Widzenia”. Ma miejsce na Wielkanoc, z którą związana jest przecież symbolika zmartwychwstania. Taka interpretacja narodowej historii otrzymuje miano mesjanizmu.
Polsce przypada tu rola szczególna, rola mesjasza, wybrańca narodów, który tak jak Jezus, aby zmartwychwstać i zbawić innych, musi najpierw ponieść śmierć na krzyżu.

„Naród jak lawa…”
Obok mistycznych uniesień, wizji, snów, improwizacji na granicy świata widzialnego i fantastycznego są również w Dziadach części III sceny realistyczne, zawierające przegląd postaw Polaków wobec zaborcy.
Do nich należą chociażby scena VII i VIII, czyli „Salon warszawski” i „Pan Senator”. Mają charakter pamfletu politycznego, nie brak tu karykaturalnych, satyrycznie nakreślonych postaci Polaków – zauszników Nowosilcowa. To przede wszystkim towarzystwo stolikowe – arystokratyczna elita, którą stanowią między innymi oficerowie, literaci piszący wątpliwej jakości wiersze o „sadzeniu grochu” i wytworne damy podziwiające kunszt i maestrię Nowosilcowa w organizacji balu. Przeciwstawia im autor tych, którzy stoją przy drzwiach, młodych patriotów szeptem rozprawiających o wywózkach na Sybir, prześladowaniach, tragicznej historii Cichowskiego. To właśnie ona staje się powodem do konfrontacji lojalistów i patriotów. Damy i literaci czują się wyraźnie zgorszeni tak drastyczną opowieścią, gustują bardziej w wierszach francuskich i twierdzą: „My Polacy, my lubim sielanki!”.
Podobny kontrast postaw ukazuje scena balu u Senatora. Wykwintnego widowiska zorganizowanego „na wzór obrazu” nie jest w stanie zakłócić nawet wstrząsająca sprawa Rollisona, którego matka przychodzi błagać senatora o łaskę dla syna. Bal trwa nadal, wirują roztańczone pary, a jedna z dam ubrana w przepyszną toaletę oburza się, widząc, że w tak ważnej chwili ktoś ośmielił się zająć uwagę Senatora.
Ocenę tak zróżnicowanych postaw polskiego społeczeństwa zawiera wypowiedź Piotra Wysockiego zamykająca scenę „Salonu warszawskiego”. Porównuje on polski naród do lawy, „z wierzchu zimnej i twardej”, lecz posiadającej „głębię”, w której płonie gorący ogień. Metafora jest dość czytelna. Wierzch stanowią ugodowcy, ci, którzy przeszli na służbę carską, zaprzedali swoje dusze zaborcy, głębia to konspiratorzy, spiskowcy ogarnięci patriotycznym szaleństwem, bezkompromisowi i gotowi na wszystko.



Co warto wiedzieć o konstrukcji dramatu?
Przyjęło się powszechnie uważać, że dramat romantyczny jest z zasady pełen kompozycyjnego nieporządku. Sprzyja takiej opinii wielość funkcjonujących w obrębie tekstu konwencji. Opinia to jednak nie do końca słuszna. Kiedy przyjrzeć się dokładniej architektonice III części „Dziadów”, widać, że układ scen wcale nie jest przypadkowy, co więcej, przypomina średniowieczne misterium. Do takiego odczytania inspiruje Juliusz Kleiner. Przyjrzyjcie się temu i oceńcie sami.

Układ kompozycyjny scen:

Prolog
sc. I – Scena więzienna
sc. II – Wielka Improwizacja
sc. III – Scena egzorcyzmów

sc. IV – Widzenie Ewy
sc. V – Widzenia ks. Piotra
sc. VI – Widzenia Senatora
sc. VII – Salon Warszawski
sc. VIII – Bal u Senatora
sc. IX – Noc dziadów

Symetrycznie odpowiadające sobie na początku i na końcu dwie sceny fantastyczne – „Prolog” i „Noc dziadów” – tworzą klamrę kompozycyjną.
Kluczowa dla dramatu scena to „Widzenie ks. Piotra”. Znajduje się dokładnie w środku, dzieląc utwór na dwie symetryczne części. Nad górną połową dominuje Konrad, nad dolną Nowosilcow, obie łączy ksiądz Piotr. Sceny IV, V, VI to sceny widzeń, tworzą tzw. tryptyk mistyczny. Tu również ksiądz Piotr spaja niejako niebiański sen Ewy i piekielną wizję Nowosilcowa. Tryptyk dzieli ponadto układ dziewięciu scen na trzy części, jak w średniowiecznym misterium przedstawiającym dzieje grzesznej duszy. Bohaterem pierwszej jest Konrad, nawrócony grzesznik i wybraniec nieba, bohaterem drugiej ksiądz Piotr, a trzeciej Nowosilcow – przynależący do piekła. Układ scen jest więc przemyślany i zadziwia swoją symetrią.

Układ kompozycyjny postaci oparty na zasadzie kontrastu ma głębszy podtekst symboliczny. Obrazuje walkę metafizycznego dobra i zła. Znajduje tutaj swoje odzwierciedlenie filozofia manichejska głosząca dualizm świata, traktująca rzeczywistość jako arenę nieustannej walki dobra ze złem.

Misterium – rodzaj średniowiecznego dramatu, podzielonego na trzy części: niebo, ziemię, piekło. Bohater zostaje usytuowany pomiędzy Bogiem a Szatanem, niebem a piekłem, ma dwoistą naturę i związane z nią sny, wizje; w rezultacie jako nagrodę wybiera niebo.

Na podstawie dramatu wieszcza powstał film Tadeusza Konwickiego Lawa. Opowieść o „Dziadach” Adama Mickiewicza.
Scenariusz napisał Tadeusz Konwicki, muzykę Zygmunt Konieczny. W filmie zmieniono kolejność przedstawiania poszczególnych części, pominięto duże fragmenty, a przede wszystkim dodano sceny, np. obrazy współczesnych tłumów. Film Konwickiego jest więc swobodną adaptacją Mickiewiczowskiego dramatu, wielki wpływ miała tu osobowość reżysera.

W „Lawie” zagrali między innymi:
Gustaw Holoubek (narrator,
Gustaw-Konrad)
Artur Żmijewski ( Gustaw-Konrad)
Teresa Budzisz-Krzyżanowska
(pani Rollison)
Henryk Bista (Senator)
Maja Komorowska (Guślarz)
Tadeusz Łomnicki (ksiądz)
Janusz Michałowski (ksiądz Piotr)
Andrzej Łapicki (car)

zrodlo: Magazyn Cogito



Pozdrawiam!

Moderator Uczniowskiego Forum Dyskusyjnego

#3 JoeWeider

JoeWeider

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 3051 postów

Napisano 23 wrzesień 2002 - 15:55

Adam Mickiewicz "Dziady" cz. II


To Wasze pierwsze spotkanie z „Dziadami” A. Mickiewicza. Nie ostatnie, bo w liceum przeczytacie jeszcze czwartą i trzecią część cyklu.

„Dziady” były wielokrotnie wystawiane na deskach teatrów. Sfilmowania dzieła podjął się Tadeusz Konwicki w swojej osobistej opowieści „Lawa. Opowieść o „Dziadach” Adama Mickiewicza.” II część „Dziadów” ma wiele wspólnego z napisanymi również w Kownie balladami. Łączy je przede wszystkim sfera niezwykłej fantastyki i ludowej moralności, prostej i szczerej, opartej na przekonaniu, że zawsze sprawiedliwości stanie się zadość, a każdy nikczemny postępek spotka się z należytymi konsekwencjami.


Geneza dramatu


Powstały w 1823 roku podczas pobytu Mickiewicza w Kownie, stąd też od nazwy miejsca nazwane zostały „Dziadami kowieńskimi”, w odróżnieniu od tych napisanych nieco później w 1832 roku, po upadku powstania listopadowego, zwanych drezdeńskimi, bo właśnie w Dreźnie powstały. Zrodziła je romantyczna wiara w istnienie jakiegoś innego wymiaru bytu, o którym nie chcieli słyszeć racjonaliści, niechętni temu, co pozaintelektualne, „nielogiczne”. Dla romantyków, a tym samym dla Mickiewicza, świat był o wiele bardziej skomplikowany, bogatszy o sferę metafizyki, wobec której rozum stawał się bezradny. Dopiero intuicja, wiara, uczucie pozwalały doświadczyć tej przestrzeni, a tym samym wniknąć w najskrytsze tajemnice duchowego życia człowieka i odkryć jego związki z tym, co irracjonalne, mroczne, niepokojące.
Od czasów najdawniejszych na Białorusi, Ukrainie, Litwie i w Rosji, zaraz po Wielkanocy, odprawiano na wiejskich cmentarzach obrzęd zwany radawnicą. Jego głównym momentem był poczęstunek dla rodziny zmarłych i dziadów proszalnych, czyli żebraków (którzy modlili się za zmarłych), a wszystko na intencję dusz przodków, których się wspominało. Uczta odbywała się za dnia po mszy żałobnej. Podobna uroczystość odbywała się jeszcze raz w roku – jesienią. W takich owianych tajemnicą spotkaniach uczestniczył też Adam Mickiewicz, wówczas jeszcze dziecko. Ze słyszenia zaś znał dziady, uroczystość, w czasie której obcowało się z duszami zmarłych, inaczej mówiąc: wywoływało się duchy. Po latach napisał „Dziady” cz. II, dla których pierwowzorem akcji i scenerii było połączenie tych na wpół pogańskich praktyk.

Dziady – to nazwa starego, sięgającego jeszcze czasów pogańskich, obrzędu obchodzonego przez prosty lud na terenach Litwy, Prus i Kurlandii. Uroczystość ta miała miejsce w kaplicach lub pustych domach niedaleko cmentarza. Zgromadzeni ludzie uczestniczyli w obrządku wywoływania duchów, które zapraszali na ucztę składającą się z jadła, trunków i owoców. Dziady odprawiane były potajemnie, albowiem Kościół potępiał ten obrzęd, widząc w nim zabobon i przejaw niepotrzebnego zbytku.


Co się rozgrywa w II części „Dziadów”?

Spektakl pełen czarów, dziwów, magicznych zaklęć. Mistyczne widowisko z udziałem gości z zaświatów. Prawdziwy romantyczny teatr, który pozwala otrzeć się o migotliwą, tajemniczą sferę metafizyki. Jego reżyserem jest Guślarz. Rzecz dzieje się w kaplicy na cmentarzu w wigilię Zaduszek. Przybyłym na uroczystość wieśniakom towarzyszy mroczna, posępna sceneria. Jest noc, okna kaplicy zostały zakryte czarnym całunem, nie pali się nawet świeca. W cmentarnej kaplicy zebrał się chór wieśniaków i wieśniaczek oraz Guślarz. Gusło to po białorusku zaklęcie, więc Guślarz to „ten, który wymawia zaklęcie”, prowadzący nocną uroczystość przewodnik spotkania ze zjawami, dzisiaj powiedzielibyśmy modnie „guru”. Otwiera obrzęd zaduszny znakiem i zaklęciem. Znakiem jest ogień, który wybucha małym, lecz silnym płomieniem po zapaleniu garści kądzieli (kądziel – pęk lnu, konopi albo wełny). Przenika on w zaświaty i oddziaływuje na tamtejsze byty. Zaintonowane przez Guślarza zaklęcie brzmiało:
Czyśćcowe duszyczki!
W jakiejkolwiek świata stronie:
Czyli która w smole płonie,
Czyli marznie na dnie rzeczki,
Czyli dla dotkliwszej kary
W surowym wszczepiona drewnie,
Gdy ją w piecu gryzą żary,
I piszczy, i płacze rzewnie;
Każda spieszcie do gromady (…)!
Oto obchodzimy Dziady!
Zstępujcie w święty przybytek;
Jest jałmużna, są pacierze,
I jedzenie, i napitek.

Na scenę wkraczają postacie romantycznego świata grozy – duchy, widma, upiory. Pojawiają się na krótko, odsłaniają zebranym strzępki swojej historii, po czym znikają, pozostawiając uczestnikom widowiska nauki moralne.
„Romantyczne duchów obcowanie” rozpoczynają duchy o grzechach lekkich. To Józio i Rózia, którzy proszą zebranych o ziarnko gorczycy, albowiem do królestwa niebieskiego wejść mogą jedynie ci, którzy za życia doznali goryczy, bólu, rozpaczy.
Udziałem Józia i Rózi były tylko ziemskie przyjemności, dzieciństwo wolne od trosk, „pieszczoty, łaskotki, swawole”. Za słodycz ziemskiego bytowania trzeba potem gorzko płacić wiecznym wygnaniem, nudą i trwogą, bo:

Kto nie doznał goryczy ni razu,
Ten nie dozna słodyczy w niebie.

Ziarnko gorczycy ma stać się namiastką bólu i jeśli nawet nie zrównoważy rozmiaru ziemskich uciech, pozwoli przynajmniej otrzeć się o cierpienie.
Następnie na ucztę przybywa „duch ciężki”. To widmo złego pana, wielkiego feudała, spragnionego jadła i napoju.
Towarzyszy mu rój ptactwa. Kruki, sowy i orlice to również elementy pozaziemskiej przestrzeni, dawni podwładni, którzy po śmierci przyjęli taką postać. Odkrywają mroczną, pełną win przeszłość swego pana, który w ich relacji staje się uosobieniem pazerności, pychy i zła. Gnębił poddanych, morzył głodem, skazywał na chłostę. Nie odnalazł w sobie nigdy ani odrobiny litości, współczucia, po prostu „nie był ni razu człowiekiem”. Krótka, ale niezwykle drapieżna, pełna grozy scena ujawnia kolejną prawdę:

Kto nie był człowiekiem ni razu
temu człowiek nic nie pomoże.

Kara wymierzona dopiero po śmierci przez metafizyczny wymiar sprawiedliwości jest okrutna. Zły pan doświadcza losu, jaki wcześniej stał się udziałem jego poddanych. Teraz on cierpi pragnienie i głód, na próżno żebrząc o ziarnko pszenicy i kropelkę wody, a bezlitosne ptaszyska szarpią jego ciało tak, że „nagie świecą kości”.
I wreszcie z zaświatów przybywa postać już mniej demoniczna, duch z grzechem średnim. To Zosia, najpiękniejsza niegdyś dziewczyna w wiosce.
Błąka się po zaświatach, bo nie potrafiła kochać. Gardziła ziemską miłością, igrała z uczuciami wielbicieli. Jej grzechem stał się brak uczucia, żyła na świecie, lecz „nie dla świata”. Po śmierci nie może dostąpić zbawienia. Skazana na odwieczną trwogę samotności, pragnie doświadczyć miłości, lecz:

Kto nie dotknął ziemi ni razu,
Ten nigdy nie może być w niebie.

Te słowa powtarza chór, wyraźnie podkreślając, że miłość jest nieodłącznym elementem ludzkiego losu, a ten, kto nie kochał naprawdę, sprzeniewierzył się swojemu przeznaczeniu, zuchwale odrzucił istotę życia.

Postacie z zaświatów
Głównymi bohaterami utworu są zjawy, postacie niematerialne, przybyłe na zaproszenie Guślarza. Będą zawieszone w kosmosie aż do czasu Sądu Ostatecznego. Wtedy dopiero zapadnie wyrok, gdzie mają się udać: do piekła, nieba czy czyśćca. Do tego czasu mają się doskonalić, a wielką pomocą w tym mogą być żyjący, którzy litują się nad nimi oraz ofiarują modlitwę i jałmużnę. Duchy te według wierzeń pogańskich dzieliły się na:
- więzione w przyrodzie (tutaj w drewnie),
- ogniowe (płonące w smole i piecu),
- wodne (marznące na dnie rzeczki).
Wiara w duszę to element chrześcijański, ale taki podział nadprzyrodzonych sił wskazuje na sięganie przez Mickiewicza do ludowych wierzeń, do pogańskich religii. Obrzęd dziadów to czysta magia, w której zanurzają się uczestnicy zdarzeń, czyli zebrana w miejscu kultu gromada. Zgromadzony tłum – anonimowy, ale wyznający te same prawa i zasady – jest świadkiem i uczestnikiem obrzędu, podporządkowuje się Guślarzowi.

Duchy lekkie
Prowadzący starzec najpierw przywołuje duchy lekkie, które „wietrznym błądzą szlakiem, nie wzlatując w niebieskie bramy”. Na to zawołanie pod sufitem kaplicy pojawiają się Józio i Rózia, dwoje dzieci, które zwracają się do jednej z obecnych kobiet „Mamo…”. Skarżą się obecnym na niemożność uczestnictwa w chwale niebios. Powodem jest zbyt słodkie, beztroskie życie na ziemi, nie „zaprawione” żadną krzywdą ani bólem, utracone szybko, bez możliwości zahartowania swojej duszy cierpieniem. Zbłąkane istotki przestrzegają zebranych:
Kto nie doznał goryczy ni razu,
Ten nie dozna słodyczy w niebie.
Proszą o ziarnko gorczycy, które symbolizuje „gorycz” życia, czyli cierpienie, doświadczenie, rozpacz.
Duch ciężki
Po rozmowie z niewinnymi dziećmi wybija północ, godzina duchów ciężkich. Prowadzący obrzęd zapalił kocioł wódki i skinął laską, aby w ten sposób przywołać widma tych, którzy popełnili najcięższe zbrodnie i grzechy. W oknie ukazał się upiór, blady, z wyłupiastymi oczami, które jarzyły się jak węgle w chmurze dymu i błyskawic. Dusza tej „potwory” nie oddzieliła się od ciała, zmarły musiał więc tułać się po wrogim świecie, wciąż rozpamiętując złe uczynki oraz cierpiąc głód i pragnienie. Było to widmo pana tej wioski, zmarłego trzy lata temu. Wokół niego krążyły kruki, sowy, orlice, za życia sługi właściciela majątku ziemskiego, skazane przez jego kamienne serce na śmierć. Kruk opowiada historię zerwania kilku jabłek z pańskiego sadu. Zmusił go do tego głód. Choć wina była niewielka i usprawiedliwiona, okrutny pan kazał wychłostać nieboraka, który w wyniku tortur zmarł. Współczucia nie doczekała się też Sowa. W mroźny, wigilijny wieczór przybyła pod pański dwór z malutkim dzieciątkiem przy piersi. Przyszła prosić o zapomogę, bo umierała z głodu. Srogi pan kazał ją wypędzić, więc wywleczono ją za włosy i wypchnięto na śnieg. Zbita i zziębnięta zamarzła. Dlatego teraz żarłoczne ptaki wyszarpywały z jego rąk i z gardła każdy okruch jadła i każdą kroplę napoju, skazując go na wieczne męki. Upiór daje zebranym ludziom taką oto przestrogę:
Bo kto nie był ni razu człowiekiem,
Temu człowiek nic nie pomoże.
Piętnuje tym samym postawę nieludzką – brak serca i szlachetnych uczuć.
Pomysł wykreowania widma złego pana wiązał się prawdopodobnie z zasłyszaną przez poetę legendą o właścicielu majątku Uznohy koło Baranowicz. W okolicach opowiadano o jego okrucieństwach wobec poddanych, karach za szkody wyrządzone w lesie dworskim. Nagłą śmierć pana poniesioną przy pożarze lasu interpretowano jako karę Bożą. Do utwierdzenia chłopów w tym przekonaniu przyczyniło się też dzikie ptactwo, które rzuciło się na ciało ofiary.
Mimo szczerych chęci chłopi zebrani na cmentarzu nie mogli ulżyć męce złego pana. Guślarz odpędza go w imieniu Trójcy Świętej i krzyża oraz przygotowuje się do wezwania ducha średniego.
Duch średni
Pod cerkiewnym pułapem ukazuje się zjawa Zosi, młodej i pięknej pastereczki, niegdysiejszej mieszkanki wsi. Za życia rozkochała w sobie wielu młodzieńców, ale ich prośby, prezenty, wyznania przyjmowała ze śmiechem, traktując ich uczucia lekko i żartobliwie. Bujała w obłokach, stworzyła sobie własny świat, ale nigdy prawdziwie nie kochała. Jej obojętność wynikała z dumy, próżności, pragnienia pochlebstw. Teraz w zaświatach lata niesiona wiatrem jak piórko, nie może ani wzbić się pod niebiosa, ani dotknąć ziemi. Czuje w sobie pragnienie bycia kochaną. „Nieznajome ognie” przejmujące ją dreszczem to pożądanie. Ratunkiem dla pięknej pokutnicy byłaby pomoc młodzieńca: pochwycenie za ręce i ściągnięcie na ziemię.
Zosia także wygłasza pouczenie. Mówi:
Kto nie dotknął ziemi ni razu,
Ten nigdy nie może być w niebie.
Dziewczyna opowiada się w ten sposób za pełnym wykorzystaniem życia, chwytaniem każdego dnia, intensywnym jego przeżywaniem.

Funkcja romantycznego świata grozy

Pierwsza część spektaklu dobiegła końca. Trudno oprzeć się wrażeniu, że cały ten romantyczny świat grozy ukazany w pełnej okazałości zmierza w kierunku moralistyki, próbuje zdefiniować istotę człowieczeństwa. Bo cóż to znaczy „być człowiekiem” według ludowych wyobrażeń?
Formuła człowieczeństwa okazuje się bardzo prosta: być człowiekiem znaczy doznać pełnej gamy uczuć: miłości, rozkoszy, bólu, rozpaczy, udręki, współczucia, solidarności.
To one wypełniają przestrzeń ludzkiego doświadczenia, skazując człowieka na życie być może niełatwe, ale za to pełne, mocne, głębokie.
Oprócz ładunku moralistycznego II część „Dziadów” odsłania niezwykle istotną prawdę. Uświadamia przede wszystkim, że wszystko, co na ziemi, jest dla człowieka i na jego miarę. To rozpoznanie wydaje się szczególnie głębokie i wartościowe. Przypomina człowiekowi, że jego przeznaczeniem jest… miłość i udręka, rozkosz i cierpienie, przyjemność i ból…


Między moralistyką a fantastyką

II część „Dziadów” rysuje się więc jako utwór wewnętrznie pęknięty. Nie jest to bynajmniej skaza kompozycyjna, ale świadomy zamysł autorski. Gdyby akcja dramatu została zawieszona w momencie zniknięcia ducha z grzechem średnim (Zosi), utwór byłby bardzo schematyczny, zanadto uporządkowany, zakotwiczony przede wszystkim w sferze moralistyki. Pojawienie się szkaradnej postaci burzy zaplanowany wcześniej scenariusz, wprowadza ferment, objawia potęgę fantastyki, która okazuje się wielką triumfatorką.

Definicja romantyzmu

Widowisko nie kończy się jednak. O północy do kaplicy wkracza widmo upiorne. Nie wywołane przez nikogo, nie oczekiwane, nie proszone.
Upiór stoi nieruchomo i milczy, wpatrując się w pasterkę i wskazując na serce. Przez jego ciało biegnie pąsowa pręga. Nikt z obecnych nie rozumie zachowania bladej mary. Jedynie pasterka uśmiecha się, jakby cieszyła ją myśl o spotkaniu kogoś znajomego. Kim jest ów mężczyzna? Tego możecie dowiedzieć się z „Dziadów” cz. IV.
Spektakl, który do tej chwili rozgrywał się według obmyślonego scenariusza, zaczyna być niepokojącą improwizacją. Magiczne zaklęcia Guślarza tracą swą moc, widmo panoszy się wszędzie, biegnie za pasterką, niczego nikomu nie wyjaśniając. Wówczas to z ust Guślarza padają najbardziej istotne dla II części „Dziadów” słowa:

To jest nad rozum człowieczy!

W nich zawiera się definicja romantyzmu jako zjawiska kompletnie irracjonalnego, nie mieszczącego się w porządku intelektu. Żywiołem romantyzmu staje się metafizyka, mistyka, magia, fantastyka – nie poddane władzy rozumu, istniejące niezależnie od woli człowieka.

Dramat romantyczny


Dramat Mickiewicza zaskakuje całkiem nową budową. Zdecydowanie różni się od dramatów z poprzednich epok. Niektóre jego cechy (klasyczne) są zaczerpnięte z dramatów antycznych:
– wprowadzenie chóru i przewodnika (tu chór wieśniaków i Guślarz);
– akcja toczy się w jednym miejscu, w ciągu kilku godzin i jest jednowątkowa (jak w tragedii starożytnej);
– dialogi prowadzi niewiele osób (dwie, trzy).
Romantycznymi cechami są:
– ludowość, czyli odwołanie się do wiejskiego obrzędu, ukazanie moralności ludu, bohaterami są chłopi;
– fantastyka wyrażająca się w opisywaniu duchów, uczynieniu ich bohaterami dramatu;
– tajemniczość, akcja toczy się w nocy, w kaplicy na cmentarzu;
– odwołanie się do głosu serca, a nie rozumu (elementy religii, czyli wiara w pomoc pokutującym duszom).


Takie wypracowanie może zadać Ci nauczyciel
- Jakie prawdy moralne przekazuje obrzęd dziadów w dramacie Mickiewicza?
- Jak w II części „Dziadów” realizowane jest motto zaczerpnięte z „Hamleta” Szekspira: „Są dziwy w niebie i na ziemi, o których ani śniło się waszym filozofom”?
- „Ciemno wszędzie, głucho wszędzie/Co to będzie, co to będzie?” Wymyśl ciąg dalszy tajemniczej przygody.
- Bierzesz udział w realizacji szkolnego spektaklu „Dziadów”. Opisz stroje, w których wystąpią wszystkie duchy przybywające do kaplicy.
- W liście do koleżanki lub kolegi opowiedz o premierze „Dziadów”, która odbyła się w… szkolnej szatni przerobionej na cmentarną kaplicę.
- Dlaczego ludzi fascynują opowieści o tajemniczych stworach, zjawach z zaświatów, duchach zmarłych?
- Już straszna północ przybywa… Dokończ opowieść.
- Sprawiedliwe zrządzenie Boże! Jakie cechy moralności ludowej znajdujesz w II części „Dziadów”?


Istnieje też I część „Dziadów”, która nie ukazała się w druku za życia autora. Składają się na nią luźne sceny nie komponujące się w jednolitą całość. II i IV część „Dziadów” nazywa się „Dziadami” wileńsko-kowieńskimi. Powstawały bowiem w Wilnie (tam Mickiewicz studiował) i Kownie (gdzie objął posadę nauczyciela). III część „Dziadów” Adam Mickiewicz napisał w Dreźnie (stąd określenie „Dziady” drezdeńskie).

zrodlo: Magazyn Cogito



Pozdrawiam!

Moderator Uczniowskiego Forum Dyskusyjnego

#4 JoeWeider

JoeWeider

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 3051 postów

Napisano 15 październik 2002 - 18:52

zrodlo: www.cogito.com.pl

Pozdrawiam!

Moderator Uczniowskiego Forum Dyskusyjnego



Similar Topics Collapse

  Temat Forum Autor Podsumowanie Ostatni post


Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych


Inne serwisy: IFD