Skocz do zawartości




Zdjęcie

Motywy w literaturze na przestrzeni wieków


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
32 odpowiedzi w tym temacie

Katalogi.pl

Katalogi.pl
  • Bywalec

#1 thepriest

thepriest

    1

  • Members
  • PipPip
  • 21 postów

Napisano 14 październik 2004 - 17:55



Witam!
Rozpoczynam przygotowania do matury... :(
Potrzebuję tytułów utworów z motywem śmierci oraz dla kolegi - z motywem Boga. Muszę prześledzić jego zróźnicowanie w różnych eopkach literackich. Czy ktoś może mi zaproponować jakieś przyjemne i krótkie utwory, w których znajdują się w/w motywy? Prosiłbym o ok. 10 - 15 tytułów z róźnych epok, ponieważ moja znajoma ma ten sam temat, a tytuły nie mogą się powtarzać...

Z góry dziękuję i przy okazji witam wszystkich, gdyż jestem tu nowy, a to mój pierwszy post :)

#2 thepriest

thepriest

    1

  • Members
  • PipPip
  • 21 postów

Napisano 14 październik 2004 - 17:58

sorki za to zdjęcie... sprawdzałem jak działa opcja zdjęcie przy nowym poście :P

#3 asiu

asiu

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 1712 postów

Napisano 14 październik 2004 - 21:28

Bóg:
http://www.ufd.pl/temat4926/
http://www.ufd.pl/temat5132/
http://www.ufd.pl/temat4837/
śmierć:
http://www.ufd.pl/temat5378/

#4 asiu

asiu

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 1712 postów

Napisano 14 październik 2004 - 21:30

Motyw Boga

Biblia - ukazuje człowieka w stosunku do Boga, opis stworzenia świata - wszystko co jest stworzone pochodzi od Boga ,
Hymn o miłości - miłość jest cechą Boga, a zbawienie będzie oznaką tej miłości.
Ks. Koheleta fragment "Wszystko ma swój czas" - Kohelet w końcowych rozważaniach stwierdza, że wszystko pochodzi od Boga,
"Przypowieść o talentach" - wszystko, czym jesteśmy i co posiadamy jest darem Bożym, talentem nam powierzonym.
Narodziny i życie Chrystusa, dzieje apostolskie i prześladowanie pierwszych chrześcijan.
Średniowiecze
-teocentryzm- Bóg jest przyczyną wszelkiego bytu i bytem najwyższym.
"Legenda o św. Aleksym" - tylko człowiek cnotliwy może ze spokojem oczekiwać śmierci, po której zostanie zbawiony.
"Pieśń o Rolandzie" - "Bóg, honor i ojczyzna" - najważniejsze wartości rycerza, Roland poprzez swą rycerską śmierć wyraża bezwzgledną wierność Bogu.
"Rozmowa Mistrza Polikarpa ze śmiercią" - Bóg przychyla się do modlitewnej prośby Mistrza, "by uźrzał śmierć w jej postawie" co świadczy o Jego wszechobecności.
"Posłuchajcie bracia miła" - Matka Boska namawia kobiety, aby prosiły Boga, Bóg jest miłosierny.
Renesans
Jan Kochanowski:
hymn "Czego chcesz od nas, Panie" - utwór ten jest pochwałą Boga. Chwała niewidzialnego Boga poprzez widzialny świat. Bóg jako artysta, świat to dzieło sztuki. Poczucie trwałości i
niezmienności świata logicznie uporządkowanego i kierowanego przez Boską mądrość, wolę i opatrzność. Bóg jest doskonały, idealny i taki też stworzył świat.
fraszka "Na dom w Czarnolesie" - apostrofa do Boga, prośba o dobre, uczciwe życie.
pieśni: "Chcemy sobie być radzi", "Miło szaleć kiedy czas po temu" - hołd złożony Bogu przez poddanego mu, miłującego Go człowieka,
treny: X - Jan Kochanowski zwątpił w życie po śmierci, w Boga, do którego miał zaufanie, w obliczu nieszczęść nawet wiara upadła.
XI - nie jesteśmy w stanie zmienić decyzji Boga.
Barok
M. Sęp - Szarzyński - Bóg karzący, Bóg jako Chrystus Król, oddalenie się, daleki do osiągnięcia
D. Naborowski "Marność" - dramatyczne życie człowieka, ale należy to przyjmować ze spokojem, wierzyć w Boga jako przeznaczenie. Musimy być pobożni, aby móc nie bać się śmierci ciągle musimy mieć wzgląd na Boga.
Romantyzm
Adam Mickiewicz:
"Dziady" : Widzenie ks. Piotra - "Panie czymże ja jestem przed Twoim obliczem?...prochem i niczem" - personifikacja ojczyzny, jest ofiara niewinna, tak jak Chrystus.
Wielka Improwizacja - bunt i bluźnierstwo Konrada, który domaga się od Boga "rządu dusz", Bóg milczy.
"Pan Tadeusz" - Jacek Soplica przyjął imię Robak - wyraz skruchy i pokory wobec Boga.
J. Słowacki - "Smutno mi Boże" - ton żałobny, elegijny, dominuje smutek i zaduma, dostrzeganie podobieństwa do modlitwy (Bóg, wieczór). Zrezygnowany podmiot wątpi w skuteczność wiary.
Z. Krasiński - "Nie-Boska komedia" - przeciwko i bez Boga, krwawa komedia, zasługuje raczej na Boży gniew. Zakończenie utworu - cudowne pojawienie się Chrystusa i zwycięstwo dobra nad złem.
C. K. Norwid - "Moja piosnka" (II) - "Tęskno mi Panie..." - refleksja nad własnymi uczuciami, własnym losem. Tęsknota za ojczyzną (gniazdo bocianie, zwyczaj pokłonu w imieniu Chrystusa)
Pozytywizm
H. Sienkiewicz - "Quo vadis" - obraz pierwszych chrześcijan.
Młoda Polska
J. Kasprowicz - "Hymny" - bunt wobec Boga, wizja zagłady, końca świata, Bóg karzący, surowy sędzia obojętnie patrzy na to co dzieje się poniżej, niemy.
"Księga ubogich" - Bóg jest dobrotliwym staruszkiem, który wszystko wybaczy.
T. Miciński - [Jam ciemny jest wśrod wichrów płomień Boży]-wszystko pochodzi od Boga, nawet zło.
"Anake" - szatan buntuje się przeciwko harmonii gwiazd, jednostka uosabiająca bunt człowieka przeciw boskiemu porządkowi.



Współczesność
J. Twardowski - "Podziękowanie", "Daj nam", "Spieszmy się" - Ksiądz-poeta prezentuje w swojej poezji układ Bóg-człowiek oparty na najważniejszym z przykazań Boskich, na przykazie miłości, Bóg jest bliski człowiekowi, przejawia się w jego zwykłym życiu, darach i radości ziemskiej, pełnym istnieniu.
Hanna Krall - "Zdążyć przed Panem Bogiem" - wyścig, chęć uprzedzenia Boga, próba wydarcia życia: "Pan Bóg już chce zgasić świeczkę, a ja muszę szybko osłonić płomień wykorzystując Jego chwilową nieuwagę. Niech się pali choć trochę dłużej, niż On by sobie tego życzył."
Albert Camus - "Dżuma" - dla dr Rieux niewiara staje sie siłą i oparciem. Na nikogo nie zrzuca odpowiedzialności, nie ma pytań, pretensji do Boga dlaczego do tego dopuścił. "Śmierć stanowi porządek świata. Może lepiej jest dla Boga dlaczego do tego dopuścił. Walczy ze wszystkich sił ze śmiercią nie wznosząc oczu ku temu niebu gdzie on milczy. Paneloux - uważa dżumę za karę rzuconą przez Boga na grzeszników, jedynym sposobem odwrócenia plagi jest modlitwa i pokuta : Miłość do Boga jest trudną miłościa.
T. Różewicz - "Bez" - świat bez Boga. Współczesnego człowieka cechuje brak wiary, Bóg przestaje być potrzebny, nie zauważamy momentu odejścia od Boga.
Cz. Miłosz - "Piosenka o końcu świata" - wiersz nie neguje Boga, przyjęcie, że koniec świata następuje każdego dnia dla jakiegoś człowieka.
"OEcomomia divina" - świat bez Boga byłby chaosem, byt bez Boga nie ma podstaw, ludzie grzesząc prowokują Boga, chcą znaku, chociaż kary.
"Wiara" - cierpienie nadaje sens życiu, widzi Boga w świecie, wiersz to akceptacja świata.
"Nadzieja" - nadzieja, czyli wiara w to, że istnieje coś więcej niż świat widzialny.
"Miłość" - kolejne wymaganie, prawda wiary, służyć Bogu należy nawet jeśli nie rozumiemy: "to nic, że czasem nie wie czemu służyć, nie ten najlepiej służy kto rozumie".


#5 asiu

asiu

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 1712 postów

Napisano 14 październik 2004 - 21:33

Człowiek, Bóg i śmierć w literaturze renesansu



Człowiek, Bóg i śmierć - sama kolejność odzwierciedla już w pewnym stopniu idee renesansu. Jeszcze w epoce poprzedniej, czyli średniowieczu, hierarchia ta musiałaby wyglądać następująco: Bóg, śmierć, człowiek. To jedna z ważniejszych różnic między renesansem a średniowieczem, zmieniło się podejście do otaczającego świata. Teocentryzm zastąpił antropocentryzm, w centrum zainteresowania znalazł się człowiek wraz ze swymi problemami. Zmiany te zostały uwiecznione szczególnie wyraźnie w ówczesnej literaturze. Należy wspomnieć jeszcze, że był to okres powrotu do wartości starożytnych. Jeden z historyków sztuki napisze później cyt.: "Renesans stał nad grobem antyku i próbował wskrzesić jego duszę."

Człowiek w literaturze średniowiecznej jest słaby, musi nieustannie dokonywać wyboru między dobrem a złem oraz walczyć z pokusami, szczęście znajduje w Bogu i w zapowiedzi życia po śmierci. A jaki jest człowiek odrodzenia? Renesans wytworzył kilka charakterystycznych wzorców osobowych zachowanych w parenetycznej literaturze, która miała za zadanie propagować określone zachowania, cnoty wśród czytelników.

Wzór ziemianina uwiecznił w swym dziele m.in. Mikołaj Rej w "Żywocie człowieka poczciwego". Zawarł tam wskazówki dotyczące kolejnych etapów w życiu człowieka, wychowania młodzieży, ożenku i pożytków starości. Za najwyższą wartość uznawał życie w zgodzie z naturą, dlatego też żywot swojego bohatera autor wpisał w odwieczny rytm przyrody, wyznaczany porami roku. Dla "człowieka poćciwego" ważna jest także dbałość o umiar i harmonię. Dlatego też rozważnie gospodaruje i zarządza majątkiem, dba o rodzinę i czeladź. Dzięki ufności w siłę rozumu jest w stanie zachować spokój, jego podejście do świata charakteryzuje specyficzny dystans. Jest to realizacja starożytnej filozofii stoicyzmu, epikureizmu i tzw. "aurea mediocritas" - czyli złotego środka.

Wzór dworzanina zapożyczony został do naszej literatury z Włoch - ojczyzny renesansu. To we Włoszech powstały pierwsze dzieła w duchu humanistycznym, Dante Alighieri dziełem "Boska komedia" rozpoczął nową epokę. Tam także powstało dzieło "Il Cortegiano" autorstwa Baltazara Castiglione, dworzanina u Sforzów w Mediolanie, Gonzagów w Mantui, książąt Montefeltro i della Rovere w Urbino. Właśnie w Urbino umieścił on akcje utworu. Dwadzieścia pięć osób prowadzi "grę rozmowną" na różne tematy, rozważając cechy kultury dworskiej. I tematy prowadzonej dyskusji, i zachowania samych rozmówców tworzą obraz idealnego człowieka epoki. Charakteryzuje go wdzięk, gracja, ogłada, znajomość dworskich obyczajów, elokwencja, rozległa wiedza, poczucie humoru. Taki to dworzanin realizował renesansowe założenia człowieka wszechstronnego. Powstała także adaptacja tego dzieła na warunki polskie pt.: "Dworzanin polski" Łukasz Górnickiego, którego akcję przeniósł do willi biskupa Maciejowskiego pod Krakowem. Wymagał od dworzan polskich znajomości języków, muzyki, poezji i historii, dbałości o maniery oraz o swój szlachecki status. Zalecał kształcenie młodzieży za granicą, a także oprócz pracy nad rozwojem duchowym, podkreśla rolę sprawności fizycznej i zaprawy w rzemiośle rycerskim. Górnicki bezkrytycznie podchodzi do zagranicznych ideałów i opowiada się za zaszczepieniem ich na polskim gruncie. Stworzony w ten sposób ideał dworzanina stał w zupełnej opozycji do wzoru ziemianina z utworu Mikołaja Reja.

W pierwszym polskim dramacie - "Odprawie posłów greckich" Jana Kochanowskiego pojawia się nowy wzorzec osobowy - patriota. Przykładem wzorowej postawy obywatelskiej jest w tym utworze Antenor. Miłuje on ojczyznę - Troję, widzi nadrzędność interesu państwa w stosunku do interesu jednostki, aktywnie uczestniczy w życiu politycznym swojego państwa - miasta. Jest nieprzekupny, dla ojczyzny jest gotów poświęcić swój majątek i życie. "Odprawa posłów greckich" to w rzeczywistości alegoryczna wizja Rzeczypospolitej czasów Kochanowskiego. W utworze tym spotkać można także antyprzykłady postaw obywatelskich np. Parysa, głównego sprawcę konfliktu (nie wliczając bogów), który nie dostrzega zagrożeń, dla zaspokojenia swojego interesu wciąga ojczyznę w spór z Grekami; albo też Ikateona - posła wygłaszającego płomienne przemówienie w obronie racji Parysa, w którym wykorzystał swe zdolności krasomówcze oraz dumę i ambicje Trojan, aby ostatecznie przekonać ich do podjęcia walki. Kochanowski piętnuje w tym utworze brak praworządności, powszechne przekupstwo, niesprawiedliwość. Rządzącym zarzuca brak odpowiedzialności za losy państwa cyt.:

"O nierządne królestwo i zginienia bliskie,
Gdzie ani prawa ważą, ani sprawiedliwość
Ma miejsca, ale wszystko złotemu kupić trzeba"
Tak autor widział ówczesną Rzeczypospolitą i dlatego chciał stworzyć wzorzec osobowy, który mógłby wpłynąć na postępowanie szlachty. Mówi się, że pisarz, artysta stanowi sumienie narodu, taką rolę odgrywał właśnie Kochanowski, wzywając do zmiany postępowania i większej odpowiedzialności za losy ojczyzny.

Poeta doctus, czyli renesansowy, wszechstronny uczony - to także wzór stworzony przez epokę. Ideał ten nie został właściwie utrwalony w literaturze, lecz realizowała go w swoim życiu większość ówczesnych myślicieli, artystów, naukowców. Od uczonych wymagano znajomości języków starożytnych np. łaciny, greckiego, poetyckich reguł. Poeta musiał wzorować się na antycznych twórcach. Takim postępowaniem mogło się poszczycić niewielu, ale ich nazwiska na stałe weszły do historii: Leonardo da Vinci, Erazm z Rotterdamu, Michał de Montaigne, a w Polsce: Klemens Janicki, Mikołaj Kopernik, Jan Kochanowski, Andrzej Frycz Modrzewski. Ale bywało też inaczej, np. w przypadku "ojca literatury polskiej" - Mikołaja Reja, samouka, którego bogata i równocześnie chaotyczna wiedza wynikała z dużego oczytania. Jak na ówczesnego twórcę, z obcych języków znał jedy nie łacinę, na Akademii Krakowskiej kształcił się tylko rok.

Oprócz poszczególnych wzorców osobowych jakie wytworzył renesans, w literaturze tego okresu można odnaleźć także próby ustosunkowania się ówczesnych do otaczającej rzeczywistości, ich przemyślenia, poglądy na miejsce człowieka w świecie. Jan Kochanowski w Pieśni IX ksiąg wtórych "Nie porzucaj nadzieje..." - postuluje nie poddawanie się człowieka, w obliczu przeciwności losu - stoicyzm. W utworze tym mamy do czynienia z afirmacją życia. Autor przypomina o przemijaniu, zmienności losu. Zaleca optymizm, wiarę w Boga i w potęgę rozumu. W Pieśni IX ksiąg pierwszych "Chcemy sobie być radzi..." to z kolei przykład nawiązania do antycznego epikureizmu. Człowiek epoki renesansu pragnie korzystać z życia, także na ziemi chce być szczęśliwy. Dzięki potędze rozumu i wierze w Boga, może zachować spokój i opanowanie w obliczu problemów.

W trakcie trwanie epoki odrodzenia sposób przedstawiania Boga w literaturze przeszedł pewną ewolucję. Literatura tego okresu była w komfortowej sytuacji, w przeciwieństwie do zniewolonej kanonami i ograniczonym światopoglądem literatury średniowiecznej. Kościół katolicki utracił na przestrzeni wieków swą pozycję, rozpoczęły się w nim rozłamy. Powstały nowe nurty religijne: luteranizm, kalwinizm, które sprzeciwiały się katolickiej hierarchii kościelnej. Marcin Luter nawoływał w swych dziewięćdziesięciu pięciu tezach do uznania prawa każdego wiernego do samodzielnego interpretowania Biblii. Miało to być możliwe dzięki tłumaczeniom Pisma Świętego na języki narodowe. Wizja Boga nie mogła już być narzucana przez Kościół. Zaowocowało to całkiem nowym podejściem do kwestii Boga, koncepcji znacznie bardziej przyjaznej, ludzkiej, no i oczywiście utrzymanej w duchu humanizmu.
Pieśń XXV - "Czego chcesz od nas, Panie, za Twe hojne dary..." Jana Kochanowskiego - to pieśń pochwalana, odrodzeniowa wizja Boga, świata. Kosmos i ziemia, dzieła Boskie, są pełne harmonii i uporządkowania.

"Tyś pan wszystkiego świata, Tyś niebo zbudował
I złotymi gwiazdami ślicznieś uhaftował"
Człowiek w tej wizji nie boi się Boga, wyraża swą wdzięczność za to co Bóg stworzył. Czuje się dziedzicem Boga na ziemi. Z tych określeń wyłania się obraz Boga jako czułego, troskliwego Ojca, który rozpieszcza Swoje dzieci i obsypuje je łaskami. Nie jest to już nieosiągalny, straszny Sędzia, jak w Starym Testamencie. Niekiedy Bóg traktowany jest antropomorficznie, np. "z twoich rąk". Nazywa go Kochanowski "Myślą, która niebem toczy". Bóg pojawia się jako wieczna myśl śmiejąca się z ludzkich poczynań: "Człowiek, boże igrzysko", "Bo co tak mądrze człowiek począł sobie, żeby się Bóg nie musiał śmiać jego osobie", stwórca pojawia się jako reżyser świata. Już w trakcie największego rozkwitu idei odrodzeniowych zaczynają się pojawiać odmienne poglądy na kwestie Boga. Następuje kryzys wartości renesansowych, zwiastujący nadejście nowej epoki - baroku. Do przedstawicieli nowych nurtów należy Mikołaj Sęp Szarzyński - "zachodzące słońce polskiego odrodzenia". Jako człowiek głęboko religijny - katolik (mimo krótkiej przygody z luteranizmem w czasie studiów w Wittenberdze i Lipsku), miał odmienne podejście do Boga. Bóg to wg niego pokój, piękno, prawo, szczęście, Wiekuista Mądrość. W Sonecie IV, podmiot liryczny woła do Boga, prosząc go o pomoc. Sam człowiek jest słaby - "wątły, niebaczny, rozdwojony w sobie", lecz pomoc i opieka Boga zapewnia mu zwycięstwo w walce z szatanem, światem i ciałem. Ten Bóg to jedyna nadzieja dla człowieka otoczonego ze wszystkich stron złem i pokusami. Staje się on jednak odległy, nie ma już tej ufności i bliskości charakterystycznej choćby dla wczesnych dzieł Kochanowskiego.

Wczesnorenesansowi twórcy patrzą na świat ufni w swą pozycję, potęgę rozumu, są pełni optymizmu. Rzadko podejmowany jest motyw śmierci, a jeśli już to bardziej przy okazji tematu twórczości, przemijania. Poeci pomijali zazwyczaj ten temat, gdyż nie do końca zgadzał się z filozofią humanistyczną, a czasem nawet się z nią kłócił.
W twórczości Kochanowskiego można zauważyć pierwsze odbicia kryzysu światopoglądowego autora. Już w fraszce "O żywocie ludzkim" pojawia się zwątpienie cyt.:
"(...) Zacność, uroda, moc, pieniądze, sława,
Wszystko to minie jako polna trawa;
Naśmiawszy się nam i naszym porządkom,
Wemkną nas w mieszek, jako czynią łątkom (kukiełkom)."
Pojawia się niepokój. Czy aby na pewno filozoficzne postawy, wiara w rozum, umiar, harmonia, mają jakieś znaczenie? Czy mają wpływ na nasze życie? Czy jesteśmy wpisani tylko w część większego, bezwzględnego cyklu narodzin i śmierci? Takie pytania narzuca ta krótka fraszka. Nieuchronność śmierci przeraża ludzi, nie przekonują tłumaczące ją filozofie, postawy życiowe. Wielu autorów zaczyna szukać odpowiedzi na swe pytania i problemy w religii, choć nie zawsze daje to rezultaty. Taki kryzys ideowy dotknął właśnie Jana Kochanowskiego po utracie córki - Urszuli. W chwili zetknięcia się ze śmiercią bliskiej osoby, zmienia się stosunek poety do świata. Wcześniejsze zachwyty nad pięknem i dobrocią świata, ustąpiły miejsca ogromowi bólu i żalu. Wyroki Boskie okazują się w oczach podmiotu lirycznego (czyli właściwie samego Jana Kochanowskiego) "Trenów" niesprawiedliwe. Zatroskany po stracie córki ojciec nie rozumie niesprawiedliwości, która miała miejsce, nie jest w stanie się pogodzić z rzeczywistością. W "Trenach" zaznaczyło się nowe podejście Kochanowskiego do kwestii Boga i śmierci". Bóg jawi się jako potężna, groźna siła, niezrozumiała dla człowieka. "Tren XI" - to szczególny protest przeciwko obojętności Boga na niesprawiedliwość. Nie odwraca się on od Boga, jednak pozostaje w nim uczucie krzywdy. Krytycznie spogląda teraz na swe ideały w "Trenie IX" uznaje mądrość za wartość zupełnie nie dostępną dla ludzi. Z goryczą stwierdza, że zdobyta do tej pory wiedza, to jedynie ułuda. W chwili cierpienia nie jest w stanie mu ona przynieść pociechy. W "Trenie XVI" rozprawia się z filozofią stoicką, która miała mu przynieść spokój i opanowanie w ciężkich chwilach. Teraz utwierdza się w przekonaniu cyt.: "Człowiek nie kamień" - nie może żyć bez odczuwania cierpienia. "Tren XVII" to próba odwrotu od dawnych wartości i wyraz wielkiego bólu ojca, artysty. W "Trenie XVIII" poeta korzy się przed Bogiem. Błaga o przebaczenie i litość. Stwierdza, że los świata zależy od miłosierdzia Bożego i że należy poddać się z pokorą wyrokom boskim. Śmierć ukochanej córeczki spowodowała u Kochanowskiego upadek całego światopoglądu, z mozołem wyrabianego od młodości. "Treny" stały się wielkim traktatem dotyczącym spraw człowieka, są zapisem osobistego cierpienia, różnych stanów, jakie przechodził poeta - od buntu wobec niesprawiedliwości Boga, do szukania u Niego pocieszenia i zrozumienia, ukojenia. W nowatorski sposób podejmują kwestię śmierci i jej wpływu na człowieka.
Stopniowo zaczęło pojawiać się coraz więcej pytań, na które renesansowi twórcy nie byli w stanie odpowiedzieć. Zrodziło się potrzeba na nowe idee, lub też odświeżenie starszych. Z historycznego punktu widzenia cezury tej epoki stanowią wydarzenia związane z historią Kościoła. Z początku upadek znaczenia tej instytucji, pozwolił na znaczną swobodę i rozwój w ówczesnym społeczeństwie, a w literaturze na podjęcie nowych tematów. Koniec epoki związany jest z soborem trydenckim (1545-1563), po którym nastąpiła stopniowo kontrreformacja. Przygasanie idei renesansowych wiązało się z coraz większymi postępami kontrreformacji i vice versa, postępy kościoła katolickiego stopniowo eliminowały skutki reformacji i renesansu - takie swoiste sprzężenie zwrotne. Przygotowane zostało podłoże do powstania nowych prądów, nurtów - nowej epoki baroku. Starałem się uchwycić właśnie tę zmianę w sposobie postrzegania pozycji człowieka, Boga i śmierci przez ludzi tamtego okresu.




#6 asiu

asiu

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 1712 postów

Napisano 14 październik 2004 - 21:35

Motyw Boga w literaturze

Myślicie, że przyszedłem przynieść pokój na Ziemię.
Ja jednak nie przyszedłem przynieść pokoju, ale MIECZ.
Przybyłem po to, aby poróżnić człowieka z jego ojcem, córkę z jej matką i synową z teściową. Bo ktokolwiek miłuje ojca swego lub matkę swoją bardziej niż mnie ? NIE JEST MNIE GODZIEN.?
Jezus Chrystus
(Nowy Testament Ewangelia według świętego Mateusza)



Ludzie od zawsze potrzebowali Boga. Jeszcze w czasach, gdy nasi przodkowie polowali na zwierzynę za pomocą dzidy a na ścianach swoich jaskiń malowali kredą pierwsze obrazy, drżeli oni także na widok błyskawic i czcili jasne słońce. Jednak z czasem okazało się, że słońce to jedynie planeta a błyskawica to wyładowanie elektryczne, więc zjawiska te utraciły tym samym swą boskość. Do dziś dnia pozostało mimo wszystko wiele pytań na które ludzkość nie znalazła jeszcze odpowiedzi. Zagadką dla nas zostaje kwestia śmierci oraz tego skąd wziął się świat. Ludzie boją się tego, czego nie rozumieją a ponadto są, jak to powiedział poeta:

?Nie przystosowani do nieskończoności?, więc idea Boga pozostaje wiecznie żywa. Człowiek to istota w gruncie rzeczy słaba, która dąży do tego, aby świat wokół niej był jasny, zrozumiały i uporządkowany. Ludzie nie potrafią poradzić sobie z myślą, że istnieją rzeczy poza granicami ich rozumienia, że są kwestie, których nie da się wyjaśnić, tak więc tworzą bogów, którzy rozwiązują te problemy za nich. O ile łatwiej jest żyć, jeżeli uwierzyć, że ktoś nad nami czuwa i kocha nas bez względu na wszystko a ponadto mówi nam dokładnie jak mamy żyć, co robić a czego nie. Taka wiara zdejmuje z nas konieczność analizowania wszystkiego i dokonywania trudnych wyborów, których konsekwencje ponosilibyśmy my sami. A przeciwnik Boga ? Szatan? Cóż to za cudowna istota, na którą zrzucić można wszelką winę za własne postępki, obarczyć odpowiedzialnością za ohydne czyny, uznając tylko własną słabość i niemożność przeciwstawienia się grzesznym podszeptom? Już Goethe pisał w imieniu Szatana : ?Ja jestem tą częścią ludzkiej natury, która wiecznie zła pragnąc ? wiecznie dobro czyni.? Taka prosta i jasna wizja świata jest niezwykle pociągająca i ułatwiająca życie, tak więc nie należy dziwić się, że 95% populacji świata wyznaje któregoś z bogów.
A to, co w umysłach ludzkich jest obecne, widoczne jest także w literaturze.

Tak więc oczywiste jest, że motyw Boga często pojawia się w utworach różnych epok.
Zacznijmy może od Średniowiecza; jest to epoka o której istnieniu współcześni monarchowie Kościoła woleli by raczej zapomnieć. Wszyscy dobrze znamy epokę, określaną nie bez racji mianem ?mrocznego średniowiecza?, która mimo to, że była jedną z najbardziej ?uduchowionych? to jednak jej dzieje; jak mordy inkwizycji czy palenie ludzi na stosie każą raczej sądzić, iż Bóg wtedy o ludziach zapomniał.
Życie ludzi w Średniowieczu było bardzo trudne, panował głód a ludzi dziesiątkowały choroby. Dobrze egzystowała jedynie szlachta, możni książęta, królowie i duchowieństwo. Hipokryzja tych ostatnich była powszechna, księża opływali w dostatki, posiadali nałożnice, płodzili dzieci i korzystali z dobrodziejstw życia głosząc jednocześnie kult ascezy i konieczność cierpienia za życia. Kościół jako instytucja stworzył cały system nakazów i zakazów religijnych, które obowiązywały wszystkich, ( jako, że czymś absolutnie niedopuszczalnym było nie wierzyć ) za wyjątkiem samego kleru. Doskonale przedstawił ówczesny stan rzeczy Jean-Jacques Annaud w swoim filmie ?Imię Róży?, gdzie w jednej ze scen duchowni wyrzucają odpadki z kuchni za mury klasztoru po czym natychmiast rozpoczyna się mordercza walka o nie pomiędzy skrajnie wygłodzonymi mieszkańcami okolicznej wioski. Wracając jednak do wspomnianej wcześniej ascezy, bardzo modnej w tamtym czasie ( jednak przeważnie przez tych, którzy ją zalecali, a nie przez tych, którzy mieli ją stosować ), to doskonały przykład bohatera-ascety znajdujemy w ?Legendzie o św. Aleksym?. Bohater tego utworu wywodzący się z bogatego domu postanawia nagle rzucić wszystko i udać się w świat by tam, z dala od dobrobytu, żyć z tego co dostanie od łaskawych ludzi i spędzać większość czasu na modlitwie. Święty Aleksy umiera w końcu pod schodami pewnego domostwa, niczym pospolity żebrak i włóczęga. Dopiero po jego śmierci mieszkańcy miasta odkrywają niezwykłą prawdę o pochodzeniu biedaka.

Jak widać, mamy tu typowy przykład średniowiecznego ascety. Człowiek, który zostawia wszelkie posiadane przez siebie dobra materialne i udaje się na samotną tułaczkę aby zasłużyć sobie na nagrodę w niebie. Idea owszem, niezwykle szlachetna, jednak pozostaje pytanie, czy owi ludzie nie zmarnowali doszczętnie dano im życia, ( jeżeli przyjąć, że Bóg jednak nie istnieje.) Wtedy cała ta walka z samym sobą staje się bezpodstawna a nam pozostaje jedynie uronić łzę nad głupcem, który w taki sposób zaprzepaścił swoje szczęście. W epoce średniowiecza panował teocentryzm, czyli pogląd, iż Bóg jest centrum wszystkiego, literatura miała charakter moralizatorski i wyznaczała kanony postępowania a także określała wzorce osobowe. Znaczenia Boga w życiu człowieka dobrze ilustruje pieśń z XIII wieku ? ?Bogurodzica?, gdzie św. Maria prosi Boga o wstawiennictwo dla swego syna. Utwór ten jest niezwykle patetyczny i górnolotny, przepełniony wiarą i pokorą wobec Boga. Także Roland z ?Pieśni o Rolandzie? " symbolizuje najważniejsze wartości rycerza jaki są: ?Bóg, honor, ojczyzna.? Roland poprzez swą rycerską śmierć wyraża bezwzględną wierność Bogu.

Następną epoką jest Renesans ? okres obejmujący XV i XVI w. Charakteryzowały go min. indywidualizm, odrodzenie nauki i co najważniejsze humanizm, czyli kierunek przeciwstawiający się średniowieczu. Jego hasłem był aforyzm Terencjusza: ?Człowiekiem jestem i nic co ludzkie nie jest mi obce.?

Ludzie w renesansie zaczęli zastanawiać się nad rolą i miejscem człowieka w świecie. Bóg, który czuwa nad nami i rządzi naszym życiem przestał już wystarczać, ludzie potrzebowali czegoś więcej, pragnęli zrozumieć siebie samych. Zaczynali wątpić w dobroć i mądrość swojego stwórcy, co zauważamy wyraźnie w Trenach Jana Kochanowskiego, a konkretnie w Trenie X-tym. Autor przeżywa w utworze śmierć swojej małej córeczki, zaczyna kwestionować istnienie Boga: ?Nieznajomy wróg jakiś miesza ludzkie rzeczy?. Podmiot liryczny jest zdruzgotany przygniatającym go ciężarem śmierci i odwraca się od Boga, po to tylko jednak by ostatecznie do niego powrócić. Załamanie okazało się jedynie chwilowe, ludzie muszą się pogodzić z tym, co nieuniknione i czego nie rozumieją, ponieważ ?niezbadane są wyroki Boskie?. Takie podejście ukazuje ogrom siły jaką dysponuje wiara, skoro człowiek w imię miłości do Boga godzi się nawet z jawną niesprawiedliwością losu.
Podobną postawę reprezentuje Jan Kochanowski w hymnie ?Czego chcesz od nas, Panie? - utwór ten jest pochwałą Boga. Bóg ukazany jako artysta, świat to dzieło sztuki. Dominuje poczucie trwałości i niezmienności świata logicznie uporządkowanego i kierowanego przez Boską mądrość, wolę i opatrzność.

Bóg u Kochanowskiego jest doskonały, idealny i taki też stworzył świat.
Pora przejść do Baroku ? epoki literackiej między odrodzeniem a oświeceniem, obejmująca zjawiska z końca w. XVI, XVII w. i 1 poł. XVIII.
Obok najwybitniejszych poetów późnego renesansu, pojawili się w tym czasie twórcy krytycznie oceniający renesansową koncepcję poszukiwania ziemskiego szczęścia i harmonii. Pascal mawiał: ?Nie wiem, kto mnie stworzył, czym jest ten świat, czym jestem ja sam, żyję w okropnej niewiedzy.? Nowi poeci, Mikołaj Sęp Szarzyński i Sebastian Grabowiecki, pojmowali życie jako epizod otwierający drogę do życia wiecznego, odwoływali się do dualizmu ludzkiej natury, w której tylko to, co duchowe, jest trwałe, a tym samym jest jedyną wartością. Utwory baroku to np. "Świętoszek" Moliera.

Świętoszek - uosobienie fałszu i hipokryzji, człowiek na pozór pobożny i prawy - w rzeczywistości chciwy intrygant. Wykorzystując swój płaszcz świętości, niszczy i wyzyskuje ludzi, jednak zostaje zdemaskowany. W sztuce Moliera - tak, ale, czy w zwykłym życiu udałoby się go pokonać?
D. Naborowski - wiersz ?Marność? ukazuje dramatyczne życie człowieka, ale należy to przyjmować ze spokojem, wierzyć w Boga jako przeznaczenie. Musimy być pobożni, aby nie bać się śmierci, ciągle musimy mieć wzgląd na Boga. Następcy Sępa i Grabowieckiego sięgali do wzoru średniowiecza, jako epoki surowego kultu, poszukiwali motywów grozy i makabry, co doprowadziło do ukształtowania się w późnym baroku dewocyjnego nurtu poezji "rzeczy ostatecznych".

Późny barok (ok. 1680 ok. 1740) był okresem najniższego w naszych dziejach upadku literatury. W pierwszym 20-leciu działali jeszcze trzej wybitni literaci okresu poprzedniego: Wacław Potocki, Wespazjan Kochowski, Stanisław Herakliusz Lubomirski, nie mieli jednak następców w 1 poł. w. XVIII. Cenzura doprowadziła do rozkładu życia literackiego. Przestrogą dla odważnych i dociekliwych był wyrok śmierci wykonany na K. Łyszczyńskim, oskarżonym o autorstwo dzieła ateistycznego.
Oficjalnym poparciem cieszyła się jedynie twórczość religijna, poezja rzeczy ostatecznych ? nurt utrzymujący się jeszcze w 2 poł. XVIII w. (Józef Baka).

Barok to więc kolejna epoka w którym Kościół sznurował usta każdemu, kto ośmielił się kwestionować nauki Biblii.

Na szczęście następną epoką literacką jest oświecenie ? epoka umysłu i nauki.
W oświeceniu panowało przekonanie, że samodzielna, nieskrępowana przez autorytety religijne myśl ludzka posiada nieograniczone możliwości poznawcze.
Ponadto wierzono, że istnieje idealna norma życia społecznego i indywidualnego, zgodny z naturą porządek moralny oraz racjonalne zasady rządzące światem. W tej epoce w końcu nazwano i to, co kościół tak usilnie potępiał i co wcześniej groziło nawet śmiercią tj. ateizm ? czyli niewiarę w istnienie Boga. Ten prąd zaczął być nareszcie otwarcie wyznawany a jego zwolennicy podjęli jakże potrzebną polemikę z konserwatywnymi i skostniałymi dogmatami Kościoła. W racjonalnym i ateistycznym oświeceniu nie ma wiele miejsca dla Boga. Ludzie dali upust swojemu zmęczeniu religią i pragnęli innego wyjaśnienia praw rządzących światem zamiast słuchać wyświechtanych, zdawkowych tłumaczeń księży. Rozwinęła się w tym okresie niezmierzona ciekawość ludzka a stare prawdy nie wystarczały już w nowych czasach, gdzie wciąż odkrywano nowe wynalazki a przed człowiekiem otwierały się nowe możliwości. W literaturze oświecenia znajdujemy więc, co zrozumiałe niewiele odniesień do Boga, podstawowym zaś gatunkiem jest bajka ( I.Krasicki), która w prosty i jasny sposób przedstawiała zasady moralne rządzące światem i relacje międzyludzkie.

Romantyzm, podobnie jak oświecenie przedstawił zupełnie odmienną postawę człowieka wobec Boga, życia i śmierci. Nie ma już takiego bezwzględnego podporządkowania się woli Boskiej. Pojawia się nawet bunt przeciw jego panowaniu (Konrad w "Dziadach" cz.III). Ponieważ okres Romantyzmu przypada w Polsce na czas zaborów, więc decydującą rolę w twórczości tamtych czasów zajmuje problem wyzwolenia narodu z niewoli. Z walką tą wiąże się niezliczona ilość problemów. Dlatego m.in. bohater romantyczny jest szarpany wewnętrznymi sprzecznościami, musi wybierać pomiędzy dobrem ojczyzny a swoim własnym życiem.

Problemem przed którym często stawali bohaterowie romantyczni była sprawa dążenia do osiągnięcia szlachetnych celów za pomocą wszelkich środków, także tych określanych często jako niehonorowe. Takie podejście do sprawy wyzwolenia ojczyzny doprowadziło Konrada do momentu, w którym odwraca się od Boga, na co wskazuje fragment: ?Zemsta na wrogach, z Bogiem i choćby bez Boga(...)?
W czasach inkwizycji najprawdopodobniej za te słowa Konrad zostałby skazany na spalenie na stosie. Nawet jednak w czasach względnej tolerancji słowa takie wzbudzają mieszane uczucia. Czy można zatem dążyć do celu bez zastanawiania się nad metodami? To kolejne pytanie bez odpowiedzi.

Pozytywizm wywodził się z nurtu filozoficznego oświecenia, który przeciwstawiał się metafizyce, a więc wszelkim teoriom idealistycznym, nienaukowym, trudno przyswajalnym przez umysł ludzki, a budował wiedzę o świecie na badaniu faktów dostępnych rozumowi i sprawdzalnych empirycznie.
H. Sienkiewicz w swoim utworze ?Quo vadis? przedstawia obraz pierwszych chrześcijan.

Młoda Polska wyrażała się w zbiorowym poczuciu kryzysu wartości oraz kryzysu systemów filozoficznych, rządzących myślą europejską XIX w.
Materialistycznym, przyrodniczym koncepcjom pozytywistów przeciwstawiała: pesymistyczną metafizykę Schopenhauera, immoralizm i filozofię życia Nietzschego.
Nietzche odrzucał wyraźnie Boga, co widzimy w jednym z jego utworów: ?Tako rzecze Zaratustra?, gdzie główny bohater powieści wyraża swój pogląd o religijnym filozofie w podeszłym wieku, którego spotyka na swej drodze: ?Czyżby ten biedny starzec nie słyszał, że Bóg już umarł??
Racjonalizmowi i obiektywnej naukowości Młoda Polska przeciwstawiała irracjonalizm i idealizm. W ?Hymnach? J. Kasprowicza widzimy bunt wobec Boga, wizję zagłady, końca świata. Bóg jest ukazany jako karzący, surowy sędzia, który obojętnie patrzy na to co dzieje się poniżej, jest niemy.

T. Miciński pisze z kolei: ?Jam ciemny jest wśród wichrów płomień Boży? ? czym sugeruje, że wszystko pochodzi od Boga, nawet zło.
We współczesności podejście do Boga zmienia się także.
Każdy autor, tak jak każdy człowiek ma własny pogląd na Boga i kwestie metafizyczne. Zanikają wszelkie odgórne nakazy, a wiara lub niewiara w Boga jest osobistą sprawą każdego z nas. Widać to wyraźnie w powieści Alberta Camusa
?Dżuma?, gdzie np. dla dr Rieuxa niewiara staje się siłą i oparciem. Na nikogo nie zrzuca on odpowiedzialności, nie ma pytań, pretensji do Boga za to, do czego dopuścił. Doktor walczy ze wszystkich sił ze śmiercią nie wznosząc oczu ku temu niebu, które pozostaje dla niego puste. Natomiast Paneloux uważa dżumę za karę rzuconą przez Boga na grzeszników, a jedynym sposobem odwrócenia plagi jest dla niego modlitwa i pokuta: Miłość do Boga jest w tym przypadku trudną miłością.
Hanna Krall w swojej powieści ?Zdążyć przed Panem Bogiem? przedstawia natomiast wyścig, chęć uprzedzenia Boga, próbę wydarcia życia: ?Pan Bóg już chce zgasić świeczkę, a ja muszę szybko osłonić płomień wykorzystując Jego chwilową nieuwagę. Niech się pali choć trochę dłużej, niż On by sobie tego życzył.?

W utworach współczesnych Bóg jest ukazany raczej jako moc, siła wyższa, która rządzi życiem za naszymi plecami lub też pozostawia nam wolną wolę.
Bóg współcześnie utracił swoje groźne, nie znoszące sprzeciwu oblicze, stał się raczej uosobieniem pewnych cech niż osobą samą w sobie. Jego wpływ na życie ludzkie zmalał znacznie, lub zniknął w ogóle. Ludzka moralność nie ma obecnie wiele wspólnego z wiarą w Boga, który jeżeli występuje gdzieś w utworach to raczej po cichu, zasugerowany, niedopowiedziany. Ludzie deklarują swoją wiarę dopuszczając się jednocześnie okrutnych czynów, a ci, którzy Boga odrzucili okazują się nierzadko lepszymi ludźmi, gdyż postępują według własnego kodeksu moralnego i nie łamią go tak łatwo.
Religia zeszła na dalszy plan. Ludzie mają zbyt wiele ?na głowie? i są zbyt zagubieni w codziennych sprawach by myśleć o nieskończonościch. Śmiało można się posunąć do stwierdzenia, że Bóg stary i zapomniany zamknął się w kościele pośród świec, bibułkowych kwiatów i śpiewów organisty. Niebo jawi się dla wielu jako puste. Wspaniałe, czyste i absolutnie puste.
Człowiek odzyskał wolność. Tylko czy będzie ją umiał wykorzystać i czy na nią zasłużył?



Zmieniony przez - asiu w dniu 2004-10-14 22:35:24

#7 asiu

asiu

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 1712 postów

Napisano 14 październik 2004 - 21:36

Śmierć w kulturze średniowiecznej i współczesnej


Od początków ich istnienia, ludziom zawsze towarzyszyła śmierć. Dotyka zwykle starych czasami zjawia się za wcześnie, nawet niespodziewanie. Mimo, że śmierć jest czymś naturalnym dla każdej rzeczy, która żyje, to jednak ciągle wiąże się ona z pewną dozą tajemniczości. Coś nieuniknionego, tak oczywistego a jednocześnie mrocznego, nierzadko przerażającego. Nikt jej nie chce a ona niepokorna ciągle wraca. W średniowieczu temat śmierci był aż nadto bliski człowiekowi i trudno się dziwić, że wpływał on na obraz postrzegany przez niego a co za tym idzie, na sztukę, którą wytworzył. Czy teraz, po blisko pięciu wiekach coś się zmieniło? Czy potrafimy patrzeć tak na śmierć jak ludzie średniowiecza?

Średniowiecze to czas wzorców. Ludzie z tego okresu byli wręcz bombardowani wizerunkami legendarnych władców, dzielnych rycerzy i pobożnych świętych. Dużą władze zyskiwał kościół, który ze świętymi obrządkami, prawością a przede wszystkim ubóstwem, miał w tym czasie niewiele wspólnego. To z tego okresu wywodzi się teocentryzm i była to ostatnia epoka, w której tak bardzo wierzono w boga. Można powiedzieć, że ludzi średniowiecza łączyła właściwie tylko śmierć. W tamtym czasie Europę nawiedziła epidemia Dżumy, ludzie umierali dziesiątkowani przez chorobę, na którą nie było lekarstwa. Śmierć nie była wybredna, zabierała każdego. W "Rozmowie mistrza Polikarpa ze śmiercią" poznajemy jej ówczesne wyobrażenia- gnijący odrażający pożółkły trup kobiety, której nieodzownym atrybutem była kosa. Modny w tym czasie był motyw "tańca śmierci" (danse macabre). Śmierć brała do tańca ludzi z różnych stanów, nieważne czy był to władca, duchowny, kupiec czy żebrak. Korowód był liczny. Według historyków w średniowieczu czarna śmierć zabrała 1/3 ówczesnej populacji. Nie było osoby, która nie straciła bliskiego, krewnego bądź przyjaciela. Hans Holbein uwieczniał dziejący się na jego oczach dramat na drzeworytach nierzadko szydząc z "pobożnych" księży czy nieuczciwych medyków. Śmierć stała się czymś pospolitym. Ludzie stykali się z nią na ulicach i w domach. Pozostawał strach, że następną ofiarą będą właśnie oni. Mówi się, że jak trwoga to do boga, to też wierni widząc w szerzącej się epidemii karę boską, zaczęli iść w ślady wielkich świętych poddających się ascezie. Pokazywali w ten sposób odcięcie się od grzechów tego świata. Życie na ziemi ich nie dotyczyło. Zawsze uważałem, że "klepanie" Zdrowasiek nie czyni z babci w kościele świętej, ale w średniowieczu panował wtedy inny pogląd. Wracając do śmierci- należy pamiętać, że była ona czymś więcej niż tylko zejściem (czy też wejściem, jak kto woli). Umierać też, a może przede wszystkim należało godnie. Wystarczy wspomnieć świętej pamięci Rolanda, który poległ w obronie słodkiej Francji. W obliczu przeważającej siły nieprzyjaciela nie przeląkł się i nie wezwał posiłków. Jego ludzi wyrżnięto, ale można się też domyślać, jakie spustoszenia uczyniła ta beznadziejna obrona w szeregach wroga. Roland, którego bardzo podniosła śmierć została utrwalona w pieśni, leżąc pod sosną bije się w pierś i prosi o przebaczenie Boga za swoje grzechy. Na znak jego pojednania z nim, podnosi swoją rękawicę, po którą zlatuje z nieba Archanioł Gabriel. Po jego duszę przybyli aniołowie, którzy zabrali go prosto do raju. Czy jest coś, czego pragnąłby średniowieczny rycerz bardziej od takiej śmierci? Zapewne Roland przewracałby się teraz w grobie gdyby wiedział, że w jego słodkiej Francji zakazuje się noszenia dużych krzyży. Śmierć tego rycerza jest doskonałym przykładem ars moriendi- sztuki umierania. Mistrzem w tego rodzaju ćwiczeniach był człowiek z innego stanu- święty Aleksy. Zaraz po ślubie zostawił żonę na 30 lat "z górką”, aby przez ascezę całkowicie oddać się Bogu. W dniu jego śmierci w "wiecznym mieście", zabiły wszystkie dzwony, ruszyły procesje, sam papież z cesarzem żegnali świętego. Widzimy tu proste przesłanie. Żyj godnie, nie poddawaj się pokusom, oddaj się Bogu a będziesz nagrodzony. W średniowieczu śmierci było za dużo, aby mogła robić na ludziach wrażenie. Przywykli do tego beznadziejnego losu. Tu można dostrzec pewne podobieństwa do świata dzisiejszego. Co prawda nie nękają nas już liczne choroby. Podporządkowaliśmy sobie prawie wszystkie aspekty życia. Zdajemy się walczyć z nieuniknionym chcąc przedłużyć sobie życie, zachować ciało w dobrym zdrowiu. Śmierć głównie za sprawą nowoczesnych mediów stała się elementem wielkiej komercyjnej machiny. W każdym szanującym się filmie sensacyjnym czy dramacie a nawet komedii, ktoś umiera. Śmierć stała się pospolitym zjawiskiem, które samo w sobie już nie przeraża. Dlatego powstały horrory-, aby w jak najbardziej finezyjny sposób pokazać ból, jaki towarzyszy umieraniu. Stąd mamy fontanny krwi, rozczłonkowane ciała czy też ciała, które są tak zdeformowane, że przestają już być ciałami. Czy potrzebujemy już aż takich bodźców żeby dostrzec jak straszna jest śmierć sama w sobie? Jesteśmy z nią oswajani coraz wcześniej. Jej motyw coraz częściej pojawia się w literaturze młodzieżowej. Przykładem może być saga książek o nastoletnim czarodzieju, Harrym Potterze. Uważam jednak, że przedstawienie motywu śmierci w tej książce jest z moralnego punktu widzenia bardziej prawdziwe, oddziałujące lepiej na psychikę czytelnika niż np.: przedstawienie jej w coraz mniej inteligentnych kreskówkach, w który jest raczej powodem do śmiechu niż żalu. Mówię tu głównie o dzieciach, ponieważ dorośli żyjący w naszych czasem mają jeszcze świadomość, czym jest śmierć. Na początku dwudziestego wieku ludzkość przetrwała dwie wojny światowe, z czego ta druga mogła zakończyć się jej całkowitą zagładą. Wojna z biegiem lat robi się coraz bardziej niehumanitarna, wymyśla się nowe rodzaje broni, które są w stanie skuteczniej zabijać bądź trwale ranić. Tu już nie chodzi o konflikt zbrojny, niszczy się domy, zabija cywilów, a chyba największym błędem w historii ludzkości było wynalezienie bomby atomowej. Świat się zmienia a śmierć traktuje się coraz mniej poważnie. Młodzież chętnie słucha muzyki Heavy Metalowej, nosząc przy tym czarne ubrania z pentagramami. Śmierć stała się elementem subkultury, która rodzi ludzi przekonanych o swojej mroczności i porozumieniu ze śmiercią. Media informacyjne donoszą ciągle o nowych zgonach czy to wypadkach samochodowy, czy morderstwach a tak naprawdę reagujemy tylko na informacje, że zginął jakiś sławny muzyk bądź polityk, śmierć szeregowego człowieka nie ma znaczenia. Nie widzę w tym nic złego, bo przecież gdybyśmy przejmowali się śmiercią każdego człowieka to albo żylibyśmy w nieustającej depresji albo sami odebralibyśmy sobie życie przez widno nadchodzącej śmieci. Tak naprawdę nie chodzi o to jak reagujemy na śmierć, ale czym ona dla nas jest. Wszyscy pamiętamy atak na wierze World Trade Center czy choćby wypadek księżnej Diany. Te wydarzenia nagłośnione przez media poruszyły opinie publiczną. Niewątpliwie była to wielka tragedia jednak przez ofensywną postawę mediów stała się niczym więcej jak ogólnoświatowym Reality Show. Tragedie, zgony, łzy na żywo. Marzenie każdej stacji telewizyjnej. Ludzie chcą wiedzieć więcej i tu koło się zamyka. Samonapędzająca się machina komercji produkująca groteskowe zachowania i sztucznie generowane odczucia. Czy za to przelewali krew ludzie wszystkich frontów świata? Czy śmierć jest teraz tylko kolejnym tematem, który młodzież przerabia na lekcji polskiego?

Chyba lepiej, że staramy się korzystać z życia. Śmierć zawsze była czymś tajemniczym. Dopóki ludzie nie zyskają pewności, co jest po drugiej stronie, a zdaje się, że nie będzie to prędko, ponieważ jak dotąd nie było osoby, która by śmierć przeżyła żeby nam opowiedzieć, co jest po drugiej stronie, dopóty będzie się o niej mówiło jako o czymś strasznym i będzie ciągle tematem, o którym warto mówić, tematem, który warto utrwalać. To, że śmierć jeszcze coś dla nas znaczy, że odczuwamy ból przy stracie kogoś bliskiego czyni z nas ludzi. To nasze uczucia są początkiem i końcem wszystkiego. Kto wie, może właśnie przez nie ludzkość kiedyś przestanie istnieć, ale według mnie warto jest podjąć to ryzyko i po prostu czuć, że się żyje. Poza tym, jeżeli religie tego świata nie są tylko wielką zbiorową halucynacją to śmierć jest dopiero początkiem drogi, o której nikt z żyjących (nieżyjących także) nie może nam powiedzieć.




#8 asiu

asiu

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 1712 postów

Napisano 14 październik 2004 - 21:36

Ars moriendi w literaturze średniowiecza (esej).


Jest taka pora, kiedy to co organiczne chyli sie ku śmierci. Ten proces zamierania ma swój własny rytm. Jest płynieciem życia w inny wymiar istnienia.

Czym naprawdę jest taniec śmierci? Czym jest śmierć? Czy to tylko zaprzestanie bicia serca i obumieranie ludzkiego organizmu?
W muzyce aszego życia ostatnim akordem jest śmierć. Właśnie wtedy nasze życie dobiega swojej pełni- tak jak muzyka- spełniamy się, kiedy kiedy już nas nie ma, a nasze dźwięki wybrzmią. A przeciez ten ostatni akord siedzi w nas przez całe życie. Jest uśpiony, jednak kiedyś się wyswobodzi. w średniowieczu ludzie mieli alegoryczne wyobrażenie walki nieba z piekłem o duszę zmarłego. Śmierć przedstawiali w różnych postaciach np.jako apokaliptycznego jeźdźca, który galopuje po stosach leżących na ziemi ciał, jako magierę zlatującą w dół na skrzydłach nietoperza, wreszcie jako szkielet z kosą lub łukiem i strzałą czasem jadący na wozie ciągnionym przez woły, niekiedy wierzchem na wołu lub krowie. Oznacza to, że ludzi fascynowała nie sama śmierć jednak jej postać. Jak ona wyglada. Takie same pytania zadaje sobie współczsny człowiek.

" Królowa Blanka, iak liliia,
syrenim głosem zawodząca,
Berta i wielkiey stopie, Liia,
Bietris, Arambur, Alys wrząca,
Johanna, co w mężczyźńskiey szacie
Anglików gnała precz szeregi,
Gdzież są? Wy mówcie, ieśli znacie...
Ach, gdzie są niegdysieysze śniegi!"

Co się stało z duszami ludzi, po śmierci form ich ziemskiej egzystencji? Co zostało po ich sławnych i ważnych czynach? Takie pytania zadawał poeta, Franćois Villon. Bo wszystko przemija. Po sławie, władzy, bogactwie i urodzie pozostaje tylko pusty szelest słów. Lecz co sie stało z duszami tych ludzi, z ich pragnieniami? Czy osiągnęli to, na czym im zalezało? Dokąd dotarli?

Śmierć to wiele pytań, watpliwości i obaw. Doświadczymy ich, gdy nasze serce uderzy ostatni raz. wtedy śmierć, wychudzona postać z kosą o odrazającym wyglądzie, zaprosi nas do tańca. Nie bedziemy mogli odmówić.
Nie ważne, ile byśmy mieli pieniedzy, jakąsławę czy pozycję.
Będziemy tańczyć ze śmiercią. W wirze tańca, zmagali się z ostatnią chwilą życia, ostatnim oddechem. Tak jak Roland przemyślimy wszystko. Wspomnimy ważne chwile i ważne osoby naszego życia. Dopełniając rachunku sumienia odrzucimy to, co materialne. Wsłyszymy przez nikogo innego niesłyszalną muzykę i pozwolimy śmierci zaprowadzić nas tam, gdzie nigdy wcześniej nie byliśmy.

Gdy juz nadejdzie ta chwila spoczynku i odrzucimy nasze ciało-powłokę, która nas osłaniała i pozwalała żyć, co się z nią stanie?
ciało człowieka to idealny mechanizm. Układ tkanek, kości, mieśni. Czy ciało jeszcze wtedy bedzie cześcia nas, czy może jak larwa odrzucimy pierwotną postać i przemienimy sie w pięknego motyla. Szczątki człowieka wywołuja w ludziach strach, rozpacz i smutek.

Czy to na myśl, że ta osobajuz sie wypaliła, czy ze szkoda tak pieknego tworu? Wypaliła się, bo przyszedł na nią czas. Śmierć zorganizowała dla niej bal. Nie potrafimy się z tym godzić, a przecież to naturalne. Boimy się tego, przeraża nas to. Tak samo jak Polikarpusa , gdy ujrzał ową szkaradną niewiastę. Polikarpus spojrzał śmierci w oczy, dowiedział sie , jakie ma zamiary i dlaczego odbiera ludziom ziemski żywot.
Śmierć w ten sposób pokazuje swoją nieograniczoną moz, przecież odbiera to co jest dla nas najcenniejsze.

" Morzę wszystko ludzkie plemie:
morzę mądre i też wiły,
w tym skazuje swoje siły;
i chorego i zdrowego,
zbawie żywota każdego;
lubo stary, lubo młody,
każdemu ma kosa zagodzi ;-
badź ubodzy i bogaci,
wszystki ma kosa potraci;"

Śmierć pokazuje Polikarpowi, że nieważny jest wieki ilośc pieniędzy w portfelu, na każdego przyjdzie czas. Możliwe, że ludzie tworząc tego rodzaju wiersze, w pewien sposób próbowali przygotowac się do śmierci. W średniowieczu panowała epidemia dżumy. W XIV w. wymrzeć miała, wedle historyków 1/3 mieszkańców kontynentu.
Ludzie średniowiecza szukali więc odpowiedzi na pytania : Co bedzie potem? Jak wyglądają zaświaty? Jak umrzeć, by zasłużyć na niebo?
Ludnośc zdawała sobie jednak sprawę, że sztuki umierania nie można się nauczyć, nie wiąże się z nia bowiem żadna technika, żaden zespół reguł ani norm. Wiedzieli że każdy musi przez to przejść indywidualnie...



#9 asiu

asiu

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 1712 postów

Napisano 14 październik 2004 - 21:37

Motyw śmierci w baroku, romantyźmie, pozytywiźmie, młodej polsce i literaturze XX wieku


BAROK:
Ta epoka wiele ma wspólnego ze średniowieczem. Powraca przygnębiający temat śmierci. W literaturze i sztuce znów występują tańce śmierci- korowody ludzi prowadzonych przez straszną kostuchę. W Polsce na trumnach pojawiają się portrety zmarłych, nazywane portretami trumiennymi. W modzie wiersze o trupach, a nawet do trupów. Ludzie odczuwają „krótkość żywota”

Krótka rozprawa: jutro- coś dziś jest nie będziesz,
A żeś był, nieboszczyka imienia nabędziesz.

ROMANTYZM:
Trzeźwy, rozumowy świat wydawał się romantykom za ciasny, dlatego chętnie sięgali po temat śmierci. Widma, upiory, pokutujące dusze to liczni bohaterowie utworów romantycznych.

*Śmierć za karę lub kara po śmierci:
-„Dziady cz. II”- przybyłe na białoruski obrzęd dziadów duchy ujawniają swoje grzeszki. Dlaczego nie mogą być w niebie? Bo mają coś na sumieniu.
- Ballady- niewierni kochankowie zamienieni po śmierci w rośliny bądź głazy, nieszczęśliwie zdradzone dziewczyny, które w śmierci szukają uspokojenia i zapomnienia, okrutne morderczynie po śmierci pokutujące za swe zbrodnie- to główni bohaterowie „Ballad i romansów” Adama Mickiewicza.
-„Balladyna”- nieźle narozrabiała tytułowa bohaterka dramatu Juliusza Słowackiego: zabiła siostrę, przegoniła własną matkę, oszukiwała. Za karę poraził ją piorun.

*Śmierć z miłości:
Powodem często była nieszczęśliwa miłość. Samobójstwa z powodu niespełnionej bądź zdradzonej miłości popełnili:
-Gustaw z IV cz. Dziadów A. Mickiewicza
- tytułowy bohater „Cierpień młodego Wertera” Wolfganga Goethego

*Śmierć godna:
-Bohaterowie-powstańcy: Emilia Plater i generał Sowiński to postacie historyczne, ale dodatkowo uwiecznione w literaturze. Hołd oddał im A. Mickiewicz w utworach: „Śmierć pułkownika” i „Sowiński w okopach Woli”
- Jacek Soplica- w swej przedśmiertelnej spowiedzi prosi o wybaczenie swojego najzacieklejszego wroga- Klucznika Gerwazego. Opowiada o przyczynie popełnienia przed laty zbrodni, o latach pokuty. Umiera jak bohater, otoczony szacunkiem i zrozumieniem.

POZYTYWIZM:
- Michał Wołodyjowski: jeden z bohaterów „Trylogii” H. Sienkiewicza. Umiera jak prawdziwy rycerz. Razem z Ketlingiem wysadza w powietrze zamek w Kamieńcu Podolskim, aby nie dostał się ręce wroga( wcześniej zarządza ewakuacją pozostałej załogi, a sam decyduje się poświęcić życie)
*Śmierć „biedna”
- Autorzy nowel poświęconych tragicznym warunkom życia najuboższych warstw społeczeństwa apelowali o zapobieganie ogromnej umieralności wśród najbiedniejszych.
Umierają dorośli(matka dzieci w „Naszej szkapie”) i dzieci:
~ Rozalka- siostra Antka z noweli B. Prusa umiera z powodu ciemnoty i zabobonów.
~ Janko Muzykant został oskarżony o próbę kradzieży skrzypiec, ukarany okrutną chłostą umiera.
~ Tadeusz z noweli Elizy Orzeszkowej- mały wiejski chłopiec niedopilnowany przez zapracowanych rodziców.

MŁODA POLSKA:
- Maciej Boryna- gospodarz z „Chłopów” Władysława Reymonta tuż przed śmiercią idzie na pole, aby pożegnać się z ziemią. Ta scena jest symbolem nierozerwalnego związku chłopów z ziemią, która jest ich żywicielką i największą świętością.
- Siłaczka- czyli nauczycielka Stasia z noweli S. Żeromskiego. Żyła w ogromnej biedzie i zachorowała na suchoty. Zmarła, a wraz z nią ideał bezpłatnego nauczania wiejskich dzieci.

*Pragnienie śmierci:
Artyści tacy jak Kazimierz Przerwa- Tetmajer, uważani, że życie na początku XX wieku jest szczególnie trudne, ponieważ cały świat przechodził kryzys. Dlatego chcieli popełnić samobójstwo. Ale na szczęście był to rodzaj artystycznej pozy. Tak naprawdę do tak desperackiego kroku posuwało się niewielu.

LITERATURA XX WIEKU:
*Śmierć milionów:
Po doświadczeniach I i II w. Światowej w literaturze pojawił się bardzo ważny motyw- zbiorowej, męczeńskiej śmierci niewinnych ludzi.
- „Warkoczyk” Tadeusza Różewicza, film „Korczak” Andrzeja Wajdy to utwory ukazujące bezsensowną, okrutną śmierć cywilów, także dzieci.
* Śmierć godna;
Śmierć bohaterska, żołnierska- często bardzo młodych ludzi: Alek, Rudy z „Kamieni na szaniec”, młodzi z „Ziela na kraterze”, Melchiora Wańkowiczowa oraz żołnierz-dziecko z „Elegii o chłopcu polskim” Krzysztofa Kamila Baczyńskiego.



#10 asiu

asiu

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 1712 postów

Napisano 14 październik 2004 - 21:38

Obraz Boga w literaturze baroku i romantyzmu.



Wizerunek najwyższego w obu tych epokach jest zupełnie odmienny. Moim zdaniem taki stan rzeczy wynika głównie z różnic panującej wtedy sytuacji politycznej . Barok będzie okresem sporów religijno-wyznaniowych , natomiast romantyzm zajmie się czymś zupełnie odmiennym. Mianowicie będzie to problem przetrwania i uwolnienia się z jarzma niewoli - wyzwolenia się spod tyrańskiej władzy trzech zaborców (Austrii Rosji, Niemiec). I to właśnie będzie stanowiło główne przesłanie politycznych dzieł romantyzmu, Automatycznie nasuwa się pytanie : "Jaką w tym wszystkim rolę odgrywa Bóg?", odpowiedź jest oczywista i ciśnie się na usta sama ...

Bóg jest podporą i nadzieją narodu polskiego w tej długiej i ciężkiej drodze do odzyskania niepodległości. Chrystus i jego śmierć na krzyżu stanie się "znakiem porównawczym" polskiego męczeństwa . A to w konsekwencji sprowadza się do powstanie zbioru przekonań i przeświadczeń o szczególnej roli Polski w dziejach świata tzw. mesjanizmu ( pojęcie pochodzi od Mesjasza , judaistycznego zbawcy, który miał przynieść Izraelitom wolność i przywrócić im panowanie nad światem ). Chociaż pojęcie to narodziło się jeszcze w dobie staropolskiej , kiedy Rzeczpospolita traktowana była jako przedmurze chrześcijaństwa ( czyli kraj broniący cywilizacji chrześcijańskiej przed barbarzyńskimi poganami) , to jednak jego idee najpełniej rozkwitły w czasie rozbiorów , a szczególnie powstanie listopadowego. Uważano , że Polska , jako kraj wyjątkowo umęczony przez zaborców , jest krajem wybranym przez Boga do przyniesienia nowego ładu w Europie oraz politycznego i społeczno-moralnego odrodzenia ludzkości w duchu wiary chrześcijańskiej . Naród polski miał stać się łącznikiem między Bogiem a całą ludzkością. Ostatecznym celem mesjanizmu było zbawienie ludzkości w przyszłym Królestwie Bożym. Aspekt ten najwyraźniej uwidacznia się w "Księgach narodu i pielgrzymstwa polskiego" oraz w scenie V (widzenie księdza Piotra) "Dziadów cz. III", kiedy to padają słowa określające istotę polskiego mesjanizmu "Polska Chrystusem narodów"...

Zupełnie odmienny sposób widzenia , jak i sam stosunek człowieka względem Stwórcy znajdujemy w Wielkiej Improwizacji "Dziadów cz.III" Adama Mickiewicza. Napotykamy tu na metafizyczny bunt głównego bohatera , który poniesiony pychą ma wrażenie, że jest twórcą nie gorszym od Boga (" Cóż Ty większego mogłeś zrobić - Boże ?"). Dlatego domaga się władzy nad innymi ludźmi , nad całym narodem ("Daj mi rząd dusz!"). Wielka Improwizacja staje się zatem swego rodzaju pojedynkiem Konrada z Bogiem. Jednak niebo milczy. Wówczas bohater dokonuje pewnego , dość oczywistego nadużycia. Uznając Boga za uosobienie mądrości , sam występuje w roli romantycznego poety, którego siła jest potęgą uczucia (przypomina to nieco sytuację z wiersza "Romantyczność"). Gustaw przemieniony w Konrada zwraca się do Boga w imieniu całego narodu ("Ja i ojczyzna to jedno"), przenosząc spór w dziedzinę historiozofii. Zrozpaczony, nie nazywa co prawda Boga "carem" (czyni to niecierpliwy diabeł), lecz jest jasne , że takiego właśnie słowa zamierzał użyć. Wielka Improwizacja kończy się omdleniem bohatera, które w planie metafizycznym równa się opętaniu przez złe moce.

Utworem ideowo przeciwstawnym do wielkiej Improwizacji w aspekcie postrzegania Boga jest "Hymn" Juliusza słowackiego. Podstawową różnicą jest fakt, iż w słowach "Smutno mi Boże" (myśl przewodnia wiersza) nie ma buntu metafizycznego jak to było w "Dziadach cz.III". Jest to raczej obraz stylizowany na modlitwę do Boga (bo jak wiemy jest ona równoznaczna z bezpośrednią rozmową z Najwyższym). Podmiot liryczny (z którym utożsamia się poeta) dziękuje Panu Niebios za stworzenie pięknego świata , ale jednocześnie (z cieniem zwątpienia) stwierdza, iż wszystko to nie jest w stanie ukoić jego samotności poety-pielgrzyma oraz tęsknoty za rodzinnymi stronami. Taka jest wizja Słowackiego.

Jeśli natomiast chodzi o relację Bóg-powstanie poezji to, romantycy uważali, iż umiejętność pisania była szczególnym darem poetyckim, wynikiem boskiego natchnienia. Sam akt sztuki romantycy przyrównywali do stworzenia świata przez Boga. Często poeci prosili Boga, w swych utworach, o pomoc, o błogosławieństwo w trudnej pracy pisarskiej... O tym właśnie mówi (znana chyba każdemu Polakowi) inwokacja z "Pana Tadeusza" Adama Mickiewicza, oraz cytat: "Ciebie proszę, abyś tę co ku Twojej wdzięce W tym królestwie śmiertelne chcą wspomnieć ręce, szczęścić raczył"... - zaczerpnięty z pierwszej części "Wojny Chocimskiej" Wacława Potockiego. Poeta ten, w tymże samym dziele ukazuje Polaków jako odważnych wojowników , ufnych w swoje męstwo , ale również w Bogu kładących nadzieję, że udzieli im swej pomocy...

Trzeba tu wspomnieć jeszcze, że Potocki jest przedstawicielem byłej epoki walk na tle wyznaniowym , czyli literackiego baroku. Podstawą owego konfliktu religijnego było współistnienie, w Rzeczpospolitej, katolików , luteranów i kalwinów. Sytuację dodatkowo zaostrzała kontrreformacyjna działalność jezuitów oraz wprowadzony szereg ustaw antytolerancji innych wyznań (1658 - wygnanie arian, 1668 - nakaz zamiany religii z katolickiej na protestancką).

Potocki jako arianin (później musiał zmienić religię na katolicką, by nie opuszczać kraju) opowiada się za wolnością wyznania. Pisze nie tylko wiersze w obronie innowierców , atakuje również obyczaje duchowieństwa katolickiego ("Kazania wielkopiątkowe"). W jego twórczości szczególną rolę odegrał dwa źródła wzorów. Są to tradycje piśmiennictwa łacińskiego oraz "Pismo Święte", którego dobrą znajomość wyniósł z domu rodzinnego. Często przeciwstawiał sens odczytany w Biblii, tradycjom i zwyczajom Kościoła. Wacław Potocki w swych utworach przedstawia Boga "ariańskiego" - przeciwnego nietolerancji religijnej i wszelkiej przemocy (nawet względem poddanych) oraz złu...

Całkiem odmiennie widzi i przedstawia, w swej poezji, Boga Piotr Skarga, który mówi o sobie "Mnie wiara jest widzeniem"... Jako radykalny kontrreformata oferuje innowiercom, w swych dziełach, zamiast tolerancji - nawrócenie na wiarę w Boga, który jest jedynym i prawdziwym autorytetem. Uważał on, iż jakikolwiek bunt przeciw Najwyższemu, oznaczałby porzucenie chrześcijańskich wartości i doprowadził do upadku państwa , a tym samym całego społeczeństwa. Silne poczucie misji i obecna w jego pismach (między innymi "Żywoty Świętych") religijna żarliwość, sprawiły, że porównywano go czasem do biblijnego proroka przemawiającego w imieniu Boga. Uważał chrześcijaństwo za religię pokuty, dystansu wobec świata i ziemskich rozrywek.

Poetą o bardzo podobnych, a powiedziałabym nawet identycznych, poglądach jak Skarga, jest Mikołaj Sęp Szarzyński. W przeciwieństwie do Jana Kochanowskiego buduje on przepaść między człowiekiem a Stwórcą. Nie jest w naszej mocy życie bez grzechu, a zatem pozostaje nam liczyć na łaskę i miłosierdzie Boga-"przyczyny wszystkiego". W takim ujęciu widać wyraźnie wpływ myśli jutra. Świat u Kochanowskiego pokazywany jako wspaniałe królestwo natury , staje się u Sępa Szarzyńskiego obszarem walki. Trwa wojna, której stawką jest zbawienie duszy.

Kolejnym poetą, który często odwołuje się do Kochanowskiego jest Daniel Naborowski. Obaj ci pisarze cenią podobne wartości. Jednak u poety z Czarnolasu potraktowane są te zagadnienia powierzchownie, bez szczególnego wgłębiania się w różne alternatywy. Natomiast Naborowski to człowiek pewien swoich przekonań. Jest stanowczo przeciwny przyznaniu człowiekowi pełnej swobody życia, bo sprzeczne jest to z przeznaczeniem ( przy czym trzeba zaznaczyć, że jest on kalwinem i wierzy w predestynację). Daniel Naborowski nie uznaje koncepcji ucieczki od życia i ( co najważniejsze) uważa, że jedność przemijania i trwania to prawo Boże! Wszystkie te poglądy mają swój oddźwięk w jego poezji (między innymi "Krótkość żywota"). Poza tym uważa ("Marność"), że życie jest marnością, a do tego "Fraszką śmierć i trwoga". Przy czym życie jest fraszką nie dlatego, że takie jest prawo wszechświata i natury, że śmierć jest koniecznością, ale dlatego, że liczy się przede wszystkim Bóg. W jego obliczu wszystko staje się mało ważne : "Nad wszystko bać się Boga".

Jak widać ten, oraz inne utwory poety, uwidaczniają jego szczególny stosunek do Najwyższego i do otaczającego świata, Uważa on, że to co ludzkie, ziemskie i materialne jest przemijającą szybko marnością, a celem życia powinna być cnota i oddanie swego postępowania nakazom Bożym. Ojciec Niebieski jest tu ukazany jako główny czynnik ludzkiej egzystencji. Naborowski nakazuje nam żyć zgodnie z wolą stwórcy. Według poety liczą się jedynie "sama cnota i sława, która z cnoty płynie" ("Cnota grunt wszystkiemu"). Jednym słowem, uważa on, iż natura ludzka sprawia, że człowiek celem swego życia czynie bezustanne dążenie do zdobywania ziemskich dóbr, a takie rozmiłowanie w marności oddala ludzi od Boga! Poza tym nic co ludzkie nie daje człowiekowi szczęścia. Wnioski z tego nie prowadzą jednak do ascezy średniowiecznej. Nie należy odrzucać wszystkiego co ziemskie i doczesne, można pozwolić sobie na zabawę i miłość w życiu. Jednak nie wolno przy tym zapominać, że jedyną stałą wartością jest Bóg. Trzeba więc w swym postępowaniu zachować umiar, odnaleźć swój "złoty środek". Życie należy wieść pobożne i uczciwe, pamiętając o karze za grzechy!

Jeszcze inny aspekt Boga i wiary znajdujemy w twórczości Andrzeja Frycza Modrzewskiego, który nawiązując do greckiej filozofii politycznej (Arystoteles, Platon) i łącząc je z naukami Ewangelii, tworzy swoisty "kodeks nauk". Polega to na tym, że w swych utworach pisze on o sposobach polepszenia sytuacji obywatela (przy czym wszystkie te rady utrzymane są w duchu głębokiej wiary w pomoc Chrystusa). Frycz Modrzewski bardzo ubolewa nad nietolerancją Kościoła i dlatego proponuje, aby dla pogodzenia sporów religijnych wprowadzić Kościół narodowy, obejmujący wszystkie wyznania chrześcijańskie i posługujący się w liturgii językiem polskim. Kościół, w którym głównym autorytetem będzie Bóg a nie bogaty papież. Ponadto uważa, iż tylko całkowite zaufanie Panu i "oddanie Mu swych dusz", może wprowadzić miłość i zgodę między wszystkich ludzi. Jednak samo to nie wystarczy, ludzie muszą stać się tolerancyjni dla siebie nawzajem i gotowi do przebaczania bliźniemu, zgodnie z naturą Chrystusa ("Pokój ze wszystkimi ludźmi")... Wtedy dopiero świat stanie się takim, jakim chciałby go widzieć jego Stwórca!...

Widzimy jakże różne pojawiają się w literaturze tych okresów obrazy Pana Niebieskiego. Mamy więc Boga-Stwórcę, Boga-autorytet wszystkiego, Boga-sędziego, Boga-nadzieję i wreszcie Boga-najwyższe dobro! Zauważamy pewne rozgraniczenia tych wizerunków w obu tych epokach, ale jak już pisałam jest to spowodowane głównie odmienną sytuacją polityczno-gospodarczą kraju.



#11 asiu

asiu

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 1712 postów

Napisano 14 październik 2004 - 21:38

Śmierć w średniowieczu


Śmierć od zawsze towarzyszyła człowiekowi również nie mniej go fascynowała.
W średniowieczu była bardzo rozpowszechniona towarzyszyła człowiekowi na każdym kroku. Wykorzystywali ten fakt ówcześni kaznodzieje, uświadamiająć każdego człowieka że śmierć czeka każdego i nikogo nie pomija. Kulturę śmieri

Powodów tego było sporo i jednym była dominacja religii w życiu społeczno-kulturalnym. Odcisneło się to na ukształtowaniu literackich wzorców osobowych np. ideał świętego, który wyrzekając się dóbr doczesnej egzystencji, pokótą, ubóstwem, cierpieniem i dobrymi uczynkami oraz ciągła myślą o Bogu przygotowywał się na śmierć. Egzystencja ziemska ascety naznaczona była ciągłą pamięcią o śmierci „memento mori” (pamiętaj że umrzesz), a jego życie podporządkowane zostało właściwemu przygotowaniu się do śmierci chrześcijanina – praeparatio ad mortem (przygotowanie do śmierci), ars moriendi (sztuka umierania).

Oprócz światopoglądu chrześcijańskiego, był bardzo dobrze rozwinięty rycerski etos, który normuje godne przedśmiertne zachowanie się średniowiecznego bohatera przezwyciężającego słabość ciała po to aby świadomie i ceremonialnie, a tagże po chrześcijańsku, przeżyć ostatni akt. Potwierdza to „Pieśń o Rolandzie” gdzie tytułowy bohater ma obowiązek umierania chwalebnie co też czyni do samego końca. Roland a właściwie jego zgon został szczegółowo wyeksponowany, wzniośle i patetycznie; przez scenę jego śmierci przeziera wyrażnie ogólny wzorzec bohaterskiego konania, który wskutek swej powtarzalności stał się jednym z toposów literatury europejskiej. Ta agonia Rolanda, dokonująca się w wyraziście nacechowanej scenerii, harmonizuje z cudownymi zdarzeniami następującymi po śmierci rycerza. To zespolenie realizmu opisów konania z fantastykczną fikcją potęguje uwznioślenie bohatera i przedewszystkim śmierci na tyle że motyw ten trwale wpisuje się w ciąg dalszej tradycji literackiej np.Ordona w Reducie Ordona, ks. Robak w Panu Tadeuszu Mickiewicza, Winrycha w Rozdziobią nas kruki wrony... Żeromskiego.

Trzecim powodem fascynacji śmiercią był burzliwy okres XIV-XV w. (kryzysy cesarstwa i papiestwa, wstrząsy społeczno-gospodarcze, wojny, epidemie, nawrotne fale wielkiego głodu) budził poczucie zagrożenia i nietrwałości życia, wzmagając zarazem pogardę dla świata i jego przemijających wartości. Rozliczone, zwłaszcza łacińskie dzieła na temat „wzgardy świata” akcentowały motyw vanitas, tj. marności, ukazywały uciechy, pokusy i wspaniałości życia jako zwodnicze i podległe nieubłaganej władzy śmierci.

Rozmowa Mistrza Polikarpa ze Śmiercią ukazuje czytelnikom szczegółowy rysopis upersonifikowanej śmierci
Motyw spotkań żywych i umarłych pokazywał wizerunek Śmierci w postaci rozkłądającego się ciała:

„Chuda, blada, żółte lice,
Upadł ci jej koniec nosa,
Z oczu płynie krwawa rosa,
Przewiązała głowę chustą,
Nie było warg u jej gęby,
Grożną kosę w ręku mając
Żółte oczy żywot blady” (...)

W początkowym zwrocie autor mówi: ku twej , celnie definiuje sens i funkcje średniowiecznej sztuki. Pouczenie które śmierć daje mistrzowi ogranicza się do głównego motywu wszystkich tańców śmierci która czeka na każdego bez względu na pochodzenie, zaszczyty i umiejętności.

Dopiero ok. 1500r. Zaczęto wyobrażać Śmierć nie w postaci trupa, lecz szkieletu np. w drzeworytowych „Tańcach Śmierci”.

Następną przyczyną fascynacji śmiercią przez ludzi średniowiecza był niski poziom wiedzy o medycynie.

Pochodzenie samej śmierci chrześcijaństwo przypisywało grzechowi pierwszych ludzi; w Rozmowie... Śmierć oświadcza: W ten czas się ja poczeła, Gdy ***łko ruszyła; Adamowi ***łka dała, a ja w onem ***łku była



#12 asiu

asiu

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 1712 postów

Napisano 14 październik 2004 - 21:41

Motyw śmierci w poezji Franciszka Halasa /esej/


Smutek, pustka, róża, wąż, anioł, lustro, twarz, kobieta, sen, śmierć – w różnych wariacjach, kontekstach, parafrazach, oto słowa – klucze poezji Franciszka Halasa. Poetycka twórczość lat dwudziestych pozwoliła ukształtować się młodemu twórcy, ale zarazem drażniła go jej przejściowość, lekkość słowa. Wkrótce Halas porzucił modę na korzyść mówienia o losie poety, zbiorowego głosu środowiska, w którym się wychował – przeplatania się biedy, niepewności i cierpienia.
„Obsesje: samotności, śmierci, smutku, rozpaczy, a także ich poetycki wyraz narzucają pewne skojarzenia z Soledades Gongory, wielkiego poety hiszpańskiego baroku” Już bowiem w pierwszej fazie twórczości odczytujemy Halasową polemikę z iluzją: sytuację współczesnej Europy, groźbę nowych konfliktów, doświadczenia niedawno przeżytej wojny. Z czasem w poezji tej coraz bardziej piętrzą się kontrasty, toczy się gra słów, egzystencji, pojęć takich, jak śmierć czy miłość.
Jan Grossman stworzył katalog motywów najczęściej pojawiających się w twórczości Halasa. Wśród nich odnajdziemy: dzieciństwo, powrót, słowo, pamięć, erotykę, czekanie, wolność, jesień a być może przede wszystkim śmierć. Jej obecność tutaj nie jest przypadkowa czy w jakikolwiek sposób narzucona.
„Ta śmierć – opowiada dziennikarzowi radiowemu w 1937 roku – tylekroć komentowana i wytykana, to nigdy nie był żaden program ani wymądrzanie. Było to głęboko we mnie. To jest kawał dzieciństwa z czasu, gdy przez kilka lat spała obok mnie moja chora matka, gdy jej imieniu dziecko nie umiało nadać treści, choć stale było ono przed nim jak na talerzu. I to zostało.”
Ten element przeszłości odbił się echem w całej twórczości, można powiedzieć, że nagromadzone przez lata doświadczenia wreszcie zaczęły odnajdywać światło dnia, powoli wyłaniając się z cienia duszy. Wśród nich śmierć – częsty gość w domu poety: matka zmarła, kiedy Halas miał osiem lat, kolejno umierali bracia jego ojca, swoich trzech braci stracił Franciszek tuż po ich narodzinach, do tego młodość dołożyła jeszcze doświadczenie z wojny.
Motyw śmierci staje się centrum wczesnych utworów poety. „Halas nie medytuje śmierci, jest ona dla niego bardziej rzeczą niż pojęciem, rzeczą do opisania, opowiedzenia. Zrozumiałe jest, ze ekspresja musiała tu zdominować refleksję”.
Z początku występuje jeszcze w jak najbardziej rzeczywistej swej roli – ujście dla życia i jego miara. Pojawia się jako paralela zimy. Motyw ten, w przedstawionym tu charakterze, nie wiedzie ku rezygnacji, a wręcz przeciwnie – może się stać i mobilizacją, kiedy jest postrzegany jako miara życia.

„Umierać nie na śmierć
na życie umrzeć
byle rak płonie wstydem za śmierć
pełni istnienia masz użyć”

Tom Sepia (1927) przynosi twórcy tytuł poety śmierci. Będzie on uzasadniony drogą, którą obrał autor w kolejnych utworach.
W roku 1930 ukazuje się tom Kogut płoszy śmierć. Tutaj krystalizuje się motyw śmierci, który dominuje w wierszach. Tom jest świadectwem bezpośredniego poznania, kluczem zaś – niewiara w sensie egzystencjalnym. Pozwala ona, by śmierć wystąpiła w funkcji granicy rzucającej cień na życie. Przenikają się – pustka optymizmu będącego chwilową iluzją, napięcie i kontrast między śmiercią a życiem, które ją „płoszy”, oglądanie świata „z dna”.
Poetę wciąż interesuje fizyka śmierci. Dla jej przedstawienia używa całego bogactwa poetyckich środków. Śmierć dotyka zarówno jednostkę (Kogut płoszy śmierć), jak i zbiorowość (Cmentarz marynarzy). Motyw ten odsłania również heroizm życia – chociażby w śmierci Lenina czy Amundsena.
Krytycy podkreślają rolę poezji Machy w twórczości Halasa – jej echa brzmią w Strofach czy w wątku wzajemnego przeplatania się życia i śmierci, z których jedno przenika drugie:

„Łykając tysiąc razy szczęście połknęliśmy tylko śmierć”

Arne Novák określił Halasowy stosunek do śmierci w tym zbiorze, jako protest nie za pośrednictwem myśli, lecz poprzez uczucia. Nie walczy z nią poprzez słowa, ale przeciwstawia się obojętnością, podstępem, mobilizując zmysły, którym dotąd nie wierzył:

”Ruch wahadła to śmierci znak niemy
nie zapominać o zmysłach
gdy myśli grzebią się w ziemi

Ze wszystkiego śmieją się pod skórą”

W trzecim tomie - Twarz (1931) – tomie erotyków, miłość często łączy się ze śmiercią. Warto również zauważyć, że słowo „śmierć” w utworach Halasa prawie nigdy nie wiąże ze sobą żadnych epitetów – jest w pełni nasycone, by mówić samo o sobie. Dzieje się tak, ponieważ nie jest ono pustym rozważaniem oderwanym od czasu i konkretnej egzystencji ludzkiej. Przy tym, jak każdy motyw, również śmierć jest oglądana z różnych perspektyw, kubistycznie przekształcana z realnego pojęcia w uniwersalne doświadczenie.

”Poprzez twój szept
śmierć do mnie każe
nie ty nie żałuj mnie
to upokarza

Posłuchać słów jej chcę
by prawdę poznać
czemu jesteśmy jej
i czy śni tylko o nas”

Pojawia się również motyw powrotu do chwil w łonie matki, pokazując korzenie tematu śmierci u Halasa:

„to moje młode słowa do ostatka
w których powiedzieć tego nie umiałem
jak do krwi wkrada się umarła matka
matka o której niemal zapomniałem”

Powoli rodzi się atmosfera pojednania, uspokojenia (Cmentarz), co prowadzi do pokonania śmierci o wiele wyraźniejszego, niż w tomie poprzednim.

„Żywych źródeł które wszystko w ruch wprawiają
co dawno chce w śnie odrętwieć całkowicie
ale siły ziemi gwałtem roztapiają
słowo śmierć i słowo życie”

Śmierć zdaje się być „oswojona”, autor zwraca się do niej w bezpośrednich apostrofach (Do śmierci). Jest jednocześnie odkupieniem, sprawia, że w jej cieniu życie staje się bez porównania bardziej pożądane. Dlatego to ona tak często powraca w wariacjach – obumierającej róży, w której korzeniach gnieździ się robak, w ciszy upływającego czasu.
Również w poemacie Stare kobiety (1935) obok wielu wątków i motywów, które możemy odnaleźć w jego bogactwie, ujawnia się zainteresowanie autora losem człowieka będącego na granicy życia i śmierci. Śmierć zostaje głównym motywem tomu Kadłub nadziei. Pojawia się w Panichidzie za duszę F. X. ©aldy i w Martwym spod Zborowa jako nowej wersji wiersza Nieznany żołnierz. Tutaj jednak los martwego nie jest znakiem zapytania, ale doczekuje się jednoznacznej odpowiedzi:

„Słyszę jęk spod kwiatów których czas ci napstrzył
spod wspaniałych szarf zdobiących ciężkie wieńce
Zamilknij Dzisiaj w innym Zborowie grzmi capstrzyk
tam biedacy wezmą ojczyznę w swe ręce”

Tom Strojenie instrumentów (1942) jest próbą powrotu do dzieciństwa. Niektóre z motywów stałych dla poezji Halasa dojrzewają tutaj do definitywnie klasycznej, prostej formy, w tym i motyw śmierci:

„Nie ja bym nie chciał umierać
przy blasku świecy w łóżku
gdy obok ktoś ociera
łzy bezradnego smutku

Ja bym w łopianach leżeć chciał
żeby ich liście duże
zasłoniły mój dumny strach
jeżeli jednak stchórzę”

Autorski punkt widzenia z upływem czasu jednak ewoluuje – Halas z „poety śmierci”
staje się „poetą nadziei” - „(...) jak żaden z nowych poetów czeskich, uwikłany był w swoją wewnętrzną i zewnętrzną biografię. Poezja miała być z niej wyjściem, uwolnieniem. (...) pełni tutaj funkcję terapeutyczną. I jeśliby pierwsze tomy Halasa, przesiąknięte śmiercią, rozkładem, rozpaczą, żałością, uznać za "chore", to każdy kolejny zbiór podejmujący te same wątki i motywy jest zarazem jakby "zdrowszy", wyzwolony z nadmiaru cierpienia.”
Śmierć pojawiająca się w twórczości Halasa nie bez przyczyny jest głęboką rysą na duszy poety – kiedyś, w dzieciństwie nie znajdującego słów na opisanie bagażu swoich doświadczeń i obserwacji. W jego utworach rysa ta i ukryta głęboko chęć jej uzewnętrznienia wreszcie znajdują swoje miejsce. Z mroku, niepewności, poszukiwania, wyłania się powoli obraz oczyszczonego człowieka, takiego, który wyrażając swój świat wewnętrzny, znalazł ukojenie. Zgodnie z życzeniem poety, jego wiersze są „butelkami z posłaniem rzuconym do oceanu”, które wyłowione, radują nie jedno serce.

„W słodkim znużeniu umierają słowa
w stuleciu które nie chce postanawiać
życie traciliśmy w nich wciąż od nowa

Niech wreszcie runie spiętrzony pod niebo
żal tłumów z trzaskiem wprost na nasze głowy
grzebiąc ród smutnych I ja byłem z niego”



#13 asiu

asiu

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 1712 postów

Napisano 14 październik 2004 - 21:42

Motyw Boga





Biblia - ukazuje człowieka w stosunku do Boga, opis stworzenia świata - wszystko co jest stworzone pochodzi od Boga ,

Hymn o miłości - miłość jest cechą Boga, a zbawienie będzie oznaką tej miłości.

Ks. Koheleta fragment “Wszystko ma swój czas” - Kohelet w końcowych rozważaniach stwierdza, że wszystko pochodzi od Boga,

“Przypowieść o talentach” - wszystko, czym jesteśmy i co posiadamy jest darem Bożym, talentem nam powierzonym.

Narodziny i życie Chrystusa, dzieje apostolskie i prześladowanie pierwszych chrześcijan.

Średniowiecze

-teocentryzm- Bóg jest przyczyną wszelkiego bytu i bytem najwyższym.

“Legenda o św. Aleksym” - tylko człowiek cnotliwy może ze spokojem oczekiwać śmierci, po której zostanie zbawiony.

“Pieśń o Rolandzie” - “Bóg, honor i ojczyzna" - najważniejsze wartości rycerza, Roland poprzez swą rycerską śmierć wyraża bezwzgledną wierność Bogu.

“Rozmowa Mistrza Polikarpa ze śmiercią” - Bóg przychyla się do modlitewnej prośby Mistrza, “by uźrzał śmierć w jej postawie” co świadczy o Jego wszechobecności.

“Posłuchajcie bracia miła" - Matka Boska namawia kobiety, aby prosiły Boga, Bóg jest miłosierny.

Renesans

Jan Kochanowski:

hymn “Czego chcesz od nas, Panie” - utwór ten jest pochwałą Boga. Chwała niewidzialnego Boga poprzez widzialny świat. Bóg jako artysta, świat to dzieło sztuki. Poczucie trwałości i

niezmienności świata logicznie uporządkowanego i kierowanego przez Boską mądrość, wolę i opatrzność. Bóg jest doskonały, idealny i taki też stworzył świat.

fraszka “Na dom w Czarnolesie” - apostrofa do Boga, prośba o dobre, uczciwe życie.

pieśni: “Chcemy sobie być radzi”, “Miło szaleć kiedy czas po temu" - hołd złożony Bogu przez poddanego mu, miłującego Go człowieka,

treny: X - Jan Kochanowski zwątpił w życie po śmierci, w Boga, do którego miał zaufanie, w obliczu nieszczęść nawet wiara upadła.

XI - nie jesteśmy w stanie zmienić decyzji Boga.

Barok

M. Sęp - Szarzyński - Bóg karzący, Bóg jako Chrystus Król, oddalenie się, daleki do osiągnięcia

D. Naborowski “Marność” - dramatyczne życie człowieka, ale należy to przyjmować ze spokojem, wierzyć w Boga jako przeznaczenie. Musimy być pobożni, aby móc nie bać się śmierci ciągle musimy mieć wzgląd na Boga.

Romantyzm

Adam Mickiewicz:

“Dziady” : Widzenie ks. Piotra - “Panie czymże ja jestem przed Twoim obliczem?...prochem i niczem” - personifikacja ojczyzny, jest ofiara niewinna, tak jak Chrystus.

Wielka Improwizacja - bunt i bluźnierstwo Konrada, który domaga się od Boga “rządu dusz”, Bóg milczy.

“Pan Tadeusz” - Jacek Soplica przyjął imię Robak - wyraz skruchy i pokory wobec Boga.

J. Słowacki - “Smutno mi Boże” - ton żałobny, elegijny, dominuje smutek i zaduma, dostrzeganie podobieństwa do modlitwy (Bóg, wieczór). Zrezygnowany podmiot wątpi w skuteczność wiary.

Z. Krasiński - “Nie-Boska komedia” - przeciwko i bez Boga, krwawa komedia, zasługuje raczej na Boży gniew. Zakończenie utworu - cudowne pojawienie się Chrystusa i zwycięstwo dobra nad złem.

C. K. Norwid - “Moja piosnka” (II) - “Tęskno mi Panie...” - refleksja nad własnymi uczuciami, własnym losem. Tęsknota za ojczyzną (gniazdo bocianie, zwyczaj pokłonu w imieniu Chrystusa)

Pozytywizm

H. Sienkiewicz - “Quo vadis” - obraz pierwszych chrześcijan.

Młoda Polska

J. Kasprowicz - "Hymny" - bunt wobec Boga, wizja zagłady, końca świata, Bóg karzący, surowy sędzia obojętnie patrzy na to co dzieje się poniżej, niemy.

“Księga ubogich” - Bóg jest dobrotliwym staruszkiem, który wszystko wybaczy.

T. Miciński - [Jam ciemny jest wśrod wichrów płomień Boży]-wszystko pochodzi od Boga, nawet zło.

“Anake” - szatan buntuje się przeciwko harmonii gwiazd, jednostka uosabiająca bunt człowieka przeciw boskiemu porządkowi.







Współczesność

J. Twardowski - “Podziękowanie”, “Daj nam”, “Spieszmy się” - Ksiądz-poeta prezentuje w swojej poezji układ Bóg-człowiek oparty na najważniejszym z przykazań Boskich, na przykazie miłości, Bóg jest bliski człowiekowi, przejawia się w jego zwykłym życiu, darach i radości ziemskiej, pełnym istnieniu.

Hanna Krall - “Zdążyć przed Panem Bogiem” - wyścig, chęć uprzedzenia Boga, próba wydarcia życia: “Pan Bóg już chce zgasić świeczkę, a ja muszę szybko osłonić płomień wykorzystując Jego chwilową nieuwagę. Niech się pali choć trochę dłużej, niż On by sobie tego życzył.”

Albert Camus - “Dżuma” - dla dr Rieux niewiara staje sie siłą i oparciem. Na nikogo nie zrzuca odpowiedzialności, nie ma pytań, pretensji do Boga dlaczego do tego dopuścił. “Śmierć stanowi porządek świata. Może lepiej jest dla Boga dlaczego do tego dopuścił. Walczy ze wszystkich sił ze śmiercią nie wznosząc oczu ku temu niebu gdzie on milczy. Paneloux - uważa dżumę za karę rzuconą przez Boga na grzeszników, jedynym sposobem odwrócenia plagi jest modlitwa i pokuta : Miłość do Boga jest trudną miłościa.

T. Różewicz - “Bez” - świat bez Boga. Współczesnego człowieka cechuje brak wiary, Bóg przestaje być potrzebny, nie zauważamy momentu odejścia od Boga.

Cz. Miłosz - “Piosenka o końcu świata” - wiersz nie neguje Boga, przyjęcie, że koniec świata następuje każdego dnia dla jakiegoś człowieka.

“OEcomomia divina” - świat bez Boga byłby chaosem, byt bez Boga nie ma podstaw, ludzie grzesząc prowokują Boga, chcą znaku, chociaż kary.

“Wiara” - cierpienie nadaje sens życiu, widzi Boga w świecie, wiersz to akceptacja świata.

“Nadzieja” - nadzieja, czyli wiara w to, że istnieje coś więcej niż świat widzialny.

“Miłość” - kolejne wymaganie, prawda wiary, służyć Bogu należy nawet jeśli nie rozumiemy : “to nic, że czasem nie wie czemu służyć, nie ten najlepiej służy kto rozumie”.

“Heroizacja i deheroizacja postaci w literaturze wojennej i powojennej”

Wybuch drugiej wojny światowej miał wielki wpływ na działalność twórców literatury polskiej. Od tego czasu ich twórczość należy do epoki nazwanej na razie współczesnością. Charakteryzuje się ona poszukiwaniem nowych form. Autorzy starając się jak najdokładniej oddać zachowania się ludności w realiach wojennych przedstawiają bohatera w różny sposób. Jedni starali się nie wywyższać jednostki ponad resztę, inni znów czuli się zobowiązani do przekazania pokoleniom wielkich czynów, których autorami byli mali zwykli ludzie. Jeszcze inni wiązali ze sobą obydwa te sposoby w celu osiągnięcia wcześniej zamierzonego celu.

Sposobem relacji, która występuje w “Zdążyć przed Panem Bogiem” Hanny Krall, a wynikającym z postawy dr Edelmanna jest deheroizacja. Doktor wręcz nalega, aby opisywanych przez niego ludzi autorka przedstawiła jako normalnych obywateli pełniących lepiej lub gorzej swoje obowiązki. Dążąc do jak najprawdziwszego przedstawienia wydarzeń doktor wystrzega się jakiegokolwiek wywyższania jednostek, ponieważ czytelnik mógłby skoncentrować uwagę na bohaterskich czynach a nie na przesłaniu jakie posiada utwór czyli na wiernym opisie zdarzeń w getcie, zachowań i przemyśleń ludzi uwięzionych.

Z podanych przyczyn, to jest poprzez chęć przedstawienia zachowań cywila w oblężonym mieście także autor “Pamiętników z powstania warszawskiego” - Miron Białoszewski deheroizuje zagrożonych warszawiaków, do których sam należy. Przedstawia on doświadczenia cywila nie zaangażowanego w militarne zmagania, przedstawia świat schronów, podwórek, skrytych przejść i kanałów, życie wypełnione strachem, ucieczką do stopniowo zacieśniających się przestrzeni życiowych oraz zdobywaniem pożywienia i wody. Tak właśnie przedstawia się życie cywila w tamtych warunkach. Nie jest ono niczym wielkim, nie jest bohaterskie, jest po prostu ciągłym zagrożeniem i lękiem.

Chęć przedstawienia bohatera jako zwykłego człowieka widoczna jest także w “Medalionach” Zofii Nałkowskiej. Na przykładzie kilku osób chce ukazać losy tysięcy ludzi. Są to zazwyczaj ludzie prości, niewinni, przyjmujący bierną postawę wobec wojny. Nie mają poczucia swej bohaterskości, znają jedynie swoją niedolę.

Można jednak doszukać się w tym utworze elementów heroicznych. Postaciami przedstawianymi w sposób heroiczny są na pewno Greczynki, które “śpiewały jakby były zdrowe”.

W dwojaki sposób ukazuje swych bohaterów także Borowski w “Opowiadaniach”. Bez heroizmu przedstawia tych, którzy “byli źli, okrutni, bo chcieli przeżyć”. W stosunku do nich autor stosuje narrację bihewiorystyczną, czyli ogranicza się do opisu zachowań ludzkich bez przemyśleń i monologów wewnętrznych. Uważa on, że człowiek zlagrowany, to znaczy ten który postanowił przeżyć w obozie, pozbawiony jest sfery uczuciowej. Dlatego też na śmierć z honorem, będącą w warunkach obozowych jedyną możliwością zachowania człowieczeństwa, decydują się jedynie ludzie świeżo przybyli mający poczucie swej wartości jaką posiadali będąc wolnymi. Są to jednostki w pewien sposób wybitne, wywyższone ponad poziom ogółu. Należą do nich między innymi stara kobieta biorąca trupy dzieci, a także dziewczyna, która wskakuje do ciężarówki ze świadomością swej bliskiej śmierci.

Podobnie postąpił Henio z “Początku” - Andrzeja Szczypiorskiego. “Przyjął przeznaczenie z podniesioną głową” wracając do getta, gdzie czekała go pewna śmierć. Jak więc widać w realiach wojennych jednostką wybitną można pozostać niemalże jedynie poprzez poświęcenie swego życia dla wyższych idei.

Taki sposób kreowania bohatera przyjmuje w “Innym świecie” Gustaw Herling Grudziński. Heroiczną postawę bohaterów swego utworu dostrzega w ich dążeniu do ratowania swej godności. Przykładem takiej heroicznej postawy może być postać Kostylewa opalającego sobie rękę w płomieniu aby tylko nie pracować dla Rosji a także Natalia Lwowna popełniająca samobójstwo “na pięć minut przed wyrokiem”. Fin Karinen podejmuje próbę ucieczki, która od samego swego początku skazana jest na niepowodzenie. Mimo to jej plan podtrzymuje go na duchu i pomaga mu przetrwać gdyż “człowiek nie może żyć, nie wiedząc po co żyje.” Jedynym przykładem postawy heroicznej bez poświęcania swego życia była głodówka Polaków. Taka forma sprzeciwu, protestu wymagała w warunkach obozowych ogromnej siły woli i wielkiego zaparcia.

W literaturze o tematyce wojennej realizatorem twórczości, w której występuje heroizm jest Czesław Miłosz. W wierszu “Ballada” składa on hołd matce rozpaczającej po stracie syna. Jednocześnie utwór opisuje losy Gajcego, któremu wiersz ten jest poświęcony. Autor opisuje jego czyny, pomimo że jego śmierć dla innych nic nie znaczy a nawet “mówią, że wstydzić się trzeba, że niedobrej bronił sprawy”. Miłosz dostrzega w losie Gajcego tragiczne losy pokolenia Kolumbów oraz niedolę wielu polskich matek, na które współcześni nie powinni być obojętni. Temat obojętności ludzi wobec cierpień lub śmierci innych poeta podejmuje także w wierszu “Campo di Fiori”. Przedstawia zachowania ludzi w stosunku do bohaterów w dwóch płaszczyznach historycznych; to jest przedstawia egzekucję Giordana Bruno na tytułowym Campo di Fiori w Rzymie a także dzień powstania w getcie warszawskim kiedy za jego murami przy dźwiękach wesołej muzyki w słoneczny wiosenny dzień kręciła się karuzela i bawili się warszawiacy nie zauważając tragedii bohatersko broniących się Żydów.

Zobojętnienie ludzi na losy innych jest także tematem wiersza Tadeusza Różewicza “Matka ocalonych”. Przedstawia w tym wierszu obłąkaną po stracie dzieci matkę, ale najbardziej przeraża go obojętność ludzi na cierpienie innego człowieka.

Baczyński widzi w heroizmie, tak samo zresztą jak w patriotyzmie, jedyną drogę do ocalenia człowieczeństwa. W wierszu “Pokolenie” przyrównuje młodych ludzi, których najpiękniejsze lata przypadły na “czas wielkiej próby”, do bohaterów “iliady” mówiąc:

“Nie wiedząc, czy my karty iliady rzeźbione ogniem w błyszczącym złocie, czy nam postawią z litości chociaż,

nad grobem krzyż”.

Tak jak w “Balladzie” Miłosza tak i u Baczyńskiego w “Elegii o… chłopcu polskim” występuje motyw zrozpaczonej po śmierci syna matki. Przypomina ona jego niedolę i cierpienia:

“haftowali ci, syneczku, smutne oczy rudą krwią,

malowali krajobrazy w żółte ściegi pożóg,

wyszywali wisielcami drzew płynące morze”.

Jest także przekonana o tym, że jej syn nie był zwykłym człowiekiem, ale był jednostką wybitną, obdarzoną wielkim uczuciem. Matka wie o tym, że jej syn pozostał do końca wierny Bogu i ojczyźnie - “Zanim padłeś, jeszcze ziemię przeżegnałeś ręką. Czy to była kula, synku, czy to serce pękło?” Jego śmierć, na polu walki, tak podobna do sposobu umierania średniowiecznych rycerzy, pozostała symbolem wiary i patriotyzmu ówczesnego młodego pokolenia.



#14 asiu

asiu

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 1712 postów

Napisano 14 październik 2004 - 21:45

"KOJOT - BÓG OSZUST"

DARIUSZ MISIUNA



Preria. Niezmierzone połacie traw gdzieniegdzie przerywane pasmami lasów dębowych. Pustynia północy. Spokojna, bezludna, złowieszczo cicha. Wiatr porywa kłębki traw. Deszcz zrasza ziemię darem nieba. Nic nie mąci posępnej stabilności rozległej przestrzeni poza odległymi kwileniami zwierząt i śpiewem ptaków dochodzącym nie wiadomo skąd, jakby nie z tego wymiaru istnienia. Na prerii wszystko wydaje się nierzeczywiste. Panuje smętek. Równiny spowija senność. A jednak tę trudną do zniesienia ciszę czasami coś zakłóca. Czasami jakiś cień przemyka się w gęstwinie. Czasami coś podskakuje, wynurza się z trawy i dalej mknie nie obnażając swej tożsamości. Ten nieproszony gość, burzyciel ospałego ładu, to kojot. Jego skowyt daje znać, że coś się zacznie dziać.

Kojot nie pasuje do prerii. Preria rządzi się swoimi prawami, niezmiennym porządkiem wschodu i zachodu słońca. Trawy buja wiatr. Roślinność żyje w harmonii ze zwierzętami. Kojot zakłóca tę harmonię. Jest niepokornym burzycielem ładu, indywidualistą, który zawsze podkreśla odmienność swojego "ja". Rzadko się zdarza, aby zwierzęta polowały w pojedynkę. Zwierzęca egzystencja opiera się na stadzie. To w grupie można zapewnić sobie bezpieczeństwo oraz podstawowe minimum, które pozwala przetrwać kolejny dzień, miesiąc, czy rok. Zazwyczaj, zwierzęta, które oddalą się od stada, skazane są na szybką śmierć głodową, a jeśli są roślinożercami mogą paść ofiarą innych zwierząt. A jednak kojot prowadzi samotne życie, niechętnie łączy się w większe grupy. Wędruje w pojedynkę, albo z rodziną, którą zakłada na stałe. Jest wiernym partnerem, dba o swoje rodzeństwo. Przypomina w tym niektórych ludzi i wilki.

Odmienność kojota stała się przyczynkiem do wielu legend krążących na jego temat. Kojot na dobre zagościł w mitologii rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej. Przypisana mu została rola psotnika, wielkiego oszusta, który wprowadza w błąd ludzi i inne zwierzęta. Motyw boga-oszusta występuje w wielu mitologiach, skąd przedostał się do kultury masowej. Czym bowiem innym są chochliki, które wprowadzają zamęt do naszego uporządkowanego życia? Demoniczny aspekt boga-oszusta podchwycił przemysł filmowy, a czarny bohater filmu Batman, Joker, jest tego najdobitniejszym przykładem. Niemniej jednak, nie należy banalizować roli, jaką psotnik odgrywa w mitycznym wymiarze istnienia. Jego psikusy nie tyle mają nas zwodzić z obranego celu, co ukazać jak bardzo jesteśmy śmieszni nazbyt poważnie traktując życie. Odrobina dystansu do siebie samego - oto nauka, jaką stara się nam przekazać bóg-oszust.

Przebiegłe sztuczki Kojota nie zawsze są błahymi igraszkami. Nieraz skowyt Kojota napawa Indian dreszczem. Wśród wielu plemion indiańskich istnieje przekonanie, że kojot jest nosicielem wszelkiego zła, przynosi zimę i śmierć. Odgrywa zatem podobną rolę co kostucha w naszym folklorze. Inne plemiona twierdzą coś przeciwnego. Kojot jest dla nich nauczycielem mądrości, płatającym figle bogiem, który, gdy się go odpowiednio podejdzie, potrafi obdarzyć niespotykaną mądrością. To podwójne oblicze kojota wydaje się charakterystyczne dla wszystkich bóstw odpowiedzialnych za przekaz mocy. Praktycznie, wszystkie bóstwa z różnych mitologii, które kontaktują się z człowiekiem w życiu codziennym posiadają dwa aspekty - łagodny i groźny. Bogowie greccy dalecy są od doskonałości, jak ją się pojmuje powszechnie. Potrafią być mściwi i srodzy, łatwo folgują swoim zachciankom. A może na tym właśnie polega ich doskonałość, że reprezentują całe spektrum możliwych zachowań, a nie ideał dobra, piękna i sprawiedliwości. Może za bardzo przywykliśmy do wyobrażenia boga jako wszechwiedzącego starca podpierającego się laską. A przecież nawet odległy Bóg chrześcijan posiada dwa oblicza - okrutne i miłujące. Kto nie wierzy mi na słowo, niech zajrzy do Biblii.

Każde bóstwo, które posiada moc, nie jest łagodnym barankiem. Jakże inaczej mogłoby zapanować nad tą mocą? Kontakt z tym, co nieznane, z boskością doprowadza nas do ekstazy, której towarzyszy drżenie. W obliczu bóstwa ogarnia nas przerażenie, albowiem obcujemy z potęgą, która może w drastyczny sposób zmienić nasze życie. I lękamy się o to, że już nigdy nie będziemy tacy jak dawniej.

W mitach indiańskich kojot występuje często jako stworzyciel świata. I tak plemię Achomawie wierzy, że świat został stworzony przez Kojota i Srebrnego Lisa. Na początku nie istniało nic poza oparami mgły. Mgła i woda połączyły się, ale ziemii nadal nie było. W tej bezkresnej mgle wędrował Srebrny Lis, a ponieważ podróż mu się dłużyła, czuł się okropnie samotny. "Chciałbym kogoś spotkać", powiedział do siebie, i nagle spotkał Kojota. "Tak myślałem, że w końcu kogoś spotkam", powiedział. Kojot popatrzył na niego, ale nic nie odparł. "Dokąd wędrujesz?", spytał Lis, i nie usłyszał odpowiedzi poza podobnym pytaniem. Kojot chciał się od niego dowiedzieć, co jest przyczyną jego wędrówki. Lis odparł, że się martwi. Kojot powiedział: "Ja też się martwię i wędruję". Lis mu na to zaproponował: "Chodźmy razem, ty i ja. Lepiej, powiadają, wędrować we dwójkę". I poszli penetrując dalsze odmęty mgły. Minęło trochę czasu, zanim spostrzegli, że nadal idą i nic się nie dzieje. Postanowili zatem coś zrobić, a Lis zaproponował, aby stworzyli świat. I wzięli się do tej pracy ochoczo, a że żaden z nich nie wiedział, jak się stwarza światy, zaczęli śpiewać. Śpiewali i tupali, tańczyli w kółeczko jeden koło drugiego, a potem Lis pomyślał sobie: "Kępko darni, wyjdź!" i w tej samej chwili miał ją w rękach. Następnie, rzucił ją między chmury i nakazał Kojotowi, aby zamknął oczy i śpiewał. Kojot śpiewał, a Lis wyobrażał sobie, że darń się rozciąga i jest coraz większa. Kiedy darń stała się już całkiem spora, otworzyli oczy, skoczyli nań i stworzyli resztę świata. Tak oto powstał świat.

W micie tym kojot odgrywa rolę bierną. To lis pobudza go do działania. Ale tylko dzięki niemu świat może powstać. Kojot i lis dopełniają się, są partnerami w dziele stworzenia. Ciekawe, że kojot, ten samotnik z umiłowania, w mitach zawsze występuje jako czyjś partner - sojusznik lub nieprzyjaciel. Kalifornijskie plemię Maidu dostrzega w nim nie tylko stworzyciela świata, ale i niszczyciela. Maidu powiadają, że świat został wynaleziony przez Kodoyanpe i Kojota. Ci dwaj bogowie starali się stworzyć człowieka z drobnych patyczków, ale ponieważ im to nie wychodziło, zrobili z nich zwierzęta. Kodoyanpe nie mógł się nadziwić, czemu nie potrafią ułożyć ludzi z patyczków i wnet spostrzegł się, że to Kojot celowo mu w tym przeszkadza. Postanowił więc go zniszczyć. Rozpoczęła się wielka wojna bogów. Po stronie Kojota stanęła armia potworów i złych istot. Ale Kodoyanpe otrzymał pomoc od potężnej istoty zwanej Zwycięzcą. Zwycięzca usunął ze wszechświata wiele potworów i złych duchów, które mogłyby okazać się nieprzyjazne człowiekowi. Krwawa wojna dłużyła się niezmiernie, aż w końcu dobry Kodoyanpe został pokonany przez sprytnego Kojota. Kodoyanpe musiał spalić figurki z patyczków, które wcześniej stworzył, a z ich prochów powstała rasa indiańska. Jest to klasyczny motyw walki światła z ciemnością, dnia z nocą. Kodoyanpe jest słońcem, duchem dnia, który po całodziennej walce z siłami ciemności udaje się na zachód w poszukiwaniu schronienia. Kojot jest duchem nocy, zwierzęciem, które wychodzi z nory, kiedy zapada zmrok. Podobną koncepcję odnaleźć można w mitologii egipskiej, gdzie Anubis, bóg o głowie szakala, pożera swego ojca Ozyrysa, świetlistego boga dnia, podobnie jak noc pochłania dzień.

Kojot jest zatem demonicznym stworzycielem i niszczycielem świata, który wszystko robi z przekory. Można powiedzieć, że świat powstaje w wyniku jego kosmicznego żartu. Taka absurdalna wizja początku dziejów nie jest w mitologii niczym nowym. Świat powstaje przez pomyłkę i to dlatego właśnie człowiek czuje się w nim obcy. Podobną wizję podzielali niektórzy gnostycy, kabaliści, a nade wszystko modni w latach powojennych egzystencjaliści. Dla Indian kojot nie jest jednak tylko przekornym bogiem-stwórcą. Uosabia prerię, która nie mogłaby bez niego istnieć, tak jak i nie istniałaby bez bawołów. Dlatego Indianie szanowali kojota, choć często lubili się z niego śmiać, opowiadając sobie historyjki o tym, jak stary kojot bez skutku stara się o wdzięki młodych kobiet.

Prawdziwa gehenna kojota rozpoczęła się w 1492 roku, kiedy Krzysztof Kolumb przypłynął do Ameryki. Europejczycy w celu poszerzenia swojej przestrzeni życiowej zajęli się eksterminacją rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej. Ich największymi wrogami stali się Indianie, a żeby zagłodzić ich na śmierć, biali urządzili rzeź bawołów. Kiedy już poradzono sobie z Indianami, rozpoczął się drugi etap budowania nowej, białej Ameryki. Pierwsi osadnicy przybyli na "Dziki Zachód". Zakładali gospodarstwa, hodowali zwierzęta. Niepokorny kojot z zainteresowaniem przyglądał się Białemu Człowiekowi. Podbierał mu jajka, kradł kury i gęsi, wdzierał się do jego gospodarstw. Biali uznali kojota za szkodnika, którego, podobnie jak lisa czy wilka, należy wytępić. Na kojoty polowano, zastawiano na nie wnyki, każdy sposób był dobry, aby pozbyć się tego nieproszonego gościa. Nawet dzisiaj farmerzy ochoczo wynajmują helikoptery, aby śledzić nimi kojoty i wytrzebiać je co do jednego.

O bawołach dzisiaj możemy jedynie czytać w książkach, ostatni Indianie gniją w rezerwatach, rozpijani i traktowani jak zwierzęta w ZOO przez swoich białych "opiekunów". Jedynie kojot hasa jeszcze dzisiaj po prerii, choć jego żywot nie jest lekki. Kiedy i on wyginie, preria przestanie istnieć. Albowiem jak powiadają Indianie Chinook, to Kojot stworzył prerię rzucając piaskiem w pieniące się morze.



może troszkę inne... ale też warto pomyśleć... istnieje nie tylko religia chrześcijańska... a taka ciekawostka może być miłym urozmaiceniem

#15 asiu

asiu

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 1712 postów

Napisano 14 październik 2004 - 21:47

dwa kręgi kulturowe


Ja chciała bym omówić jeden z kręgów kulturowych- indoeuropejski. Z tego kręgu wywodzą się między innymi Grecy i rzymianie. Kiedy mówimy o tym kręgu mamy na myśli kraje i kultury posługujące się językami indoeuropejskimi. Należą do nich : są to prawi wszystkie języki europejski czyli :

albański, angielski w wielkiej Brytanii, flamandzki w Belgii, białoruski, bułgarski , chorwacki, czeski, duński,francuski we Francji i Monako, grecki, holenderski, hiszpański w Hiszpanii i Andorze, irlandzki, islandzki, kataloński w Andorze. litewski, łacina w Watykanie, łotewski, macedoński, maltański, mołdawski, niderlandzki w Holandii, niemiecki w Niemczech i Austrii , norweski, polski, portugalski, rosyjski , serbski w Serbii i Jugosławii, słowacki, słoweński, szwajcarski, szwedzki , rumuński oraz włoski we Włoszech , San Marino i Watykanie oraz większość języków indyjskich i irańskich należy do tej grupy.



Do grupy tej nie należą języki z grupy ugrofińskiej : lapoński w Laponii, fiński w Finlandii estoński w Estonii , węgierski na Węgrzech oraz baskijski we Francji i Hiszpanii .



HISTORIA:



Około 4 000 lat temu czyli około 1997 roku przed nasza erą Praindoeuropejczycy żyli na obszarach wokół Morza Czarnego i Morza Kaspijskiego. Są to dzisiejsze obszary nad morskie takich krajów jak: Azerbejdżan ,Bułgaria , Iran , Kazachstan , Rosja , Rumunia, Turcja , Turkmenistan czy Ukraina. Zaczęli oni wielkimi falami wędrówki do Iranu i Indii na południowy zachód do Grecji , Włoch i Hiszpanii. Na zachód przez Europę Środkowa (między innymi Polskę)do Anglii i Francji. Na północny zachód Skandynawii i na północ do Europy Wschodniej i Rosji. Na swojej drodze nie raz spotykali inne kultury i wszędzie się z nimi mieszali , jednak indoeuropejska kultura, religia i język zawsze odgrywały rolę dominującą.





KULTURA INDOEUROPEJSKA:



Kulturę tą charakteryzował politeizm czyli wiara w wielu bogów. Wiele słów oznaczających tamtejszych bogów i znaczące słowa możemy znaleźć również dziś! Na przykład :

Dawni indusi czcili boga niebios imieniem Dyaus . Po grecku bo nazywał się Zeus, po łacinie jupiter , a właściwie Ivopater, czyli ojciec Iov, zaś w staronodryjskim Tyr. Imiona te: dynaus , Zeus , Iow i Tyr są różnymi „dialektalnymi wariantami” jednego i tego samego słowa. Wikingowie w Skandynawii wierzyli w bogów których nazywali asami. Także to słowo oznaczające „bogów” znajdujemy na całym obszarze indoeuropejskim. W języku staroindyjskim (sanskrycie) bogowie nazywają się asura, a po Irańsku ahura. Słowo oznaczające „boga” w sanskrycie brzmi deva , po irańsku daeva, a po łacinie deus, w staroindyjskim zaś tivurr. We wszystkich tych religiach spotykamy słowo oznaczające to samo a wyrażona tak różnie.



W Skandynawii wierzono w odrębna grupę bogów płodności(na przykład Njod, Frey i Freya). Bogów tych nazywano vanami. Słów to jest spokrewnione z łacińskim imieniem bogini płodności Vanus. W sanskrycie także istnieje słowo vani, które oznacza „żądzę” „porządnie”.



OPOWIADANIA / LEGENDY / MITY



Jednak niektóre mity również wskazują wyraźne pokrewieństwo na całym obszarze indoeuropejskim. Snorri Sturlson ( żył w latach 1179-1241 i był islandzkim poetą , historiografem , politykiem i autorem dzieł o dziejach Norwegii. )opowiada o bogach Skandynawskich , niektóre z jago mitów przypominają mity indyjskie , opowiadane dwa – trzy tysiące lat wcześniej! Oczywiście w mitach tych znajdujemy odbicie północnej skandynawskiej przyrody ,a w mitach indyjskich przyrody indyjskiej. W wielu tych opowiadaniach spotkać można jednak wspólne jądro , świadczące o tym dawnym wspólnym pochodzeniu. Taka wspólne cechy znajdujemy przede wszystkim w mitach o napoju nieśmiertelności i o walce bogów z potworem chaosu.



MYŚLENIE- CZYLI MENTALNOŚĆ TAMTYCH LUDÓW



Także w sposobie myślenia możemy dopatrzyć się podobieństw. Typową cechą wspólną jest przekonanie iż świat to jedna wielka scena, na której dobre z źle moce toczą ze sobą nie rozstrzygniętą walkę. Dlatego indoeuropejczycy próbowali przewidzieć , jak potoczą się losy świata. Nawet dzisiaj jeszcze możemy spotkać się z wieloma poezjami na temat świata jako sceny na przykład :

„ Świat jest teatrem

Bóg reżyserem

Człowiek artystą

A diabeł suflerem ”



Możemy więc zatem powiedzieć , iż to wcale nie przypadek że grecka filozofia narodziła się właśnie na terenie indoeuropejskim! Indyjska, grecka i skandynawska mitologia zawierają zaczątki myślenia filozoficznego czy też spekulatywnego.

Indoeuropejczycy starali się osiągną wiedze o losach świata. Możemy porównać słowa jak „wgląd” i „wiedza” w rożnych kulturach całego obszaru który omawiam. W sanskrycie słowo to brzmi vidya i ma ten sam rdzeń co greckie słowo idea , które odegrało bardzo ważna role w filozofii Platona. Z łaciny znamy słowo video dla rzymian znaczyło ono tyle co „patrzeć widzieć” (dopiero teraz jest ono określeniem sprzętu TV i oznacza patrzyć się w ekran telewizora). Z angielskiego znamy takie słowa jak wise i wisedom czyli mądrość. Z niemieckiego słowo wissen czyli wiedza . W Norweskim mamy słowo viten ma wiec ten sam korzeń , co indyjskie słowo vidya greckie idea łacińskie video.

Indoeuropejczecy uważali ze histriona jest cykliczna, czyli toczy się kołem jest pewnym kanonem. Uważali wiec ze historia nie ma początku ani końca, często mówi się o rożnych światach , które powstają i giną w wiecznej przemianie miedzy życiem i śmiercią.



JACY BYLI NASI PRZODKOWIE ?



Możemy powiedzieć ze wzrok był dla indoeuropejczyków najważniejszym ze zmysłów. Literaturę Indusów, greków, i germanów cechowały wielkie kosmiczne wizje . Po za tym dla kultur indoeuropejskich bardzo ważne było tworzenie wizerunków , obrazów czy rzeźb ilustrujących mity.



HINDUIZM I BUDDYZM



Obydwie wielkie religie Wschodu – hinduizm i buddyzm – maja pochodzenie indoeuropejskie , tak samo jak filozofia grecka. Są więc dość podobne. Cechuje je głęboka refleksja filozoficzna.





ZAŁOŻENIA RELIGII INDOEUROPEJSKICH



W tych religiach bardzo często podkreśla się że Bóg jest we wszystkim. (nazywamy to panteizmem) podkreślają również że człowiek może osiągnąć jedność i Bogiem dzięki wiedzy religijnej. Aby to mogło się odbyć musza oni zagłębić się w myślach i medytować w samotności. Dlatego na wschodzie bierność i odosobnienie bywa religijnych ideałem.



Jednak nie tylko tam zauważamy , iż asceza jest dla człowieka zbawienna i dobra , spotykamy tez ten pogląd w Grecji. Wiele cech średniowiecznych klasztorów można także wyprowadzić od takich poglądów wywodzących się ze świata grecko- rzymskiego.



W kulturach indoeuropejskich bardzo istotna również była wiara w wędrówkę duszy. Przez ponad 2 500 lat celem człowieka było wybawienie duszy od wędrówki. Pamiętamy także że w wędrówkę duszy wierzył także Platon.



#16 asiu

asiu

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 1712 postów

Napisano 14 październik 2004 - 21:48

Temat: Rozważania o śmierci w literaturze


Zagadnienie śmierci zajmuje niezwykle istotne miejsce w literaturze wszystkich epok. Przyczyn tego stanu rzeczy jest kilka: człowiek spotyka się wiele razy ze śmiercią innych ludzi, a zarazem posiada świadomość nieuchronności własnej śmierci. Mimo upływu setek lat człowiek pozostaje wobec śmierci tak samo bezradny - toteż problem ów pozostaje stale aktualny, mimo zmieniających się warunków życia, wierzeń religijnych i kierunków filozoficznych. Nic więc dziwnego, że tematyka śmierci w literaturze jest aż tak obszerna. Nie sposób jej ogarnąć w całości, dlatego też ograniczę się do kilku przykładów.
Jednym z utworów podejmujących tematykę śmierci w epoce starożytnej jest "Antygona" Sofoklesa. Tytułowa bohaterka popada tu w konflikt tragiczny, znajdując się w sytuacji bez wyjścia. Wbrew zakazowi Kreona (którego zdaniem zdrajca nie ma prawa nawet do godnego pochówku) decyduje się pochować swego brata Polinejkesa, aby wypełnić nakaz religii. Ten zaś - mimo, iż Antygona jest narzeczoną jego syna - wydaje na nią wyrok śmierci. W rezultacie Kreon, uzurpujący sobie prawo do przekraczania boskich nakazów, ponosi klęskę osobistą: po śmierci Antygony traci syna i żonę, którzy popełnili samobójstwo. Treść utworu pozostaje zrozumiała dla współczesnego odbiorcy, gdyż kwestia, jak daleko może się posuwa-ć władza państwow oraz czy uczucia jednostki mogą być sprzeczne z dobrem społecznym, jest aktualna do dziś.
W literaturze średniowiecza śmierć stanowiła jeden z tematów głównych. Jest to związane zarówno z dominującymi wówczas kierunkami filozoficznymi, jak i warunkami, w jakich przyszło żyć Europejczykom w tej epoce. Przez kontynent przetaczały się zarówno długotrwałe wojny, jak i epidemie chorób zakaźnych. Najbardziej znana jest epidemia z roku 1347, która pochłonęła połowę ludności Europy. Miasta zrobiły się puste i ciche. Być może właśnie w tym tragicznym wydarzeniu ma swe źródło motyw danse macabre - tańca śmierci, tak istotnego w sztuce średniowiecza. Śmierć przedstawiano początkowo jako rozkładające się zwłoki, następnie jako szkielet z kosą. Zaprasza ona do tańca wszystkich ludzi, niezależnie od pozycji społecznej - od papieża do żebraka. W literaturze polskiej motyw danse macabre widoczny jest zwłaszcza w "Rozmowie mistrza Polikarpa ze śmiercią", gdzie przybrał formę dialogu.
Jakkolwiek epoka odrodzenia (renesansu) zerwała w znacznej mierze z dziedzictwem średniowiecza, motyw śmierci nadal przewijał się w literaturze. Przýkładem są tu "Treny" Jana Kochanowskiego. Gatunek ten, znany już w starożytności, miał na celu wyrażenie żalu po czyjejś śmierci, przedstawienie
wielkości poniesionej straty, a zarazem pochwałę cnót i zalet zmarłego. Należy tu dodać, iż utwór Kochanowskiego jest dosyć nietypowy, gdyż poświęcony jest jego 2«-letniej córce. Zazwyczaj bowiem treny pisano ku czci wybitnych wodzów czy po-lityków. Cykl trenów Kochanowskiego układa się zgodnie z antycznymi założeniami. Dwa pierwsze zawierają sprawiedliwienie ojca, który musi wyrazić swój ból. Następne wypowiadają rozpacz rodzicielską, narastanie cierpień i zwątpienia aż do trenów IX i X, stanowiących niejako przesilenie, będących wyrazem buntu przeciwko Bogu, maksymalnej rozpaczy i poczucia niespra-wiedliwości. Kolejne przynoszą uspokojenie i pogodzenie się z losem, a następnie ukorzenie się przed Bogiem w trenie XVIII. Ostatni tren — XIX — opisuje sen poety, któremu ukazała się matka z Urszulką na ręku. Dopiero sen ten przyniósł poecie ukojenie. Warto dodać, iż zawarta w "Trenach" refleksja nad życiem, rozter-ki duchowe, poczucie zagrożenia i samotności zapowiadają niejako następną epokę — barok.
Także w tej epoce śmierć — często w parze z miłością — była bardzo "mod-nym" tematem. Najlepszym dowodem jest tu sonet Jana Andrzeja Morsztyna "Do trupa". Zgodnie z normami epoki, kiedy to sztuka miała za zadanie szokowanie odbiorcy, autor wpadł na pomysł, aby wykazać podobieństwo zmarłego i nieszczęś-liwie zakochanego. Wylicza owe cechy, aby w końcu dojść do zaskakującego wnio-sku: trup znajduje się w lepszej sytuacji. Nic bowiem nie czuje, podczas gdy niesz-częśliwie zakochany dręczony jest niespełnionym uczuciem. Także w twórczości Daniela Naborowskiego przemijanie, nietrwałość i krótkość ludzkiego życia zajmują ważne miejsce. Przemijalność tę poeta ujął w syntezie "Był przodek, byłeś ty sam, potomek się rodzi" ("Krótkość żywota"). Warto zwrócić uwagę zwłaszcza na sformułowanie: "byłeś ty sam", sugerujące czytelnikowi, iż on także należy już właściwie do czasu przeszłego. Zdaniem Naborowskiego jedyną trwałą rzeczą jest cnota, czyli prawość w życiu i wierność Bogu. Tylko to może zapewnić człowiekowi nieśmiertelność.
Tematem swych rozważań czynili śmierć także twórcy romantyczni. Spotyka się nawet opinię, iż to oni stworzyli tragiczne, pełne lęku pojmowanie śmierci. Wcześniej bowiem odbierano śmierć jako naturalne, bliskie człowiekowi zjawisko - niemal element życia. W romantyzmie śmierć powiązana jest także z miłością. Wiele razy powtarza się motyw samobójstwa z miłości, będącego przełomowym momentem w życiu bohatera romantycznego. Próby samobójcze podejmują: Gustaw z IV części "Dziadów" Mickiewicza i Kordian w dramacie Słowackiego, hrabia Henryk z "Nie-Boskiej Komedii" Krasińskiego ginie śmiercią samobójczą. W ujęciu romantycznym miłość pełna jest tragizmu, natomiast śmierć nie przynosi wcale
wybawienia od cierpień. Widma, upiory, pokutujące dusze są równorzędnymi bohaterami literatury romantycznej - przykładem jest tu II część "Dziadów" oraz liczne ballady. Pojawia się motyw zemsty zza grobu. Natomiast fragment "Nie-Boskiej Komedii", gdzie przeobrażająca się Dziewica ujawnia swą szatańskość, przybierając formę rozkładających się zwłok, przypomina opisy średniowieczne lub barokowe. Grób stanowi centralny motyw wiersza Słowackiego "Anioł ognisty ~ mój anioł lewy". Z grobu wyrastają kwiaty, dobiega muzyka — obserwujemy genezyjską definicję śmierci jako koniecznej zmiany formy, ofiary, jaką musi ponieść jednostka, aby osiągnąć wyższy stopień doskonałości. Motyw śmierci pojawia się też u Norwida, np. w wierszu "Do obywatela Johna Brown", gdzie przedstawiony został obraz egzekucji bojownika o wolność Murzynów w USA, powieszonego w 1859 roku. Kondukt pogrzebowy widzimy zaś w utworze "Bema pamięci żałobny rapsod". Śmierć jest zatem stałym elementem literatury romantycznej.
Poeci młodopolscy ulegali wpływom zarówno baroku, jak i romantyzmu. Nic więc dziwnego, że w literaturze końca XIX wieku często przywoływanym tematem stał się rozkład ciała, opis przemijalności i zniszczenia. Moderniści wprowadzili także nowe, oryginalne, choć mające źródło w filozofii Dalekiego Wschodu ujęcie śmierci - jako nirwany, tj. stanu niebytu, swoistego letargu, wyłączenia się z biegu życia. Apoteozę nirwany, uważanej za ucieczkę od zła tego świata, widzimy m. in. w utworach Kazimierza Przerwy-Tetmajera "Hymn do nirwany", "Melodia mgieł nocnych", "Nie wierzę w nic" czy "Ja, kiedy usta ku twym ustom chylę". W tym ostatnim przypadku mamy znów do czynienía z jednoczesnym ujęciem miłości i śmierci, której poeta pragnie w chwili największej rozkoszy. Wizja zbliżającego się końca świata, Sądu Ostatecznego, ludzkości zmierzającej do grobu, spływającego na ziemię "mroku nicości" pojawia się natomiast w "Hymnach" Jana Kasprowicza. Poszczególne utwory z tego cyklu noszą tytuły pieśni kościelnych, np. "Święty Boże", "Dies irae".
Także w literaturze polskiej XX wieku zagadnienie śmierci pojawiało się wielokrotnie. Wpłynęły na to zwłaszcza tragiczne wydarzenia drugiej wojny światowej, w której Polska poniosła ogromne straty ludnościowe i materialne. Z doświadczeń tych wyrosła cała gałąź współczesnej literatury, opisująca postawy ludzi wobec ciągłej, nieprzerwanej śmierci, która niejako spowszedniała, stając się - zwłaszcza w hitlerowskich obozach koncentracyjnych i stalinowskich łagrach - codziennością. Wystarczy wspomnieć takie utwory jak "Opowiadania" Tadeusza Borowskiego czy "Inny świat" Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. Tematyka śmierci znalazła odbicie także w poezji tamtych lat, m. in. w utworach Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, walczącego w ruchu oporu i poległego w powstaniu warszawskim w
wieku 23 lat, a także jego rówieśnika Tadeusza Różewicza, który zaraz po wojnie napisał: "Mam 24 lata, ocalałem prowadzony na rzeź".
Spośród kierunków powstałych po ostatniej wojnie na uwagę zasługuje m. in. turpizm. Odwołując się do ujęć barokowych, kierunek ten szczególnie upodobał sobie śmierć, zniszczenie i rozkład ciała. Pochwała brzydoty (turpis znaczy po łacinie "brzydki") uzmysławia człowiekowi jego przemijalność. Przykładem jest tu utwór Stanisława Grochowiaka "Lekcja anatomii (Rembrandta)", inspirowany obrazem Rembrandta "Lekcja anatomii doktora Tulpa", przedstawiającym sekcję zwłok.
Jak więc widzimy, motyw śmierci należy do tych tematów, które mimo upływu stuleci wcale się nie "zestarzały" i nadal eksploatowane są przez kolejnych twórców. Śmierć jest bowiem zjawiskiem tak ściśle związanym z życiem człowieka, że nikt nie może uchronić się przed rozmyślaniem o niej. Co jakiś czas dowiadujemy się o śmierci znanych nam ludzi, zdajemy sobie więc sprawę z tego, iż my także umrzemy i jakkolwiek nie znamy daty ani okoliczności owego zdarzenia, jest to jedyna rzecz, którą wiemy na temat swej przyszłości. Nie należy się zatem dziwić, iż temat ten tak często wykorzystywany jest przez artystów, którzy przecież obdarzeni są większą wrażliwością na różne zagadnienia niż przeciętni ludzie.


#17 asiu

asiu

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 1712 postów

Napisano 14 październik 2004 - 21:51

Autor tekstu: Joanna Żak-Bucholc; Oryginał: www.racjonalista.pl/kk.php/s,1882
Śmierć w polskiej kulturze ludowej #1
Autor tekstu: Joanna Żak-Bucholc


Wyobrażenia,obrazy, znaczenia
Wstęp
Artykuł traktujący o śmierci w polskiej kulturze tradycyjnej to w zamierzeniu pierwsza z serii prac poświęconych tematyce rodzimej, szczególnie kulturze zwanej "ludową". Wydaje nam się bowiem właściwe, by obok tekstów poruszających problemy religii, a dotykających nieraz bardzo odległych rejonów i "egzotycznych" wierzeń znalazły się teksty o wierzeniach i praktykach najbardziej nam znanych. Otóż i pytanie... Czy rzeczywiście "znanych"?

Dla badaczy kultury nie jest tajemnicą, że łatwiej dostrzec przeróżne kulturowe fenomeny (nieraz określane mianem "dziwactwa"...) mające miejsce gdzieś dalej, gdzieś poza naszą normą i naszymi oczywistościami. Kategoria oczywistości bowiem jest tym, co przysłania nieraz wiele sensów, które nas nie dziwią, bo są nasze, ale i nad którymi nie zwykliśmy się szczególnie zastanawiać. A warto... Nabierając dystansu do własnej kultury, w której jesteśmy zanurzeni tak, że wiele z jej cech stało się dla nas niemal niezauważalnymi - paradoksalnie - przybliżamy się do jej istoty i z tego założonego o d d a l e n i a możemy dostrzec wiele znaczeń, które dotychczas nam umykały.

Cóż bowiem wiemy np. o tym, jakich specyficznych odcieni nabrało "nasze" chrześcijaństwo od czasów, kiedy zostało wprowadzone... A nie działo się to przecież w pustce kulturowej, ludzkie zaś umysły to nie tabula rasa. Coś było przed chrześcijaństwem. Religia chrześcijańska nie jest monolitem i jak każdy inny system wierzeń musi zostać zaadaptowany na nowym terenie. Proces adaptacyjny zaś ewokuje zawsze jakieś swoistości, specyfikę (gdyby zresztą można powiedzieć o "odchyleniach"..., ale cóż - wtedy trzeba by znać niezaburzoną, "czystą doktrynę pierwotną", a gdzież taka jest?).

Nie jest już wszak niczym niezwykłym dla badaczy twierdzenie, że religijność polska ukształtowała się w procesie synkretyzacji chrześcijaństwa i wierzeń niechrześcijańskich. Słowiańskich - przyjdzie nam na myśl w pierwszym rzędzie. Owszem, ale wokół kwestii słowiańskości od czasów romantyków narosło tyle mitów i zmistyfikowanych "odkryć naukowych", że powiedzmy od razu - nie takie to proste. O wierzeniach naszych Słowian wiemy niedużo - to raz, po drugie zaś - Słowianie nie byli pierwotnymi mieszkańcami ziem między Odrą i Wisłą, przywędrowali dopiero w wieku VII, VIII n.e. A przecież nie przyszli oni na ziemie puste. Zbyt rzadko może uświadamiamy sobie, że tu, na naszych ziemiach istniały enklawy ludów germańskich, celtyckich, a wcześniej - ludzi z tzw. kultur amfor kulistych, którzy pewnie wznieśli grobowce megalityczne na Kujawach tysiące lat przed Słowianami, ceramiki sznurowej, itd. Że dawno? Cóż, tzw. fenomen długiego trwania to rzecz, której wciąż dociekają badacze kultury...

Zatem - postaramy się przyjrzeć bliżej kilku najważniejszym obrzędom polskim, wierzeniom i "przesądom"... Zaczynamy tekstem o sposobie rozumienia śmierci.

*

Każda kultura jest sposobem reagowania na śmierć... Z taką opinią wśród badaczy można się dziś spotkać. I aczkolwiek formułowana jest w zbyt może radykalny sposób, nie można odmówić jej pewnej dozy słuszności, szczególnie gdy zważy się na takie fenomeny kulturowe, jak egipskie piramidy i wielce rozbudowany egipski system wierzeń eschatologicznych, tybetańską Księgę Umarłych, megalityczne struktury grobowe i wiele innych przejawów ludzkiej aktywności, w tym niezliczoną ilość rytuałów, obrzędów pogrzebowych, wyobrażeń i wierzeń dotyczących losu umarłych po ziemskim życiu - wszystkiezmierzające do "oswojenia" tego niebywałego "zdarzenia" jakim jest śmierć człowieka. Nie istnieje pewnie kultura, która traktowałaby śmierć członka społeczności po prostu jako zwykłą oczywistość i pozbawiona byłaby jakiejkolwiek, kulturowo przejawiającego się formy, choćby i skromnej, radzenia sobie z tym faktem. Zatem - śmierć nigdy nie jest (a przynajmniej nie była) postrzegana w kategoriach li tylko biologicznych, zawsze ma swój wymiar kulturowy. Niniejsza praca ma za zadanie ukazać sposoby traktowania śmierci, wyobrażenia i formy personifikacji śmierci w polskiej kulturze tradycyjnej w XIX i XX wieku. Praca została tak zaplanowana, by po pierwsze ukazać zależności istniejące między poszczególnymi elementami - wyobrażeniami i obrazami związanymi ze śmiercią w tradycyjnej kulturze a całością składającą się na pewną (mniej czy bardziej artykułowaną) wizję świata. W tej perspektywie zarówno te wyobrażenia i obrazy, jak i najważniejsze gesty czy czynności rytualne lub zwyczajowe związane z pochówkami nie pozostają w izolacji. Po drugie: starano się dokonać skontrastowania owych tradycyjnych wyobrażeń, mówiąc umownie - "starej śmierci" z nowymi sposobami jej postrzegania, kładąc nacisk na erozję starych znaczeń i na zmiany, jakie nastąpiły w procesie przekształceń kulturowych zachodzących chociażby za sprawą paradygmatu naukowego.

Korzystałam zarówno z prac badaczy przedwojennych (Biegeleisen, Fischer) i późniejszych, jak i ze względnie najnowszych, w których zaznacza się odejście od deskryptywnego traktowania tematu na korzyść "rozpisania" go w ramach określonych założeń metodologicznych, mianowicie strukturalistyczno-semiologicznych (Tokarska, Wasilewski, Zmysłowska, Majerczyk) albo w kategoriach tzw. rites de passage (Brencz). Ostania część pracy, mająca ukazać zmiany, jakie zaszły w sposobie postrzegania śmierci opiera się głównie na pracach Aries'a i Barańskiego.

Nie można jednak powiedzieć, że prace poświęcone temu tematowi są liczne. Jak zauważa J. Burszta temat obrzędowości pogrzebowej nie był dotąd (koniec lat 60.) na naszym terenie chętnie podejmowany, stąd istnieje dla niego skąpa literatura. Jak dotąd, najwięcej danych zgromadził w swoim czasie O. Kolberg. Zatem problematyka śmierci nie wywoływała większego zainteresowania etnografów w XIX w. i jeszcze do połowy XX. W opracowaniach dotyczących kultury ludowej niewiele się na ten temat mówiło (jeśli zdarzają się opisy zwyczajów pogrzebowych to raczej w pracach monograficznych dotyczących jakiegoś regionu kraju), a jeśli już, to w sposób raczej deskryptywny, nie pogłębiony o próbę rozumienie idei duchowych (por. też A. Jackowski, Kilka truizmów i refleksji na temat śmierci, kultury ludowej i sposobu patrzenia na jej wytwory, "PSL Konteksty" nr 1-2 : 1986, s. 3). Dużo więcej uwagi poświęcano np. obrzędom weselnym, narodzinowym, itd.

Dopiero lata 70. XX w. przyniosły wiele ważnych prac wprowadzających problematykę śmierci w obręb namysły antropologicznego. Także w Polsce. Lata 70. i następne dwie dekady przyniosły polskie przekłady istotnych prac, m.in.: Toynbee, Człowiek wobec śmierci, Warszawa 1973; Z. Bauman, Śmierć i nieśmiertelność, Warszawa 1989; L. Thomas, Trup: od biologii do antropologii, Łódź 199;. Ph. Aries, Człowiek i śmierć, Warszawa 1994. W Polsce, w Warszawie pod koniec lat 70. seminarium na temat śmierci prowadził znany polski etnolog R. Sulima, pojawiły się teksty o pogłębionej refleksji na ten temat w "Tekstach" z 1979 r., prace w "Etnografii Polskiej" (np. t. XXVI) czy artykuły w specjalnym numerze"PSL Kontekstów" (1-2 : 1986).Wreszcie wymienić trzeba wielotomowe dzieło pt. Problemy współczesnej tanatologii. Medycyna - antropologia kultury - humanistyka, pod red. J. Kolbuszewskiego, Wrocław 1997-98 oraz Umierać bez leku. Wstęp do bioetyki kulturowej, pod. red. M. Gałuszki, K. Szewczykyka, Warszawa-Łódź 1996 (w tym: Lęk, nicość i respirator. Wzorce śmierci w nowożytnej cywilizacji Zachodu) czy Sens choroby, sens śmierci, sens życia, pod. red. H. Bortnowskiej, Kraków 1993.

Należy jednak zaznaczyć, iż mimo niepodważalnej doniosłości tych publikacji jako dotyczących współczesności, nie odnoszą się one wprost do tematyki śmierci w kulturze ludowej; to kryterium spełniają wymienione w przypisach i bibliografii na końcupracy artykuły w "Ludzie", "Etnografii Polskiej" i "PSL Kontekstach".

Śmierć w odniesieniu do całościowej wizji świata, mediacyjność, granica, przejście
Mówiąc o całościowej wizji świata, mamy na myśli nie tyle treści wierzeń (kosmologicznych czy soteriologicznych), te bowiem jesteśmy zmuszeni potraktować w sposób wybiórczy, ile raczej pewne cechy formalne organizujące sposób odbierania świata w tradycyjnych społecznościach. Nie miejsce tu zatem na dogłębną charakterystykę obrazu świata i analizę procesu nakładania się na siebie światopoglądów przedchrześcijańskiego i chrześcijańskiego na ów obraz się składających; zaznaczmy tylko za Zadrożyńską, że wynikł z tego właściwy kulturze ludowej, przez wieki kształtowany, synkretyzm światopoglądowy, w którym odradzanie się przyrody, współzależność życia i śmierci, związek tego i tamtego świata "spotkał" się z chrześcijańskim mitem o zmartwychwstaniu. [_1_] Także A. Brencz pisze o nakładaniu się na siebie zasad obowiązującej religii (katolickiej) z reliktami dawnych wierzeń eschatologicznych. [_2_]

Jak już wspomniano nas bardziej interesuje problem formalnych cech obrazu świata, zasadzającym się na takim sposobie uporządkowania, który zakładał d w o i s t o ś ćuniwersum. Może najbardziej użyteczne będą dla nas wielokroć w literaturze etnologicznej się pojawiające kategorie orbis interior i orbis exterior, czy świat-zaświaty. Za "logicznie" wynikające z tej dwoistości można uznać z jednej strony pojęcie o b c o ś c i, z drugiej - g r a n i c y. Nie bez znaczenia jest też swoiste nakładanie się na siebie w ludowej wizji świata cyklów natury i cyklów życia ludzkiego.

Ale czy to "pęknięcie" między dwoma światami jest w myśleniu mitycznym uważane za coś odwiecznego? Ta kwestia jest dla nas o tyle istotna, że w bezpośredni sposób łączy się z zagadnieniem etiologii śmierci; innymi słowy dlaczego śmierć przychodzi z innego świata, by zburzyć panujący tu ład i zabierać ludzi tam? Zatem - skąd na świecie wzięła się śmierć? Wiele uwagi temu zagadnieniu poświęca M. Eliade, powołując się na szereg mitów; dla nas ważna jest konkluzja do jakiej dochodzi - pisze on otóż, iż w społecznościach tradycyjnych niemal wszędzie spotykamy ideę długowieczności człowieka, wedle której człowiek mógłby żyć dowolnie długo, gdyby jakiś wrogi wysłannik nie położył kresu jego życiu. "Innymi słowy, naturalna śmierć jest po prostu niepojęta." I dalej: "Śmierć jest niepojęta, jeśli nie wiąże się jej z w taki czy inny sposób z nową formą bytu rozmaicie wyobrażaną (...)." [_3_] (Eliade zauważa też analogie między kosmogonią, antropogonią i śmiercią).

W polskiej tradycji ludowej śmierć również nie jest zrozumiała sama przez się. Zdarza się osąd, że jest karą za grzechy (co jest oczywiście zgodne z wykładnią Kościoła katolickiego). "Działa" w zgodzie z wolą bożą. Więcej - istnieją ludowe opowieści racjonalizujące na swój sposób konieczność umierania. Jak ta oto: 9 lat przesiedziała śmierć u pewnego Łotysza, który zamknął ją w tabakierce, aż ziemia zaczęła się skarżyć Panu Bogu, że ciężko jej tyle ludzi dźwigać, jako że w tym czasie nikt nie umierał, a ludzi przybywało. Wtedy Bóg kazał śmierć z tabakiery wypuścić [_4_].

Śmierć, aczkolwiek działa z wyższego nakazu, nie jest z naszego świata. Do charakterystyki obszaru śmierci nie maja zastosowania kategorie służące opisowi ludzkiej ekumeny - pisze P. Kowalski pod hasłem "Śmierć" w swym Leksykonie znaków świata (Kowalski 1998, s. 551). Obszar śmierci jest domeną ciemności - nie dziwi zatem korelowanie jej z nocą. Rytm dobowy, wędrówka słońca i jego zanik, jak i rytm roczny, przemienność pór roku z kulminacją żywotności przyrody wiosną (odrodzenie) i jej ubywaniem i zanikiem w zimie, postrzeganej jako śmierć natury "nakłada" się na sposób widzenia ludzkiego życia. Momenty przejść są szczególnie kulturowo nacechowane znaczeniami. W owym przejściu czas ulega zawieszeniu, na styku chaosu wyłania się nowy porządek, następuje reaktualizacja. Święta doroczne jak Nowy Rok, pierwszy dzień wiosny z topieniem Marzanny czyli Śmierci są przejawem obrzędów przejścia dotyczących cyklu rocznego. A owe przejścia tak w wymiarze kosmologicznym, jak i antropologicznym są "otwarte" na sacrum i stąd niebezpieczne, ambiwalentne, potencjalnie obdarzające nową jakością (stanem, statusem, kondycją), ale też regresyjne i groźne. Śmierć i zmartwychwstanie wymagają odpowiednio: rytualnych lamentacji i radości (takie właśnie scenariusze obecne były np. w obchodach noworocznych w starożytnych cywilizacjach, u naspodobny schemat zauważyć można w okresie Świąt Wielkanocnych).

W ceremoniach dotyczących śmierci człowieka ambiwalencja również jest obecna (choć nie można w tym wypadku mówić o elemencie radości, mimo wiary w odrodzenie pośmiertne; co najwyżej po fazie żalu mamy do czynienia ze spokojna konstatacją, że zmarły jest teraz w niebie, "umarł w Panu" itd.).

Obecny jest za to lęk przed nieczystością śmierci, a właśnie okiełznanie tego leku jest kluczowym problemem każdej kultury. Lęk ów, rzecz jasna, rozciągał się w pierwszym rzędzie na zmarłego i stąd sposoby obchodzenia się z ciałem zawsze obwarowane są różnorakimi tabu

Przeświadczenie o nieczystości wszystkiego, co związane jest ze sferą śmierci przejawia się także na inne sposoby (o tym powiem jeszcze poniżej).

W obrzędach pogrzebowych używano przemiennie ziemi i wody (wyprowadzając ciało należało chlusnąć wodą, aby przed zmarłym droga się oczyściła, na trumnę rzucało się grudkę ziemi itp.) Nie wdając się w rozważania o kosmogonicznych walorach wody i ziemi (jako składnikach pierwotnej materii, z której został ukształtowany świat), zwrócimy raczej uwagę na ich równie ambiwalentne nacechowanie w tej mierze, w jakiej mają związek ze śmiercią. Na przykład w kulturze ludowej wierzono, że ziemia wzięta z mogił może sprawić, że marnieć będą owoce rosnące na podsypanym nią drzewie. Nieczystość ziemi z grobu miała mieć także moc unicestwiania żywych - rozsypywanie ziemi przed nowożeńcami sprowadza na nich choroby lub śmierć [_5_]. Ale przecież z drugiej strony obszar grobu i cmentarza były uważane za święte... O znaczeniach rytualnych, magicznych, mitycznych wody można by wiele powiedzieć, my ograniczymy się tylko do stwierdzenia, że i tutaj nie ma jednoznaczności - najogólniejszą opozycją będzie oczywiście woda żywa-woda martwa, dalej: woda płynąca-stojąca, czysta-brudna. Brudna woda symbolizuje nieszczęście, niebezpieczeństwo i właśnie śmierć (także w snach). Woda ma moc zmywania zmaz, jest nieodzowna w przedpogrzebowych czynnościach wobec zmarłego, może nawet mycie zmarłego ma nie przede wszystkim (jak dziś bylibyśmy skłonni sądzić) walor higieniczny, ale poniekąd magiczny - "zmywa" ze zmarłego jego poprzedni stan, przygotowuje do stania się kimś innym. Nie jest też przypadkowe, że wodę po umyciu ciała wylewało się w określone miejsca, tak by nie "zarażać" otoczenia - najczęściej w miejsca mediacyjne, a przynajmniej neutralne - np. pod płot [_6_].

Z dychotomicznej natury świata wypływa przeświadczenie, iż moment śmierci sytuuje się "pomiędzy". Śmierć człowieka zatem to "sytuacja progowa", i wiele elementów czy to w wierzeniach, podaniach czy to w rytuale pogrzebowym odnosi się do pojęcia g r a n i c y (ta zaś nie pozostaje bez związku z symboliką tzw. rites de passage). Ale sytuacja "przejścia" czy też kategoria granicy dotyczy także wspólnoty, w której ktoś umarł (kilka uwag poświęcę jeszcze temu aspektowi poniżej). Śmierć członka rodziny to swoistagranicznap a u z aw życiu rodzinnym i społecznym, pauza, w którą wdzierały się siły nie stąd, nie z tego świata. Ta "luka" w continuum stwarza niebezpieczeństwo, stąd konieczność stosowania rozmaitych gestów zabezpieczających, używania przedmiotów apotropaicznych, stąd ambiwalentny stosunek do zmarłego, "sprawcy" owej luki.

Pojęcie g r a n i c ymożemy odnieść również do pewnej kategorii ludzi, specjalnie predysponowanych do sytuowania ich "pomiędzy" dwoma światami - tego i tamtego świata. Chodzi o ludzi starych. W wielu kulturach to właśnie ludzie starzy uważni byli za swoistych "mediatorów" między tym światem a zaświatami, cieszyli się zatem szacunkiem, a nawet czcią. "Starość, zgodnie z zasadami tradycyjnej kultury, pozwalała istnieć człowiekowi na pograniczu dwu sfer (...). Starcy więc mogli i powinni pełnić na ziemi funkcje wymagające szczególnych właściwości (...)." [_7_] Mogli zatem pełnić pewne wybrane rytualne czynności, jako że stojąc już poniekąd w tamtym świecie łatwiej im było pokonywaćg r a n i c e. Mogli doradzać, zabraniać lub udzielać pozwoleń na jakieś przedsięwzięcie w wiosce. I - co istotne - w tym ostatnim etapie ludzkiego życia zdawano sobie sprawę, że niebawem może przyjść śmierć, i trzeba się do niej przygotować.

Powiedzieliśmy już o dwoistej naturze uniwersum; najsilniej ten fundamentalny rys kultury tradycyjnej akcentują badacze o orientacji strukturalistycznej. Obecny w tradycyjnym myśleniu mechanizm modelowania świata ma dychotomiczny, binarny charakter (a "modelową" kategorię dla innych opozycji tworzyłaby oś życie-śmierć). "Archaiczne uniwersum jest więc rozdwojone na i (...), co na planie pojęciowym odnoszącym się do życia ludzkiego (...) da się przeformułować na parę pojęć: życie-śmierć [_8_]." Ta podstawowa para przeciwieństw "obrasta" w bardziej szczegółowe elementy układające się w ciągi znaczeniowe, które można pogrupować wedle określonego porządku Przestrzeni, Czasu, Ruchu itp. (zob. artykuł Śmierć jako organizator kultury, por. przyp. 8). Tak więc zaświaty to kraina o odwróconym porządku przestrzennym, na opak. Kierunki ulegają odmiennym waloryzowaniom: przód, góra, prawo "odwraca się" na tył, dół, lewo. Nic zatem dziwnego, że w kulturze ludowej odwrócenie się do tyłu (np. koni ciągnących wóz z trumną) ma złowróżbny charakter. Także czas "tam" działa inaczej - jest rodzajem bezczasu, zawieszenia. W zgodzie z tym przeświadczeniem zatem pozostaje zwyczaj zatrzymania zegara, w chwili, gdy ktoś w domu umarł.

Takich binarnych opozycji autorzy artykułu przytaczają więcej, w tym miejscu nie ma potrzeby, by wszystkie je przytaczać. Ważniejsza jest konstatacja ogólna - że wszelki obrzęd polega m.in. na tym, by stan zaistniały naturalnie wyrazić kulturowo, przełożywszy go na język symboli. Zatem rytuał pogrzebowy - co oczywiste - będzie zawierał elementy z "szeregu" śmierci, ale... przecież nie tylko rytuał pogrzebowy: także weselny czy związany z inicjacją lub narodzinami. Ta wymienność symboliki jest charakterystyczna - dlatego można powiedzieć, że podstawowe elementy obecne w kulturowym traktowaniu śmierci są o r g a n i z a t o r e mkultury "w ogóle" (głównie w odniesieniu do obrzędów i stojących za nimi idei; zwracało na to uwagę wielu badaczy zajmujących się rites de passage).

W kategoriach binarnych opozycji postrzega obrzędy pogrzebowe M. Majerczyk, która konstruuje szeregi znaczeniowe, nazwane przez autorkę kategoriami "tu" i "tam", gdzie "tu" zawiera w sobie znaczenie ten świat, znane, bezpieczeństwo, życie, zaś "tam" to świat pozagrobowy, nieznane, niebezpieczeństwo. [_9_] Obie kategorie aktualizują się najdobitniej w momencie śmierci, mając rzecz jasna wpływ na kształtowanie się rytuału pogrzebowego, jako rytuału przejścia. Między "tu" i "tam" przebiega wyraźna linia demarkacyjna, a jej personifikacją jest... sam zmarły. Stąd wynika oczywiście niejednoznaczny stosunek do zmarłego - bo do którego ze światów należy on tuż po zgonie? Jak zauważa autorka, obrzęd pogrzebowy na tak postawione pytanie nie daje wcale odpowiedzi - przeciwnie, wzmaga zamęt! Przykładowo: wierzy się wszak, że to dusza opuszcza ciało, po cóż zatem dokonuje się zabiegów higienicznych na ciele? Jak się wydaje trzeba nam się po prostu zgodzić, iż w myśleniu, które autorka nazywa, jak się wydaje trafnie - mitologiczno-poetyckim, obecna jest pewna paradoksalność, której przejawem w ramach obrzędu pogrzebowego jest właśnie m.in. ambiwalentne traktowanie zmarłego. Owa zaś ambiwalencja jest synkretycznym połączeniem opozycji "tu" i "tam". Sam zmarły jest w centrum, jednocześnie będąc totalnym punktem granicznym. Zmarły staje się obcym,stąd w obrzędzie dokonuje się odgraniczania, odsunięcia. Ale i rytualnie "wpisuje" się go czy odsyła, włącza w tamten świat, świat do którego ma odtąd przynależeć (por. niżej uwagi A. Brencza).

Jak już wiadomo, pojawienie się sytuacji granicznej "otwiera" furtę dla chaosu, dotykającego także całej wspólnoty, najbardziej zaś rodziny, której dotychczasowa struktura została zniszczona. Jeśli tak, to w zgodzie z tym przeświadczenie pozostaje rytualny zwyczaj niszczenia przedmiotów, przewracania ich do góry nogami, itp. - jako uaktualnienie tymczasowej chaotyzacji. Także czas nabiera innych znaczeń - "podwyższonej sakralności", posługując się terminem Majerczyk (zakaz snu w pobliżu zmarłego, powstrzymywanie się od prac domowych). Jeśli zatem mówimy o obrzędzie pogrzebowym jako o rytuale przejścia - to jego celem w najogólniejszym planie byłoby wyprowadzenie "tu" ze stanu chaosu, by na nowo stworzyć Ład.

Obrzędowi pogrzebowemu jako obrzędowi przejścia poświęca swą uwagę A. Brencz, autor artykułu Polska obrzędowość pogrzebowa jako obrzęd przejścia [_10_]. Jeżeli cykl obrzędów pogrzebowych rozpatrywać będziemy z punktu widzenia obrzędów przejścia, to można wydzielić i scharakteryzować kilka form przejść związanych ze zmiana statusu poszczególnych osób i grup, a dotyczy to zarówno zmarłego, jak jego krewnych i społeczności. Do innego świata przechodzi umarły. Ale nowego statusu nabierają także pozostali, żyjący członkowie rodziny - w chwili śmierci bliskiego stają się osobami "pogrążonymi w żałobie", zmienia się też ich status społeczny, np. żona zostaje wdową, dziecko zmarłego rodzica zostaje sierotą, itp. Cała społeczność staje wobec grozy śmierci i obowiązują ją pewne określone wzory zachowań.

Na początkowych stronach swego artykułu autor analizuje koncepcje "obrzędów przejścia" Van Gennepa, Leach'a, V. Turnera iT. Turnera - nie będę się nad nimi zatrzymywać, podkreślę tylko funkcję dwóch faz (rozdzielonych granicą): odłączenia (separacji) i włączenia (agregacji). Faza odłączania rozpoczyna się w chwili zgonu, a nasila potem. Czynione są praktyki zaznaczające powstanie g r a n i c ymiędzy "normalnością" a okresem rytualnym. Należą tutaj nakazy zachowania ciszy, dzwonienie, przerwanie czynności codziennych. Jak podkreśla wielu badaczy, uderzenie w dzwon oznacza granicę miedzy sacrum a profanum. Podobnie rzecz ujmuje M. Majerczyk: pokonywaniu granicy to także określone dźwięki - lamentacje czy bicie w dzwony. "(...) brzmieniowa część lamentacji PRZEPRAWIA zmarłego na tamten świat, to jest dokonuje przejścia w osi pionowej: z jednego świata do drugiego [_11_]" (podkreślenie autorki). Dalej - oddzielanie zmarłego od żywych przejawia się także w niszczeniu sprzętów, które miały z nim bezpośredni kontakt. Zmarłego umieszcza się w określonej, innej niż dotąd zajmowana, przestrzeni (na środku izby - w centrum). Następnie przy wynoszeniu zmarłego - zawsze nogami ku drzwiom - uderza się trzykrotnie trumną o próg - to bardzo przejrzysty gest dotyczący granicy. Pochód pogrzebowy zatrzymywał się obok kapliczki lub krzyża, na granicy wsi - to było miejsce pożegnania zmarłego z wioskową wspólnotą. Rzucanie ziemi na trumnę wyznacza inny moment graniczny, w którym następuje ostateczne oddzielenie żywych od zmarłego (wedle wierzeń to wtedy dusza opuszcza ciało). Do rytuałów włączania należą te czynności, które mają za zadanie wyzwolenie duszy. Zatem - otwieranie okien, robienie specjalnych otworów (dużo uwagi tym zwyczajom poświęcił A. Fischer). Także rytualne mycie, ubieranie, wyposażanie w określone przedmioty mają na celu przygotować zmarłego do pobytu na tamtym świecie, "włączyć" go tam.

Dziś mamy skłonność do traktowania pogrzebu tylko jako pożegnania bliskiej osoby. Ten swoisty redukcjonizm to znak czasów, w których żyjemy (o zmianach w podejściu do zagadnienia śmierci powiem więcej poniżej). Ale przecież obrzęd pogrzebowy miał wymiar dużo szerszy. "Jak wiadomo w społecznościach tradycyjnych śmierć uważana była za rzeczywistą tylko wtedy, gdy należycie zostaną dopełnione ceremonie funeralne" [_12_]. Śmierć fizjologiczna to jakby zaledwie początek, znak, że należy dokonać aktu "stworzenia" nowej osobowości zmarłego. Eliade postrzega zatem ceremonie związane ze śmiercią w sposób, w którym śmierć jest formą inicjacji, drugimi narodzinami stworzonymi rytualnie, przejściem do innej płaszczyzny. Zauważając związek rytów pogrzebowych z rytami inicjacji powiada, że w inicjacji mamy do czynienia niejako z antycypacją śmierci - o tyle, o ile najistotniejszym momentem jest "nabycie" sposobu bycia duchem (a czyż nie duchem staje się człowiek po fizycznej śmierci?). Symbole i metafory powstałe wskutek uznania umierania za wzorcowy model wszelkiej przemiany, gdzie śmierć = przeobrażenie człowieka w ducha, przeniknęły do innych ceremonii przejścia. Z drugiej strony akt śmierci wyrażany jest za pomocą obrazów i symboli związanych z narodzinami, odrodzeniem czy zmartwychwstaniem. Konkluzje te pozostają w zgodzie z uwagami cytowanych polskich badaczy (por. np. artykuł Śmierć jako organizator kultury), choć Eliade kładzie nacisk na nieco inny aspekt. O ile jednak badacze orientacji strukturalistycznej kładą nacisk na binarność kategorii życie-śmierć, o tyle Eliade podkreśla raczej dążenie do przekroczenia opozycji na zasadach coincidentia oppositorum.

Skoro powiedzieliśmy już o tym, że śmierć jest zmianą formy bytowania na duchową, wypada zatrzymać się nad tym dłużej. Jeśli bowiem zapytamy "czym jest śmierć" to uzyskamy dwojaką odpowiedź. Zacytujmy w tym miejscu J. Bursztę, który przytacza odpowiedzi informatorów: "Dusza wyjdzie z ciała i człowiek nie żyje", "to uwolnienie duszy z ciała" [_13_]. Ale istnieje też inne pojęcie śmierci, w którym śmierć jest p o s t a c i ą. Zajmijmy się najpierw tym pierwszym. Śmierć jest oddzieleniem duszy od ciała. Momentem, w którym następuje "rozejście" się pierwiastków składających się na dotychczasową formę bytu. Od tego momentu człowiek staje się istotą duchową. Duszę zaś człowieka wyobrażano sobie w kulturze ludowej jako ptaka, motyla, ćmę, albo np. dym. Dusza zatem najdosłownieju l a t y w a ł az ciała, a bliscy zmarłego dysponowali środkami, by to sprawdzić: temu mianowicie służyły takie zabiegi jak rozsypywanie mąki. Dusza jednak nie od razu oddala się od ciała - stoi obok, po prawej stronie, póki nie pogrzebie się ciała [_14_]. Jeszcze jednak i w jakiś czas po pogrzebie dusza nie całkiem odchodzi od miejsca, w którym żył zmarły człowiek (w różnych regionach kontakt na styku zmarły-żywi określany jest rozmaicie: od kilku dni do kilku tygodni od zgonu).

Tu dotykamy pewnego paradoksu. Jest nim zagadnienie miejsca pobytu duszy zmarłego i jej "substancji". Badając zachowania obrzędowe, możemy bowiem stwierdzić, że postępowano tak jakby zmarły przebywał jednocześnie w dwóch miejscach - w grobie (na który nosi się pożywienie, kwiaty, albo po prostu składa wizyty) i w "krainie zmarłych" (w tym miejscu nie jest istotne czym ona jest: rajem, piekłem lub czyśćcem). Eliade powiada, że wynika to z przedchrześcijańskiej idei ludowej. Zmarli zatem to nie tyle czyste duchy, co raczej dusze ucieleśnione. W kulturze ludowej dusza ma wszelkie cechy zmarłego człowieka...

Jakby nie było wierzono, że przed duszą zmarłego, nim dotrze do miejsca przeznaczenia rozciąga się pewnad r o g a. Długa i ciemna, zawiła - dlatego zmarłemu daje się do rąk gromnicę (co zresztą jest paradoksem, bo wszak nie ciało wędruje po krętych drogach zaświatów, ale dusza). To na tę drogę ubiera się i wyposaża w obuwie. To dlatego, chcąc "magicznie" skrócić błądzenie duszy po zaświatach, kondukt pogrzebowy zmierza na cmentarz najkrótszą drogą. Inna wizja zakłada, że to anioł lub diabeł, zależnie od zasług zmarłego, prowadzi duszę na sąd boży albo do niedookreślonej krainy umarłych.

Jeśli zaś chodzi o sposoby obrazowania Śmierci jako postaci, to w kulturze ludowej spotykamy dwa podstawowe wizerunki: pierwszy to typ Kostuchy (zwana jest niekiedy pieszczotliwie Kostusią, albo Kostą, Kostyrą), która jest starą, chudą kobietą, suchą, kościstą, bladą, z widoczną trupią czaszką zamiast twarzy, najczęściej w białym odzieniu. Jej atrybutami są: kosa, sierp, młotek, długi nóż, oścień. Wszystkie te akcesoria służą do uśmiercania człowieka, a np. oścień do wyciągania duszy z ciała. Nieraz zaopatrzona jest w pilę do cięcia desek na trumnę, albo łopatę do kopania grobu. Wizerunek ten ukształtował się pod wpływem kościelnej plastyki sakralnej (od czasów średniowiecza), i taki właśnie pojawia się w bożonarodzeniowych jasełkach czy obrzędach kolędniczych.

Jeśli jednak bliżej przyjrzeć się literaturze ludowej Śmierć wygląda inaczej - jest to zapewne związane z niechrześcijańska wizją - to zwykła, wiejska kobieta, na pierwszy rzut oka nie wyróżniająca się niczym szczególnym. Pisze Biegeleisen: "Nasi włościanie, podobnie jak w ogóle ludy indoeuropejskie, wyobrażają sobie śmierć w postaci kobiety, na Puszczy Sandomierskiej: odzianej w białe płachty, w powiecie rzeszowskim , ratuńcu około szyji zawitem. W pojęciu wieśniaków z lubelskiego to [_15_].

W ludowych opowiadaniach, bajkach dot. np. spotkań ze Śmiercią tak właśnie, lub bardzo podobnie, jest obrazowana. Pojawia się nagle i tak samo nagle znika, a - jak się po czasie okazuje - nikt jej nie znał. Wraz z jej zjawieniem się i odejściem ktoś we wsi umierał [_16_].

Podczas, gdy Kostucha uśmierca poprzez ucięcie głowy, ta druga - dusi. Ta pierwsza jest nieubłagana, zjawia się w towarzystwie anioła i diabła walczących o duszę zmarłego; ta druga zjawia się samotnie i ma wiele cech i uczuć ludzkich. Śmierć-Kostucha to obraz relatywnie młodszy, zaś ten drugi wizerunek wydaje się dużo starszy i podzielany był przez wszystkich Słowian (Śmierć jako kobieta w bieli często łączy się też z wyobrażeniem zarazy). Ale paradoksalnie - choć tak właśnie jest obrazowana Śmierć w ludowych opowieściach, gdy zapytać "jak wygląda śmierć" podawane są opisy zgodne z ikonografią śmierci-kościotrupa. I nie znajdziemy wizerunków Śmierci jako kobiety w bieli w plastyce ludowej, w odróżnieniu od Kostuchy obecnej w czy to w rzeźbie czy w przedstawieniach teatralnych... "Jak więc widzimy istnieją dwie koncepcje atropomorficznego przedstawiania śmierci. Oba te wyobrażenia współistnieją ze sobą (...) a ich dwoistość, zgoła przeciwstawność nie budzi żadnych zastrzeżeń, nie wywołuje żadnych wątpliwości. Śmierć chłopska, ta po ludzku pojęta wiejska kobieta o ludzkich cechach fizycznych i psychicznych, niewiele ma wspólnego z budzącą grozę kościotrupem z kosą" - pisze A.Kowalska-Lewicka [_17_]. Oba wizerunki funkcjonowały obok siebie - następowała nawet ich kontaminacja.

Śmierć jednak nie działa samodzielnie, to od Boga dostaje polecenie, jest kimś w rodzaju posłańca i narzędziem przeznaczenia (za niewykonanie polecenia może nawet zostać ukarana). Śmierć z opowiadań ludowych (zatem raczej Śmierć-kobieta w bieli, niż Kostucha) za pomoc potrafi się odwdzięczyć, można się też okupić - np. nakarmić ją, dać jej podarunek, albo i oszukać, złapać i zamknąć. Śmierć można zmylić - wiadomo, że się ukazuje - jeśli stoi w nogach łóżka - to znak, że chory wyzdrowieje, jeśli u wezgłowia - to na pewno umrze - wystarczyło zatem odwrócić łóżko. Stosowano wobec niej pewne apotropaiony, moc ochronną miały np. konwalie albo parę ziaren pieprzu z gorczyca zagryzionych na czczo.

Owe dwa opisane wyżej wizerunki, aczkolwiek najczęstsze, nie są jedyne. Na Podhalu widziano Śmierć pod jeszcze inna postacią - pod postacią Triady trzech posępnych, chudych kobiet. A nieraz mogła też "wcielić się" w postać Żyda, Księdza, Młodej Dziewczyny czy Czarnego Anioła (pod wpływem literatury żydowskiej). Dość rzadko widziana jest jako ubrana w czarny surdut albo frak, bywa że z cylindrem na głowie - wtedy przybiera postać nie kobiecą, lecz męską. W podaniach śląskich śmierć przybiera postać skurczonego staruszka, który chodzi po domach i prosi o jałmużnę, a kto jej nie odmówi ma zapewnione długie życie.

Nietrudno zauważyć, iż Żyd, Ksiądz, Dziewczyna, postać "miastowo" ubrana we frak - to postaci szczególne, każda bowiem jest naznaczona innością, nie jest taka, jak my. Jednym słowem są obce (a takie najporęczniej, by się tak wyrazić, demonizować...). Na marginesie warto pokusić się o słowo polemiki z przytaczaną przez nas autorką opisującą postać Śmierci jako zwykłej kobiety w bieli. Bo czyż rzeczywiście "zwyczajność" wyczerpuje jej istotę? Nie jest przecież pozbawiona cech sytuujących ja po stronie innego, obcego. Taką cechą jest chociażby milczenie, swoista "niemota", a też to, że "nikt jej nie zna" podkreśla jej przybycie skądinąd, nie z naszego świata. Jako obca, "nieczysta", ma kłopoty z przechodzeniem przez wodę, w opowiadaniach ludowych pojawia się nieraz motyw przewożenia bądź przenoszenia Śmierci przez ludzi (przenosi się ją, choć nic nie waży, nie ma wszak ciała materialnego).

Teriomorficzne postaci samej Śmierci, albo jej pomocnicy to pies i kot. Jako kot Śmierć ukazuje się głównie dzieciom. Widywano ją jednak także pod postacią gęsi, białej wrony, a nawet światełka, słupa dymu. Ale zdarzają się i takie opinie ludowe, które podaje Biegeleisen : "W co tylko chce, w to się przemienić może" [_18_]. Miała zatem Śmierć zdolność zmieniania kształtów, która wydaje się być obrazowym przedstawieniem przekonania o jej wszechobecności. Jest przy tym w "normalnych" warunkach niewidzialna - ukazuje się tylko wybranym, głównie tym, którym pisane jest umrzeć.

Śmierć zjawia się wieczorna porą, w przeddzień mającego nastąpić zgonu. Trzykrotnie puka w okna i tyleż razy wzywa człowieka mającego umrzeć po imieniu - po czym zadaje cios śmiertelny. "Gdy nastaje czas śmierci, to znaczy, gdy śmierć , zapowiadają ja na ogół jakieś znaki" [_19_]. Coś trzaska w kominie, coś stuka, pęka szyba, urywa się waga od zegar. Pewne zwierzęta były uważane za specjalnie predysponowane do odczuwania jej bliskiej obecności (jako, że i one pochodzą z "innego świata") - wymienić tu można w pierwszym rzędzie psa, którego wycie zapowiadało czyjąś śmierć. Ale i koń, który grzebie kopytami albo odwracający łeb w określonym kierunku, kret ryjący pod oknem chorego wróży mu niechybna śmierć, sowa pohukująca na dachu (jak wierzono mówiąca: "pójdź", "pójdź"), kruk, puszczyk, puchacz (wszystkie wymienione na końcu ptaki są aktywne nocą i z tej racji m u s i a ł y nabrać określonych, złowieszczych konotacji).

To spersonifikowane pojęcie śmierci coraz bardziej się zaciera na rzecz samego faktu śmierci, jakim jest (por. wyżej) rozłączenie ciała i duszy.

Słowa "śmierć" nie wypowiadało się - istniała swoista tabuizacja słowa, zwano ją różnymi imionami, np. Basia (Mazowsze), Kasia (Wielkopolska), Zosia (Małopolska). A przecież wielu badaczy podkreśla, że w środowisku wiejskim nie znano leku przed śmiercią w starości; jeśli można mówić o niepokojach o jakie przyprawiała śmierć, to raczej w przypadku śmierci nagłych, gdy zmarły nie zdążył dopełnić odpowiednich rytuałów. Istniało poczucie poddania się doli, woli bożej, boskim wyrokom. Wierzono, że po dobrym życiu i dopełnieniu obowiązujących tradycją obrzędów po śmierci czeka "tam" raj. Istniało swoiste poczucie sprawiedliwości. Tylko śmierć nagła, dziecka, osoby nie ochrzczonej, panny, napawała strachem, a tę kategorię osób łączy jedno - nie przeszły pełnego cyklu życia. Istotny był też rodzaj śmierci - utopienie, uderzenie pioruna, śmierć tragiczna, nagła, w wypadku nie mieściły się w porządku świata, dlatego osoby, którym dana była taka lub podobna śmierć "wpisywane" były po stronie orbis exterior, dlatego budziły po śmierci grozę i nabywały cech demonicznych.


#18 asiu

asiu

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 1712 postów

Napisano 14 październik 2004 - 21:52

Oryginał: www.racjonalista.pl/kk.php/s,1883
Śmierć w polskiej kulturze ludowej #2

Krótko podsumowując tę część rozważań wypada podkreślić powiązanie obrazu uniwersum i najważniejszych rytualnych czynności, a także cech antropomorficznego wizerunku Śmierci (kategorie ten i tamten świat, granica, obcość). Przy czym śmierć postrzegać można w kilku płaszczyznach: "kosmicznej" (cykle pór roku, zima jako śmierć), społecznej (śmierć dotyka rodziny oraz całej wspólnoty, i cała wspólnota bierze udział w obrzędzie pogrzebowym) i wreszcie jednostkowym - poszczególnego człowieka. Co jednak zmieniło się w takim sposobie widzenia śmierci? O najważniejszych zmianach powiemy poniżej.

Zmiany znaczeń, śmierć na opak?
Wiemy już zatem, że to jak postrzegano śmierć, jak ją rytualizowano, jak sobie ją wyobrażano ma związek z ogólną wizją świata panującą w kulturze. Jeśli zatem zmieni się podstawowy obraz świata, zmianie ulec mogą poszczególne elementy. I tak się stało. Wraz z procesem, który możemy określić jako desakralizację świata, wraz z dominującym coraz wyraźniej naukowym paradygmatem, po części zastępującym dawne wizje uniwersum, przekształceniom ulegają dotychczasowe obrazy śmierci. Autor obszernej pracy Człowiek i śmierć Ph. Aries uważa, że choć śmierć zmieniała się wciąż w ciągu tysiąclecia, to tak powoli, że ludzie tych zmian nawet nie dostrzegali - teraz zaś (od XIX w.) nastąpił prawdziwy przewrót [_20_]. Wszystkie niemal znaczenia uległy odwróceniu. Nie bez przyczyny autor ostatnią część swojej pracy poświęconej okresowi od XIX do XX w. zatytułował Śmierć na opak. I powiada, iż dziś mamy do czynienia z "dziką śmiercią", nie oswojoną, swoistym przeciwieństwem śmierci oswojonej - wypracowywanej przez setki lat od starożytności po XIX wiek.

Podobnie rzecz postrzega inny autor, J. Barański (Śmierć i zmysły...). Konkluduje on, że u schyłku XIX w. mają miejsca kulturowe zmiany, związane z włączeniem lekarza w proces umierania [_21_]. Medycyna niejako zawłaszcza umieranie, śmierć i ... zwłoki człowieka. Rysuje nam się zatem obraz śmierci zmedykalizowanej. Ten proces narasta od XVII w., kiedy to powstaje instytucja szpitala ogólnego. Fakt ten miał określone skutki, z których pierwszym była społeczna izolacja. Szpital separuje chorego czy umierającego człowieka od rodziny. Druga konsekwencja hospitalizacji to to, iż ciało człowieka, w tym człowieka martwego, dawniej objęte pewnym tabu, zostało poddane dyscyplinie medycznej, stało się niejako posłuszne lekarzowi, który ma prawo nie tylko je dotykać, ale i ingerować w nie. Podlega oto "szkiełku i oku", oglądowi badacza, staje się przedmiotem nauki empirycznej (rzecz jasna, nie bez związku z nurtami naukowymi, rozwojem kartezjanizmu, empiryzmu, potem - koncepcji Newton'owskich, na bazie których pojawia się swoisty mechanistyczny ogląd ciała). Rozpoczyna się proces, która "powołuje" racjonalny dyskurs nad ciałem ludzkim. W tym też okresie (XVII, XVIII w.) powszechne stają się sekcje zwłok - dokonywane nieraz przy wcale licznym audytorium. Ale były to sekcje na ciałach skazańców - jeszcze wciąż bowiem utrzymywał się tradycyjny pogląd, że penetrowanie ciała po śmierci jest karą, aktem zadawania bólu zmarłemu. Wreszcie koniec XIX w. i początek XX dla doznań związanych ze śmiercią staje się przełomowy. Otoczenie chorego to już nie Śmierć stojąca obok łóżka, ksiądz i rodzina - akcent przesunął się na postać lekarza - reprezentanta wiedzy racjonalnej, który ma "moc" mierzenia się ze śmiercią, zaś śmierć częstokroć traktowana jest jako wynik przegranej nauki medycznej, nie zaś konieczność egzystencjalna, a tym mniej - "boski wyrok". Śmierć traci znamiona metafizyczne, sakralne, jest zdarzeniem wyłącznie medycznym. A jednocześnie najczęściej to lekarz i pozostali pracownicy szpitala, który stał się główną "areną" umierania, są tymi, którzy towarzyszą ludziom w odejściu. Społeczność uczestnicząca w pielęgnacji chorego (i potem obrzędach pogrzebowych), liczniejsza ongiś wśród warstw ludowych, mniej liczna w miejskich, kurczyła się nieustannie, i w końcu ogranicza się do niewielkiego kręgu rodziny, albo i tylko pary małżeńskiej. Zaś szpital stał się powszechnym miejscem chorowania i umierania - miejscem "samotnej śmierci", jak pisze Aries (s. 560). Samotność umierania i nowy stosunek do ciała ludzkiego składają się na zjawisko, które możemy nazwać "prywatyzacją" ciała (i umierania). "Ciało staje się intymną własnością człowieka (...). Im bardziej prywatna stawała się śmierć, tym słabsze były społeczne formy jej doznania" [_22_]. Jak się jednak wydaje, proces prywatyzacji śmierci nie może być widziany tylko jako wynik medykalizacji umierania (czy nawet szerzej - rezultat naukowego paradygmatu). Wydaje się, że nie bez związku są tu pewne ogólne procesy kulturowe -wspomniane już odsakralnienie świata, które wyraża się między innymi także jako rodzaj "pęknięcia" między światem a człowiekiem, człowiek bowiem coraz bardziej staje się indywiduum - i tylko nim. Na dobre czy na złe współczesny człowiek staje się coraz bardziej człowiekiem "osobnym", prywatnym, a jego celem jest nie tyle uczestnictwo we wspólnocie, ile dążenie do "bycia sobą". Przekłada się to rzecz jasna na derytualizację życia w ogóle, a formy rytuałów (w szerokim pojęciu tego słowa) ulegają erozji. Rytuał jako swoista "bariera" pomiędzy światem, społecznością a jednostką traci swą rolę "oswajania" rzeczywistości, wzorca radzenia sobie z nią. W naszych czasach mówi się często o atomizacji społecznej - i rzeczywiście formy działań integracyjnych (jak np. właśnie rytuał) są coraz uboższe [_23_]. Rytuał nie odsyła już ku wyższej rzeczywistości, ponadjednostkowej. Wspólnota nie pomaga przekroczyć "się"; pośrednie ogniwa między światem a "mną" zanikają. Człowiek staje wobec świata indywidualnie. Czy dlatego nie można oprzeć się wrażeniu, że nam trudniej jest pogodzić się ze śmiercią (bliskiego i hipotetyczną - własną)? Straciliśmy oręż, i jedyną obroną zostało spychanie śmierci albo w kategorię fikcji (jak w kulturze masowej, głownie w filmach, w których aż nadto łatwo zabija się ludzi...), albo w milczenie [_24_].

Jednocześnie zmienił się stosunek do ciała "w ogóle". Kult młodości, kulturowy nacisk na dbanie o ciało, kondycję i urodę, "dyktat" higieny - wszystkie te zjawiska nie mogły nie wywrzeć wpływu na obraz śmierci. To także zdaje się wynikać z desakralizacji - nie żyje się wszak dziś dla życia wiecznego, nie traktuje się własnej egzystencji jako zaledwie przygotowania do bytowania w zaświatach, żyjemy tu i teraz, dla siebie, nie chcemy pamiętać, że umrzemy. Nie akceptujemy tym bardziej "ohydy" śmierci, jej aspektu fizjologicznego. Śmierć ciała jak i ciało same poddane zostało higienizacji. Aries zauważa, że śmierć już nie tylko wywołuje strach, budzi wstręt, ale stała się wręcz nieprzyzwoita. "Tworzy się nowy obraz śmierci; śmierci brzydkiej i ukrywanej (...)" [_25_]. Wtóruje mu Barański - "Związane z umieraniem i śmiercią obyczaje, które dawniej upubliczniały śmierć, jak również czyniły ją przedmiotem społecznego doświadczenia, zanikają i ubożeją" [_26_]. Autor nazywa tę "nową śmierć" o d w r ó c o n ą,jako że odwróciła się dotychczasowa tradycja jej uobecniania, oswojonej rytuałem, zwyczajem i wyobrażeniem, wkomponowanej przy tym w codzienne życie jednostki i społeczności.

Znamienne jest coraz powszechniejsze zaniechanie żałoby. Jeśli już się ją praktykuje, to (częściej jednak w miastach) ma ona charakter zupełnie prywatny. Bólu dziś nie należy publicznie okazywać. "Jest to całkowicie sprzeczne z tym, czego wymagano dawniej" [_27_]. Społeczeństwo wywiera nacisk - nowa forma odium? - i usuwa ze swego pola widzenia śmierć i rzeczy z nią związane, w tym ludzi pogrążonych w smutku przez stratę kogoś bliskiego [_28_]. Skutki tego, jak zauważa Aries - są z psychologicznego punktu widzenia tragiczne, bowiem po pierwsze nie daje to szansy na przeżycie czegoś w rodzaju katharsis, a z drugiej wokół rodziny zmarłego wytwarza się pustka - szczególnie wokół ludzi starych. Nie trzeba dodawać, że w dobie dążenia do swoistej "wiecznej młodości" ich status został mocno osłabiony w stosunku do społeczeństw tradycyjnych.

Kodeksy "dobrego życia" i "dobrej śmierci" zanikają (por. Aries, s. 568). To co dziś nazywamy "dobrą śmiercią", niegdyś była uważana właśnie za przeklętą - to śmierć w nieświadomości, najlepiej we śnie. Pogodzenie się z losem, tak charakterystyczne dla m.in. kultury ludowej, dziś jest udziałem niewielu. "Na ogół na wsiach nie ukrywano przed starcem, że nadchodzi jego czas umierania" - pisze Zadrożyńska [_29_]. Świadomość umierania została jednak zastąpiona przez ukrywanie prawdy przed chorymi (jak się powiada w żargonie medycznym: chorymi terminalnie), fałszywe pocieszanie, swoistą infantylizację chorego, którego nie powiadamia się o jego faktycznym stanie. Nie ma zatem szans, jak dawniej, przygotować się do swej śmierci [_30_].

W kontekście powyższych rozważań wielce użyteczna dla nas wydaje się być książka H. Gerlich pt.Narodziny, zaślubiny, śmierć. Dotyczy ona co prawda Górnego Śląska i obrzędów w tradycyjnych rodzinach górniczych, ale - jak sama autorka sugeruje - owe tradycje przenikają się z wiejskimi i, szczególnie jeśli chodzi o warstwy niższe, wiele mają wspólnego z obrzędowością "typu ludowego". Nas interesuje część poświęcona śmierci, tym bardziej, iż autorka zwraca uwagę na rzecz obecnie nas zajmującą - na zmiany, jakie zachodzą w obrębie wyobrażeń i obrzędowości ze śmiercią związanych.

Zatem - choć dawne przeświadczenia nie zanikają całkowicie, to jednak - jak powiadają zresztą sami informatorzy autorki - tracą na znaczeniu. Śmierć postrzega się już raczej w kategoriach racjonalnych i biologicznych - a nie magicznych, co nie pozostaje bez związku z faktem, że zasadnicza większość ludzi umiera w szpitalu [_31_]. Autorka zauważa, że do dziś (tj. do lat 80.) funkcjonuje nakaz, by przed śmiercią człowieka spełniać każde jego życzenie, a jeszcze na początku XX wieku dbano, by wszelkie kłótnie, nienawiści i krzywdy zostały - zgodnie z tradycją - zostały umierającemu wybaczone (wciąż wierzono, że jeśli się tego nie dokona, to grozi to nawiedzeniem przez duszę zmarłego). Funkcjonował pewien wzór zachowania wobec umierającego członka rodziny - należało nie utrudniać umierania, nie płakać, nie przeszkadzać. Wykonywano jeszcze wciąż pewne gesty rytualne - np. nawet jeśli bliski umarł w szpitalu, to rodzina zapalała w domu gromnicę. Powinności, które niejako "przynależą" do sfery związanej z Kościołem nadal są przestrzegane (spowiedź przed śmiercią, ostatnie namaszczenie). Także niektóre gesty z repertuaru czynności magicznych nadal są aktualizowane w domu umierającego - np. zasłanianie luster. "Jeśli się nie zasłoni, to zmarły weźmie kogoś ze sobą" - powiada informator autorki, choć sama autorka zdaje się powątpiewać, czy istnieje jeszcze autentyczna wiedza dlaczego tak czynić należy [_32_]. Na oczy zmarłego kładzie się jak niegdyś monety - kiedyś miało to zapobiegać śmierci kogoś innego z rodziny; dziś tłumaczy się ten gest względami estetycznymi (wtórna racjonalizacja). Wkłada się też nierzadko monety do trumny (czyniono tak, by zmarły nie zabrał pozostawionego dobytku), ale tłumaczy się ten zwyczaj niejako tautologiczne: "bo tak się robi" (ewentualnie jako ofiarę dla św. Piotra). Przeświadczenie, że zmarły widzi i czuje jeszcze w jakiś czas po zgonie nadal nie zanikło, dlatego ciało myje rodzina (bo innych nieboszczyk wstydziłby się). Ale wody nie wylewa się już w określone, tradycją uzasadnione miejsca. Zanika zwyczaj nocnego czuwania przy zmarłym. A choć stypa nadal obowiązuje, to tłumaczy się to "racjonalnie" koniecznością ugoszczenia zmęczonych przyjezdnych.

Z kolei w artykule Zanikające zwyczaje i wierzenia związane ze śmiercią T. Gajda (pochodzący ze wsi Dębska Wola) pisze: "Z dawnych zwyczajów i obrzędów pogrzebowych niewiele pozostało. Wieś wstydzi się swej przeszłości i niższości wobec miasta". Dalej konkluduje, iż nastąpiło szereg zmian pod każdym względem, jednak opisując zwyczaje do okresu po II wojnie światowej, autor nie podaje na czym te zmiany polegają; można się tylko domyślać, że następuje erozja tych elementów obrzędowych i zwyczajowych, o których pisze (i które nie odbiegają od tych, podanych wyżej) [_33_].

A obraz Śmierci? Śmierć jako Kostucha lub kobieta w białej szacie - są już wyobrażeniami odosobnionym. Nie wydaje się, by można było mówić już o jakimś ekwiwalencie, nowej postaci. "Współczesność nie nosi w sobie wyraźnego wizerunku śmierci. Wizerunek ów dopiero nabiera kształtów, wyłaniając się z przestrzeni medycznej opieki szpitalnej" [_34_]. I dalej: "Formy percepcyjne wyobrażenia śmierci rozpadają się pod naporem wiedzy racjonalnej, a z ich okruchów powstają nowe lęki przed śmiercią, choć nie będą to wyobrażeniowe obrazy o jednolitej doznań zmysłowych" (s. 102).

Zakończenie
Podsumowując, należy powiedzieć, że śmierć niegdyś miała wiele poziomów, znaczeń, otoczona była rozbudowaną symboliką - i były one względnie stałe i zintegrowane. Dziś nie mamy już do czynienia z tak koherentnym obrazem. Z jednej strony śmierć wydaje się być zredukowana do aspektu biologicznego. Mówi się też, że zmarły będzie wciąż żywy "w pamięci". Jeśli zaś idzie o aspekt eschatologiczny, to nawet jeżeli wierzy się, że "nie wszystek umrę" wyobrażenia "życia po życiu" jawią się jako przypadkowe, synkretyczne, niewyraźne. Wydaje się, że nawet tak mocno w Polsce zakorzeniona religia chrześcijańska w tym względzie nie dostarcza wystarczająco mocnych przekonań, o czym świadczą np. wyniki badań, w których tylko część wierzących w Boga wierzy jednocześnie w życie pozagrobowe, a w piekło - niewielki odsetek [_35_]. (Aries powiada: "Obserwujemy również, że zupełnie przestało istnieć piekło", s. 566). Za to coraz więcej Polaków wierzy w reinkarnację... I choć Polska to kraj tzw. wysokiego kontekstu, to jednak i tutaj przenikają pewne treści kulturowe, związane (jak właśnie wiara w reinkarnację) z nurtami tzw. Nowych Ruchów Religijnych czy New Age'u. Warto też wspomnieć o cieszącej się dość sporą popularnością książce R. Moody'ego o "życiu po życiu", opisującej wizje ludzi, którzy przeżyli śmierć kliniczną, a są one w ogólnych zarysach zgodne z zakorzenionymi wierzeniami, zatem jakby na nowo dające nadzieję... Pozwólmy sobie w tym miejscu na nieco dłuższy cytat idealnie nadający się jako rodzaj podsumowania: "Żyjemy w obrębie kultury pod wieloma względami bezprecedensowej. Jedną z najbardziej niezwykłych jej cech jest to, że nie wytworzyła ona własnej eschatologii, a ta, którą odziedziczyła, coraz gorzej przystaje do pozostałych kultury tej elementów. Innymi słowy - funkcjonują nadal podstawowe elementy chrześcijańskiej wizji życia pozagrobowego, chrześcijańskich rites de passage - lecz ich wyznawcy nie maja już tej niewzruszonej pewności, że rytuały owe są właściwe, a wizja - prawdziwa. Treści religijne coraz mniej - zdawałoby się - znajdują odzwierciedlenie i potwierdzenie w ich życiu. Dlaczego miałoby być inaczej z ich śmiercią?" [_36_]. (Podkreślenie moje - J.Ż-B).

Inna sprawa - to stopniowe przełamywanie "tabu" ciała martwego człowieka. Od pokątnych sekcji zwłok, przez publiczne autopsje dokonywane w XVII w. (por. Barański i Aries) po normalne dziś procedury sekcji zwłok. Desakralizacja dotknęła zatem także naszego ciała. Nie jest ono już np. "darem boga", ale mechanizmem posłusznym genom i socjalizacji (a mechanizm bada się jak każdą inną rzecz). Nie wydaje się od rzeczy, by postawić tu tezę, iż bez takiego przygotowania gruntu, na które złożył się proces medykalizacji śmierci i nowy stosunku do martwego ciała - jako "dawcy", nie byłaby możliwa transplantologia. Niegdyś dość burzliwe debaty wokół tego zagadnienia umilkły i choć zdarza się czytać o nadużyciach (handel organami), to jednak w społecznej opinii transplantacja organów została przez większość zaakceptowana, a nawet nacechowana pozytywnie.

Z kolei debata wokół eutanazji to wynik innej, jak się wydaje, tendencji, w której dostrzec możemy rodzaj buntu, chęć odwrotu od totalnego zawłaszczania ciała chorego przez medycynę, przejaw dążenia do "zwrócenia" choremu jego prawa do decydowania o sobie. Trudno w tej chwili przewidzieć, jakim wynikiem zakończy się ów spór w niedalekiej przyszłości.

Tak więc stare wyobrażenia odchodzą w przeszłość, nowe formy kulturowego traktowania śmierci budują się na naszych oczach... Choć rzadko zdajemy sobie z tego sprawę.



#19 asiu

asiu

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 1712 postów

Napisano 14 październik 2004 - 21:53

na samym początku dwóch ostatnich postów podane jest zrodło tego artykułu... polecam tam zajrzec...

Zmieniony przez - asiu w dniu 2004-10-14 22:53:52

#20 asiu

asiu

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 1712 postów

Napisano 14 październik 2004 - 21:57

no i myślę, że tyle wystarczy... nie wiem czy wypracowania się nie powtarzają przez przypadek.. ale naprawde nie chciało mi się ich czytać... mam nadzieję, że te materiały choć w niewielklim stopniu pomogą
pozdrawiam

#21 thepriest

thepriest

    1

  • Members
  • PipPip
  • 21 postów

Napisano 15 październik 2004 - 08:17

Dziękuję!!!! Normalnie kocham was :P Tylko... hmmmm... kiedy ja to przeczytam :P Jeszcze raz dzięki!!!

P.S. Co to są te SOG-i, które powtarzają się co chwile w postach, o których cały czas mowa?

#22 asiu

asiu

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 1712 postów

Napisano 15 październik 2004 - 10:06

SOG [Suma Otrzymanych Głosów]... jest to takie.. uznanie dla osoby, która pomogła... daje się go klikając w dolnym prawym roku... na "oceń wypowiedź"


#23 asiu

asiu

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 1712 postów

Napisano 15 październik 2004 - 10:08

a co do przeczytania... hahaha...
masz naprawdę duuużo czasu... do matury jeszcze kilka miesięcy
pozdrawiam

#24 persephona

persephona

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 91 postów

Napisano 15 październik 2004 - 17:54

Biblia Stary Testament, Ksiega Rodzaju- tam zostało wyjasnione pochodzenie śmierci i jej rolaw świecie ; takze i tam pojawia sie śmierc niewinnej ofiary, historia Kaina i Abla

biblia, Nowy Testament, Apokalipsa

według Greków bogie śmierci był Tanatos ktory konajacemu czlowiekowi odcinał pukiel wlosow, zas władca krainy smierci był Hades

ten ktory pokonał śmierc to Syzyf jednak wiemy jak jego historia sie skończyła, troszeczke nie weseło bo zostałam za ta probe przechytrzenia bogow surowo ukarany,

Dzieje Tristana i Izoldy to średniowieczny romanr, dwoje kochanwo sobie przeznaczonych jednak los im nie sprzyja i za zycia musza zyc osobno, to łwasnie smierc ich łaczy na wiecznosc

Makbet Szekspira, renesans (teatr elzbietanski) obraz zbrodniczej smierci, podstepu, zlo za zło, Makbet jets sprawca smierci i po czesci jego zona ktora podsyca w nim hccec i konicznosc zbrodni oboje gina ona z szalenstwa on podczac walki, Mkbet uwaza ze zbrodnia nie zostanie ukrana , czuje sie niezycienzony w swej potedze, heh jaki on był glupi!!!

Hamet, Szekspira, tutaj smierc jest ukazana inaczej tytułowy bohater odkrywa zbrodnie ktora niszczy jego dotychczasowe poglady, wrecz niszczy cały jego swiat, w jego wnetrzy panuje metlik jakies przewartosciowanie czuje sie zagubiony, w trakcie odkrywania zbrodki udaje szalenca, jest to humanista, wrazliwy a morderstwo nie miesci sie poprostu w jego hierarhci wartosci, brzydzi sie zbrodnia

Cierpienia Młodego Wertera to juz romantyzm tutaj werteryzm czyli przykład bohatera romantycznego, wybujała uczuciowosc, emocjonalizm, sentymentalizm, widzenie swiata przez pryzmat milosci idealnej i poezji, oczywiscie tendencje smaobujcze, głowny bohater cierpi z miłosci, miłosci niespełnioinej gdyz jego ukochana jest z innym, taki chory trojkat Werter zakochany w Loccie a Lotta to zona jego przyjaciela, bleeee, co z niego była za przyjaciel! Werter czuł ze swoja smircia uszcesliwia innych , był spokojny przed nia , smierc byla dla niego jedynym wyjsciem, i ukruceniem jego mek

"Rozdziobia nas kruki, wrony..." Żeromski
tutaj przedstawia msierc powstanca ktory jest symbolem narodowych słabosci, ostatni powstaniec umiera samotnie zbaity przez Moskali, potem brutalnie jego trup zostaje odarty z odziezy przez chlopa, nastepnie jego zwłoki sa atakowane przez tytułowe kruki i wrony, ptaki maja wymowe metaforyczka sadze ze obrazuja oprawcow

Dzuma Camuss, lit wspołczesnia tutaj egzystencjalizm, dzuma jest obolnie symbolem zla, opis przebiegu epidemi i rozprzestrzeniania sie zla, jednak nie to jets najwazniejsze, najistotniejsze sa relacje miedzy ludzmi jak wlacza z dzuma i jak pod jej wpływem sie zmieniaja, dzuma ma byc symbolem cierpienia mzoe i tez wojny jakieos zagrozenia ktore chce zniszczyc zgładzic ludzi

Literatura lagrowa i łagrowa
tutaj Grudzinski "Inny śiat" i Borowskiego "Opowiadania" wstrzasajacy opis łagrów sowieckich i obozów koncentracyjnych wybudowanych przez hitrerowcow, machina zbrodki i totalne upodlenie człowieka, smierc staje sie czyms naturalnym, powszechnym, nie ma tutaj sacrum smierci, jets ona anonimowa ludzi gina tysiacami w ciaguj jednego dnia i sa tylko numerem!!

#25 thepriest

thepriest

    1

  • Members
  • PipPip
  • 21 postów

Napisano 11 listopad 2004 - 22:39

Witam ponownie!
Mam jeszcze jedną prośbę, a mianowicie, jeśli możecie podajcie także literaturę PRZEDMIOTU (albo podmiotu... tzn to drugie - to czego nie ma wyżej :P)na oba tematy. Dowiedziałem się od nauczycielki że coś takiego jeszcze muszę mieć.
Dzięki z góry :)

#26 asiu

asiu

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 1712 postów

Napisano 12 listopad 2004 - 13:50

to drugie to opracowania utworów, które omawiasz... ale opracowania jakiegoś znawcy a nie szkolne bryki... i tutaj to najpewniej pomogą Tobie panie bibliotekarki w dobrej bibliotece... one zawsze wszystko wiedzą... naprawde :)
wybierz kilka utworów, których opracowania chcesz umiescic w bibliografii i popros o pomoc... mysle, ze jezeli nawet biblioteka nie ebdzie posiadała danych ksiazek... to mimo wszystko podpowiedzą tobie, jakich tytułów musisz szukac... a czasami nawet, gdzie mozesz je znalezc

#27 thepriest

thepriest

    1

  • Members
  • PipPip
  • 21 postów

Napisano 12 listopad 2004 - 13:59

dzięki serdeczne! pędzę do biblioteki

#28 claudia_86

claudia_86

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 233 postów

Napisano 12 listopad 2004 - 16:06



Wolę brzydotę
Jest bliżej krwiobiegu
Słów

Stanisław Grochowiak



Dlaczego musimy umrzeć? A skoro musimy, to dlaczego umieramy tak brzydko? Dlaczego nasze życie to nieustanne zbliżanie się do nieuchronnego końca, dlaczego życie jest przygotowaniem, rozbieraniem do snu wiecznego? Na te pytania nie ma odpowiedzi. To właśnie one wyrażają dramat ludzkiej egzystencji. Dramat, przeciw któremu buntuje się Stanisław Grochowiak. Śmierć, brzydota i ich rola w życiu są częstym tematem jego wierszy.



Jaka jest śmierć?


Śmierć jawi się poecie w postaci rozkładu, degradacji. Jest niezaprzeczalnie brzydka. Nozdrza zamarzłe; wargi nadkruszone; prochy zwiędłe to tylko niektóre symptomy towarzyszące umieraniu. Śmierć jest w swej naturze nieestetyczna. Dosadność jej opisów szokuje, często budzi odrazę.


- Opowiedz rzeźnię...
- Dobrze. Opowiadam:
Są jednorożce o ciężkich powiekach,
Wędrują białe po wiśniowych sadach,
Ich grzywy płoną na leniwych rzekach...

( Po ciemku )

Grochowiak w swych wierszach eksponuje śmierć. Robi to poprzez groteskę. ...nie ma bowiem bez groteski Grochowiaka. Pogłębia ona tragizm tych wierszy, czyni go bardziej jaskrawym i drażniącym. Jednocześnie wzbogaca je estetycznie i poznawczo. - pisze Jerzy Kwiatkowski.



Ileż się pani musiała nacierpieć, że
Ma pani taką białą twarz...
Że kiedy pani tak leży, włosy jej są jak druty,
A smutek wisi na uszach i brwiach.

(Portretowanie umarłej)


To przejaskrawienie opisów śmierci wyraża, jak bardzo poeta boi się śmierci. W wierszu Portretowanie umarłej poeta przygląda się śmierci z wielką dokładnością. Zupełnie, jakby patrzył na tytułową umarłą przez lupę. Śmierć staje się widoczna w każdym szczególe ciała umarłej. Urasta do nadnaturalnych rozmiarów.
Wiersz Rozbieranie do snu jest rozmową poety ze śmiercią. Owa śmierć zostaje spersonifikowana, ale tylko częściowo. Mówi, wydaje rozkazy, lecz pozostaje głucha i ślepa. Dlaczego właśnie tak przedstawił nam ją Stanisław Grochowiak? ...śmierć jest przecież procesem biologicznym. Dokonuje się z żelazną prawidłowością: ani sama nie posiada woli czy świadomości, ani też my nie możemy jej odwrócić pisze Janusz Maciejewski, odpowiadając jednocześnie na moje pytanie. Głuchota i ślepota są w wierszu symbolem obojętności i bezwzględności śmierci. Ludzie każdego dnia rozbierają się do snu, nieustannie zbliżają się do śmierci. Pozostają wobec niej bezradni, bezsilni, a gdy ich życie dobiegnie końca, śmierć porywa ich w swoje objęcia, rozpoczyna się dance makabre.



Śmierć jest nawet w miłości.


W krainę pleśni - w ciemną mą ojczyznę
Jest wejście przez miłość.

(Epilog w stearynie)

Zastanówmy się nad tą mroczną metaforą. Dlaczego w krainę pleśni (a tak postrzega poeta śmieć) jest wejście przez miłość? Co może łączyć śmierć z tak pięknym uczuciem? Wszyscy ludzie się starzeją. Wszyscy ludzie przemijają. Ślady owego przemijania dostrzega Grochowiak głównie u kobiet. To właśnie kobiety w jego wierszach opisywane są jako umarłe! Nigdy mężczyźni! To kobieta osamotniła mężczyznę w wierszu Wdowiec, to zmarłej kobiecie przyglądał się podmiot liryczny w utworze Portretowanie umarłej. Ból związany z umieraniem i lęk przed nicością zawsze jest ogromny. Być może w ukochanych poeta dostrzegał śmierć. Na jego oczach przemijały, powoli dopełniając przeznaczenia każdego człowieka, zamieniały się w proch.



Gdzie jest Bóg?


Śmierć następuje po życiu, ale co stanie się z nami po śmierci? Co wydarzy się, gdy odtańczymy już swój taniec śmierci? Grochowiak także o to pyta:


Jaką nam duszę przypisze po wiekach
Jaką im czułość złoży na powiekach
Architektura cmentarno-graniasta
Piaskowych fortec na bezludnej plaży?

( Archipelag )


Poeta boi się tego, co stanie się z nim, gdy po raz ostatni zamknie powieki. Przez całe życie towarzyszy Grochowiakowi obsesja śmierci. Przypomina w tym twórców poezji barokowej czy średniowiecznej. Im także towarzyszyło nieustanne poczucie zagrożenia nic nie znaczącą nicością.
A kim jest Bóg dla Grochowiaka? Jest światłem, którego daremnie się poszukuje, zbyt odległym, aby je znaleźć, zbyt odległym, aby mu zaufać...


My na pięści z Bogiem, w mroku
My z latarnią karbidową,
Gdzieżeś, Boże? Oho, hoooo!

( Znaki )
Umieranie za życia.


Grochowiak, gdy mówi o śmierci nie ma na myśli tego, co w medycynie nazywa się śmiercią kliniczną. Chodzi mu o pojęcie szersze. Umieramy przecież cały czas. Bezustannie wymieniają się w nas poszczególne tkanki. Nie zawsze jest to wymiana równych wartości. Od pewnego momentu życia przecież starzejemy się. To znaczy poszczególne komórki już nie regenerują się, zamierają. - w ten sposób Janusz Maciejewski opisuje Grochowiakowy proces umierania za życia. Proces ciągłego starzenia się, owego zbliżania się do ohydnej śmierci, która powoduje, że nasze życie staje się coraz bardziej dramatyczne. Umieramy jednak stale nie tylko w sensie fizycznym. Brak aktywności, uczestnictwa w życiu, a także pustka, samotność, to także śmierć za życia.

Konając bardzo wolno
Na rozszczepienie palców
Na światła brak przepływu
Od kolan jej do kolan -
Na wolne zamykanie
Zamszowych warg -
Tych szczelin
Gdzie język cicho płonął
Jak płomień delikatny

(Uderzeni)




Bliska krwiobiegu poezja brzydoty.


Jak chociaż częściowo zostać przy życiu? Czy można coś zrobić, aby nie pogrążyć się w mrokach zapomnienia? Sztuka jest pewną alternatywą, możliwością pozostania w pamięci ludzkiej. Sztuka jest Zemstą ręki śmiertelnej (W. Szymborska), jest buntem chroniącym przed totalnym unicestwieniem. Dla Grochowiaka oczywiście poezja jest nadzieją na pokonanie śmierci. Nie cały minę - parafrazuje słowa Horacego autor Rozbierania do snu. Jednakże w tym samym wierszu (Introdukcja) dodaje:

A ja zbieram tylko te owoce
Co - że są krwawe - zbiera się przez płótno


Być może płótno jest metaforą poezji. Lecz czym są owoce krwawe? Brzydotą? Grochowiak często o niej pisze. Nie chce opisywać piękna, lirycznego natchnienia. Jego poezja wynika z brodawek ogórka. Nie jest uroczysta, patetyczna czy górnolotna. Poeta pisze:


Wolę brzydotę
Jest bliżej krwiobiegu
Słów

(Czyści)


Oznacza to, że poeta woli rzeczy przyziemne. Brzydota jest bliższa codzienności, a tym samym ludziom i ich sprawom. Codzienność to życie, życie to rzeczywistość, bo przecież niezmiernie rzadko znajdujemy czas na marzenia. Grochowiak w swej poezji nie chce upiększać życia. Życie jest, jakie jest. Brzydota towarzyszy mu częściej niż piękno. Zapada się gmach estetyki urzędowej, wzdychania do piękności cichną. Nie mamy ludzi pięknych, ni długowłosych trubadurów, ni rycerzy dorodnych. Ludzie, których wywodzi nam nasza współczesność, są brzydcy. Podchodzą śmiało do życia ohydy, w śmietnikach grzęzną, a czasem jeno cicho tęsknią za lepszem. - napisał Roman Jaworski, a autor Rozbierania do snu na pewno by się z nim zgodził.


Bo życie
Znaczy:

Kupować mięso Ćwiartować mięso
Zabijać mięso Uwielbiać mięso
Zapładniać mięso Przeklinać mięso
Nauczać mięso i grzebać mięso

(Płonąca żyrafa)


W tej niezwykle trafnej interpretacji obrazu Salvadora Dali Płonąca Żyrafa poeta przekazuje nam, że życie to codzienność. Dlaczego sztuka nie opisuje życia takim, jakim jest? Ludzie nie powinni bujać w obłokach jak Ikar czy Don Kichot. Marzyciele z reguły kończą tragicznie. Lekceważą rzeczywistość i w tym tkwi ich błąd, a za błędy nikogo się nie wielbi. Człowiek to tylko człowiek. Dlaczego niektórzy pragną być bogami? Przecież Sancho Pansa i tak zawsze zwycięży Don Kichota.


I wreszcie rycerz obumarł, klap!...
Trumna i wieńce. Świece do nieba,
A Pansa spłodził szesnaście bab,
Pięciu chłopaków do tego, co trzeba.

I ten, co domy - i ten, co cię wiezie,
I ta, co idąc, nie idzie, a tańczy -
I nawet w sklepie obwiną ci śledzie
W moje liryki - wnuka Sancho Pansy.

( Don Kichot)



Bunt w poezji Grochowiaka


Dramatyczna jest sytuacja człowieka, który przez całe swe niepiękne życie zbliża się do śmierci. Poeta przeciw temu dramatowi się buntuje.


Powołał mnie Pan
Na bunt

(Święty Szymon Słupnik)


Bunt ten jest bardzo ludzki. Postawę poety cechuje mizerabilizm - współczucie dla bliźnich, dla ich cierpień, trudu. Bunt towarzyszy twórczości Grochowiaka przez cały czas, jednakże w późniejszym wierszu ( Do S...) poeta napisał: Bunt nie przemija, bunt się ustatecznia... W późniejszej twórczości autora Rozbierania do snu bunt przybiera spokojniejszy wydźwięk. Nie jest to ten sam bunt, jaki cechował młodego Grochowiaka, gdy powstał Święty Szymon Słupnik. Niemniej jednak posiada on nadal takie samo humanitarne zabarwienie.

***


Pomimo często mrocznych metafor wiersze autora Bilardu mają w sobie przedziwne piękno. Posiadają niewątpliwie dużo walorów estetycznych. Poeta jakby maluje słowem. Tworzy niepowtarzalne wizje. Jego utwory upodobniają się do sugestywnych obrazów.
Grochowiak woli brzydotę. Uświadamia nam, że akceptując ją nigdy nie rozczarujemy się brakiem piękna. Bądźmy bliżej krwiobiegu, a nie rozbijemy się o ziemię - nawołuje poeta. Pochylmy się nad jego ciemnymi wierszami, a pochylimy się nad życiem, gdyż to, co brzydkie i skazane na śmierć, stanowi jego istotę.









Bibliografia:


S. Grochowiak Rozbieranie do snu, Warszawa 1959, wyd. Państwowy Instytut Wydawniczy

S. Grochowiak Poezje, Warszawa 1980, wyd. Państwowy Instytut Wydawniczy

J. Kwiatkowski Magia poezji (O poetach polskich XX wieku), Kraków 1995, Wydawnictwo Literackie

J. Marx Legendarni i Tragiczni, Warszawa 1993, wyd. ALFA

T. Wroczyński Literatura polska po 1939 roku, Warszawa 1993, Wydawnictwo Szkolne i Pedagogiczne

R. Matuszewski Literatura polska 1939-1991, Warszawa 1992, Wydawnictwo Szkolne i Pedagogiczne

J. Dudek Poeci polscy XX wieku, Kraków 1994, wyd. Oficyna Wydawnicza Impuls














Olimpiada Literatury i Języka Polskiego
Praca literacka:
Życie jako rozbieranie do snu - czyli brzydota, śmierć i bunt w poezji Stanisława Grochowiaka.


Możę to przyda się koledze?


#29 claudia_86

claudia_86

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 233 postów

Napisano 12 listopad 2004 - 16:35



Motyw Boga
Biblia - ukazuje człowieka w stosunku do Boga, opis stworzenia świata - wszystko co jest stworzone pochodzi od Boga ,
Hymn o miłości - miłość jest cechą Boga, a zbawienie będzie oznaką tej miłości.
Ks. Koheleta fragment „Wszystko ma swój czas” - Kohelet w końcowych rozważaniach stwierdza, że wszystko pochodzi od Boga,
„Przypowieść o talentach” - wszystko, czym jesteśmy i co posiadamy jest darem Bożym, talentem nam powierzonym.
Narodziny i życie Chrystusa, dzieje apostolskie i prześladowanie pierwszych chrześcijan.
Średniowiecze
-teocentryzm- Bóg jest przyczyną wszelkiego bytu i bytem najwyższym.
„Legenda o św. Aleksym” - tylko człowiek cnotliwy może ze spokojem oczekiwać śmierci, po której zostanie zbawiony.
„Pieśń o Rolandzie” - „Bóg, honor i ojczyzna" - najważniejsze wartości rycerza, Roland poprzez swą rycerską śmierć wyraża bezwzgledną wierność Bogu.
„Rozmowa Mistrza Polikarpa ze śmiercią” - Bóg przychyla się do modlitewnej prośby Mistrza, „by uźrzał śmierć w jej postawie” co świadczy o Jego wszechobecności.
„Posłuchajcie bracia miła" - Matka Boska namawia kobiety, aby prosiły Boga, Bóg jest miłosierny.
Renesans
Jan Kochanowski:
hymn „Czego chcesz od nas, Panie” - utwór ten jest pochwałą Boga. Chwała niewidzialnego Boga poprzez widzialny świat. Bóg jako artysta, świat to dzieło sztuki. Poczucie trwałości i
niezmienności świata logicznie uporządkowanego i kierowanego przez Boską mądrość, wolę i opatrzność. Bóg jest doskonały, idealny i taki też stworzył świat.
fraszka „Na dom w Czarnolesie” - apostrofa do Boga, prośba o dobre, uczciwe życie.
pieśni: „Chcemy sobie być radzi”, „Miło szaleć kiedy czas po temu" - hołd złożony Bogu przez poddanego mu, miłującego Go człowieka,
treny: X - Jan Kochanowski zwątpił w życie po śmierci, w Boga, do którego miał zaufanie, w obliczu nieszczęść nawet wiara upadła.
XI - nie jesteśmy w stanie zmienić decyzji Boga.
Barok
M. Sęp - Szarzyński - Bóg karzący, Bóg jako Chrystus Król, oddalenie się, daleki do osiągnięcia
D. Naborowski „Marność” - dramatyczne życie człowieka, ale należy to przyjmować ze spokojem, wierzyć w Boga jako przeznaczenie. Musimy być pobożni, aby móc nie bać się śmierci ciągle musimy mieć wzgląd na Boga.
Romantyzm
Adam Mickiewicz:
„Dziady” : Widzenie ks. Piotra - „Panie czymże ja jestem przed Twoim obliczem?...prochem i niczem” - personifikacja ojczyzny, jest ofiara niewinna, tak jak Chrystus.
Wielka Improwizacja - bunt i bluźnierstwo Konrada, który domaga się od Boga „rządu dusz”, Bóg milczy.
„Pan Tadeusz” - Jacek Soplica przyjął imię Robak - wyraz skruchy i pokory wobec Boga.
J. Słowacki - „Smutno mi Boże” - ton żałobny, elegijny, dominuje smutek i zaduma, dostrzeganie podobieństwa do modlitwy (Bóg, wieczór). Zrezygnowany podmiot wątpi w skuteczność wiary.
Z. Krasiński - „Nie-Boska komedia” - przeciwko i bez Boga, krwawa komedia, zasługuje raczej na Boży gniew. Zakończenie utworu - cudowne pojawienie się Chrystusa i zwycięstwo dobra nad złem.
C. K. Norwid - „Moja piosnka” (II) - „Tęskno mi Panie...” - refleksja nad własnymi uczuciami, własnym losem. Tęsknota za ojczyzną (gniazdo bocianie, zwyczaj pokłonu w imieniu Chrystusa)
Pozytywizm
H. Sienkiewicz - „Quo vadis” - obraz pierwszych chrześcijan.
Młoda Polska
J. Kasprowicz - "Hymny" - bunt wobec Boga, wizja zagłady, końca świata, Bóg karzący, surowy sędzia obojętnie patrzy na to co dzieje się poniżej, niemy.
„Księga ubogich” - Bóg jest dobrotliwym staruszkiem, który wszystko wybaczy.
T. Miciński - [Jam ciemny jest wśrod wichrów płomień Boży]-wszystko pochodzi od Boga, nawet zło.
„Anake” - szatan buntuje się przeciwko harmonii gwiazd, jednostka uosabiająca bunt człowieka przeciw boskiemu porządkowi.
Współczesność
J. Twardowski - „Podziękowanie”, „Daj nam”, „Spieszmy się” - Ksiądz-poeta prezentuje w swojej poezji układ Bóg-człowiek oparty na najważniejszym z przykazań Boskich, na przykazie miłości, Bóg jest bliski człowiekowi, przejawia się w jego zwykłym życiu, darach i radości ziemskiej, pełnym istnieniu.
Hanna Krall - „Zdążyć przed Panem Bogiem” - wyścig, chęć uprzedzenia Boga, próba wydarcia życia: „Pan Bóg już chce zgasić świeczkę, a ja muszę szybko osłonić płomień wykorzystując Jego chwilową nieuwagę. Niech się pali choć trochę dłużej, niż On by sobie tego życzył.”
Albert Camus - „Dżuma” - dla dr Rieux niewiara staje sie siłą i oparciem. Na nikogo nie zrzuca odpowiedzialności, nie ma pytań, pretensji do Boga dlaczego do tego dopuścił. „Śmierć stanowi porządek świata. Może lepiej jest dla Boga dlaczego do tego dopuścił. Walczy ze wszystkich sił ze śmiercią nie wznosząc oczu ku temu niebu gdzie on milczy. Paneloux - uważa dżumę za karę rzuconą przez Boga na grzeszników, jedynym sposobem odwrócenia plagi jest modlitwa i pokuta : Miłość do Boga jest trudną miłościa.
T. Różewicz - „Bez” - świat bez Boga. Współczesnego człowieka cechuje brak wiary, Bóg przestaje być potrzebny, nie zauważamy momentu odejścia od Boga.
Cz. Miłosz - „Piosenka o końcu świata” - wiersz nie neguje Boga, przyjęcie, że koniec świata następuje każdego dnia dla jakiegoś człowieka.
„OEcomomia divina” - świat bez Boga byłby chaosem, byt bez Boga nie ma podstaw, ludzie grzesząc prowokują Boga, chcą znaku, chociaż kary.
„Wiara” - cierpienie nadaje sens życiu, widzi Boga w świecie, wiersz to akceptacja świata.
„Nadzieja” - nadzieja, czyli wiara w to, że istnieje coś więcej niż świat widzialny.
„Miłość” - kolejne wymaganie, prawda wiary, służyć Bogu należy nawet jeśli nie rozumiemy : „to nic, że czasem nie wie czemu służyć, nie ten najlepiej służy kto rozumie”.

A to for You.

#30 thepriest

thepriest

    1

  • Members
  • PipPip
  • 21 postów

Napisano 13 listopad 2004 - 00:39

dzięki serdeczne... tylko jest jedno małe "ale"... no nawet dwa :P
po pierwsze: to ja mam motyw śmierci, a mój kolega Boga... :P (ale mniejsza o to...)
po drugie: literature przedmiotu/podmiotu już mam (tzn. same texty literackie zawierające te motywy) poszukuję natomiast tego drugiego - tak jak napisała "asiu" - opracowań tych dzieł (albo innych ale zawierających ten motyw)
nie bacząc jednak na to dziękuję za zainteresowanie tematem i pomoc :)



Similar Topics Collapse

  Temat Forum Autor Podsumowanie Ostatni post


Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych


Inne serwisy: IFD