Skocz do zawartości




Zdjęcie

Jak napisać portret psychologiczny??


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
12 odpowiedzi w tym temacie

#1 lil_damson

lil_damson

    1

  • Members
  • Pip
  • 3 postów

Napisano 27 luty 2005 - 09:38

Czy ktoś wie,jakie elementy powinien zawierać portret psychologiczny,np. zbrodniarza z jakiegoś utworu literackiego?Jak powinien wyglądać prawidłowy portret psychologiczny?Czy ktoś zna stronkę z przykładowym poprawnym portretem psychologicznym postaci literackiej?

#2 suchutki00

suchutki00

    1

  • Members
  • PipPip
  • 18 postów

Napisano 27 luty 2005 - 10:12

A czyj portret masz opisac.
Przypadkiem nie Wertera??

#3 ILUZJA1986

ILUZJA1986

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 5243 postów

Napisano 27 luty 2005 - 10:36

Moze to Ci w czyms pomoze

Lord Jim - portret psychologiczny tytułowego bohatera



Portret psychologiczny tytułowego bohatera oraz przedstawienie jego losów i tajników psychiki zostały rozdzielone w powieści na dwa głosy. Jeden z nich należy do Marlowa, Anglika, kapitana, świadka podczas procesu, zaś drugi jest głosem samego Jima. Marlow - bohater i narrator - wiele wie o pochodzeniu, wychowaniu, wykształceniu i kolejach życiowych głównej postaci. Nie jest jednak narratorem wszechwiedzącym, czasem wprost przyznaje się do tego ujawniając pewne wątpliwości. Jest jednak osobą życzliwą Jimowi, a nawet szczerze przejętą jego problemami.

Jim wzbudzał zaufanie, sprawiał wrażenie uczciwego, spokojnego, zrównoważonego młodzieńca - "Był to ten rodzaj człowieka, któremu by się oddało - na podstawie jego wyglądu - statek w opiekę, mówiąc dosłownie i w przenośni". Innym razem Marlow stwierdza: "Był w dobrym gatunku; był jednym z nas". A więc jaki? Kulturalny młody Europejczyk, honorowy, uczciwy, odpowiedzialny, wykształcony, kierujący się powszechnie uznanymi zasadami moralnymi. Prześledźmy jednak kolejne etapy życia Jima.

Przyszły marynarz, syn pastora, otrzymał dobre wychowanie. Zdobywał wiedzę z myślą o pracy na morzu. Marzył o wielkich przygodach, poznawaniu obcych lądów i stykaniu się z ryzykownymi sytuacjami, w których zawsze wykazywałby się odwagą i niezłomnością zasad. Jako oficer nadal ulegał dawnym iluzjom. Krążąc samotnie po pokładzie podczas monotonnych rejsów wracał do romantycznych rojeń. Miał zdolność właściwej oceny ludzi, dostrzegał ich słabości i ułomności charakteru, ale unikał krytyki i dyskwalifikujących osądów.

Na marzycielską, żądną przygód naturę Jima przyszło nagłe otrzeźwienie po skoku do łodzi ratunkowej. Ów skok ma tu znaczenie niejako symboliczne: to szybki ruch, nie poprzedzony refleksją, znak źle dokonanego wyboru. Oddziela on w biografii bohatera etap młodzieńczych uniesień od brutalnej rzeczywistości, która uświadomiła mu jego haniebność. W jednej chwili stał się przestępcą, człowiekiem niehonorowym, tchórzliwym, niegodnym zaufania, dbającym tylko o siebie - ta samoocena nie pokrywa się z odbiorem osoby Jima przez innych bohaterów, którzy zdają sobie sprawę, że wyjątkowe sytuacje na morzu są niekiedy zbyt trudną próbą charakteru. Skład osób orzekających o winie Jima dostrzega jego wolę wyznania prawdy, poczucie winy i tragizm sytuacji. On sam nie pojmuje, dlaczego porzucił statek. Tytułowy bohater powieści jest więc osobowością złożoną, skomplikowaną, nie pozwalającą się jednoznacznie scharakteryzować. Jego młodzieńczy idealizm nie wytrzymuje próby życiowego realizmu. Jim popełnia jednak czyn, który nie do końca można utożsamiać z jego winą. Nie stać go na trzeźwą analizę sytuacji, jego psychika mu na to nie pozwala. Dokonanie niewłaściwego wyboru owej tragicznej nocy na "Patnie" zrewidowało jego romantyczne, marzycielskie skłonności. Jim czuje na sobie spojrzenia ludzi, wydaje mu się, że jest powszechnie potępiony. Narasta poczucie winy, a równocześnie chęć ucieczki od uporczywych myśli. Teraz nie jest już żądnym wspaniałych przygód młodym człowiekiem, który starał się upodobnić do bohaterów romantycznych i widział siebie w roli wybawiciela ratującego tonących. Jest rozbity wewnętrznie, czuje się gorszy, podły.

Wydaje się, że pomoc Marlowa ocaliła Jima. Możliwość wyrzucenia z siebie rzetelnej prawdy o zdarzeniach, pozwoliła mu podjąć próbę oczyszczenia się przed drugim człowiekiem i sobą samym. Kolejne ucieczki pogłębiają poczucie klęski. Patusan jest szansą, która ma go odrodzić i wynagrodzić okres uciążliwych ucieczek.

Krytyka postawy romantycznej Jima nie jest jednak równoznaczna z całkowitym jej odrzuceniem. Romantyzm Jima wyraża się teraz w wyczuleniu na problemy społeczne - na krzywdę i bezsilność Bugisów wobec zorganizowanej przemocy, życzliwość wobec prostych ludzi, którym stara się przewodzić z myślą o ich szczęściu i bezpieczeństwie. Uczuciowa, wrażliwa natura Jima ma więc w Patusanie wielkie pole do popisu. W świecie białych czuł się wyobcowany, odrzucony, nieszczęśliwy, w kraju Bugisów odnajduję się jako dzielny obrońca, wierny przyjaciel, delikatny kochanek. Tubylcy otaczają go szacunkiem, wdzięcznością za pomoc i zabezpieczenie przed napastnikami. Zaufanie i oddanie Bugisów pozwala Jimowi odbudować utracone poczucie godności.

Jak się okazuje - natury nie można pokonać. Jim na nowo staje się człowiekiem reagującym chaotycznie, bez wystarczającej analizy sytuacji. W imię ideałów młodości, wiary w honor białego, chęci pomocy głodnemu przybyszowi, znowu traci ostrość widzenia: niewłaściwie ocenia sytuację i kolejny raz dokonuje złego wyboru. Śmierć niewinnych ludzi tym razem stała się prawdą. Jim ma okazje do jeszcze jednego wyboru i tym razem podejmuje jedynie słuszną w jego ocenie, choć trudną i decyzję. Idąc na śmierć z rąk Doramina nie tchórzy, ani nie ma wątpliwości, co powinien zrobić. Jest dumny, nieugięty, przekonany o przyjęciu właściwej postawy. Decyzja Jima nie dotyczy jednak tylko jego, wiąże się z porzuceniem ukochanej, która będzie odtąd na zawsze nieszczęśliwa.

Lord Jim jest postacią ukazaną z wielkim staraniem o szczegółową charakterystykę. Czytelnik może go poznać na różnych etapach jego życia, w różnych okolicznościach. Zawsze jednak jest to bohater, którego losy zdominowały bezwzględnie wyznawane zasady moralne, niekiedy usypiając jego czujność, którym sam nie potrafił sprostać. Jego psychika jest tajemnicą, wrażliwy na krzywdę, przeżywający miłość bez możliwości spełnienia się w życiu rodzinnym, wyobcowany, rozdrapujący rany własnego sumienia. Drobiazgowo przedstawiony na początku utworu, jeśli chodzi o wygląd zewnętrzny, do końca pozostaje zagadką pod względem psychiki. Ostateczna decyzja Jima jest konsekwencją postawy wobec Browna i jego bandy. Okazuje się, że nie potrafił się oderwać od obciążeń wywołanych przez tamtego Jima - sprzed lat. Na podstawie Jima ukazano złożoność i niezwykłość ludzkiej psychiki - niepowtarzalnej i nie do odczytania przez drugą osobę. Warto dopowiedzieć, że człowiek sam dla siebie bywa - jak w przypadku Jima - tajemnicą. Psychologiczno - moralny kształt powieści Conrada zasadza się w głównej mierze na takiej właśnie literackiej kreacji głównej postaci.



#4 lil_damson

lil_damson

    1

  • Members
  • Pip
  • 3 postów

Napisano 27 luty 2005 - 10:46

Muszę stworzyć portret psychologiczny kilku zbrodniarzy literackich,np.Rodiona Roskolnikowa,Balladyny,Makbeta.Zamieściłam ten wątek,aby dowiedzieć się,jak powinien wyglądać portret psychologiczny.Jeżeli masz portet innej postaci lub znasz stronkę ,gdzie go odnajdę,to będę wdzięczna za podane informacje.

#5 graha

graha

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 692 postów

Napisano 27 luty 2005 - 12:17

Portret psychologiczny mordercy Rodiona Raskolnikowa w powieści "Zbrodnia i kara" Fiodora Dostojewskiego


Czy każdy człowiek jest zdolny do morderstwa ?

Prawdopodobnie nikt z nas nie chciałby zabić drugiego człowieka. Ale okre-ślenie czy ktoś jest zdolny do morderstwa nie jest takie oczywiste. Dowiemy się tego tylko wtedy, gdy znajdziemy się w takiej ekstremalnej sytuacji. Dopiero wówczas będziemy mogli udzielić odpowiedzi na to pytanie. Właśnie Raskolnikow po dokona-niu morderstwa usprawiedliwiał swój czyn, twierdząc ,że popełnił go motywowany dowiedzenia swojej nadzwyczajności ,swego prawa decydowania o życiu i śmierci innych mniej wybitnych jednostek.
Czy można uznać Raskolnikowa za osobę psychicznie nie zrównoważoną ?

Raskolnikow był przypuszczalnie chory psychicznie. W morderstwie widział rozwiązanie wszystkich swoich problemów. W jego zachowaniu uwidaczniały się symptomy rozdwojenia jaźni i szaleństwa. Były momenty, gdy sumienie Rodi docho-dziło do głosu . Na chwilę uświadamiał sobie ,że jego zamiary są sprzeczne z od-wiecznymi normami moralnymi. Zdawał sobie sprawę z chaosu w jego psyche ,ale nie potrafił nad nim zapanować, coraz bardziej ogarniała go fala szaleństwa.

Każdy morderca , jak dowodzą specjalistyczne badania , ma zaburzenia mó-zgu. W książce „Zbrodnia rodzi się w mózgu” Anna Moir i Davod Jessel dowodzą , że u większości morderców wyłączona jest ta część mózgu ,która odpowiada za za-chowanie i blokowanie emocji. Organizm produkuje za mało serotoniny czyli hor-monu pośredniczącego między obszarami mózgu mieszącymi emocje i rozsądek. W wyniku tych przemian , potencjalny morderca ma poczucia winy ,czy żalu po akcie.

Jakie były motywy zbrodni Rodiona Raskolnikowa ?

Wielu krytyków literackich twierdzi ,że głównym motywem jego morderstwa była chęć sprawdzenia się , bądź udowodnienia ,że jest człowiekiem nadzwyczajnym , wyjątkowy – nadczłowiekiem. Pogląd ten znajduje oparcie w filozofii Nietzschego, który przyznawał jednostkom wyjątkowym , ponadprzeciętnym wolność absolutną. Nadczłowiek zdaniem niemieckiego filozofa – mógł sobie pozwolić na kwestionowa-nie wartości moralnych będących fundamentem etyki chrześcijańskiej . Raskolnikow uzasadniał swoje morderstwo również bardziej altruistycznymi motywami. Chciał bowiem zdobyć pieniądze i dzięki temu pomóc najbiedniejszym mieszkańcom Pe-tersburga . Uważał lichwiarkę za „podłą wesz” ,okrutnego człowieka z premedytacją krzywdzącego bliźnich znajdujących się w trudnej sytuacji materialnej.

Jednakże są to tylko pseudo-motywy , które zrodziły się w jego umyśle jako chęć usprawiedliwienia popełnionej zbrodni. Według mnie główny motyw zabójstwa jest bardziej pragmatyczny. Raskolnikow porzucił studia, bo nie miał pieniędzy. Wy-wodził się z biednej rodziny ,matka przysyłała mu tylko część małej renty . Siostra z którą był bardzo związany i matka bardzo chciały mu pomóc. Okazało się ,że jego Dunieczka , ma zamiar pobrać się z bogatym przedsiębiorcą Piotrem Łużynem . Matka miała wielkie plany , że przyszły mąż córki będzie mógł pomóc Rodionowi materialnie. Raskolnikow nie mógł znieść ,że jego ukochana siostra poświęca się dla niego. Denerwowało go to ,że Dunia – osoba niezwykle ceniąca sobie swoją nieza-leżność , godność i wyznawane ideały rezygnuje ze swojego szczęścia na rzecz poni-żającego małżeństwa z małodusznym, niesympatycznym człowiekiem. Raskolnikow chciał zapobiec fałszywemu związkowi siostry poprzez zdobycie pieniędzy dla siebie i rodziny.

W jaki sposób Raskolnikow podejmuje ostateczną decyzję zabójstwa Alony Iwano-wej (procesowość, analiza decyzji) ?

Dzięki polifonii , zastosowanemu przez Dostojewskiego zabiegowi literackie-mu polegającemu na prezentacji poprzez wypowiedzi i działania postaci różnych postaw światopoglądowych życiowych , bez jakiejkolwiek sugestii komentarza narra-tora , jestem w stanie dokładnie zgłębić przemiany , jakim podlegał główny bohater. Od początku utworu do momentu zabójstwa obserwujemy proces , w którym Raskol-nikow zmienia się w człowieka zdolnego zabić bliźniego. Inicjacją tych przemian był szereg czynników jakie doznał Raskolnikow m.in.: opuszczenie studiów , brak pie-niędzy , brak zajęć, samotność, izolacja od otoczenia i nuda. Spowodowały one w jego psychice powstanie zaburzeń i dewiacji. Rodion zaczął być bardzo chaotyczny , mało spał, nic nie jadł. Często błąkał po ulicach Petersburga. Już wtedy planował za-bójstwo. Bywał w miejscu przyszłej zbrodni. Cały czas towarzyszyło mu uczucie ,że musi zabić , że to wszystko zmieni. Miał już zaplanowane wszystko bardzo precy-zyjnie. W niektórych chwilach waha się , powraca jego sumienie. Wątpi czy będzie w stanie wykonać ostateczny cios. Kulminacyjnym momentem jest otrzymanie listu od mamy , z którego Rodion dowiaduje się o losach siostry Dunieczki , która zamierza wziąć ślub z bogatym Piotrem Łużynem . Matka wiąże nadzieje z tym związkiem , bo sądzi ,że Łużyn będzie mógł pomóc materialnie rodzinie . Raskolnikow jest bardzo poruszony, najbardziej zdenerwowało go to ,że Dunieczka wychodzi za mąż dla nie-go. Dla pieniędzy , które mają im pomóc. Rodiona ogarnia szał , od tej chwili jest już zdecydowany by zabić lichwiarkę.

Co sądzi Pan o tezie zakładającej istnienie genu zbrodni? Czy można mówić o urodzonych mordercach ? Jednym słowem, czy zbrodnia jest dziedziczna ?

Teza znanego psychologa Konrada Lorentza mówi ,że agresja nie jest odpowiedzią na wydarzenia zewnętrzne , ale wiąże się z energią , która pochodzi z dzie-dzictwa genetycznego. Są dowody na to ,że mniejszy wpływ na zbrodniarza ma śro-dowisko zewnętrzne niż geny. Nie jesteśmy w stanie stwierdzić czy ojciec bądź dzia-dek Raskolnikowa był przestępcą lub miał do tego skłonności. Jednakże w powieści Dostojewskiego odnajdujemy pewien ślad pozwalający na odwołanie się do teorii Lorentza. Raskolnikow zabił lichwiarkę i jej córkę Lizawietę. Wiemy ,że jest w stanie zabijać. Okazuje się ,że jego siostra Dunieczka też potrafi zabić człowieka. Kiedy staje oko w oko z natarczywym , prześladującym ją adoratorem Świdrygajłowem pociąga za spust. Tylko niecelność strzału ratuje jego przed śmiercią. Praktycznie Dunieczka nie popełniła zabójstwa , ale strzeliła do niego z zamiarem zabicia. Wcale nie celowała w ścianę ,dokładnie wiedziała ,co robi. To nie wszystko – przecież pisto-let nie pojawił się znikąd. Dunia zdobyła broń ,kiedy pracowała u Świdrygajłowa . O wiele wcześniej brała pod uwagę , że być może kogoś zastrzeli. A zatem, nie da się raczej obronić tezy ,że zbrodnia Rodi i próba zabójstwa podjęta przez Dunię były czynami przypadkowymi ,popełnionymi w afekcie. Jak już wykazałem były one za-planowane ,co nie oznacza ,że w obu tych przypadkach nie wystąpiły silne emocje , wahania i wewnętrzne rozedrganie bohaterów.

Czy popełnienie jednego morderstwa otwiera drogę do następnych ?

Myślę ,że tak . Większość morderców po dokonaniu zbrodni było zdolnych do popełnienia następnych. W przypadku psychopatów (seryjnych morderców) przyczy-ną jest czerpanie przyjemności z zabijania. Pierwsze zabójstwo wzbudza w nich taką ekscytację ,że odczuwają potrzebę zabicia ponownie. Czasem jest tak ,że drugie mor-derstwo dokonywane jest przez przypadek ,bo ktoś stanął na drodze skończenia zbrodni lub uniemożliwia ucieczkę z miejsca zbrodni. W takiej sytuacji znalazł się Raskolnikow. Jego drugie zabójstwo nie było planowane . Przypadek sprawił ,że Li-zawieta znalazła się w domu. Rodia zabija ją równie brutalnie co Alonę . Drugie za-bójstwo staje się dla niego koniecznością Boi się o swój los ,że wyda go Lizawieta. Postępuje , jak w szaleństwie ,działa całkowicie automatycznie i bezrefleksyjnie.

Ile prawdy jest w stwierdzeniu ,że najgorszą karą są wyrzuty sumienia ?

Zgodziłbym się z tym twierdzeniem. Tylko psychopaci nie czują wyrzutów sumienia po dokonaniu morderstwa. Poczucie żalu objawia się różnymi symptoma-mi. Niektórzy odczuwają chaos, są niespokojni. Ciągle pobudzeni. Chcą snu , ale nie mogą zasnąć. Mają koszmary , taki stan doprowadza ich do obłędu którym widzą zjawy (zabitych przez siebie ludzi). Powyższe wyrzuty sumienia dopadły Szekspi-rowskiego Makbeta.

Wyrzuty sumienia nie ominęły również naszego bohatera Raskolnikowa. Mordercy podobni Rodionowi odczuwali potrzebę spokoju i odpoczynku . Powodem było całkowite wyczerpanie psychiczne i fizyczne. Raskolnikow po akcie zapada w letarg – dużo śpi , nie opuszcza mieszkania i nic nie je . Staje się bardzo apatyczny , dosięga go choroba .W psychologii nazywamy to somatyzacją objawów psychicz-nych. Lęki, wątpliwości i poczucie winy znajdują wyraz w fizycznym stanie Raskol-nikowa. Rodia zamyka się w sobie ,nie chce nikogo przyjmować. Później gdy opusz-cza mieszkanie , porusza się jak w malignie. Znowu błądzi po mieście. Trafia na miejsce zbrodni, wypytuje o krew, chce wejść do mieszkania Alony. Jego wizyta staje się później dowodem dla śledczego Porfirego. Jego zbrodnia z pewnością nie była doskonała. Nie wytrzymał ciężaru największego grzechu.

Karą jest dla niego ten stan ,owa dysharmonia , zaburzenia osobowości. Brak normalnego funkcjonowania. Takiej samej kary doświadcza Makbet: „Makbet zabił sen , niewinny sen”. Oznacza to ,że on też odczuwa wyrzuty sumienia. Również Ra-skolnikow mówi : „Czyż ja zabiłem staruchę ,siebie zabiłem, a nie staruchę. Ot tak , od razu, zakatrupiłem siebie na wieki!”. Udowadnia tu ,że największą karą dla mor-derców nie jest osadzenie w więzieniu , ale ból wewnętrzny, chaos, rozczarowanie , żal. Z takimi problemami nasz bohater będzie musiał się uporać zanim wróci do nor-malności.

Czy dla odkupienia winy za zbrodnię zawsze konieczne jest publiczne przyznanie się do popełnionego czynu ?

Publiczne przyznanie się do winy jest dopełnieniem całego procesu ekspiacji. Wielu morderców w trakcie procesu , przy niezbitych dowodach ich winy nie przy-znaje się. Zależy im tylko na tym ,aby otrzymać łagodny wyrok. Przyznanie się jest formą rozrachunku ze społeczeństwem ,które zostało skrzywdzone i zdradzone. Akt ten najważniejszy jest przede wszystkim dla jego psychiki Raskolnikowa . Sprawdza , czy jest w stanie poczuć wstyd przed światem. Czy potrafi przyznać się do klęski życiowej, chciał być Napoleonem , a stał się zbrodniarzem. Nie przyznałby się gdyby nie przenikliwość Pietrowicza i rady Soni , która stała mu się bardzo bliska. Raskol-nikow z nią pierwszą dzieli się cierpieniem . Ofiarowała mu swą miłość. Wskazała mu drogę do odkupienia winy i pogodzenia się z Bogiem. Mówiła: „Stań na rozdrożu , pokłoń się całemu światu na wszystkie cztery strony i powiedz wszystkim głośno: „To ja zamordowałem”. Wtedy bóg ześle ci życie”. Słowa Soni znalazły potwierdze-nie w rzeczywistości. Rodion przyznał się , poszedł do więzienia. Tam pogodził się z Bogiem , uwierzył w miłość do Soni. Rozpoczął nowy rozdział życia.



#6 graha

graha

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 692 postów

Napisano 27 luty 2005 - 12:19

Kto ty jesteś człowieku? Zbrodniarz czy bohater?" – Portret psychologiczny Rasklonikowa.


Każdy człowiek jest oceniany przez innych ludzi poprzez pryzmat czynów, których się dopuścił. Jednakże prawdą jest też, że jak wielu mamy „obserwatorów” danej postaci tak wiele może być o niej sądów. Każdy z nas na swój własny sposób odbiera kogoś innego i według własnego indywidualnego systemu wartości ustosunkowuje się do osoby z najbliższego otoczenia czy też do danego bohatera literackiego. Nieraz nasze opinia o jakiejś postaci nie jest obiektywna, ponieważ gdy nabierzemy do kogoś chociaż odrobinę sympatii to czasami staramy się usprawiedliwiać a nawet „przymykać oczy” na niektóre niezbyt chwalebne czyny tej osoby.

W powieści psychologicznej Fiodora Dostojewskiego poznajemy postać – Rodiona Raskolnikowa, który z całą pewnością dopuścił się niecnego czynu. Oczywiście większość ludzi bez chwili namysłu uznałaby go za zbrodniarza, lecz są i tacy, którzy z różnych przyczyn – chociażby z litości nad jego ciężkim życiem, czy też może sympatii do niego, zaczęliby usprawiedliwiać jego występek a może nawet uznaliby go za bohatera.

Rodion Raskolnikow był dwudziestotrzyletnim byłym studentem prawa. Niestety z powodu trudnej sytuacji finansowej musiał zrezygnować z nauki. Był on bardzo biedny. Mieszkał w jednym z najnędzniejszych zaułków Petersburga, a zobaczywszy jego pokój aż trudno było uwierzyć, iż znajdzie się ktoś, kto wynajmie taki „lokal”. „Był tak nędznie ubrany, że ktoś inny na jego miejscu, nawet przyzwyczajony do tego, krępowałby się w biały dzień wychodzić na ulicę w takich łachmanach.”
Doprowadzony do skrajnej biedy zaczął się zastanawiać nad poszukiwaniem wyjścia z tak trudnej sytuacji. W zamordowaniu lichwiarki Alony Iwanowej i zrabowaniu jej pieniędzy upatrywał jedynego sposobu na rozwiązanie swoich problemów. Ponad trzy miesiące planował zbrodnię. Z zimną krwią analizował każdy szczegół. Był niezmiernie dokładny, krok po kroku zastanawiał się nad każdym detalem. Każdy element był niezmiernie istotny. Nawet to, skąd zdobędzie siekierę i gdzie ją ukryje przed jak i po zbrodni przemyślał wiele razy. Chciał aby cały jego plan został idealnie wykonany, by wszystko było wypełnione perfekcyjnie, tak jak to sobie zaplanował. Nie brał pod uwagę, że coś mogłoby się nie powieść. Nie dopuszczał do siebie myśli o niepowodzeniu. Był przekonany o sile swojego charakteru i nawet nie przyszło mu na myśl, że najzwyczajniej w świecie nie będzie w stanie wziąć na siebie „ciężaru” zbrodni, że nie podoła zadaniu.
Jego plan nabrał bardziej realnych kształtów po tym jak pewnego dnia będąc w „restauracji” usłyszał rozmowę dwojga młodych ludzi. Przysłuchiwał się ich rozważaniom o zamordowaniu tej samej osoby, o której i on rozmyślał. „Dlaczego właśnie teraz wysłuchał takiej rozmowy i takiego właśnie rozumowania, kiedy w jego własnej głowie powstały takie same myśli? (...) Owa nic nie znacząca rozmowa w szynku wywarła nadzwyczajny wpływ na niego samego i na dalszy rozwój wypadków, jak gdyby istotnie działało tu jakieś fatum...”
Takim właśnie sposobem uaktywniła się „w” Raskolnikowie jakaś siła wewnętrzna i sprawiła, że nie stał on już o krok od zbrodni, lecz był w stu procentach pewien, że to zrobi.
Swój czyn tłumaczył tym, że jemu pieniądze lichwiarki są bardziej potrzebne niż jej samej. Łudził się, że dzięki nim jego życie uległoby diametralnej zmianie. Mógłby ukończyć studia, być może zmienić miejsce zamieszkania, kupić nowe ubranie – już nikt więcej nie żartowałby sobie z jego kapelusza, po prostu żyć godniej. Pomógłby też matce i siostrze, z którymi był bardzo związany emocjonalnie. Były one dla niego wszystkim. Obie bardzo pragnęły by Rodion ukończył prawo, wierzyły, iż dzięki temu zapewniłby im lepszy byt. Raskolnikow nie chciał ich zawieść. Bardzo chciał się im odwdzięczyć za wszystko co dla niego zrobiły.
Pamiętnego dnia wieczorem gdy szedł by wykonać zamierzone zadanie nie zachowywał się już tak jak wtedy gdy planował morderstwo, czy tak jak wtedy gdy usłyszał swoje własne myśli wypowiadane na glos przez kogoś zupełnie innego. Nie było to już tylko i wyłącznie ogromne poruszenie. Rodion był tak jakby w swego rodzaju „transie”. To już właśnie wtedy emocje powoli zaczynały brać górę nad „zimną krwią”. Z czasem odczuwał coraz to większy i większy strach, nawet po tym jak zabił – czyli miał już trudniejszy „element programu” za sobą, sytuacja coraz bardziej wymykała mu się z pod kontroli. Zapomniał nawet zamknąć drzwi do mieszkania i ten ogromny błąd kosztował go popełnieniem morderstwa, kolejnej zbrodni – tym razem w afekcie. Jego drugą ofiarą padła siostra lichwiarki – Lizawieta Iwanowa. Wpadł w popłoch. Nie był już niemal zupełnie świadomy tego co robi. Momentami miał nawet ochotę zostawić „to wszystko” i uciec. „Szczególne uczucie obrzydzenia potęgowało się w nim z minuty na minutę. (...)Powoli zaczęło opanowywać go jakieś dziwne roztargnienie czy zaduma (...), chwilami tracił świadomość.”
Raskolnikow nie zrealizował swojego planu tak jak miał go zrealizować. Był po prostu zbyt słaby psychicznie. Pod wpływem ogromnego stresu zaczął popełniać błędy. Zdenerwowanie i przerażenie spowodowały, iż nie wypełnił należycie „swojego zadania”. Można nawet powiedzieć, że miesiące przygotowań do zbrodni poszły na marne. Rodion okazał się zwykłym śmiertelnikiem, a nie nadczłowiekiem za, którego się uważał. Jeszcze przed popełnieniem zbrodni Raskolikow miał sen – śniło mu się coś co widział jako dziecko, śnili mu się ludzie, którzy zabijali słabą kobyłę tylko dlatego, że nie mogła ona podołać temu, czego od niej wymagali. Sen ten symbolizował śmierć niewinnej osoby, kogoś kto nie może się bronić.

Z powodu popełnionych błędów został niemalże złapany jeszcze przed dokończeniem „realizacji” swojego planu. Tylko i wyłącznie cudem wydostał się niezauważony z mieszkania, w którym dopuścił się dwóch zbrodni.
Z całą pewnością zbrodnia „przerosła” go. Nie podołał jej. Jeszcze tego samego wieczoru zapadł w chorobę, chorobę o podłożu psychicznym. „W pierwszej chwili przekonany był, że dostaje obłędu. Przeszedł go zimny dreszcz, ale dreszcz ten spowodowany był również gorączką, która zaczęła go trawić jeszcze we śnie (...) Nie była to zupełna utrata przytomności, był to stan gorączkowy, z maligną i częściową utratą przytomności.”

Zbrodnia a raczej jej skutki, które odbiły się na jego zdrowiu psychicznym, zrujnowały mu życie. Nieustanny strach przed tym, że wyjdzie na jaw kto jest mordercą nie dawał mu chwili wytchnienia. Ciągłe rozmyślania o tym na jakim etapie jest śledztwo niezmiernie rzadko go opuszczały. Raskolnikow był święcie przekonany, że niemal wszyscy otaczający go ludzie wiedzą o jego winie. Obsesja, iż każda rozmawiająca z nim osoba dawno odkryła kto jest prawdziwym mordercą i, że dokładnie analizuje wypowiadane przez niego słowa, sprawiała, iż sam powoli „się zdradzał”.
W pewnym momencie czytelnik dochodzi do wniosku, że cała zbrodnia, której dopuścił się główny bohater nie miała sensu. W dużym stopniu dokładne wypełnienie planu oraz trzymanie się szczegółów decydowały o powodzeniu całości. Poza tym głównym celem morderstwa było zdobycie pieniędzy i zainwestowanie ich w określony sposób. Co najważniejsze mowa była tylko i wyłącznie o jednej zbrodni. Cóż z tego, iż Raskolnikow wykazał się niezwykłą inteligencją planując „rozwiązanie swoich problemów” i wymyślając alibi skoro nie dość, że wpadł w popłoch i nie był w stanie logicznie myśleć i realizować „zadania” to w dodatku dopuścił się drugiego nie planowanego morderstwa. Zrabowanych pieniędzy również nie wykorzystał w taki sposób, jaki miał to zrobić. Wyrzuty sumienia, bujna wyobraźnia i obsesje spowodowały, że z wielkim przerażeniem ukrył je pod kamieniem leżącym na skwerku przed budynkiem mieszkalnym.

Teoria, której się trzymał próbując znaleźć usprawiedliwienie przed samym sobą dla swego nikczemnego występku głosiła, że ludzie na całym świecie dzielą się na dwie grupy - warstwę niższą: nikomu nie potrzebne, głupie i nic nie rozumiejące wszy (np. lichwiarka), które dla dobra świata trzeba usuwać oraz grupę tę do, której przynależnym czuł się Raskolnikow, czyli warstwę wyższą: nadludzi, mających prawo do zabijania wesz. Widać, że miała na niego wpływ filozofia Nietzsche’go.
Niestety nic nie było wstanie zagłuszyć jego sumienia, żadna teoria, żadne usprawiedliwienie. Nawet Sonia przed, którą sam przyznał się do tego co zrobił nie potrafiła mu pomóc. Nie poskutkowało także czytanie Biblii.
Tylko i wyłącznie odbycie kary mogło w pewnym sensie oczyścić go z winy. Rodion sam przyznał się i oddał w ręce sprawiedliwości. Przed sądem nie tłumaczył się, nie prosił o złagodzenie wyroku. Wierzył, że płacąc „wysoką cenę” za to czego się dopuścił pozbędzie się, nie pozwalających mu normalnie żyć, wyrzutów sumienia.

Bez wątpienia Rodiona Raskolnikowa powinniśmy nazwać zbrodniarzem a nie bohaterem. Nikt nie ma prawa odbierać życia drugiemu człowiekowi, a każdy kto to zrobi na pewno zapłaci za to, chociażby wyrzutami sumienia. W przypadku głównego bohatera powieści pt. „Zbrodnia i kara” tylko odbycie kary dawało mu szansę na powrót do życia, czy też stanu psychiki z przed popełnienia morderstwa.


#7 graha

graha

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 692 postów

Napisano 27 luty 2005 - 12:23

Zbrodniarz i jego psychika w „Makbecie” - jakie konsekwencje pociąga za sobą czynienie zła


William Szekspir był renesansowym dramaturgiem i poetą angielskim. Jego sztuki, na początku entuzjastycznie przyjmowane przez widzów, zostały potem oskarżone o prostactwo i łamanie klasycznych zasad. William Szekspir zerwał bowiem z dobrze znanymi tragediami antycznymi, w szczególności z zasadą trzech jedności, aby w pełni pokazać zmiany zachodzące w osobowości człowieka. W swoich dziełach wykorzystywał również wątki fantastyczne, język potoczny, elementy komiczne, pojawiały się sceny zbiorowe. Wszystko po to, by w swych utworach, na przykład w „Makbecie”, pokazać skomplikowany, złożony, zmienny, w pełni ludzki charakter człowieka. Kim więc jest Makbet? Sama postać Makbeta została oparta na postaci historycznej. Był on królem szkockim i skrytobójcą, który został władcą po zamordowaniu w prawowitego króla Duncana w 1040 roku. Natomiast w 1057 roku historyczny Makbet zginął z rąk Malkolma, który wstąpił na tron jako Malkolm III. Czytając dramat Szekspira, bardzo trudno nie zadać sobie pytania: dlaczego? Dlaczego król Duncan musiał umrzeć? Dlaczego zabił go Makbet, któremu król ufał? Dlaczego Makbet zabija ludzi, którzy byli mu bliscy? Dlaczego Lady Makbet odbiera sobie życie? I dlaczego osiągnąwszy to, co pragnęli, nie są szczęśliwi?

Przede wszystkim, trzeba sobie uzmysłowić, jakim człowiekiem jest Makbet. Poznajemy go jako człowieka dobrego, szlachetnego, odważnego. Jest on ideałem rycerza. Ma on jednak ludzkie słabości - jest ambitny i pragnie być królem. Nie zastanawia się on nad swoim postępowaniem, w decydującym momencie kieruje nim tylko żądza władzy. Właśnie z jej powodu traci swoje zasady, staje się zaprzeczeniem toposu rycerza: jest zdradliwy, zabija tych, którzy mu ufają. Nie jest również osobą odpowiedzialną. Od początku stara się zrzucić odpowiedzialność za swoje zbrodnie na innych. To jego żona obmyśla plan działania, a oskarżeni o nią zostają synowie Duncana. Makbet mógłby w spokoju powiedzieć: „to ona to wymyśliła”, „nie chciałem tego, próbowałem się wycofać, ale mnie zmusiła”. Tak naprawdę jednak Makbeta nikt nie zmuszał do niczego. Był mężczyzną, rycerzem, człowiekiem dorosłym i odpowiedzialnym za swoje czyny. Gdyby chciał, powiedziałby: „nie”. Ale nie chciał, nie zrobił tego. On nie walczył z pokusą zabicia króla. On pragnął jego śmierci. On pożądał władzy.

Ale był tylko człowiekiem, bał się. To, co daje się zaobserwować w Makbecie, to jego przemiana. Zbrodniarz przestaje się bać, ma coraz większe poczucie bezkarności. W przypadku Duncana Makbet odczuwał żal, odzywało się jego sumienie. Potem jednak król Makbet zaczął powoli przyzwyczajać się do zbrodni. Pojawienie się ducha Banqua podczas uczty wywołało przerażenie z powodu jego istnienia, nie spowodowało jednak żalu Makbeta za kolejne morderstwo. Morderca przestaje się obawiać kary. Raz jej uniknął, drugi raz się uda, a potem się uda i trzeci, i czwarty, i piąty... Z początku odzywa się sumienie. Ale już śmierć żony i dzieci Makdufa nie wywołują w nim żadnych uczuć. Jego stan obojętności na zło bez przerwy się pogłębia i zabija w nim wszystkie dobre uczucia, całą szlachetność, lojalność i przyjaźń. Strach przed utratą władzy pogrążał go w pewności, że jedyną możliwością jej utrzymania są kolejne mordy.

Jednak, według mnie, najstraszniejszym skutkiem zabicia Duncana było zupełne zniszczenie życia osobistego Makbeta. Jego dawni przyjaciele odwracają się od niego, część z nich Makbet sam rozkazał zabić. Poważanie innych i dobre imię znika, wszyscy naokoło nienawidzą go i pragną albo uciec, albo się go pozbyć. I w końcu niszczy się jego małżeństwo. Makbet ma tajemnice nawet przed swoją żoną. Lady Makbet powoli popada w obłęd, wywołany wyrzutami sumienia, choruje i popełnia samobójstwo. U Makbeta śmierć żony nie wywołuje jednak żalu, ale wybuch furii. Żądza władzy i strach niszczą go – psychicznie i fizycznie. Zło rodzi zło, ale każde następne jest już większe. Człowiek się przyzwyczaja do łamania reguł, staje się to dla niego chlebem powszednim. W ten sposób człowiek dobry i szlachetny staje się zły i okrutny. A wtedy nie istnieją już żadne reguły. Makbet chciał zapewne być dobrym władcą, ale gdy już nim zostaje, ludzie przestają go obchodzić. Staje się egoistycznym panem, nie dbającym o niczyje interesy. Władza, którą zdobył w wyniku morderstwa, okazała się nie do pogodzenia z uczciwością i szlachetnością. Jego państwo podupada, a lud nienawidzi swojego ciemiężyciela. Nie można budować dobra na ludzkiej krzywdzie. By władza, pieniądze, sława cieszyły, muszą być zdobyte legalnie, być może w trudzie, ale tak, by podczas ich zdobywania nie tracić swojego honoru. A ludzie, dążąc do swoich pragnień najkrótszą i niby najłatwiejszą drogą, nie wiedzą o tym. A może po prostu nie myślą. Makbet zabija, by czuć się pewnie, ale tak naprawdę im więcej zabija, tym bardziej się boi. Popełniając pierwszy mord wstępuje na drogę, z której nie ma odwrotu, która w finale okazuje się ślepym zaułkiem.

Zauważmy jednak, ze Makbet nie jest jedynym zdrajcą i człowiekiem pragnącym władzy w tym dramacie! Mamy przecież jeszcze poprzedniego tana Kawdoru. Był taki sam jak Makbet. Król Duncan twierdził, ze pokładał w nim całkowitą ufność. On tak samo jak Makbet zdradził króla, z tego samego powodu – żądzy władzy. Tak więc utwór zaczyna się, gdy jeden zdrajca ginie i kończy się tak samo – śmiercią zdrajcy. Czy to nie pokazuje, że ludzie są tacy sami? Jeden tan Kawdoru, omamiony władzą, wystąpił przeciw prawowitemu królowi. Drugi zrobił to samo, mimo że wiedział, co się stało z jego poprzednikiem. Władza degeneruje ludzi, nie tylko Makbeta. Do swojego poprzedniego „ja” obaj zdrajcy powrócili tylko w jednym momencie – w chwili śmierci. Makbet, mimo że wiedział, że umrze, stanął do walki z Macduffem, jak przystało na rycerza. Poprzedni tan Kawdoru natomiast prosił króla o przebaczenie.

Jak wielu ludzi czegoś pragnie: pieniędzy, sławy i, jak Makbet, władzy. Wielu z nich chce je zdobyć wszelkimi możliwymi środkami. Także morderstwami, intrygami, łamaniem wszelkich reguł. Ale kiedy już je otrzymują, to zamiast radości z ich posiadania mają tylko strach, by ich nie stracić. Bo taki właśnie jest człowiek: wystarczy dać mu namiastkę tego, czego pragnie, a będzie tego pożądał jeszcze bardziej, zacznie dążyć do swego marzenia wszelkimi możliwymi środkami, aż w końcu ono go zniszczy. Chyba, że okaże się na tyle silny, by przezwyciężyć się pokusom. W każdym z nas tkwi zło. Ludzie nie popełniają zbrodni często tylko ze strachu przed karą. U mordercy natomiast ten strach się zmniejsza, zbrodniarz przestaje wierzyć w karę. Ale każde zło, które wyrządzimy, będzie miało swoje skutki, które wrócą i odbiją się na nas. W potyczce człowiek kontra zło człowiek przegrywa. Bo zło atakuje podstępnie, pojawia się, a człowiek się do niego przyzwyczaja, i powoli nim nasiąka. Wszystkie zbrodnie doprowadzają do tego, że Makbet przeistacza się z dzielnego człowieka w tchórza, paranoika, który na każdym kroku widzi dla siebie niebezpieczeństwo. Na każde zagrożenie, nawet wyimaginowane, miał tylko jedno rozwiązanie: zabić. Gdy doszedł do władzy, za bardzo bał się, że ją utraci, by się nią zająć. Zatracił swoje człowieczeństwo.





#8 emilka90

emilka90

    1

  • Members
  • Pip
  • 3 postów

Napisano 14 marzec 2008 - 14:24

pomożcie mi napisac portret psychologiczny Soni z "Zbrodni i kary". prosze

#9 stroficzka

stroficzka

    1

  • Members
  • Pip
  • 8 postów

Napisano 14 marzec 2008 - 14:46

jako przyklady mozesz przeczytac powyzsze wypowiedzi, a nastepnie http://zbrodnia-i-ka....pl/a-7999.html charakterystyke Soni, na pewno sobie poradzisz

#10 emilka90

emilka90

    1

  • Members
  • Pip
  • 3 postów

Napisano 14 marzec 2008 - 17:43

jasne oj nie wiem bo nie mam pojecia jak pisac wogule taki portret psychologiczny, inaczej jakbym wiedzial a przyklady to nic mi nie daja, mi pomoglo co po koleji napisac mozna.

#11 emilka90

emilka90

    1

  • Members
  • Pip
  • 3 postów

Napisano 14 marzec 2008 - 20:00

jakos napisalam sama, jak cos to piszcie a ja napisze wam to.

#12 stroficzka

stroficzka

    1

  • Members
  • Pip
  • 8 postów

Napisano 14 marzec 2008 - 20:41

mozesz wrzucic prace na forum jesli chcesz, na pewno komus sie przyda

#13 lena92_92

lena92_92

    1

  • Members
  • Pip
  • 1 postów

Napisano 20 październik 2008 - 15:00

czy portret psychologiczny ma jakąś okreslon budowe??




Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych


Pozycjonowanie strony: Virtual Development