Skocz do zawartości




Zdjęcie

"Kim Ty jesteś człowieku?"


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
4 odpowiedzi w tym temacie

Katalogi.pl

Katalogi.pl
  • Bywalec

#1 E.T.

E.T.

    1

  • Members
  • Pip
  • 2 postów

Napisano 27 luty 2005 - 11:06

Cześć. Mam napisać wypracowanie na jeden z trzech tematów, ale niestety sam nie bardzo potrafię a w necie nigdzie nie mogę znaleść czegoś na ten temat. Może Wy znacie jakieś stronki gdzie coś znajde . Oto tematy:

1. "Kim ty jesteś człowieku-zbrodniarz czy bohater?" - moje rozważania nad złożonością natury ludzkiej na podstawie wybranych dzieł.

2.Przyjemność jakiej dostarcza czytelnikowi dzieło literackie, składa się z przeżycia nowości i poczucia rozpoznania. O moich spotkaniach z najciekawszymi utworami literackimi.

3."Wolnośc jest jakby posiadanie fletu. Jeśli go weźmie człowiek muzyki nie świadom piersi straci i uszy sfałszuje sąsiadom" refleksje nad słowem "wolność" na podstawie wybranych utworów literackich.

#2 graha

graha

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 692 postów

Napisano 27 luty 2005 - 11:47

prace sa z netu!
Szukając odpowiedzi na pytanie czy człowiek ma naturę zbrodniarza czy raczej bohatera należałoby się odnieść do samych definicji owych pojęć. Zbrodnia jest terminem prawniczym i oznacza umyślne przestępstwo podlegające surowej karze. Nie będą zatem zbrodniami występki takie jak kłamstwo czy kradzież. Przykładem prawdziwej i nie podlegającej wybaczeniu zbrodni jest zabójstwo.
O ile zbrodnię jako pojęcie zdefiniować jest łatwo, to próba odpowiedzi na pytanie czym jest bohaterstwo i jakie cechy powinien posiadać człowiek, który za bohatera się uważa lub jest za niego postrzegany, już nie jest tak prosta i banalna. Wśród tekstów literatury znajdujemy wiele postaci, które zasługują na miano bohaterów, ze względu na czyny jakich dokonali, poświecając swoje życie w walce za ojczyznę, dokonując wielkich odkryć lub też zrzekając sie osobistych dóbr materialnych na rzecz innych.


Swoje rozważania na temat człowieczej natury rozpocznę od epoki romantyzmu w której wielu spośród bohaterów literackich to wielkie indywidua, postacie barwne, oryginalne osobowości, zdolne do wielkich poświęceń, ale i czynów nieprzewidywalnych i nie zawsze takich, które można zaliczyc na poczet bohaterstwa.
Jednym z takich wlaśnie bohaterów jest Konrad Wallenrod - działa stosując taktykę podstępu. Zabija swojego rycerza będąc jego giermkiem i rozpoczyna życie w zakłamaniu nazywając siebie Wallenrodem. Służąc Zakonowi Krzyżackiemu przez 12 lat zostaje wybrany na mistrza. Przez cały ten czas nienawidzi Niemców i w efekcie prowadzi swoje wojska na wojnę w której giną - doprowadza Zakon do upadku. Można go traktować jako zbrodniarza, bo przyczynił się do śmierci wielu ludzi działając z determinacją. Jeśli jednak zastanowić sie nad pobudkami jakie kierują działaniami Konrada, to jego obraz w oczach czytelnika rysuje się nieco inaczej, bowiem wszystko co robi Konrad, robi bo kocha ojczyznę. Czuje się Litwinem i działa przeciwko wrogowi jego narodu.
Kolejną postacią romantyzmu do której można przyczepić etykietę \\\"zbrodniarz\\\" jest Kordian. Postać ta, jak na romantycznego bohatera przystało jest bardzo dynamiczna - w pewnym momencie jego życia ogarnia go chęć realizacji królobójczych planów. Dązy do tego celu konsekwentnie, lecz mimo słabości charakteru, zabójstwo cara obejmującego tron polski nie udaje się. Podobnie jak w przypadku Konrada Wallenroda, można zauważyć motyw zbrodni polegającej na odbieraniu życia, jednak zarówno Kordian jak i Konrad działali z pobudek patriotycznych i za cel stawiali sobie dobro ojczyzny. Kim zatem są - zbrodniarzami czy bohaterami narodowymi?

Spróbujmy poszukać obiektów do rozważań w następującej epoce wzgledem romantywmu. Już sama jej nazwa sugeruje, że powinniśmy znaleźć tutaj bohaterów którzy są postrzegani jako pozytywni, dokonujący wielkich czynów lub rozumiejących problemy ówczesnych realiów życia. Dobrym przykładem reprezentanta ówczesnej epoki jest Stanisław Wokulski, główny bohater \\\"Lalki\\\". Postać bardzo złożona, o bogatej osobowości i silnym charakterze - uczestnik powstania styczniowego, a więc bohater narodowy. Z jego postępowania można wnioskować, że nie jest obojętny mu los prostych ludzi, czego dowodem jest zaopiekowanie się młodą Marią o zepsutej moralności. Wokulski jest człowiekiem bogatym, pieniądze jednak traktuje jako środek, nie cel - wspomaga rodzinę Łęckich, w czasach problemów natury finansowej, daje pracę Żydom, akceptuje ich, nie odrzuca ze społeczeństwa polskiego. Wymieniając cechy pozytywne i epitety można stworzyć długą liste, której pokaźność robi wrażenie i sprawia, że musimy myśleć o Wokulskim jako bohaterze, w pełnym tego słowa znaczeniu. Byloby jednak błędem idealizowanie jego osoby, Wokulski bowiem dorobił się fortuny, jednak sposób jakim tego dokonał charakteryzuje się niskim stopniem humanitaryzmu - w czasach wojny rosyjsko-tureckiej dostarczał broń dla wojska. W tym aspekcie można uważać go za zbrodniarza, ponieważ nie dokonując mordu bezpośrednio, swoimi działaniami przyczynia się do zagłady wielu ludzkich istnień odnosząc korzyści finansowe.

Zastanawiając się nad naturą człowieka, poszukując wzorów i postaw ludzi jako bohaterów lub zbrodniarzy skieruję swoje myśli ku najdawniejszej epoce, aby tam odnaleźć klasyczne wzorce, których pierwiastek jest dostrzegalny po dzisiejszy dzień w postawach wielu ludzi.
Spośród wielu barwnych i różnorodnych postaci epoki antyku na szczególną uwagę zasługuje heros zwany imieniem Herakles. Nie jest on co prawda człowiekiem stuprocentowym, ojcem jego jest bowiem sam wladca Olimpu - Zeus, myślę jednak, że natura ludzka jest w nim doskonale widoczna i przeważa nad naturą boską, co możemy zauważyć zachwycajacąc się klasycznym pięknem i kunsztem literackim \\\"Mitu o Heraklesie\\\". Z owej baśniowej opowieści dowiadujemy się o 12 pracach Herkluesa. Dokonuje on czynów wymagających nadludzkiej odwagi i siły, sprytu i mądrości, nieugietości charakteru i zdeterminowania - czyny te, choć chwalebne i bohaterskie, są jednak za zbrobnię popełnioną w młodości na własnej rodzinie. Heraklet w przypływie wściekłości zabił swoją żonę i dzieci, za co musiał ponieśc karę. Stapiają się w nim cechy bohatera wielkiego formatu, skłonnego do chwalebnych czynów, jednak splamionego skazą okrutnej zbrodni - zabójstwa najbliższej rodziny, osób które z racji bliskości jaka łączyła ich z Heraklesem powinny czuć sie przy nim pewnie i bezpiecznie.
Następny bohater, który może poslużyć za wzór bohatera pochodzi już z następnej epoki i jest rycerzem. Tytułowy bohater \\\"Pieśni o Rolandzie\\\" jest człowiekiem prawym, odważnym, skłonnym do poświęceń za ojczyznę. Jego posluszeństwo swojemu władcy nie ma granic. W walce wykazuje się rozwagą i roztropnością. Bohater walczy za ojczyznę, jednak walcząc - zabija. Choć robi to w dobrej wierze, popełnia jednak zbrodnię odbierania komuś życia.

Wracając do pytania zawartego w temacie, można stwierdzić, ze odpowiedz na nie nie jest prosta i jednoznaczna. Żaden z bohaterów, nie jest tak do końca bohaterem, ani do końca zbrodniarzem. Nie można człowieka postrzegać jako całkowicie pozytywną istotę, lub też odwrotnie - całkowicie negatywną. Natura ludzka jest tak skomplikowana, że nie sposób analizować jej poszczególne elementy oddzielnie. Dopiero całościowe spojrzenie na obraz człowieka daje o nim pojęcie - każdy ma w sobie coś z bohatera i coś ze zbrodniarza.




--------------------------------------------------------------------------------

--------------------------------------------------------------------------------


#3 graha

graha

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 692 postów

Napisano 27 luty 2005 - 11:49

Kto ty jesteś człowieku? Zbrodniarz czy bohater?" – Portret psychologiczny Rasklonikowa.


Każdy człowiek jest oceniany przez innych ludzi poprzez pryzmat czynów, których się dopuścił. Jednakże prawdą jest też, że jak wielu mamy „obserwatorów” danej postaci tak wiele może być o niej sądów. Każdy z nas na swój własny sposób odbiera kogoś innego i według własnego indywidualnego systemu wartości ustosunkowuje się do osoby z najbliższego otoczenia czy też do danego bohatera literackiego. Nieraz nasze opinia o jakiejś postaci nie jest obiektywna, ponieważ gdy nabierzemy do kogoś chociaż odrobinę sympatii to czasami staramy się usprawiedliwiać a nawet „przymykać oczy” na niektóre niezbyt chwalebne czyny tej osoby.

W powieści psychologicznej Fiodora Dostojewskiego poznajemy postać – Rodiona Raskolnikowa, który z całą pewnością dopuścił się niecnego czynu. Oczywiście większość ludzi bez chwili namysłu uznałaby go za zbrodniarza, lecz są i tacy, którzy z różnych przyczyn – chociażby z litości nad jego ciężkim życiem, czy też może sympatii do niego, zaczęliby usprawiedliwiać jego występek a może nawet uznaliby go za bohatera.

Rodion Raskolnikow był dwudziestotrzyletnim byłym studentem prawa. Niestety z powodu trudnej sytuacji finansowej musiał zrezygnować z nauki. Był on bardzo biedny. Mieszkał w jednym z najnędzniejszych zaułków Petersburga, a zobaczywszy jego pokój aż trudno było uwierzyć, iż znajdzie się ktoś, kto wynajmie taki „lokal”. „Był tak nędznie ubrany, że ktoś inny na jego miejscu, nawet przyzwyczajony do tego, krępowałby się w biały dzień wychodzić na ulicę w takich łachmanach.”
Doprowadzony do skrajnej biedy zaczął się zastanawiać nad poszukiwaniem wyjścia z tak trudnej sytuacji. W zamordowaniu lichwiarki Alony Iwanowej i zrabowaniu jej pieniędzy upatrywał jedynego sposobu na rozwiązanie swoich problemów. Ponad trzy miesiące planował zbrodnię. Z zimną krwią analizował każdy szczegół. Był niezmiernie dokładny, krok po kroku zastanawiał się nad każdym detalem. Każdy element był niezmiernie istotny. Nawet to, skąd zdobędzie siekierę i gdzie ją ukryje przed jak i po zbrodni przemyślał wiele razy. Chciał aby cały jego plan został idealnie wykonany, by wszystko było wypełnione perfekcyjnie, tak jak to sobie zaplanował. Nie brał pod uwagę, że coś mogłoby się nie powieść. Nie dopuszczał do siebie myśli o niepowodzeniu. Był przekonany o sile swojego charakteru i nawet nie przyszło mu na myśl, że najzwyczajniej w świecie nie będzie w stanie wziąć na siebie „ciężaru” zbrodni, że nie podoła zadaniu.
Jego plan nabrał bardziej realnych kształtów po tym jak pewnego dnia będąc w „restauracji” usłyszał rozmowę dwojga młodych ludzi. Przysłuchiwał się ich rozważaniom o zamordowaniu tej samej osoby, o której i on rozmyślał. „Dlaczego właśnie teraz wysłuchał takiej rozmowy i takiego właśnie rozumowania, kiedy w jego własnej głowie powstały takie same myśli? (...) Owa nic nie znacząca rozmowa w szynku wywarła nadzwyczajny wpływ na niego samego i na dalszy rozwój wypadków, jak gdyby istotnie działało tu jakieś fatum...”
Takim właśnie sposobem uaktywniła się „w” Raskolnikowie jakaś siła wewnętrzna i sprawiła, że nie stał on już o krok od zbrodni, lecz był w stu procentach pewien, że to zrobi.
Swój czyn tłumaczył tym, że jemu pieniądze lichwiarki są bardziej potrzebne niż jej samej. Łudził się, że dzięki nim jego życie uległoby diametralnej zmianie. Mógłby ukończyć studia, być może zmienić miejsce zamieszkania, kupić nowe ubranie – już nikt więcej nie żartowałby sobie z jego kapelusza, po prostu żyć godniej. Pomógłby też matce i siostrze, z którymi był bardzo związany emocjonalnie. Były one dla niego wszystkim. Obie bardzo pragnęły by Rodion ukończył prawo, wierzyły, iż dzięki temu zapewniłby im lepszy byt. Raskolnikow nie chciał ich zawieść. Bardzo chciał się im odwdzięczyć za wszystko co dla niego zrobiły.
Pamiętnego dnia wieczorem gdy szedł by wykonać zamierzone zadanie nie zachowywał się już tak jak wtedy gdy planował morderstwo, czy tak jak wtedy gdy usłyszał swoje własne myśli wypowiadane na glos przez kogoś zupełnie innego. Nie było to już tylko i wyłącznie ogromne poruszenie. Rodion był tak jakby w swego rodzaju „transie”. To już właśnie wtedy emocje powoli zaczynały brać górę nad „zimną krwią”. Z czasem odczuwał coraz to większy i większy strach, nawet po tym jak zabił – czyli miał już trudniejszy „element programu” za sobą, sytuacja coraz bardziej wymykała mu się z pod kontroli. Zapomniał nawet zamknąć drzwi do mieszkania i ten ogromny błąd kosztował go popełnieniem morderstwa, kolejnej zbrodni – tym razem w afekcie. Jego drugą ofiarą padła siostra lichwiarki – Lizawieta Iwanowa. Wpadł w popłoch. Nie był już niemal zupełnie świadomy tego co robi. Momentami miał nawet ochotę zostawić „to wszystko” i uciec. „Szczególne uczucie obrzydzenia potęgowało się w nim z minuty na minutę. (...)Powoli zaczęło opanowywać go jakieś dziwne roztargnienie czy zaduma (...), chwilami tracił świadomość.”
Raskolnikow nie zrealizował swojego planu tak jak miał go zrealizować. Był po prostu zbyt słaby psychicznie. Pod wpływem ogromnego stresu zaczął popełniać błędy. Zdenerwowanie i przerażenie spowodowały, iż nie wypełnił należycie „swojego zadania”. Można nawet powiedzieć, że miesiące przygotowań do zbrodni poszły na marne. Rodion okazał się zwykłym śmiertelnikiem, a nie nadczłowiekiem za, którego się uważał. Jeszcze przed popełnieniem zbrodni Raskolikow miał sen – śniło mu się coś co widział jako dziecko, śnili mu się ludzie, którzy zabijali słabą kobyłę tylko dlatego, że nie mogła ona podołać temu, czego od niej wymagali. Sen ten symbolizował śmierć niewinnej osoby, kogoś kto nie może się bronić.

Z powodu popełnionych błędów został niemalże złapany jeszcze przed dokończeniem „realizacji” swojego planu. Tylko i wyłącznie cudem wydostał się niezauważony z mieszkania, w którym dopuścił się dwóch zbrodni.
Z całą pewnością zbrodnia „przerosła” go. Nie podołał jej. Jeszcze tego samego wieczoru zapadł w chorobę, chorobę o podłożu psychicznym. „W pierwszej chwili przekonany był, że dostaje obłędu. Przeszedł go zimny dreszcz, ale dreszcz ten spowodowany był również gorączką, która zaczęła go trawić jeszcze we śnie (...) Nie była to zupełna utrata przytomności, był to stan gorączkowy, z maligną i częściową utratą przytomności.”

Zbrodnia a raczej jej skutki, które odbiły się na jego zdrowiu psychicznym, zrujnowały mu życie. Nieustanny strach przed tym, że wyjdzie na jaw kto jest mordercą nie dawał mu chwili wytchnienia. Ciągłe rozmyślania o tym na jakim etapie jest śledztwo niezmiernie rzadko go opuszczały. Raskolnikow był święcie przekonany, że niemal wszyscy otaczający go ludzie wiedzą o jego winie. Obsesja, iż każda rozmawiająca z nim osoba dawno odkryła kto jest prawdziwym mordercą i, że dokładnie analizuje wypowiadane przez niego słowa, sprawiała, iż sam powoli „się zdradzał”.
W pewnym momencie czytelnik dochodzi do wniosku, że cała zbrodnia, której dopuścił się główny bohater nie miała sensu. W dużym stopniu dokładne wypełnienie planu oraz trzymanie się szczegółów decydowały o powodzeniu całości. Poza tym głównym celem morderstwa było zdobycie pieniędzy i zainwestowanie ich w określony sposób. Co najważniejsze mowa była tylko i wyłącznie o jednej zbrodni. Cóż z tego, iż Raskolnikow wykazał się niezwykłą inteligencją planując „rozwiązanie swoich problemów” i wymyślając alibi skoro nie dość, że wpadł w popłoch i nie był w stanie logicznie myśleć i realizować „zadania” to w dodatku dopuścił się drugiego nie planowanego morderstwa. Zrabowanych pieniędzy również nie wykorzystał w taki sposób, jaki miał to zrobić. Wyrzuty sumienia, bujna wyobraźnia i obsesje spowodowały, że z wielkim przerażeniem ukrył je pod kamieniem leżącym na skwerku przed budynkiem mieszkalnym.

Teoria, której się trzymał próbując znaleźć usprawiedliwienie przed samym sobą dla swego nikczemnego występku głosiła, że ludzie na całym świecie dzielą się na dwie grupy - warstwę niższą: nikomu nie potrzebne, głupie i nic nie rozumiejące wszy (np. lichwiarka), które dla dobra świata trzeba usuwać oraz grupę tę do, której przynależnym czuł się Raskolnikow, czyli warstwę wyższą: nadludzi, mających prawo do zabijania wesz. Widać, że miała na niego wpływ filozofia Nietzsche’go.
Niestety nic nie było wstanie zagłuszyć jego sumienia, żadna teoria, żadne usprawiedliwienie. Nawet Sonia przed, którą sam przyznał się do tego co zrobił nie potrafiła mu pomóc. Nie poskutkowało także czytanie Biblii.
Tylko i wyłącznie odbycie kary mogło w pewnym sensie oczyścić go z winy. Rodion sam przyznał się i oddał w ręce sprawiedliwości. Przed sądem nie tłumaczył się, nie prosił o złagodzenie wyroku. Wierzył, że płacąc „wysoką cenę” za to czego się dopuścił pozbędzie się, nie pozwalających mu normalnie żyć, wyrzutów sumienia.

Bez wątpienia Rodiona Raskolnikowa powinniśmy nazwać zbrodniarzem a nie bohaterem. Nikt nie ma prawa odbierać życia drugiemu człowiekowi, a każdy kto to zrobi na pewno zapłaci za to, chociażby wyrzutami sumienia. W przypadku głównego bohatera powieści pt. „Zbrodnia i kara” tylko odbycie kary dawało mu szansę na powrót do życia, czy też stanu psychiki z przed popełnienia morderstwa.


#4 graha

graha

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 692 postów

Napisano 27 luty 2005 - 11:52

Kto ty jesteś człowieku - zbrodniarz czy bohater". Rozważania o złożoności natury ludzkiej na podstawie literatury i własnych przemyśleń.
Wszystkim młodym ludziom wydaje się, że są już bardzo doświadczeni życiowo, że nie należy ich nigdy pouczać, "gdyż sami wiedzą, jak mają postępować i czym kierować się przy podejmowaniu różnorodnych decyzji". Również i ja byłam przekonana, że zdobyłam już na ten temat dużo wiadomości. Ileż to razy powtarzaliśmy znane słowa Terencjusza: "Nic co ludzkie nie jest mi obce" i faktycznie tak myśleliśmy. Wydawało się, że świetnie znamy ludzką psychikę i że nic nie jest w stanie nas zaskoczyć. Istota powyższego tematu skłoniła mnie jednak do wyciągnięcia odwrotnych wniosków. Nasza wiedza o ciągle zaskakującej, nieznanej i bardzo złożonej naturze ludzkiej jest na pewno zbyt mała.
Ludzie spokojnie żyjący w "normalnym" świecie mają właściwie wszystkie odruchy i reakcje świetnie wyćwiczone. Człowiek jest wspaniałym aktorem, ciągle grającym (pod kierunkiem reżysera, którym są prawa, obyczaje, zasady) w wielkim teatrze-świecie. Literatura ukazuje nam mnogość postaci, które możemy różnorodnie poklasyfikować: od zbrodniarzy, niewiernych małżonków, "karierowiczów", po idealistów i bohaterów, wiernych kodeksowi. Wybór jest naprawdę ogromny. Każdy czyn i postawę można omawiać z punktu widzenia etyki, można dowiedzieć się i zobaczyć, jak bardzo złożona jest natura ludzka. W nawiązaniu jednak do pytania Miłosza: "Kto ty jesteś człowieku - zbrodniarz czy bohater", chciałabym się zająć głównie działaniami bardziej spektakularnymi i dyskusyjnymi.
Po dokładnej analizie postaci heroicznych bohaterów doszłam do wniosku, że przy każdej można powiedzieć " ale..". Jacy są zatem ludzie określani tym mianem? Co wystarczy, by zostać okrzykniętym bohaterem? Z mojego punktu widzenia są to na pewno osoby realizujące moralny postulat "wierności sobie". Przykładem jest chociażby Antygona - wzór kochającej siostry i córki, kobieta wierna swoim zasadom, zdolna dla idei prawa boskiego poświęcić i miłość, i życie. Jednak akt niesubordynacji wobec rozkazu króla, któremu powinna być wierna, też można uznać za niemoralny.
Kolejnym przykładem może być ideał rycerza średniowiecznego - Roland. Był postacią etyczną i bohaterską, bowiem musiał być wierny kodeksowi rycerskiemu. Kodeks zaś głosił honor, wierność słowu, królowi, dumę, przyjaźń, pobożność i odwagę. Niczego chyba więcej nie trzeba, aby zdefiniować wybór cnót. Ale czy honor i duma nie przeradzały się czasem w pychę i nie wiodły do zguby rzesze ludzi? Choćby upór Rolanda, który w imię swojego honoru nie chciał zadąć w róg i zawołać pomocy, czym spowodował śmierć przyjaciół i klęskę Francuzów.
Wspominając heroiczną postać Lebbrosa - trędowatego z opowiadania Herlinga-Grudzińskiego pt. "Wieża", należy wspomnieć o kontraście opisanych tam postaw ludzkich. Lebbroso, dotknięty straszną chorobą, skazany na izolację, samotność, cierpi tym bardziej, że przeżywa śmierć swojej trędowatej siostry. Przeżywa chwile zwątpienia, myśli nawet o samobójstwie, lecz znajduje pocieszenie i wsparcie duchowe w religii. Jego postawa jest heroiczna - wybacza ludziom nietolerancję, znosi z pokorą swoją chorobę, a nawet dba o innych, o to, by przypadkowo nie zarazić innego człowieka. Jego właśnie wysoce moralna postawa uderza w kontraście z postawą ludzi ze wsi - ich strach rodzi nienawiść i okrucieństwo, potrafią nawet ukamienować psa, który wymkną się z zamku trędowatych.
Przychodzi mi również na myśl Maksymilian Kolbe - postać prawdziwa, a tym samym bohater literatury faktu, utrwalającej grozę czasów wojny. Bohaterstwo, szlachetność, etyka zostały w tej biografii wyrażone w najwyższym wymiarze - poprzez poświęcenie swojego życia za życie drugiego człowieka. Z całego okrutnego zawirowania historii pozostają nagle przed oczyma trzy postacie: Niemiec, obojętny w swojej roli kata (wystarczy, aby zgadzała mu się liczba zabitych), więzień - zwykły człowiek, jeden z tysięcy wyznaczonych na śmierć i Maksymilian Kolbe, który zgłasza się za niego. Ale w spektaklu decyzji tych trzech osób rozegrał się akt okazania postawy etycznej w najczystszej i najtrudniejszej postaci - oddania życia za drugiego człowieka. Literatura już dawno usankcjonowała dar własnego życia jako najwyższy. W kategoriach moralnych ewentualnego rozliczenia przed "Nieznanym Trybunałem".
Znajomość historii każe w tym miejscu przywołać inne podobnie heroiczne postaci, np. Janusza Korczaka, którego decyzja była podobna do czynu ojca Kolbego. Osoby te udowadniają, że ludzkość potrafi wznieść się na wyżyny heroicznego humanizmu, ale czy nie są to bardziej postawy "świętych" niż zwykłych ludzi? Czy nie bardziej reprezentatywna dla ogółu ludzkości jest postawa strachu o własne życie i lęku przed śmiercią? A zatem - jak natura ludzka każdego z nas zachowałaby się w przypadku przyjęcia takiego daru, jak ludzkie życie?
Odmienną grupę bohaterów stanowią zbrodniarze. To na ich przykładzie widać chyba najlepiej, jak odmienne postawy mogą zawierać się w jednym człowieku. I tak chociażby Makbet z tragedii Szekspira, który ma na swoim sumieniu zabójstwo króla Dunkana. Uległ on pokusie zdobycia władzy, uległ namowom żony. Potem musiał dokonywać następnych mordów, aby zatuszować ten pierwszy. Oboje, Makbet i jego żona są zbrodniarzami, oboje też przechodzą swoistą przemianę pod wpływem swojego czynu. Makbet - z początkowo wahającego się, targanego skrupułami człowieka - przekształca się w osobnika całkowicie oddanego złu. Będzie popełniał zbrodnie i dążył do swoich celów. Lady Makbet - początkowo twarda, zdecydowana - nie wytrzyma presji swoich czynów, popadnie w obłęd i odbierze sobie życie. Szekspir zapytał o odpowiedzialność za zbrodnię, o punkt, w którym rodzi się postanowienie dokonania mordu. Czy jest to kwestia ceny, czy natury ludzkiej - "podatnego gruntu" w psychice danego człowieka.
Raskolnikow ze "Zbrodni i kary" staje również w szeregu bohaterów-zbrodniarzy. Wiemy, że zabił bez skrupułów. Nawet nie żałował swego czynu - ludzie pokroju lichwiarki wydawali mu się plewami. Dostojewski jednakże daje szansę zbrodniarzom, w myśl jego filozofii upadek człowieka musi nastąpić, by mogło nadejść wskrzeszenie, odkupienie. Nie zgadzam się z tym, że zbrodnia w takich przypadkach może być stopniem na drodze ku człowieczeństwu. Jak wcześniej już wspomniałam, człowiek jest doskonałym aktorem w teatrze życia. Inaczej zaś wygląda sprawa aktorów, gdy teatr płonie. Gdy nagle grunt usuwa się spod nóg, gdy jakieś wydarzenie rujnuje i przeinacza wszystkie dotychczasowe wartości. Co wtedy dzieje się z dumą i mądrością? Człowiek faktycznie zagrożony natychmiast pozbywa się wszystkich masek, rola nagle się kończy, urywa się scenariusz. Reżyserię przejmuje natura! Człowiek wyrwany spod panowania zasad, prawd, obyczajów, zachowuje się jak zwierzę.
Czyżby to był kolejny dowód potwierdzający teorię Darwina? A może antrolopologowie powinni zbadać drzemiące gdzieś głęboko w duszy ludzkiej instynkty, ujawniające się tylko w momencie zagrożenia.
Niewątpliwie największym zagrożeniem świata i całych cywilizacji jest wojna. Opowiadania Borowskiego ukazują nam, jak w sytuacji zagrożenia panuje prawo dżungli: silniejszy wygrywa, słaby musi ulec. Nikt tu nie wierzy w moralność, bowiem w rzeczywistości ona nie istnieje, zbyt szybko można ją zatracić. Ludzie żyjący w obozie byli przecież zwykłymi, uczciwymi, przestrzegającymi zasad religii i moralności obywatelami. Co się więc z nimi stało? Dlaczego zatracili swoje człowieczeństwo, czy uważają się za ludzi niemoralnych? Nie! Moralność i bohaterstwo są kwestią odniesienia. Czy może więc istnieć pojęcie dobra?
Chyba tak naprawdę nic w świecie nie jest dobrem czy złem. Wszystko zależy od punktu widzenia i od tego, kto i jakie stosuje kryteria wartości. Opowiadania Borowskiego ukazują, że w porażonej złem zbiorowości ludzkiej nie ma ani bohaterstwa, ani solidarności - każdy myśli tylko o sobie. Widzimy, że pod wpływem warunków każdy może ulec zwyrodnieniu. Jak bardzo poniżające i upadlające musiały być warunki, by doprowadzić do zabicia wszelkich reakcji ludzkich, jak na przykład, oczywista zdawałoby się dla czytelnika, radość z odzyskania wolności.
Przy lekturze "Medalionów" Zofii Nałkowskiej często zadajemy sobie pytania: czy to możliwe, aby człowiek tak się zachowywał? Czy to możliwe aż do takiego stopnia wyzbyć się człowieczeństwa? Przecież żadne, nawet najbardziej okrutne zwierzę nie zabija dla przyjemności. Jak to nazwać, jak wytłumaczyć fakt, że człowiek przestał w swych niecnych czynach dostrzegać zło? A może to właśnie, co nas tak dzisiaj szokuje, jest naszą naturą ludzką i to właśnie nie powinno być nam obce? Nie, na takie stwierdzenie nie możemy sobie pozwolić! Człowiek bowiem ma tę wyższość nad innymi istotami, że umie i ma obowiązek myśleć.
Wiele narodów cierpiało z powodu okaupacji niemieckiej podczas II wojny światowej. Tymczasem okazuje się jednak, że ci, którzy zgotowali innym ten los, sami padli ofiarami własnej ideologii. Na ich psychice odcisnęła ona swoje znamię. Jednak co spowodowało, że Niemcy, naród o tak wysokiej kulturze, potomkowie Schillera i Goethego przyczynili się do upadku wiary w człowieczeństwo? Jak można było dopuścić do tego, by geniusz ludzki odwrócił się przeciwko światu? Dlaczego ogłupiający system zdolny jest do złamania wszystkich zasad moralności człowieka? Próbę odpowiedzi na te pytania znajdujemy w książce Kazimierza Moczarskiego pt. "Rozmowy z katem". Stroop, niemiecki esesman, z którym autor siedział w jednej celi, jest przykładem tego, że działając celowo i metodycznie, każdego przeciętnego człowieka można wychować na faszystę i zbrodniarza. Człowiek zagrożony zachowuje się jakby był w letargu. Robi coś, czego zgodnie z samym sobą, w innych warunkach nigdy nie uczyniłby.
O Adolfie Hitlerze i stworzonej przez niego Trzeciej Rzeszy napisano już tysiące książek, niemal we wszystkich językach świata. Czym Hitler zasłużył sobie na to wyjątkowe zainteresowanie? Ankieta dotycząca największego złoczyńcy XX w., przeprowadzona wśród czytelników tygodnika "Polityka", w której bezapelacyjnie zwyciężył właśnie Hitler, potwierdza tezę, że był on jednostką, która w istotny sposób wpłynęła na losy świata. Badacze czynią nieustające wysiłki, mające na celu zrozumienie fenomenu Hitlera i hitleryzmu - to, że był on zbrodniarzem, odpowiedzialnym za ludobójstwo na niespotykaną wcześniej skalę, nie wyjaśnia praktycznie niczego. Może kluczem jest pozornie prosta, faktycznie zaś "nieprzeciętna", złożona natura Hitlera. Guido Knop podzielił bardzo trafnie swoją książkę "Hitler - dziedzictwo zła" na pięć części, których tytuły w praktyce mówią same za siebie: "Uwodziciel tłumów", "Osoba prywatna", "Dyktator", "Zdobywca", "Zbrodniarz". Typy zachowań ludzkich są naprawdę niezbadane.
Dziś, w ciągu tego jednego dnia, ponad 24 tysiące ludzi na całym świecie podejmuje próbę samobójstwa, 14 tysięcy takich prób kończy się śmiercią. Dlaczego tyle ludzi nie potrafi docenić wspaniałego daru natury, jakim jest życie? Jak bardzo zagrożony i w jakiej beznadziejnej sytuacji musiał znaleźć się człowiek, który gotowy jest sięgnąć po sznur, wyskoczyć przez okno, odkręcić gaz, otruć się tabletkami - odrzucić z własnej woli życie? Ludzie zwykle boją się śmierci, przejmuje ich ona grozą, jednak w ekstremalnych warunkach widzą w niej jedyne wyjście z sytuacji.
Któż z nas, po przeczytaniu "Innego świata" Grudzińskiego, nie pamięta, jak więźniowie, chcąc choć przez chwilę odpocząć w szpitalu, znęcają się nad własnym ciałem. Czy w normalnych warunkach człowiek zdolny byłby do zadania sobie tak ogromnego bólu, jaki wywołuje opalanie ręki w ognisku, jak to uczynił Kostylew?
W psychice zagrożonego człowieka wyodrębnia się tylko jeden cel: w jakikolwiek sposób wyrwać się spod bata oprawców "zważając na to, że każde cierpienie fizyczne będzie mniejsze niż to zadawane naszej psychice przez oprawców". Niewątpliwie okres zagrożenia nie minął, do dziś psychika ludzi poważnie chorych ciągle nas zaskakuje, jak choćby w przypadku ostatnich wydarzeń, które miały miejsce w dniu urodzin Hitlera w Stanach Zjednoczonych, kiedy zginęło kilka osób, a sami sprawcy popełnili samobójstwo.
Wniosek z historii i karmiącej się nią literatury jest taki, że natura ludzka jest niezbadana. Człowiek jest w gruncie rzeczy istotą nieznaną. W ekstremalnych warunkach zaskakuje samego siebie. Zatem natura ludzka złożona jest chyba zarówno ze zbrodniczych, jak i bohaterskich elementów.


#5 E.T.

E.T.

    1

  • Members
  • Pip
  • 2 postów

Napisano 23 marzec 2005 - 12:04

wielkie dzięki wszystkim!!!!!!!



Similar Topics Collapse

  Temat Forum Autor Podsumowanie Ostatni post


Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych


Inne serwisy: IFD