Skocz do zawartości




Zdjęcie

SPOTKANIE WEDROWCOW


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
61 odpowiedzi w tym temacie

#1 Alec

Alec

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 358 postów

Napisano 23 kwiecień 2006 - 19:45

SPOTKANIE WEDROWCOW
Na koniec lipca organizowane jest w Polsce kolejne Spotkanie Wedrowcow.
Organizatorzy zapraszaja osoby, ktore czuja sie Wedrowcami w tych slowach:

"Zaproszenie Wedrowcow na Spotkanie (z 20.04.2006 r.)

Zapraszamy osoby, ktore czuja sie Wedrowcami

(czy jestes Wedrowcem:

http://www.swietlniwedrowcy.pl/test%20na%20Wedrowca/Test%20na%20Wedrowca%20index.html
oraz tu: http://www.kabatnet....leksyz/test.htm )

i juz zadeklarowaly sie wyraznie w orientacji STO (sluzbie innym)
na SPOTKANIE WEDROWCOW 2006.

Odbedzie sie ono (jesli zglosza sie chetni) w OSTATNI WEEKEND LIPCA
(28-29-30.07.2006 r.) w miejscowosci Brzozki (nad Zalewem Biskupice-Brzozki -
mapka dojazdu do przeslania na zyczenie zainteresowanym) nieopodal Byczyny w woj. opolskim.
Wlasnie tam w 2004 r. odbylo sie drugie spotkanie polskich Wedrowcow.

Naszym pragnieniem jest spotkac sie z osobami pracujacymi na forach
internetowych: Swietlni Wedrowcy, LightWorkers Pl, IV Wymiar i innych
oraz osobami "niezrzeszonymi", aby lepiej poznac sie wzajemnie i - byc moze - wspolnie stworzyc nowe zasady komunikacji i wspolpracy, jesli uznamy, ze czas sie jednoczyc. Mamy tu na mysli nie rezygnacje, czy przebudowe "starych" forow czy form, ale raczej stworzenie nowej plaszczyzny wzajemnego kontaktu i wymiany informacji, a byc moze wspolnych
dzialan.

Pierwsze spotkanie odbylo sie w 2003 r. pod Toruniem (bylo kilkanastu
uczestnikow), w nastepnych latach odbyly sie krotkie i kameralne spotkania,
teraz liczymy na wieksza ilosc obecnych Wedrowcow.

Jesli chodzi o dokladny plan spotkania - to jest do ustalenia przez
osoby uczestniczace w nawiazaniu do naszych (uczestnikow) potrzeb i mozliwosci.

Warunki w miejscu spotkania (na dzialce) sa takie:
jest domek z gazem do gotowania, miejsce obok, ktore moze
posluzyc za pole namiotowe, woda pitna ze studni, prad z generatora (do lata moze byc juz sieciowy), da sie spokojnie przezyc dwa noclegi.

Gospodarze zapewniaja bezplatny pobyt (ale nie wyzywienie),
moga zaoferowac pare miejsc noclegowych w domku oraz 3 w udostepnionym
namiocie, wszystko pozostale (namioty itp.) juz we wlasnym zakresie...
Istnieje mozliwosc dowiezienia samochodem osob z Byczyny na miejsce spotkania (dzialke nad jeziorem), a potem odwiezienia.

Zapraszamy i prosimy zainteresowanych o kontakt na forum z podaniem swojego wyniku w testach.

Pozdrawiamy
Ania W. i Pawel Z."
W razie czego mozna tez pisac na priva pod: aleksyz@poczta.onet.pl


#2 Kaczmii

Kaczmii

    1

  • Members
  • Pip
  • 4 postów

Napisano 23 kwiecień 2006 - 20:01

37 punktów :) Chyba jednak zostane w domu :P

#3 Virescens

Virescens

    1

  • Members
  • Pip
  • 1 postów

Napisano 23 kwiecień 2006 - 20:10

Znakomity pomysł. Temat wart podwieszenia ale chyba w dziale
"Nasze przeżycia/historie" gdzie jest temat specjalnie dla Nas:
http://www.niewyjasnione.pl/temat1374/

Mówię "Nas" bo ten testy były układane chyba specjalnie dla mnie



#4 Alec

Alec

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 358 postów

Napisano 23 kwiecień 2006 - 20:28

Napisz, ile masz punktow, ja mam z 89/90.
Jesli znajdziesz czas, to warto sie spotkac.
No i jest jeszcze sprawa czucia sie nie tylko Wedrowcem, ale w opcji STO.
Pozdrowienia

#5 Alec

Alec

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 358 postów

Napisano 23 kwiecień 2006 - 20:31

Co do "podwieszenia", jednak tematy sa inne, tutaj jest mowa o spotkaniu, tam chyba b-j o rozpoznaniu?
Skrobne jednak tam o nowym topiku.

#6 Voo de Mar

Voo de Mar

    1

  • Members
  • Pip
  • 1 postów

Napisano 23 kwiecień 2006 - 21:05

Spotnkanie wędrowców zagadką ludzkości ()... no cóż

#7 Virescens

Virescens

    1

  • Members
  • Pip
  • 1 postów

Napisano 23 kwiecień 2006 - 21:13

Te testy nie są miarodajne, opierają sie na subiektywnej ocenie samego siebie a to się z czasem zmienia. Kiedyś miałem coś koło 80 a dziś 94, wszystko zalezy jak rozumieć "raczej tak" i "zdecydowanie tak".

Pozatym jest pewien problem: Wędrowcy maja tendencję do izolowania się od kontaktów towarzyskich. Wielu czuje sie nieswojo i jest po prostu nieśmiałych.

Przenoszę temat bo już widze słowa krytyki



Zmieniony przez - Virescens w dniu 2006-04-23 22:19:08

#8 Voo de Mar

Voo de Mar

    1

  • Members
  • Pip
  • 1 postów

Napisano 23 kwiecień 2006 - 21:20

Mnie wyszło 80, kilka miesięcy później 78...

#9 Alec

Alec

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 358 postów

Napisano 23 kwiecień 2006 - 21:40

Jesli, Virescens, Wedrowiec ma klopot z szanowaniem woli, to warte rozwazenia...
Prosilem, zeby nie podwieszac...

Co do wartosci testow, kazdy - ze sie tak wyraze - moze dazyc do obiektywnizmu, w zalozeniach autora - ale tez kazdy jest subiektywny, sa tylko pewne standaryzacje...




#10 Alec

Alec

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 358 postów

Napisano 23 kwiecień 2006 - 21:45

Voo De Mar

Jasne ze tak - zagadka ludzkosci.
Sa wsrod niej istoty - ludzkie - ktore nie w pelni czuja sie ludzmi
Czy to nie dziwne?
Ponoc w 1981 bylo nas ok. 65 mlnow, teraz pewnie grubo wiecej...

#11 Alec

Alec

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 358 postów

Napisano 25 kwiecień 2006 - 08:02

Jesli chodzi o zapytania dotyczace dojazdu na Spotkanie Wedrowcow, jest jeszcze troche czasu, ale warto zebrac wczesniej wstepne zgloszenia.
Byc moze, jak podczas spotkania pod Toruniem i pozniejszych, uda sie
skorzystac z transportu osob udajacych sie z danych regionow
w okreslonym kierunku, ale trzeba miec te wstepne deklaracje uczestnictwa z podaniem miejscowosci, skad kto jest.
Na razie sa chetni z Polski poludniowej i z polnocno-zachodniej, wiec mozna probowac powoli ustalac, kto kogo i gdzie moze zabrac i podwiezc.

Co do samego miejsca spotkania - mam mapke i moge podeslac zainteresowanym.

Pozdrowienia

#12 Alec

Alec

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 358 postów

Napisano 25 kwiecień 2006 - 08:11

Virescens, a Ty z jakiej miejscowosci jestes?
My jestesmy z Czestochowy.

#13 Virescens

Virescens

    1

  • Members
  • Pip
  • 1 postów

Napisano 25 kwiecień 2006 - 11:44

Warszawa.
To jesteście z tej samej miejscowości co Voo de Mar.

Zmieniony przez - Virescens w dniu 2006-04-25 12:45:37

#14 Alec

Alec

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 358 postów

Napisano 25 kwiecień 2006 - 11:55

Ooo...
Z Warszawy z kolei to nie ma zgloszen, ale spod Warszawy jest prawdopodobnie jeden zainteresowany.
Pozdrawiam


#15 Grundman

Grundman

    1

  • Members
  • Pip
  • 9 postów

Napisano 25 kwiecień 2006 - 18:17

Ja to jestem Wędrowcem na 93 pkt :))
A też już pare razy różnie wychodziło - od 87 do 92

#16 Voo de Mar

Voo de Mar

    1

  • Members
  • Pip
  • 1 postów

Napisano 25 kwiecień 2006 - 18:23

Alec - Wędrowcy Zagadką Ludzkości -> tak
Spotkanie Wędrowców w lipcu 2006 na terenie Polski -> nie
In My Opinion

#17 Alec

Alec

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 358 postów

Napisano 25 kwiecień 2006 - 18:25

Mam tu namiar w Cz-wie na kilku wedrowcow, ale niezbyt chetnie udzielaja sie na forach.

#18 Voo de Mar

Voo de Mar

    1

  • Members
  • Pip
  • 1 postów

Napisano 25 kwiecień 2006 - 18:57

Jak do tej pory z Cz-wy na FZN oprócz mnie ujawniła się tylko jedna osoba

#19 Alec

Alec

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 358 postów

Napisano 25 kwiecień 2006 - 19:19

Znamy sie od wielu lat, podczas wspolnych spotkan i wyjazdow mielismy okazje doswiadczac tego, czego doswiadczaja wedrowcy, byly nawet spotkania z "UFO" na jawie... i to czesc w Cz-wie i okolicy

#20 Tuwix

Tuwix

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 245 postów

Napisano 28 kwiecień 2006 - 16:15

OK, ale jaki tam dojazd PKP i PKS jest ?

#21 Alec

Alec

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 358 postów

Napisano 28 kwiecień 2006 - 19:07

Do Cz-wy to jest przyzwoity, a stad moze bede mogl zabrac kogos bezposrednio.
Jesli chodzi o Byczyne, to mozna do niej podjechac z Kluczborka, do ktorego sa dobre polaczenia i wysiasc (umowic sie) przy zamku, skad gospodarze beda podwozili uczestnikow nad jeziorko.
Takie spotkanie moze byc okazja do nawiazania blizszych kontaktow, rowniez wydawniczych, co Cie moze dodatkowo zainteresowac.


#22 Sessler

Sessler

    1

  • Members
  • PipPip
  • 27 postów

Napisano 17 czerwiec 2006 - 18:51

Ja te sie czuje wedrowcem ale mieszkam w wielkopolsce :( i chyba nieuda mi sie z wami spotkac :(

#23 czebulka

czebulka

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 318 postów

Napisano 17 czerwiec 2006 - 19:28

59 pkt. ale tak serio to mnie to raczej śmieszy, nie biorę tego na serio

#24 Alec

Alec

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 358 postów

Napisano 17 czerwiec 2006 - 20:04

Jesli w Wielkopolsce, Sessler, to moze sie udac, dwie osoby beda jechaly stamtad, w tym jedna z Poznania.

#25 Sessler

Sessler

    1

  • Members
  • PipPip
  • 27 postów

Napisano 17 czerwiec 2006 - 21:18

jak tak to moze pojedziemy w 3 jakby co to jestem z wolsztyna

#26 fjern

fjern

    1

  • Members
  • Pip
  • 2 postów

Napisano 17 czerwiec 2006 - 23:37

nie macie wy co robić doprawdy

#27 gatea

gatea

    1

  • Members
  • PipPip
  • 24 postów

Napisano 18 czerwiec 2006 - 13:51

Cześć!
Jedni chodza do KK, inni mają swoją drogę.
I chcą nia pedałować.

Oto 1. fragment książki o Wędrowcach, który wpadł mi w ręce, będzie na temat:
---------------------------------------------------------------------
Na kartach tej książki poznasz grupę ludzi o najbardziej radykalnych poglądach we współczesnym świecie. Ich życie oparte jest na niezwykłym twierdzeniu, na idei, która jest dosłownie o lata świetlne oddalona od tych powszechnie uznawanych. Ludzie ci wierzą w to, że nie pochodzą z Ziemi. Nie odrzucaj z góry ich twierdzeń. Możesz w ten sposób odrzucić prawdę o sobie... Odwagi!

Dedykuję Tę książkę tym wszystkim Odważnym,
którzy zostawiwszy za sobą szczęśliwość Swego Domu
Zanurzyli się teraz w Gęstwinę Materii,
I wędrując przez Dolinę Cieni Śmierci,
Tańczą swój taniec w Ogrodzie Samsary

I, oczywiście też -

Grupie RA
Zgromadzeniom Saturna i Andromedy,
Niezmierzenie licznej Konfederacji Planet,
wszystkim Im w służbie Bezkresnego Stwórcy.
Bądź gotów odkryć nieziemską prawdę o sobie

OM MANI PADME HUM

Scott Mandelker

NIE Z TEJ ZIEMI

Bądź gotów odkryć nieziemską prawdę o sobie

tłumaczyła Dorota Anforowicz

tytuł oryginału From Elsewhere
Copyright © 1995 by Scott Mandelker

Spis treści
ROZDZIAŁ 1: PRZEDMOWA
Do Uśpionych Wędrowców...7
ROZDZIAŁ 2: PRZEBUDZENIE
Wędrowcy, Ci-Którzy-Weszli, Ziemianie...21
ROZDZIAŁ 3: SUBIEKTYWNE POZNANIE
Dowód tożsamości ET. Kim jestem? Kim jesteśmy?...55
ROZDZIAŁ 4: ZMNIEJSZANIE SIĘ WSZECHŚWIATA
Psychologiczny aspekt bycia ET...81
ROZDZIAŁ 5: MIŁOŚĆ l INTYMNOŚĆ
Co robimy... kiedy nie jesteśmy sami...115
ROZDZIAŁ 6: WPŁYW SPOŁECZEŃSTWA
Ludzka strona inności...151
ROZDZIAŁ 7: CAŁY INNY ŚWIAT OBSERWUJE
Media ukazujące ET...183
ROZDZIAŁ 8: MISJA
Dlaczego tu jesteśmy?...217
ROZDZIAŁ 9: ŚMIERĆ
Spoza Ziemi do wieczności...251
ROZDZIAŁ 10: WIZJA
Świat, który nadejdzie...271
DODATEK 1:
Krótki test dla Uśpionych Wędrowców...295
DODATEK 2:
Moja droga...299
DODATEK 3:
Materiały...331
Lista informatorów...337
Słowniczek...343

Podziękowania
W pierwszej kolejności chciałbym podziękować Rossowi Klavan, który inspirował mnie zarówno w fazie koncepcji tej książki jak i podczas pisania oraz mojej agentce, Stephany Evans, której zaangażowanie spowodowało to, że publikacja tej książki stała się rzeczywistością.
W drugiej kolejności pragnąłbym podziękować moim rodzicom, babci oraz wujowi, których bezwarunkowa miłość pozwoliła mi przebyć trudne fazy mojego rozwoju.
I wreszcie chciałbym wyrazić wdzięczność tym wszystkim buddyjskim, hinduistycznym i taoistycznym nauczycielom, którzy rozświetlali moją Drogę:
Lin Chi I Hsuanowi - Sri Tilopie - Yun-Men
Chan-Shihowi - Sri Nityanandzie - Lao Tse
Chuang Tse - Siddharcie Gautamte, Chakravarcie.

ROZDZIAŁ 1: PRZEDMOWA
Do Uśpionych Wędrowców
Na kartach tej książki poznasz grupę ludzi o najbardziej radykalnych przekonaniach we współczesnej Ameryce.
Ich życie oparte jest, mówiąc krótko, na niezwykłym twierdzeniu, na idei, która jest dosłownie o lata świetlne oddalona od tych powszechnie uznawanych.
Nawet, kiedy te powszechnie uznawane idee stają się bardziej postępowe i poznane, ich własna idea jest nadal czymś w rodzaju działającego w podziemiu ruchu żyjącego wewnątrz lub raczej na obrzeżach kultury New Agę. Ruch ten jest ledwo znany, czasami budzący zainteresowanie i entuzjazm, a będący w rzeczywistości realną i tętniącą życiem subkulturą tych, którzy wierzą w to, że nie pochodzą z Ziemi:
Oni są Spoza Ziemi (ang.: Extraterrestriats - ET)
Możliwe jest, że obecnie na Ziemi żyje około stu milionów ET. Większość z nich to tak zwani Uśpieni Wędrowcy.
Proszę zrozumieć, że nie mam tu na myśli ludzi, którzy twierdza, że byli uprowadzeni przez UFO lub w jakikolwiek inny sposób kontaktowali się z dziwnymi istotami spoza naszej planety. Moja historia to bez-
pośrednie spotkanie z jednostkami, które żyją z przekonaniem, że to oni są tymi przybyszami Spoza Ziemi,
Terminu Wędrowcy używam jako nazwy dla tych ET, którzy od urodzenia byli istotami pozaziemskimi, ale którzy zapomnieli, kim są - ich prawdziwe pochodzenie jest jakby okryte zasłoną. Jeżeli mają szczęście, zaczynają się powoli budzić.
Jeżeli chodzi o liczbę Uśpionych Wędrowców, to doszedłem do niej w następujący sposób: 28 stycznia 1981, na dwunastej sesji przekazu informacji od grupy ET znanej jako RA, stwierdzono, że na Ziemi jest około sześćdziesięciu pięciu milionów Wędrowców. Idąc dalej, można założyć, że liczba ta jest dużo większa dzisiaj, prawie piętnaście lat później, kiedy stale obserwujemy napływ istot przybywających aby pomóc nam w przejściu w Nową Erę. Po obliczeniach dojdziemy do obecnej liczby - populacji około stu milionów - prawdopodobnie jednego z najdziwniejszych sekretów Wszechświata.
Co dziwniejsze, historia ta jest bardzo ludzka.
Może wydawać się dziwne, że w istotach tych można odnaleźć jakiś „ludzki poziom", ale jest niewątpliwie prawdą, że doświadczają takich uczuć, jak radość, smutek, nadzieja i zniechęcenie... tak, jak każda ludzka istota. Przeważająca większość tych ludzi — nie dzieci, ale dorosłych - nie ma pojęcia o swoim pochodzeniu i prawdopodobnie zauważa w sobie tylko niektóre ze skutków bycia „obcym na obcej ziemi". Ci, z którymi rozmawiałem przed napisaniem tej książki i którzy przebyli drogę od niepewności i wyobcowania do świadomości, że są ET, to tylko mała część całej ich populacji.
Większość spośród nieświadomych Wędrowców ET nigdy nie skojarzy swojego głębokiego poczucia, że są inni, z faktem, że są Spoza Ziemi. Dlatego nazywam ich Uśpionymi Wędrowcami... a ta książka w dużym stopniu napisana jest dla nich. Nie „ku ich pamięci", ale "dla ich pamięci" - aby ją poruszyć, obudzić i uwolnić niejasne wspomnienia z pozaziemskiej przeszłości.
Niektórzy z Uśpionych Wędrowców - ci, którzy byli najdłużej uśpieni - są najbardziej sceptyczni i nie wierzą w pozaziemskie byty. Po wiekach rozczarowań, podczas których byli zdani na łaskę materializmu ludzkiego życia, są często zgorzkniali i nie dowierzają utopijnym lub idealistycznym teoriom. Dlatego też idea współczujących istot ET, które mogą przybyć Spoza Ziemi, aby nieść pomoc w czasach kryzysu wydaje im się śmieszna.
Zapytacie więc, jak można rozpoznać takich „ukrytych ET"? W jaki sposób zrozumieć tych, którzy przybierają ludzką postać, aby pomóc naszej planecie, ale zapominają kim są i w jaki sposób tu przybyli?
Podczas wspomnianej sesji w roku 1981, kiedy Don Elkins zapytał RA o problemy, na jakie Wędrowcy głównie natrafiają, RA odpowiedzieli, że:
„generalnie doświadczamy pewnego rodzaju trudności, przeszkód lub silnego poczucia wyobcowania, najczęstszym jednak jest wyobcowanie, reakcja na wibracje Planety w postaci, którą nazwalibyście zaburzeniami osobowości, oraz złożone dolegliwości cielesne wskazujące na trudności w dostosowaniu się do tych wibracji..."
Myślę, że płynące z tego wnioski są niesamowite. Oczywiście nie wynika z tego, że każdy pacjent oddzia-
łów psychiatrycznych, każda osoba z długimi problemami zdrowotnymi, albo każdy cierpiący na katar sienny jest w rzeczywistości ET - ale wierze, że niektórzy z nich są. Wierzę też, że, zamiast uznawania poczucia bycia Spoza Ziemi za oznakę choroby psychicznej, możliwe jest, że w niektórych przypadkach trudności te są spowodowane przez niesamowity wysiłek ET próbującego przystosować się do wibracji i środowiska panującego na Ziemi. Powiem krótko: zdecydowanie wierze, że niektórzy z tak zwanych „pomyleńców" i z chronicznie „chorych psychicznie" są w rzeczywistości Spoza Ziemi i walczą o przetrwanie w świecie, w którym odmawia się im obecności, wyśmiewa się ich i przyczepia etykietkę zwykłych wariatów.
Ilu ludzi doświadcza stale silnego poczucia wyobcowania? Ilu ludzi czuje swoją inność i nie potrafi nigdy tak naprawdę się przystosować? Ilu ludzi przechodzi przez życie z chronicznymi alergiami lub innymi schorzeniami wynikającymi z nieprzystosowania do fizycznych warunków otoczenia? Muszą ich być miliony. Może ze sto milionów...
Zanim dojdziemy do jakichś wniosków chcę wyjaśnić, że nie twierdzę, że każdy jest pochodzenia pozaziemskiego. Twierdzę jednak, że konwencjonalne teorie medyczne z ich założeniem, że wyobcowanie jest czysto psychologicznym problemem lub zaburzeniem osobowości spowodowanym urazami z dzieciństwa, to tylko jednostronne spojrzenie na problem. To ziemski sposób patrzenia. Na zagadnienie to można spojrzeć pod innym kątem i wierzę, że dla niektórych ludzi moje wyjaśnienie będzie pełniejsze i lepsze.
Niektórym natomiast odmieni życie.
Psychologia to, oczywiście, użyteczne narzędzie, które niewątpliwie może bardzo pomóc ludziom w zrozumieniu siebie i nauczyć uwalniać negatywne emocje. Niezmiernie cenię sobie umiejętności porozumiewania się, które nabyłem podczas moich studiów magisterskich w dziedzinie poradnictwa dla ludzi z problemami - to coś, czego nie mogłem się nauczyć u buddyjskich mnichów, u których także spędziłem trochę czasu. Terapia, zarówno dla ludzi, jak i dla ET, może być potencjalnym bodźcem powodującym zmiany i zdrowy rozwój jednostek, małżeństw i rodzin. Ale nowoczesna psychologia nic wyjaśnia wszystkiego.
Problem się zaczyna, kiedy psychologowie lub psychiatrzy zaczynają wierzyć, że ich, bardzo zachodni, model psychiki ludzkiej, jest jedynym prawdziwym modelem. Wierzą oni, że człowiek zaczyna się od głowy, a kończy na palcach u nóg, że Życie i Śmierć to przeciwieństwa, że genetyka i społeczeństwo to dwie największe siły kształtujące osobowość. Niestety ich model pracy umysłu jest tak samo ograniczony, jak ich model wszechświata. Dlatego większość terapeutów klinicznych poświęca tyle czasu próbując zrozumieć w jaki sposób poruszanie się UFO, wygląd ET, porwania dokonywane przez kosmitów, postrzeganie pozazmysłowe (ang.: Extra-Sensory Perception - ESP), telepatię i pozacielesne doświadczenia zaliczyć do „zjawisk psychologicznych".
Wnioski, do których dochodzą próbując wyjaśnić takie paranormalne zjawiska, są często absurdalne. Jedna (...)
-------------------------------------------------------------------
cd. byc może nastapi

Cześć


#28 Alec

Alec

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 358 postów

Napisano 18 czerwiec 2006 - 14:15

Ksiazka S. Mandelkera - Nie z tej Ziemi - jest niezla, bodajze jedna z 2-ch w Polsce traktujacych o Wedrowcach.
Nie spotkalem sie w internecie z jej wersja elektroniczna.
Jakby co, pisze sie na cd.
Pozdrowienia


#29 gatea

gatea

    1

  • Members
  • PipPip
  • 24 postów

Napisano 18 czerwiec 2006 - 20:55

Z tym, co ponizej, to będzie cały pierwszy rozdział
---------------------------------------------------------

z opinii jednego z takich ekspertów zawiera stwierdzenia, że blizny na ciele i wyraźne popromienne nudności u osób twierdzących, że były porwane przez kosmitów, to tylko „przecieki ze zbiorowej podświadomości", że mnóstwo precyzyjnych geometrycznie kręgów na polach (w wielu krajach) powstało tylko dzięki „miejscowym wichurom" albo żartownisiom i że doświadczenia pozacielesne to tak naprawdę tylko halucynacje u ludzi urodzonych ze „skłonnością do fantazji". Literatura tej szkoły myślenia porusza kwestie takie, jak „nienormalny zespól urazowy" lub paraliż senny - obu poświecono ostatnio nieco uwagi w prasie. Będziemy mówić o tych rzeczach w którymś z kolejnych rozdziałów, ale tymczasem lepiej będzie, gdy zapamiętamy, że wymienione definicje psychologiczne, nieważne jak trafne, są tylko jednym ze sposobów widzenia problemu. Nie są jedynym. Odrzucenie i strach przed nieznanym są ogromne u ludzi i często chowają się za maską autorytetu. Któregoś dnia może być bardzo interesujące przeczytać psychologiczne studium tych „psychologizujących", tych badaczy, którzy doszli do takich ładnie prezentujących się. Zachodnich wniosków... Wiele jest rzeczy, które nie pasują do racjonalnego, materialistycznego poglądu na świat, poglądu będącego podstawą naszej Zachodniej cywilizacji, a obecnie także naszej globalnej kultury. Dlaczego więc mamy być zaskoczeni, kiedy nasi eksperci szukają psychologicznego wyjaśnienia dla wszystkiego, co jest tajemnicze lub niezwykle? Nie myślcie, że jednostki ET są zawsze na marginesie społeczeństwa. Pamiętajcie, że podczas kilku przepływów informacji z cywilizacjami pozaziemskimi zidentyfikowano Benjamina Franklina i Thomasa Jeffersona jako Wędrowców, którzy przybyli, aby pokierować nowo narodzonymi Stanami Zjednoczonymi. Wierzę, że - czy rozumieją swoją ukrytą osobowość, czy nie - wielu ET zajmuje wysokie pozycje na całym świecie, że niektórzy z nich szukają drogi do międzynarodowego pokoju, sprawiedliwej gospodarczej równości i ochrony naturalnego środowiska. Wielu związanych jest z medycyną - naturalne pragnienie służenia innym - a także z takimi dziedzinami, jak psychologia, edukacja i sądownictwo. Gdziekolwiek istnieje możliwość polepszenia warunków ludzkiego istnienia, tam znajdziemy ET znanych jako Wędrowcy - z których nieliczni tak naprawdę wykorzystują swoje duchowe uzdolnienia, a jeszcze mniej myśli o tym, że są Spoza Ziemi. Tak więc lubię myśleć o swoich badaniach jako o wyprawie badawczej. Obszar, który będziemy odkrywać to jest żaden ląd ani morze, ani nawet „przestrzeń kosmiczna". Tak naprawdę to jest bardziej podróż przez zupełnie inny sposób istnienia...A najlepszą metodą przeniesienia w ten obszar jest gotowość otwarcia swojego umysłu na nowe idee. Gdy nasze umysły i serca będą otwarte, będziemy mogli dostrzec wiele nowych rzeczy. Problem istnienia ET rzadko jest poddawany prawdziwej analizie lub poważnym badaniom. Rzadko też się mówi o doświadczeniu tożsamości ET i często gubi tą tożsamość w gąszczu dziwnych i fascynujących opowieści. Naukowcy i większość społeczeństwa zbyt mało uwagi poświęcają tym Spoza Ziemi - ich osobistym konfliktom, ich walce i osiągnięciom, ich przejściu od rozterki do pewności siebie. Tym właśnie tu się zajmiemy poprzez analizę poszczególnych przypadków i historii życia tych, którzy są tej innej tożsamości. Przyjrzymy się doświadczeniu bycia ET w Ameryce. Myślę, że świat się zmienia. Niedawno poznałem w Los Angeles producenta filmów video, który wyznał mi, że kilka lat temu doświadczył bardzo wyraźnego spotkania z UFO i jest w stanie uwierzyć, że niektórzy ludzie to ET. Kiedyś nawet miał dziewczynę, która twierdziła, że jest Spoza Ziemi. Jestem na stopie przyjacielskiej z .bardzo zrównoważonym kierowcą limuzyn, który także spotkał UFO w młodości i jest w stanie przyjąć pomysł, że pochodzi z innego świata. Jak wielu tych, z którymi przeprowadziłem rozmowy dla potrzeb tej książki, nie widział nic szczególnie dziwnego w swoim pozaziemskim pochodzeniu. Spotkałem też asystenta sławnego paryskiego projektanta mocy, który po usłyszeniu moich idei popędził (w trakcie swojej służbowej podróży do San Francisco) aby kupić Materiały RA. On także przeżył spotkanie z UFO i czuje się zupełnie inny niż jego ziemscy koledzy ze wspaniałego świata wielkiej mody. Jestem z wykształcenia naukowcem i przeprowadzając moje badania opierałem się na metodach i technikach antropologii kulturowej. Cytując słowa sławnego antropologa, Bronisława Malinowskiego, próbowałem „uchwycić punkt widzenia tubylca, jego podejście do życia, aby zrozumieć jego wizję świata". Zwrot wizja świata będziemy tu brać dosłownie - jako świata z innymi planetami także. Postaramy się nie koncentrować na jakiejś jednej szczególnej narodowości lub kulturze. Kluczem do zrozumienia problemu musi być duży szacunek dla „inności" „tubylców" - tej inności, którą zawsze darzyłem dużym respektem. W przeciwnym razie, jak moglibyśmy naprawdę poznać tych ludzi, jeżeli przynajmniej na chwilę nie odejdziemy od naszych utartych poglądów i założeń, naszego „globocentrycznego", ziemskiego sposobu patrzenia? Co jest najważniejsze, książka ta nie jest próbą udowodnienia albo obalenia dowodów na prawdziwość czyjegokolwiek doświadczenia. Kwestia dowodów - czy to są fakty, czy tylko fantazja - może być najistotniejszym celem tego całego rozważania, ale nadal niezbędne jest pamiętanie, że nie ma tu ostatecznych wniosków i dowodów zarówno po jednej, jak i po drugiej stronie.
Żadnych.
Tak więc sednem naszej historii jest w rzeczywistości przedyskutowanie, jak rozpoznanie, że jest się ET wpłynęło na jego życie i zdeterminowało jakość tego życia. A w przypadku naszych ET: Co spowodowało, że zrozumieli, że są Spoza Ziemi? Co dokładnie stało się po ich uświadomieniu sobie, że są ET? Jakie jest znaczenie tego poczucia tożsamości? I co z tymi wszystkimi ludźmi, którzy także są Spoza Ziemi, ale o tym nie wiedzą? Tutaj oddałem głos samym ET - aby opowiedzieli o sobie. Moje badania trwały kilka lat i zaprowadziły mnie na wschodnie i zachodnie wybrzeże, a także do południowo-zachodniej części Stanów Zjednoczonych. Zajmowałem się więcej niż dwudziestu pięciu badanymi. To dużo. Niektórzy z nich prowadzili całkiem normalne życie, niektórzy bardziej niezwykle. Były jednostki, które miały zwykle, przeciętne posady, które nie miały pracy w ogóle i takie, które prowadziły grupy pomocy ET, wykładały idee New Agę i udzielały porad innym. Niektórzy z nich. jak już mówiłem, uważali siebie za Wędrowców, którzy są w rzeczywistości ET od urodzenia, i stopniowo zdali sobie sprawę z własnej tożsamości. Inni określali siebie jako Tych-Którzy-Weszli, którzy przeżyli dramatyczna, nagłą wymianę dusz w którymś z późniejszych punktów swojego życia. Rozmowy z nimi i ich poznawanie sprawiało mi duża przyjemność. Daleko im do nieodpowiedzialnych i naiwnych ludzi ulegających chwilowej modzie. U większości z nich można zauważyć powagę i rozsądek zarówno w myślach, jak i w mowie i nie są szczególnie zaślepieni swoją wiarą w to, że są Spoza Ziemi. Daleko im do fanatyzmu. Generalnie rozmawia się z nimi spokojnie i konkretnie, są delikatni i pokojowo nastawieni - dużo bardziej otwarci i tolerancyjni niż przywódcy i wyznawcy wielu konwencjonalnych grup religijnych. Tylko nieliczni wydawali się chcieć nawrócić innych na swoje wierzenia, a jeszcze mniej uważało siebie za „wspaniałych głosicieli Nowej Ery" lub za coś w rodzaju Wyższych Istot łaskawie poświęcających się służbie biednym, nędznym ziemskim robakom. Pogodziwszy się ze swoim nieszablonowym pochodzeniem i stawiwszy czoła jego konsekwencjom, wielu z nich nie pragnęło już akceptacji większości społeczeństwa. Chcieli tylko iść nie molestowani własną drogą i zająć się należycie swoją ziemską pracą. A ich „ziemska praca" to niezmiennie służba naszej planecie i ludziom wokół nich. Początkowo badania moje prowadziłem w celu uzyskania doktoratu ze wschodniej i zachodniej psychologii w California Institute of Integral Studies w San Francisco. Wtedy posiadałem już stopień magistra z poradnictwa psychologicznego, miałem za sobą kilka lat prywatnej praktyki i dużą porcje wykładów wygłoszonych na różnorodne tematy związane z duchowością. Wierzenia New Agę nie są dla mnie niczym nowym. Myślę, że na miejscu będzie, abym na końcu przedstawił moje osobiste poglądy i doświadczenia: Osobiście wierzę, że takie zjawisko, jak jednostki pochodzące z innych planet lub innych wymiarów przybierające cielesną postać na Ziemi dla jakichś szczególnych celów, jest ontologicznie możliwe - innymi słowy, możliwe jako fakt. a nie jako coś ważnego tylko dla wyznawców tej idei. Głęboko wierze, że nasz wszechświat działa właśnie w ten sposób. To, że ktoś nie potrafi czegoś dowieść, nie znaczy, że zjawisko, w które wierzy nie jest prawdziwe. Zawsze wierzyłem, że niektórzy ludzie sobie jasno z czegoś zdają sprawę, mimo że mogą nie być w stanie udowodnić lego innym lub nawet w przekonywający sposób określić metafizyki tego czegoś. Jestem także świadom tego, że inni - wysuwający te same twierdzenia - mogą mówić pod wpływem mieszaniny wyobraźni i nadziei, wspomnień z jakiejś lektury lub filmu. Niektórzy mogą nawet mieć stany psychotyczne, chociaż z tym spotykałem się bardzo rzadko. Myślę, że tylko u bardzo nielicznych osób postrzeganie i rozpoznanie swojego nieziemskiego pochodzenia jest jasne i nie zniekształcone. To samo się odnosi do ich specjalnej misji tu, na Ziemi. Oczywiście, odkrycie tego rodzaju szczegółowej informacji wymaga niezwykłych zdolności intelektualnych i pozazmysłowych. Wierzę jednak, że wszystkie z tych „dziwnych idei" mogą być naprawdę zweryfikowane przez tych, których świadomość jest czysta, dojrzała i zharmonizowana z duchowością. Tego także nie można udowodnić. Ty, który teraz czytasz te słowa, może sam wierzysz, że te właśnie rodzaje kontaktów z życzliwymi ET są naprawdę czymś w rodzaju ponadwymiarowego „wezwania do przebudzenia" dla Wędrowców. To znaczy, że jeżeli już doświadczyłeś spotkania z UFO lub miałeś przeżycia poza ciałem, takie, które „na zawsze odmieniły twoje życie" dając ci nową nadzieję, wizję, wiarę i znaczenie (albo przynajmniej nasiliły twoje duchowe poszukiwania), ty sam możesz być Wędrowcem. W żaden sposób nie można być tego pewnym. W końcu do ciebie należy uświadomienie sobie tego, co „czujesz, że jest prawdą" - nie w oparciu o swoje zmieniające się nastroje i emocje (zwykły sposób naszego odczuwania), ale o głęboką wewnętrzną wiedzę, która potrzebuje czasu, aby przybrać jasną formę i może wywoływać konflikty, rzucać wyzwanie twojemu dotychczasowemu sposobowi życia. W ten sposób uświadomienie sobie, że się jest Spoza Ziemi może być według ciebie prawdziwe, ale nie musi sprawić, że poczujesz się szczęśliwy i że skończą się twoje problemy. Wiem, że jednostki ET można odnaleźć na każdym szczeblu społecznym, niektóre w ziemskim pojęciu odnoszące sukcesy, inne zadowalające się zwykłą mieszaniną radości i smutku. Jeszcze inne znajdują się dosłownie na krawędzi - ciężko upośledzone w swoich stosunkach z innymi ludźmi, a niektóre odizolowane w zakładach leczniczych. I jeszcze jedna rzecz... Ja także miałem te same doświadczenia, co tak zwani Wędrowcy z moich badań. Prawie dwa dziesięciolecia zajęło im podróżowanie taką samą drogą, jaką oni przebyli i wchodzenie coraz głębiej w kwestie własnej tożsamości. W czasie tej podróży wiele razy się zatrzymywałem: konwencjonalna psychologia, poważne zaangażowanie w Buddyzm, Zeń i Taoizm, pięć lat intensywnych medytacji w klasztorach USA, Indii i Tajlandii, szkolenie akademickie, studia teozoficzne, tarot, chiromancja, I Ching, poradnictwo New Agę, kontakty z cywilizacjami pozaziemskimi, doświadczenia z „synchronizacją półkul" - zaawansowana technicznie metoda synchronizacji wibracji obu półkul mózgu prowadząca bezpośrednio do „wyższej świadomości". W końcu, poprzez pracowite dopasowywanie kawałków tej „układanki", ja także doszedłem do wniosku, że jestem Spoza Ziemi. I spędziłem wiele lat borykając się ze znaczeniem i konsekwencjami tego odkrycia...





#30 fjern

fjern

    1

  • Members
  • Pip
  • 2 postów

Napisano 19 czerwiec 2006 - 11:30

przeczytałem część z heroicznym wysiłkiem by nie było, że krytykuję nic kompletnie o tym nie wiedząc ale... przecież to jest nierealne, skąd te dane o tych wędrowcach? to wszystko to baj - ka , fan - ta - zja

#31 Gadzin

Gadzin

    1

  • Members
  • PipPip
  • 16 postów

Napisano 19 czerwiec 2006 - 12:20

45 - zostaje w domu

#32 silent_

silent_

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 270 postów

Napisano 19 czerwiec 2006 - 23:09

moge jechac

#33 gatea

gatea

    1

  • Members
  • PipPip
  • 24 postów

Napisano 19 czerwiec 2006 - 23:19

Cześć
Musisz jeszcze polizać paru rzeczy, aby to, co wydaje się bajkowe, stalo sie bardziej realne.


Zmieniony przez - gatea w dniu 2006-06-20 00:20:15

#34 tomasn

tomasn

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 3014 postów

Napisano 20 czerwiec 2006 - 06:47

W zasadzie to każdy człowiek jest wędrowcem /ale w mało którym człowieku nastąpiło przebudzenie świadomości wędrowca/ gdyż jest to efekt reinkarnacji,z tym że ja dzielę wędrowców na przedstawicieli cywilizacji pozytywnych i negatywnych,i w związku z tym zadania jakie mają do spełnienia wędrowcy są na pewno przeciwstawne.

#35 gatea

gatea

    1

  • Members
  • PipPip
  • 24 postów

Napisano 20 czerwiec 2006 - 10:28

Cd. wspomnianej książki:

ROZDZIAŁ 2: PRZEBUDZENIE
Wędrowcy,
Ci-Którzy-Weszli,
Ziemianie

Przez całe swoje życie czułeś się inny niż ludzie wokół ciebie.
Czasami myślałeś, że jesteś kimś szczególnym; później znowu martwiłeś się, że jesteś jakiś dziwny, nie na miejscu tam, gdzie jesteś. Po prostu nie pasujesz do otoczenia.
Nawet z rodziną, z najlepszymi przyjaciółmi, nigdy nie czułeś się zupełnie „u siebie". Były kłopotliwe momenty, kiedy ośmielałeś się wyobrażać sobie, że tak naprawdę nie jesteś dzieckiem swoich rodziców. Może czułeś się odizolowany, odgrodzony w samotności, która nie miała sensu. I czy spędzałeś większość swojego czasu sam, czy byłeś najpopularniejszą osobą w okolicy, zawsze towarzyszyło ci uporczywe uczucie, że w jakiś dziwny sposób nie jesieni taki, jak ktokolwiek z tych, których znam...
Oczywiście to wszystko może być zupełnie „normalne". Wielu ludzi to właśnie mówiło. „Każdy to odczuwa, nie martw się tym." Albo oferowali ci możliwe do zaakceptowania, racjonalne, „normalne" wyjaśnienie. Mówili: „To dlatego, że dorastasz".
Prawdopodobnie udawałaś, że im wierzysz.
Ale nawet kiedy zgodziłeś się i posłusznie powiedziałeś tak jednemu z tych „normalnych" wyjaśnień - czy to przedstawionemu jako psychologiczne, konserwatywno-relgijne czy zdrowo-rozsądkowe - w głębi ducha wiedziałeś, że ich „odpowiedzi" tak naprawdę na nic nie odpowiedziały. Zbyt wiele elementów twojej zagadki nadal nie zostało odnalezionych. Twoje życie było pełną bólu i niejasności tajemnicą, która nie miała żadnego sensu.
Tak wiec, nie mówiąc nikomu, brnąłeś dalej. Stawało to się natężonym, wyczerpującym poszukiwaniem - walką o utrzymanie odpowiedzi na pytanie kim jesteś. I nawet jeżeli nie znałeś celu swoich poszukiwań, zdecydowanie byłeś poszukiwaczem.
Nie narzekałeś na brak tajemnic i niejasności. Dlaczego niektóre widoki - na przykład ilustracja w książce dla dzieci przedstawiająca futurystyczne kryształowe miasto - nagle wywoływały w tobie dziwne uczucia wewnętrznego rozpoznania i bolesnej, ostrej tęsknoty za domem?
Albo dlaczego, bez żadnego wydaje się powodu, w zakłopotanie wprawiała cię ludzka anatomia? Co sprawiało, że były chwile, w których wierzyłeś, że coś było nie tak z ludźmi dokoła ciebie? Co to było? O co w tym wszystkim chodziło?
Niejasne wspomnienia istniały gdzieś w twoim umyśle i w niepojęty sposób wydawały się przypominać ci twoje życie, ale w jakiejś innej cywilizacji. Czy to naprawdę było moje życie?
Kiedy indziej, czasami sny twoje wypełniały uderzająco żywe obrazy, miałeś wspaniałe wizje, słyszałeś głosy wypowiadające instrukcje, podróżowałeś w czasie i przestrzeni lub wypełniały cię uczucia miłości i pewności siebie. Czułeś, że to jest znajome... i cudowne.
W końcu, coś się wydarzyło.
Stopniowo lub z szokującą szybkością. Dostałeś odpowiedź. Może wydawała się wstrząsająca, śmieszna albo nawet niewiarygodna. Albo może byłeś dobrze przygotowany i nie byłeś nawet zdziwiony, kiedy wszystko „wskoczyło na swoje miejsce". Ale cała twoja istota, każdy nerw wiedział, że to jedyne rozwiązanie, które możesz przyjąć.

Historia Sorena
Zwykle doznanie bycia ET zaczyna się dokładnie taką silną tęsknotą, dramatycznym szukaniem znaczenia i tożsamości. W wielu z moich wywiadów z tymi, którzy rozpoznali siebie jako istoty Spoza Ziemi, te uczucia najczęściej były punktem wyjścia.
To właśnie głębokie i niewytłumaczalne poczucie bycia innymi zmuszało większość z tych ludzi do poszukiwania prawdy o tym, kim naprawdę byli.
Zdarzały się oczywiście godne uwagi wyjątki. Jednak poniższe opowiadanie - historia Sorena - jest znakomitym przykładem tego, jak ktoś żył w „długiej i ciemnej nocy duszy" zanim zaakceptował swoje nieziemskie pochodzenie i przeszedł zupełną przemianę.
Kiedy po raz pierwszy spotkałem Sorena, pomyślałem, że pewnie jest sportowcem pływającym na desce surfingowej z południowej Kalifornii... co okazało się prawdą. Wysoki, brodaty blondyn po trzydziestce z przenikliwymi niebieskimi oczami, czasami jest mylony z aktorem, Patrickiem Swayze - i nikt by go nie wziął za dziwne, male, zielone stworzenie z kosmosu.
A jednak Soren to technik z jednego ze szpitali w San Francisco, który po czymś, co nazywa „burzliwą drogą przebudzenia", jasno sobie w końcu uświadomił, że nie pochodzi z naszej planety, że tak naprawdę jest Istotą Spoza Ziemi.
Soren opowiedział mi, że gdy był dzieckiem, często niepokoiło go niesamowicie głębokie uczucie „bycia innym". W szkole prawie w ogóle nie miał przyjaciół, a większość swojego czasu spędzał pisząc listy do „Marsjan". Podczas lekcji nieustannie rysował statki kosmiczne.
Jednak to nie jego dzieła sztuki sprawiły, że po raz pierwszy doznał szoku rozpoznania. Sprawił to pełen fantazji rysunek kogoś innego.
Był w drugiej klasie szkoły podstawowej. Przeglądał właśnie któryś z podręczników, kiedy trafił na ilustrację do jednego z opowiadań przedstawiającą kryształowe miasto. Soren pamięta, że, kiedy nie mogąc oderwać wzroku, patrzył w książkę, ogarnęło go bolesne uczucie tęsknoty za domem i że mało brakowało, by zaczął płakać. Był wtedy dużo za młody, aby zrozumieć swoją reakcję, ale po tym wydarzeniu coś kazało mu umieszczać nieudolne, dziecinne kopie tego kryształowego miasta w tle wszystkich jego rysunków ze statkami kosmicznymi.
Niestety, w szkole zmuszano go do tłumienia swoich uczuć i odrzucenia siebie. Ponieważ pokrywał swoimi rysunkami każdy skrawek papieru, jaki mu wpadł w ręce, był surowo upominany przez nauczycielkę, która zażądała, aby nigdy więcej tego nie robił. Chciała zdusić w zarodku tę „dziwną obsesję", nie zastanawiając się nad tym, co było jej przyczyną.
Natomiast rodzice Sorena nie widzieli niczego złego w jego zachowaniu. Uważali je za zupełnie normalne i będące prawdopodobnie rezultatem mieszaniny małej zdolności koncentracji uwagi i żywej wyobraźni charakterystycznych dla okresu dzieciństwa. Byli dobrzy dla swojego syna i wspierali go, ale mimo starań, nie potrafili niczego zmienić. Soren nadal był sam ze swoim uczuciem odizolowania.
Prawie nigdy nie mówił rodzicom o swojej inności, nie wspominał też o innych doznaniach, których doświadczał: regularnych nocnych „podróżach" z ludźmi, których nazywał „swoimi przyjaciółmi", podróżach, w których Soren wydawał się opuszczać swoje ciało, wsiadać do jakiegoś pojazdu i odlatywać, aby odwiedzić ludzi na Ziemi lub „gdzie indziej". Znajdując niewielką pociechę nawet ze strony tak dobrych rodziców, Soren, jak mi opowiadał, miał tylko jednego słuchacza swoich historii: pluszowego pieska.
Był samotnym dzieckiem. I wyrósł na powściągliwego i wyobcowanego młodego człowieka.
To był zły okres dla Sorena. Mówi, że, jako nastolatek, nie potrafił uwierzyć, że życie ma jakąkolwiek wartość. Czuł się nie rozumiany i oddzielony od wszystkich dokoła niego. Powiedział mi, że jako nastolatek rozpoczął poważne „poszukiwania swojego prawdziwego ja", poszukiwania, które biegły przez półki z książkami filozoficznymi, psychologicznymi i fantastycznymi, napisanymi przez takich poszukiwaczy, jak on sam.
Był, jak mówi, "rozczarowany i osadzony w płaskim, bezbarwnym, dwuwymiarowym świecie". Odczuwał głęboki brak satysfakcji z tego, co świat miał mu do zaoferowania.
Między osiemnastym a dwudziestym rokiem życia te uczucia stały się tak gorzkie i bolesne, że Soren zaczął nałogowo brać narkotyki. W końcu spróbował popełnić samobójstwo przez przedawkowanie. Kiedy nie powiodło mu się za pierwszym razem, spróbował jeszcze raz. I jeszcze raz. To pragnienie śmierci spowodowane było chęcią ucieczki od silnego psychicznego cierpienia.
Soren został umieszczony w szpitalu. Jednej nocy, gdy na oddziale psychiatrycznym dochodził do zdrowia po ostatniej próbie samobójczej, przeżył coś, co opisuje jako serię żywych doświadczeń poza ciałem (ang. Out-of-Body Experience - OBE).
Nie są one niczym dziwnym u ludzi, którzy ostatecznie rozpoznali siebie jako ET.
Dla Sorena jednak był to punkt zwrotny. A najbardziej uderzające z jego przeżyć było następujące:
Odpływał coraz dalej, aż był w stanie objąć wzrokiem cały świat z zewnątrz - z kosmosu. Nie był jednak sam.
Zawieszony w przestrzeni i oddalający się od globu ziemskiego, Soren czuł, że jest razem z jakąś grupą bezcielesnych istot i, co dziwne, odczuwał nie ziemskie więzy koleżeństwa z nimi. Wiedział, że jest częścią tej grupy.
I w duchu słyszał to zdanie:
Zbieramy się...
W przebłysku intuicyjnej wiedzy Soren czuł, że było to odbicie prawdziwej łączności duchowej między wszystkimi ET na Ziemi i że celem ich wizyty była służba tej planecie w okresie przejściowym. Wiedział też, że jest integralną częścią tej zbierającej się grupy.
Jednak doświadczenie to, tak jasne i silne, było dopiero pierwszym krokiem stopniowego procesu przebudzenia.
Nie spowodowało, że Soren natychmiast doszedł do wniosku, że jest Spoza Ziemi, ale, odczuwane tak samo zmusiło go do zbierania dalszych informacji. Czuł się jakby zobowiązany do odnalezienia sensu w tym zagadkowym doświadczeniu. Czasami opisuje takie wydarzenia jako rzucone ziarna tajemnicy, bo u wielu z tych, z którymi rozmawiałem, często były początkiem wytężonych duchowych poszukiwań.
Tak więc Soren zaczął czytać Ruth Montgomery, książki Brada Steigera - wszystko, co zajmowało się sprawami ET, UFO i doznaniami poza ciałem. W końcu dotarł do Materiałów RA i doświadczył nagłego wstrząśnięcia, kiedy wszystko zaczęło mieć sens.
Soren doszedł do takiego wniosku: wierzył, że jest możliwe, że przybył z jakiejś naprawdę istniejącej poza Ziemią cywilizacji. Nie jakiegoś niejasnego, metafizycznego świata, jak wyobrażał sobie na początku. Życie poza Ziemią to nie „bezcielesne unoszenie się w eterze", jak kiedyś myślał.
Zaczął szukać innych, którzy twierdzili, że mieli podobne przeżycia. I tak rozpoczął swoją wędrówkę...
Pytanie, które tu się natychmiast nasuwa jest oczywiste: czy Soren nie mógł znaleźć jakiegoś bardziej konwencjonalnego, „ziemskiego" rozwiązania? Czy nie mógł uciec się do ortodoksyjnego poradnictwa, aby pomogło mu wyjaśnić jego „zwykle odczucia”?
Oczywiście, że mógł. Faktem jest, że kiedy jego się słucha, Soren wydaje się być psychologicznie całkiem uświadomiony, bardziej niż większość ludzi, z którymi się spotkałem. Poza intensywną terapią indywidualną, przez kilka lat robił stopień naukowy z poradnictwa i psychologii. Naprawdę szukał tego drugiego rozwiązania. Czuł się niesamowicie winny za coś, co czasem się wydaje osobistą porażką - że nie mógł dostosować się do ogólnie przyjętych wzorów życia, że do nich nie pasował.
Ziemskie próby wyjaśnienia ciągle wydawały mu się być jak fałszywa muzyka, puste i nieprzekonywające. Soren cały czas czuł w głębi jakiś szczególny niepokój pochodzący z faktu, że próbował przystosować się do miejsca, do którego nie należał.
Popychany przez coś, co określał jako poczucie głębokiej wiedzy o czymś, czego nie potrafił wyartykułować, ale musiał wyrazić, powoli, po latach Soren ułożył rozsypane kawałki swojego życia, dopasował je tak, jak
kolory w dobrze namalowanym obrazie. Oczywiście połączenie wszystkich aspektów bycia ET na Ziemi zajęło mu lata. I ta jego praca trwa nadal.
Ostrzega, że studiowanie materiałów New Age „tylko pomogło uchylić zasłonę, ale to głębokie uczucie, kim jestem, było zawsze obecne i niezmienne". Jego studia potwierdziły to, co w głębi duszy zawsze wiedział, ale czego nie potrafił wyjaśnić.
Bycie ET, mówi Soren, jest teraz „bardziej realne niż to ciało, w którym jestem".
(...)


#36 Alec

Alec

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 358 postów

Napisano 20 czerwiec 2006 - 10:51

Tomasn:
Wg mnie jest inaczej, oczywiscie kazdego, kto inkarnuje, mozna nazwac wedrowcem, bo sie przemieszcza.
Jednak wg Materialu RA Wedrowcy, to ci, ktorzy inkarnuja sie tu swiadomie, by pomoc w transformacji Ziemi do IV gestosci.
Co do pochodzenia ludzi na Ziemi, to znalazlem taki fragment we Wstepie "Przewodnika po Materiale Ra":
"Ludzie pochodzą (są inkarnacjami istot) z Marsa i Maldeka, zdezintegrowanej planety z obszaru pomiędzy Marsem a Jowiszem, również z okolic Deneba, zaś niewielka część to wędrowcy (ok. 65 milionów w 1981 r.), którzy starają się poddać akceleracji rozwój istot na Ziemi bez naruszania ich wolnej woli. Ponadto część istot ludzkich wywodzi się z 2. gęstości."


#37 tomasn

tomasn

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 3014 postów

Napisano 20 czerwiec 2006 - 11:00

Alec każdy może mieć swoje zdanie w tym temacie,natomiast nie ma żadnych podstaw żeby wierzyć w jakieś przesłania RA ,każdy musi sam osądzić co jest prawdą a co fałszem,ja swój pogląd w tej materii wyłożyłem w swoich tematach pod kreską.

#38 Alec

Alec

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 358 postów

Napisano 20 czerwiec 2006 - 13:50

Przeciez Ci zdania nie zabraniam. Napisalem "wg mnie", tez mi sie wydaje, ze nie ma co "wisiec" na RA czy Scocie Mandelkerze, to sa jedynie materialy do przemyslen i dyskusji.
Dokladnie piszac w kwestii inkarnacji, to uwazam, ze dana istota ma wiele inkarnacji, sama jest poza czasoprzestrzenia, zas jej macki-inkarnacje doswiadczaja w roznych srodowiskach, zapewniajac jej rozwoj i wzbogacajac Boga. Tutaj moze byc klucz do wielowymiarowosci istoty.
Pozdrowienia

Zmieniony przez - Alec w dniu 2006-06-20 14:51:45

#39 gatea

gatea

    1

  • Members
  • PipPip
  • 24 postów

Napisano 20 czerwiec 2006 - 14:45

Do końca rozdziału 2.:

Wędrowcy i Ci-Którzy-Weszli

Soren jest tym, kogo znamy jako Wędrowca.
Krótko, w literaturze ET wyróżniamy dwa typy istot pozaziemskich: Wędrowców i Tych-Którzy-Weszli.
Nie są oni tym typem ET, który wchodzi na scenę w stylu hollywoodzkiego UFO. Są natomiast istotami pozaziemskimi, które narodziły się na Ziemi.
Wędrowcy to ET od samego początku, mimo że narodzili się z ziemskich rodziców. Tak, jak cała reszta z nas...
Ich przebudzenie prawie zawsze następuje stopniowo po długim okresie samotności i ciężkiego wyobcowania. I. mimo że ta transformacja następuje powoli, po niej rozpacz zanika i wydaje się, że ukazało się w końcu ostatnie ogniwo długiego łańcucha. Często czują się oni, jakby odkrywali coś, co tak naprawdę zawsze wiedzieli. Nowy obraz bardzo starej prawdy...
Niektórzy z Wędrowców opisują ten proces jako „zdjęcie zasłony" - kiedy uczą się akceptacji swojej tożsamości osoby żyjącej na Ziemi, ale nie pochodzącej z gatunku ludzkiego. Jak możecie przypuszczać, z pewnością jest to trudne.
Termin Wędrowiec pojawia się w wielu popularnych książkach poruszających ten temat. Materiały RA (Elkins, Rueckert and McCarty, 1984) - jedno z bardziej naukowych źródeł na temat związanych z ET kwestii duchowych - szczegółowo go opisują. Wędrowiec to każdy ET, który przybywszy z innego świata, jest po narodzinach zwykły, jak wszyscy inni, zarówno jeżeli chodzi o umysł, jak i o ciało. Tylko przy wytężonym duchowym wysiłku może on uświadomić sobie swoją prawdziwą tożsamość - to, że jest istotą ET.
Co najważniejsze: Wędrowiec to ET, który zgłosił się na ochotnika, aby narodzić się na naszej planecie, pragnąc pomóc nam w ewolucji.
Następstwem tego niezwykłego przywileju jest to, że Wędrowiec godzi się zapomnieć o swojej tożsamości ET i wyrzec się czegoś, co można nazwać „siłami magicznymi", które posiadał „w ojczyźnie". Dlatego często się zdarza, że zostaje usidlony w ziemskich zwyczajach. Tak naprawdę bardzo trudne jest dla Wędrowców nie dać się w nie zaplątać, tyle przecież czyha na nich pułapek, a ich nadzieją jest to, że się przystosują (zarówno dla celów ich posłannictwa, jak i ich własnego spokoju ducha).
W większości przypadków ta amnezja trwa całe życie. W niektórych jednak Wędrowcach jest ziarno niezadowolenia, które, krok po kroku, wiedzie ich do zrozumie-
nią własnego pochodzenia. To właśnie jest uważane za -rozerwanie zasłony". I z tymi właśnie ludźmi rozmawiałem.
Podróż, którą, podejmują, może im przynieść ulgę, złagodzić ich ból i wypełnić pozbawioną sensu pustkę, którą często czują wokół siebie. To poszukiwanie samo-zrozumienia zaprowadza porządek w ich życiu i rozwiązuje tajemnicę „chronicznego bycia innymi". Historia Sorena w skrócie ukazuje ten proces.
Jednakże ostry kryzys jest prawie zawsze udziałem drugiego typu ET, Tych-Którzy-Weszli.
Ci-Klórzy-Weszli to bardzo trafny termin. Wskazuje na to, że istota ET zrobiła właśnie to - nagle „weszła" ciało i umysł jakiejś osoby. Lub, jak niektórzy to opisują, jest to coś, jak nagłe doświadczenie niespodziewanego i gwałtownego zjawiska wymiany lub transferu dusz. Proszę pamiętać, że to nie ma nic wspólnego z opętaniem lub „demonami". Proces ten jest uważany
za zupełnie dobrowolny.
Omawiany termin został wprowadzony przez Ruth Montgomery w jej książce z 1979 roku Strangers AmongUs (Obcy między nami). Zdefiniowała ona Tych-KtórZY-Weszli, jako:
„Wysoko rozwinięte istoty, którym pozwolono przejąć ciało innego ludzkiego osobnika, który chce odejść... Motywacje dla wejścia są humanitarne... [on] najpierw wypełnia zadania poprzedniego właściciela ciała, a później przechodzi do swych własnych..."
Dla Tych-Którzy-Weszli są to nowe narodziny – i rzeczywiście odkryłem, że ich dzieje są wypełnione obrazami Śmierci i ponownych Narodzin. Ich przebudzenie jest prawie zawsze nagłe, związane z urazem i, co jest zrozumiale, ich przemiana jest zwykle odczuwana jako rodzaj katastrofy życiowej. Co może być bardziej niszczące niż wymiana swojej własnej duszy na inną? T co może powodować więcej zamieszania niż uczucie, że ma się w sobie nową, pełną życia duszę istniejącą obok negatywnych nawyków psychologicznych?
Historia przebudzenia Boba jest przypadkiem, który rozważymy.

Historia Boba

Historia Boba jest dobrą ilustracją fenomenu Tych--Którzy-Weszli, ponieważ jest on człowiekiem, który na początku w ogóle nie interesował się zjawiskami duchowymi, metafizycznymi czy psychologicznymi. Nie można było mniej uwagi poświęcać ET niż on - za jedyną gazetę godną przeczytania uważał Hustler Magazine.
Nawet dzisiaj, będąc grubo po trzydziestce. Bob jest nieruchawym, otyłym człowiekiem z rozczochranymi ciemnymi włosami. W dniu, w którym go ujrzałem, był nie ogolony. Przez lata zmieniał pracę za pracą, a kiedy z nim przeprowadzałem rozmowę był bezrobotny.
W wieku trzynastu lat, mówi, zaczął brać narkotyki, a po dwudziestce brał je już ,,nie tylko każdego dnia, ale w każdej chwili... od momentu w którym rano się budziłem do chwili, kiedy wieczorem szedłem spać."
Opisuje siebie z tego okresu jako „prawdziwego drania", który był często gwałtowny, wykorzystywał innych i lubował się w okrutnym manipulowaniu innymi ludźmi. Krótko mówiąc, nie był miłym facetem!
A jednak wszystko się zmieniło w ciągu kilku miesięcy, kiedy miał trzydzieści siedem lat.
W tym czasie Bob regularnie uczęszczał na spotkania Anonimowych Narkomanów. Jednego wieczora, wracając z takiego spotkania, w czymś, co według niego było jakimś impulsem telepatycznym, usłyszał, że ktoś mu każe wejść do pobliskiej biblioteki i zacząć czytać literaturę metafizyczną.
Tak też zrobił. Kilkakrotnie odwiedził tą bibliotekę. Jednego razu, po tym, kiedy by! w niej z przyjacielem. przeżył coś w rodzaju kataklizmu - paranormalne doświadczenie, które odmieniło jego życie. Szczegóły tego wydarzenia nie są znamienne, ale jego wpływ był bardzo głęboki.
Miało ono miejsce przy stoliku miejscowej kawiarni, kiedy Bob rozmawiał z kolegą. Przyniósł z sobą książkę właśnie wypożyczoną z biblioteki i włożył ją do torby przyjaciela. Podczas lunchu, kiedy po nią sięgnął, okazało się, że książka w dziwny sposób zniknęła. W żaden sposób nie można było tego zniknięcia wyjaśnić.
Bob mówi, że kiedy spostrzegł, że jej nie ma po tym, kiedy chwilę temu ponad wszelką wątpliwość ją tam mieścił, nagle przeniósł się w rodzaj halucynogennej nieświadomości. zaczął jęczeć, później drżeć z emocji i spazmatycznie szlochać. Lata bólu i cierpienia wychodziły z niego jak strumień pędzący przez tamę, której ściany pękły i zawaliły się.
W poprzek strony gazety, którą miał przyjaciel pojawiło się dziwne zdanie, które zdawało się unosić jak we śnie na jawie. Zdanie to brzmiało:
Zapłaciłeś myto, możesz przejść przez most.
Nie wiedział wtedy, że skończyły się wszystkie lata cierpień, które przeżył - jego „dług", myto, w końcu zostało spłacone i mógł przejść do dużo szczęśliwszego życia. I to właśnie się stało...
W ciągu kolejnych czterech dni, mówi Bob, odczuwał intensywnie siłę i natężoną wrażliwość psychiczną, których przedtem nie znał i nie wierzył w to, że istnieją. Pamiętajcie, że to był człowiek, który w ogóle nie interesował się sprawami duchowymi.
A jednak w tym czasie czuł, że jest obdarzony przepowiadającą i telepatyczną mocą. Mówi, że było to jak „prąd przechodzący przez moje ciało", silą tak potężna, że Bobowi wystarczały tylko dwie godziny snu w nocy. Czuł się wypełniony energią.
Oprócz tego czuł, że władają nim uczucia, które przedtem uważał za zarezerwowane dla innych tylko ludzi: silne fale radości, spokoju i czułości. Czuł się także wypełniony miłością.
Bob opisał to mi jako „wymianę dusz", mimo że nie jestem pewien, co się właściwie stało. Mówi, że poczynając od tego momentu zakończył swój dwudziestoczteroletni okres chronicznego zażywania narkotyków i nigdy już ich więcej nie tknął - fakt, który jest dla mnie sam w sobie zdumiewający. Jeżeli chodzi o jego obecną tożsamość, przyznaje, że niektóre z jego dawnych przyzwyczajeń są w nim nadal obecne, ale tak, jakby „Bob i jego pamięć były nadal tutaj, ale nie czuły się już Bobem." To podstawowy problem, z którym wszyscy Ci-Którzy-Weszli muszą się uporać. Ostateczny wniosek nie dodaje otuchy: „jestem Bobem... i nie jestem Bobem.”

Z daleka od bliskich spotkań
To oczywiste, że w opowieści Boba niepotrzebne są dramatyczne uprowadzenia przez UFO, spotkania z zielonymi ludkami, albo fantastyczna wyobraźnia Stevena Spielberga. Tu właśnie widać zasadniczą różnicę między ET z moich badań a ludźmi, którzy twierdzą, że mieli kontakt z przybyszami z kosmosu.
Co interesujące, w grupie ludzi, z którymi rozmawiałem, kontrowersje na temat UFO uważane są za nie mające ścisłego związku z ich doświadczeniami. Większości. Wędrowców i Tych-Którzy-Weszli, których spotkałem, nie interesowały spory na ten temat. Nie czują potrzeby udowadniania i argumentowania istnienia UFO ziemskim sceptykom i mimo że wiedzą o rządowych wydatkach na związane z tym badania, ta kwestia ich mało obchodzi. Obchodzi ich natomiast to, co przeżyli, jeśli chodzi o „istnienie pozacielesne, większą świadomość, przekraczanie barier, duchowość lub informacje przesyłane przez jakiś rodzaj wyższej świadomości" - czy to chodzi o Mistrza, ducha przewodniego czy grupę ET. Od czasu do czasu napotykałem historie odwiedzin z kosmosu, ale „spotkania" te były podobne do tego,
o którym opowiada 35-Ietni architekt, nazwany przeze mnie Piotrem.
Opowiedział mi, że w przełomowym okresie swojego życia był wielokrotnie odwiedzany przez obdarzona inteligencją, posiadającą zmysł czucia „kulę światła", która ukazywała się w jego pokoju i sprawiała, że osiągał, jak to określa, „poczucie umocnienia duchowego".
To dziwne wydarzenie nastąpiło po okresie ciężkiej depresji w college'u kiedy to Piotr próbował za pomocą medytacji wyleczyć się z cierpienia psychicznego. Wyznał mi nawet, że chciał „zabić się medytacją", miał nadzieję, że w ten sposób opuści swe ciało i uwolni się od strasznego egzystencjalnego cierpienia. Pod tym względem był bardzo podobny do Sorena, który także chciał zakończyć swoje życie. Tym, co „uratowało" Piotra były te liczne wizyty unoszącej się w powietrzu „kuli światła", wizyty zupełnie niespodziewane, które prawie natychmiast uwolniły go od depresji. Było to coś, jakby „duża dawka tajemnicy", która pobudziła w nim wolę życia i ukazała fakt, że tak naprawdę nie był sam.
Lecz nawet wtedy nie nastąpiła żadna nagła zmiana w osobowości. Piotr nie sta! się natychmiast bardziej uduchowioną lub silniejszą osobą. Nadal czuł się odosobniony i będący na marginesie życia społecznego.
Integracja osobowości, tak jak to zwykle bywa, zajęła mu wiele lat wewnętrznej pracy i Piotr mówi, że dopiero w chwili, kiedy poznał ideę Tych-Którzy-Weszli, był w stanie zakończyć ..układanie kawałeczków łamigiówki". Razem z innymi „wskazówkami i drogowskazami"
informacja o Tych-Którzy-Weszli pomogła mu odnaleźć sens w swoich doświadczeniach. Wyjaśniła także niektóre ze stopniowych zmian osobowości i nowych sposobów myślenia, które doprowadziły go do stania się w większym stopniu „obywatelem świata".
„Odwiedziny", jeżeli się zdarzają, częściej mają miejsce w snach. To kolejna różnica między Wędrowcami i Tymi-Którzy-Weszli a ludźmi, którzy mieli czysto fizyczny kontakt z UFO.
Proszę pamiętać, że Wędrowcy i Ci-Którzy-Weszli generalnie nie próbują udowodnić zwykłego, codziennego, zewnętrznego i fizycznego istnienia statków kosmicznych. Istoty i pojazdy z innych planet często natomiast goszczą w ich snach i ci twierdzący, że są ET często wprost mi mówili, że sny są dla nich głównym źródłem kontaktów i doświadczeń. Faktem jest, że sny są uważane za podstawową drogę dla życzliwego ET do otworzenia uśpionym Wędrowcom oczu na ich kosmiczne dziedzictwo.
Właśnie to przydarzyło się Vicky.
Jest ona terapeutka po trzydziestce i przeszła stopniowe i najdelikatniejsze przebudzenie spośród wszystkich, z którymi rozmawiałem. Vicky w bardzo słodki sposób mówi o tym, że nie czuła żadnych wątpliwości, urazu, czy zmieszania z powodu bycia ET - Wędrowcem. Podsumowuje rozmowę mówiąc z wdziękiem, że „to nie było nic szczególnego".
Piętnaście lat temu miała serię bardzo jasnych snów, w których pojawiały się statki kosmiczne, Istoty Spoza Ziemi i inne światy. I, jak to często zdarza się w takim
przypadku, poczuła, że wypełnia ją uczucie świadomości bycia jednym z ET, a także silne poczucie wspólnoty. Nie było to uczucie szczęścia ze spotkania z „nimi", ale raczej z tego, że ona także jest jednym z nich. Ich grupa w rzeczywistości była jej własną grupą. Było to poczucie przynależności do jednej społeczności.
Bycie Spoza Ziemi, mówi Vicky, niekoniecznie oznacza przybycie z jednego konkretnego miejsca. Dzisiaj łatwo przychodzi jej opowiadanie o jej osobistych, długich dziejach podróży międzyplanetarnej, reinkarnacji i silnych powiązaniach z konfederacją UFO nazywaną Dywizjonem Ashtara. Ashtar to imię przywódcy tej skupiającej wszystkie społeczności ET grupy i to jemu przypisywanych jest wiele książek i komunikatów New Age.
Ale znowu trzeba pamiętać, że aby zrozumieć doświadczenia Wędrowców i Tych-Którzy-Weszli, ważne jest upewnienie się, że ich i nasz język zawiera te same znaczenia - jest to trudniejsze niż się wydaje. Nie zapomnijmy, że pojęcia mogą być czasami tak płynne jak woda.
Pomocne będzie także, gdy odejdziemy od utartych obrazów, które tak łatwo przejęliśmy z hollywoodzkich filmów science-fiction. A także od wyjaśnień, które nastawione są tylko na „odkrycie" z założenia istniejących psychologicznych problemów i porażki w dostosowaniu się do społeczeństwa. Ludzie, z którymi rozmawiałem nie byli ani kosmicznymi potworami, ani wypaczonymi neurotykami. Gdybyście rozmawiali z nimi na nie duchowe tematy, nigdy byście nie doszli do wniosku, że są istotami ET. Na przykład niektórzy z ET, którzy mówią o Dywizjonie Ashtara, twierdzą, że kontaktują się z nim w żywych snach, poprzez doświadczenia psychofizyczne lub przez informacje przekazywane Spoza Ziemi. Niektórzy z nich w ogóle nie wspominają o statkach UFO i o mistycznych ideach. Ich poczucie siebie, które można podsumować słowami „jestem ET z innej planety" i które może dać złudzenie ważności swojej osoby, odnosi się do jednego tylko typu tożsamości pozaziemskiej. Niektórzy z Wędrowców i Tych-Którzy--Weszli, których spotkałem, jak na przykład Vicky, z dużą pokorą odnosi się do swojego kosmicznego pochodzenia. Inni odcinają się od jakiegokolwiek rodzaju definiowania siebie, kładąc zamiast tego nacisk na poczucie Duchowej Wspólnoty.
Ich przebudzenie się na ideę bycia ET częściej jest głęboko emocjonalnym, osobistym doświadczeniem, nierzadko paranormalnym i mistycznym, a nie tylko przedstawianiem lądowania UFO i wysoko technicznie stojących kosmitów, Jakikolwiek jest jednak charakter tych wydarzeń, zupełnie one zmieniają sposób bycia osoby, której dotyczą - i prowadzą do wielkich, oczyszczających zmian w każdej dziedzinie jej życia.

Historia Christina

Kłopoty w życiu Christina zaczęły się nie po cichu, ale z wielkim hukiem. Homoseksualista zbliżający się do czterdziestki, przechodził ciężki okres ze swoim stałym partnerem, który myślał o opuszczeniu Christina.
Potem nastąpiły kłopoty w karierze nauczycielskiej i administratorskiej. Jeszcze później nadeszły kłopoty finansowe. W końcu Christin rozpoznał sześć z dwunastu najbardziej typowych objawów infekcji AIDS. Jego życie się waliło. Pewien tego, że niedługo umrze, zaczął modlić się
0 wytchnienie. A kiedy ono nie nadchodziło, zaczął myśleć o samobójstwie.
Przyjaciel - terapeuta próbował przekonać Christina, aby przejął kontrole nad swoim życiem, przypominał mu o Bogu. To, jak mówi Christin, zamieniało jego depresje na krótkie „wybuchy pasji życia". Chodził wtedy na spacery, przechadzał się w nocy patrząc na gwiazdy, wędrował po górach.
Ale depresja zawsze wracała, jak gęsta, ciemna chmura burzowa.
Bez ostrzeżenia, nagle, jak mówi, zaczął słyszeć coś, co opisuje jako „wewnętrzne głosy". Wydawano mu rozkazy. Kazano mu jechać do jednej ze szczególnie pięknych okolic jego domu i kontemplować widok, albo usiąść
1 medytować. Żadne z tych żądań nie było dziwne ani przerażające - wszystkie raczej podnosiły go na duchu.
Mimo tego depresja nadal go męczyła.
W końcu, kiedy jednego wieczora siedział w restauracji z przyjacielem, Christina nagle chwyciły dziwne bóle i nastąpił u niego chwilowy paraliż umysłowy - ,, jakby jakieś dwie lub trzy rzeczy próbowały w tej samej chwili wejść we mnie". Czuł się jak radio nastawione na trzy stacje jednocześnie.
Usłyszał w duchu przedzierające się przez ciszę zdanie:
Zapamiętaj tą chwilę...
Potem ogarnęło go przerażenie, ból i paraliż stały się tak silne, że zgiął się w pół i krzyknął pewien, że umiera. Przyjaciele szybko odwieźli go do szpitala; w drodze do niego Christin zaczął się z nimi żegnać. Bliskość końca nie dziwiła go...
Właśnie wtedy otrzymał jeszcze jedna wewnętrzną wiadomość. Tym razem po prostu powiedziano mu, żeby wracał do domu: ,,Jedź teraz do domu!"
Właśnie tam, w pędzącej karetce, jak mówi, doświadczył stanu bycia pozacielesnego, który może opisać tylko jako „wieczny pokój i bezruch". Na okres jednej, drugiej minuty przestał oddychać. Czuł, że został postawiony przed wyborem - życie lub śmierć. W tej chwili ten sam wewnętrzny głos powiedział Christinowi prawie ojcowskim tonem:
Jeżeli chcesz żyć, musisz oddychać...
Posłuchał tej rady. On naprawdę chciał żyć.
Christin powiedział mi, że przez kilka miesięcy po tym wydarzeniu regularnie słyszał w głębi siebie następujące słowa: Dałem ci nowego ducha. Miał silne poczucie tego. że umarł i narodzi! się na nowo. Od tego czasu każdy aspekt jego życia nabrał sensu i treści.
To było osiem lat temu. Z pomocą przyjaciół i grupy wspierającej, czytania i medytacji, Christin zaakceptował swoją niezwykłą tożsamość Tego-Który-Wszedł. To przebudzenie, mówi poprowadziło go do życia w życzliwości, miłości i pasji. Czuł się wypełniony „psychologiczną energią o inteligentnym charakterze" - energią, która uleczyła go i napełniła go godnym pozazdroszczenia pragnieniem życia.
Obecnie pracuje w szeroko na świecie rozpowszechnionej organizacji pomagającej i udzielającej porad ludziom o podobnych problemach. Pomógł już ponad trzystu ludziom, jest kochanym członkiem swojej wspólnoty i tym, który odniósł całkowity sukces w swoim przebudzeniu.
Powrócę jeszcze później do jego niezwykłej historii...

Kiedy policzę do trzech będziesz pamiętać wszystko

Licząca sześćdziesiąt dwa lata Betty jest najstarszą osobą, z która przeprowadzałem wywiad i czarującym przykładem książkowej angielskiej damy z długimi, kręconymi, siwymi włosami i rozbrajającym sposobem bycia.
Urodzona i dorastająca niedaleko Londynu, Betty pracowała jako pielęgniarka, zawodowa śpiewaczka, wykładowca idei New Agę i nauczycielka ucząca osobistego rozwoju. Jej życie było bogate i barwne.
Jest osobą wartą poznania, jeżeli chcesz zobaczyć kogoś, kto czuje się zupełnie naturalnie ze swoją osobowością ET... i jeżeli chcesz usłyszeć historię kogoś, kto dowiedział się o swoim niebiańskim domu nie przez urazy, ale przez zadziwiającą chwilę przypomnienia podczas stanu hipnotycznego.
Kiedy rozmawiałem z Betty, wspomniała w bardzo naturalny sposób, że pochodzi ,,z gwiazdy Antares w konstelacji Skorpiona". Mówi, że uświadomiła to sobie będąc dzieckiem, w czasie kiedy posiadała także moc rozmawiania z duchami natury, czytania aury, pokonywania w jednej chwili dużych odległości i regulowania temperatury swojego ciała. Tak przy okazji, większość z tych praktyk jest znana jako część mistycyzmu tybetańskich Buddystów. Było to dla mnie bardzo interesujące, bo długo studiowałem buddyzm i spędziłem jakiś czas w kilku klasztorach. Tu widzimy zbieżność wschodnich religii i świadomości ET!
Przez te wszystkie lata, mówi Betty, jej paranormalne moce zanikły, uprzednio tak wzbogacając jej życie, że jej metafizyczne wnętrze stawało się coraz silniejsze. Nie było ważne, że utraciła możność ich używania, ponieważ dzięki nim poznała nie wykorzystane moce ludzkiego umysłu. Wiedziała, że te zdumiewające moce są ukryte w każdym z nas.
Betty z radością mówi, że jest Tą-Która-Weszła. Zdała sobie z tego sprawę później, dzięki terapeucie-hipnotyzerowi, który pomógł jej cofnąć się do wieku sześciu lat.
W tym ważnym roku (który Betty przeżyła na nowo w gabinecie terapeuty) poważnie cierpiała na zatrucie pokarmowe powikłane dodatkowo przez mastoiditis - groźne zapalenie ucha wewnętrznego. W latach trzydziestych leczenie tej choroby było dużo trudniejsze niż teraz i rodzicom Betty powiedziano, aby byli przygotowani na najgorsze.
I to najgorsze właśnie nastąpiło. Oświadczono, że przykuta do łóżka i bliska śmierci mała Betty jest w stanie śmierci klinicznej. Przez kilka minut obecni przy jej łóżku lekarz i przerażeni członkowie rodziny myśleli, że zakończyła już swoje życie. W pokoju zapadła grobowa cisza.
- Przykro mi — wygłosił formułkę lekarz.
- Ona wraca - uśmiechnęła się matka Betty. Lekarz wydawał się zdumiony.
- Co pani przez to rozumie? - zapytał.
- Widzę ją - odpowiedziała matka - widzę ją stojącą na drugim brzegu wielkiej rzeki i rozmawiającą z Istotą w bieli. Wiem, że zdecyduje się wrócić.
To zrozumiałe, że lekarz nie dał się przekonać.
Jednak kitka minut później ciało poruszyło się. i Betty „powróciła do życia". Przepowiednia jej matki sprawdziła się.
Podczas jednej z sesji, kiedy Betty była w stanie głębokiej hipnozy i cofnęła się wiele lat w przeszłość, nagle przypomniała sobie dokładnie szczegóły swojej choroby. Zaczęła mówić do terapeuty:
- Ta kobieta nie jest moją matką!
- Co przez to rozumiesz? - zapytał terapeuta. - Mówisz o więzach krwi? Byłaś adoptowana?
- Nie - odpowiedziała Betty.
- Więc o czym mówisz?
To właśnie wtedy Betty przypomniała sobie swoje Wejście i aby udowodnić swoje słowa krzyknęła:
- Moja prawdziwa matką jest Astrid!
Zarówno Betty, jak i terapeuta byli zszokowani.
Kto to jest Astrid? W gruncie rzeczy był to tylko jeden kawałek z układanki-zagadki. którą rozwiązała tak wcześnie w swoim życiu. Dowiedziała się, że Astrid była jej matką w społeczeństwie ET, które było jej prawdziwym domem.
Podczas naszej rozmowy Betty powiedziała mi, że czuje się dobrze ze swoją nieziemską tożsamością i „regularnie odwiedza swoją rodzinną planetę podczas snu", snu, który przenosi ją z powrotem do konstelacji Skorpiona. W jej życiu zawsze był obecny mistyczny aspekt, nie dziwi wiec, że w tak naturalny sposób przyjmuje to. co zdumiałoby i zmieszało większość ludzi...
Proszę o informacje
Ciężka choroba była kamieniem milowym dla doświadczenia ET Betty. I jakiegokolwiek terminu użyjemy aby opisać to, co wtedy rzeczywiście się wydarzyło - halucynacja, wyobraźnia, sen lub prawdziwa wymiana dusz Wejścia - było [o prawdziwe zdarzenie z jej życia. Zmieniło ono Betty na zawsze. Osobiste wydarzenie. Jego skutkiem było to, że Betty zobaczyła Betty w zupełnie innym świetle. Było to także coś, czego nie mogła „udowodnić" nikomu z wyjątkiem siebie. Nie było sposobu, w jaki można by uargumentować jego realność. Nie leżało to także w żadnym wypadku w jej interesie.
Christin, Soren i Bob doświadczyli swojego przebudzenia i transformacji po okresie przytłaczających, wydających się nie do przebycia trudności. Życie i śmierć... śmierć i powtórne narodziny... koniec starej drogi... i rozpoczęcie nowego okresu...
Jednak to nie w każdym przypadku miało miejsce.
Paulinie życie układało się gładko. Nigdy nie interesowała się ideami New Agę i jej przebudzenie nastąpiło zupełnie niespodziewanie.
Kiedy z nią rozmawiałem, opisała to wydarzenie językiem, który można znaleźć w każdym typowym podręczniku psychologii. Jej transformacja, mówi w tajemniczy, ale rzeczowy sposób, była wynikiem subtelnych sił oddziałujących między siłami świadomości i podświadomości. Paulina wierzy, że przebyła taki wewnętrzny proces i bardzo dba o to, żeby nie szufladkować tego, co się wydarzyło. Mogłoby to w efekcie prowadzić na manowce. Czulą też, że nie było konieczne określenie, co dokładnie się stało. Co interesujące, fakt, że to się naprawdę stało (i zmieniło jej życie na lepsze) był dużo ważniejszy niż jak to się stało. Wielu z tych, z którymi rozmawiałem podziela to zdanie.
W przypadku Pauliny siłą napędową przemiany wydaje się być nie „transfer dusz", ale dziwny i nagły napływ informacji - może „transfer informacji", który zupełnie zmienił jej życie. Dopiero później zdała sobie sprawę, że był on częścią większego doświadczenia wymiany dusz.
Paulina jest szczupłą, atrakcyjną kobietą po czterdziestce, która w czasie swojego Wejścia w roku 1979 prowadziła intratną firmę jubilerską w Kalifornii. Tego roku, bez ostrzeżenia zaczęła się u niej seria paranormalnych zdarzeń.
W nocy, za każdym razem, kiedy się kładła do łóżka, czuła ogromny napływ energii i zjawisko to ustępowało za każdym razem, kiedy siadała. Trwało to przez kilka miesięcy, aż jednej nocy - jak w wielu wspomnianych już tu przypadkach ET - wydało się jej, że opuszcza swoje ciało. Ogarnęło ją pozamaterialne uczucie niewiarygodnego szczęścia i błogości.
Doświadczenie to jednak wprawiło ją w ogromne zmieszanie. A kilka tygodni później przeżyła to...
Paulina nigdy dotąd nie opuściła ani jednego dnia pracy, ale tego ranka obudziła się z głębokiego snu, ubrała niedbale i zamiast jak zwykle skierować się do swojej firmy jubilerskiej, zawiadomiła, że jest chora. Następnie poszła na tylne podwórko swojego domu, usiadła wygodnie w fotelu i przystąpiła do sześciu godzin nagrywania całego dwudniowego seminarium na temat Wewnętrznego Życia.
To było naprawdę dziwne, ponieważ Paulina nie miała w planie wygłoszenia żadnego seminarium. Faktem jest, że w ogóle nigdy nie zajmowała się nauczaniem. Była w rzeczywistości nieśmiała i świadoma brzmienia swego głosu. Nie wiedziała także nic o duchowej idei leczenia ezoterycznego, którą umieściła w swojej mowie!
Co tu było grane?
Niedługo po tym zaskakującym poranku Paulina doświadczyła innego przeniesienia energii. Ponownie, leżała w łóżku i dziwiła się, co się dzieje, ale tym razem było jeszcze coś. Jasno i wyraźnie usłyszała glos, który mówił:
Jesteś uleczona...
To także było dziwne, bo nie tylko nie była przyzwyczajona do słuchania jakichś bezosobowych głosów, ale też nie zdawała sobie sprawy, że potrzebuje jakiegoś leczenia. „Czułam się dobrze", powiedziała mi. Leczenia czego?
Wtedy Paulina zaczęła długi okres badań i osobistej refleksji i w końcu wyszukała kilku duchowych nauczycieli. Kiedy z nią przeprowadzałem rozmowę, już pogodziła się z tymi dziwnymi doświadczeniami - w sposób bardzo charakterystyczny dla Pauliny.
Zastanawiając się nad dziwacznymi wydarzeniami sprzed więcej niż dziesięciu lat, powiedziała mi, że teraz wierzy w „czyjąś obecność, która weszła do mojej starej osobowości i zmieniła ją". Podczas gdy myśli, że jest Tą-Która-Weszła, nie udaje, że jest tego całkiem pewna.
W końcu jednak Paulina została duchowym nauczycielem i mówi, że jedzie wszędzie, gdzie czuje się potrzebna, aby pomóc innym ludziom w rozwoju. W końcu odnalazła harmonię w swoim pierwotnym impulsie, który kazał jej odebrać informację i napisać seminarium o Wewnętrznym Życiu.
Doprowadziło to nas do ostatniej kwestii w naszym badaniu przebudzenia ET.
Przeżywając te wszystkie doświadczenia - niezwykłe sny, dziwne głosy, napływ energii, paranormalne moce, podróże poza ciałem, odwiedziny spoza Ziemi - w jaki sposób w końcu dochodzi się do wniosku o swojej pozaziemskiej tożsamości? Jak człowiek dochodzi do tego najniezwyklejszego twierdzenia o sobie?

Mój świat i jego powitanie

Pisarka, terapeutka i organizatorka seminariów New Agę, Lucia jak dotąd nigdy nie wierzyła, że sama doświadczy Wejścia. Wiedziała co to jest, ale nigdy nie wyobrażała sobie, że to ma z nią cokolwiek wspólnego.
W 1989, w połowie swoich lat trzydziestych, przygotowywała się do urządzanych w jej domu warsztatów dla grupy pomocników ET z Sedony w Arizonie. Ci nauczyciele, pochodzący pierwotnie z grupy Ziemskiej Misji ET, są budzącymi kontrowersje przywódcami, którzy pomagają i prowadza tych, którzy twierdzą, że mają nieziemską tożsamość, a szczególnie Tych-Którzy-Weszli.
Lucia tego ranka właśnie brała prysznic, gdy nagle głos wydający się być w jej głowie powiedział do niej:
Dzisiaj przeżyjesz Wejście...
Później, przez cztery godziny, słyszała powtarzające się zdanie „Dzisiaj jest pierwszy dzień reszty twojego życia". Mimo że, jak mi powiedziała, wydawało jej się to kiczem (sloganem reklamowym dla udzielenia duchowych wskazówek), była to rzeczywiście wiadomość, którą otrzymała w bardzo jasny sposób.
Następnie, tak samo nagle, jak się zaczęło, wszystko się skończyło.
Zapadła cisza. Później jednak głos zaczął dawać Luci coś, co opisuje jako „wewnętrzne wskazówki" i poinstruował ją aby pojechała na najbliższe pole, usiadła i odpoczęła. Czując się bezpieczna i chroniona zrobiła to, co jej kazano. Podczas gdy siedziała leniwie na trawie zagubiona w domysłach, poczuła „potężną ogarniającą obecność" i uczucie przewrotu, jakby cała energia opuszczała jej ciało ustępując miejsca nowej, wchodzącej do niego.
Czuła, że wchodzi do niej jakiś „nowy duch". I gdy już zaczynała się do niego przyzwyczajać, duch ten ogłosił swoją obecność i używając jej ciała i jej głosu powiedział:
Jestem Lucia...
To imię nie było w tym czasie jej imieniem.
Przez następne trzy tygodnie, opowiada Lucia, obdarzona była promiennie czystym umysłem, mocami telepatycznymi i spontaniczną pewnością swego pochodzenia jako ET i swojego celu bycia na Ziemi. Podobnie, jak Bob i Christin była „w stanie łaski".
Ale to w końcu ustało.
Jak u wielu ET, te moce nagle zanikły, mimo ze doświadczenie to było fundamentalne, centralne i samo-definiujące. W czasie naszej rozmowy Lucia mówiła o sobie jako o ET, ale też mówiła, że jest „otwarta na myśl, że moje idee o mnie samej są fałszywe".
Jest nawet możliwe, kontynuowała, że jakieś „zwodnicze, negatywne istnienie" bawiło się nią kusząc ją „świetlaną iluzją" bycia ET. Zaimponowała mi swoją otwartością na inne poglądy. Podobnie, jak Paulina, nie była dogmatycznym nauczycielem.
ET czy nie ET - nie o takie pytanie chodziło. Nie chodziło także o otrzymanie odpowiedzi od większości z tych, z którymi rozmawiałem. Rozpoznanie siebie jako istoty ET było tylko końcem jednego rozdziału i rozpoczęciem kolejnego.
Podobnie u innych ludzi - identyfikacja siebie jako istoty Spoza Ziemi następowała w końcu w ten sam sposób, jak w przypadku wielu innych tożsamości, sama sobie nadawała moc prawną. Każdy z nich sam osobiście „uprawomocnił" ten wniosek.
Kluczową sprawą nie była wcale deklaracja, że się jest Spoza Ziemi. Jak w wielu przypadkach deklaracji o tym, kim się jest, najważniejszym czynnikiem był stopień integracji psychologicznej. Rzecz stawała się w końcu realna, kiedy intuicyjna wiedza stawała się częścią ich samych - a kiedy to się stało, niezmiennie poprawiała się i wzbogacała jakość ich życia - dla każdego z nich.
Wędrowcy -- ET od urodzenia, którzy stopniowo doszli do zrozumienia siebie — w mniejszym stopniu potrzebowali zewnętrznego wsparcia czy dowodów. Nie było potrzeby, aby komukolwiek udowodnili swoją tożsamość. W końcu dochodzili do głębokiej wewnętrznej wiedzy o tym, kim byli. Potwierdzała ona to, co zawsze podejrzewali i nie była żadną wielką niespodzianką.
Ci-Którzy-Weszli - którzy przeszli transformację nagle i pośrodku ziemskiego życia - wydawali się bardziej potrzebować pomocy. Nie było niezwykłe, że deklarowali oni nieziemskie przejście dusz a przy tym byli otwarci na jakieś inne wyjaśnienia. Całe ich doświadczenie było tak zaskakujące, że niemożliwe było przyjęcie żadnych dogmatów. Sama podstawa ich poczucia siebie została przeniesiona i przeorganizowana.
Bob, nasz ET, który miał za sobą dwa dziesięciolecia nałogu narkotykowego, kiedy doświadczył swojego wejścia, nadal dzisiaj mówi: „Czasami naprawdę czuję się nerwowo chory." I jak już powiedzieliśmy, określa on siebie jako „Boba i nie Boba", zmieszanie osobowości, którego zwykle doświadczają Ci-Którzy-Weszli, którzy niedawno przeszli swoją dziwną metamorfozę.
Piotr, architekt, który widział „posiadającą inteligencję kulę światła", już nie jest zdezorientowany co do swojej tożsamości ET, ale jasno rozróżnia „starą osobowość i nową osobowość". Jego sposób rozumienia tego, co się stało wywołał mój uśmiech, ponieważ zastanawiał się, czy przypadkiem nie doświadczył Wejścia bez Wyjścia. (Ten ostatni termin nie jest ogólnie przyjęty.) Piotr widocznie czuje, że jego „stara ludzka dusza" pozostała w czasie wymiany ET, ale w przeciwieństwie do Boba nie mówi o sobie, że czuje się „nerwowo chory".
Co jest także interesujące, przytłaczająca większość tych, z którymi rozmawiałem, nie podkreślała ważności swojego statusu ET i nie myślała o sobie, jako o „obcym ".
Prawdopodobnie najzwięźlej przedstawiła to kobieta, którą będę nazywał Lindą, i która wygłaszała w różnych krajach wykłady na temat roli Tych-Którzy-Weszli w społeczeństwie. Udziela ona porad psychologicznych i jest twórcą jednej z duchowych wspólnot w Oklahomie. Jest jedną z najbardziej praktycznych i konkretnych osób spośród tych, których spotkałem.
Linda mówi, że przeżyła Wejście kilka lat temu i wie, że na pewno pochodzi z Syriusza. Jednak nigdy nie kładzie na to nacisku w swoich prezentacjach. Zamiast tego, mówi, bycie Spoza Ziemi to „tylko wiadomość do przekazania".
Tak wiec, stwierdza Linda, „doświadczenie Wejścia pozwala człowiekowi ujrzeć swoją własną głupotę".
Ta głupota, mówi, to ograniczające wierzenie, że tożsamość czasowo-przestrzenna jest mimo wszystko bardzo ważna. Mówi, że to, czym naprawdę jesteśmy, to nie nasza osobowość, lecz ucieleśnienie Absolutnej Boskiej Całości. Jest to bardziej wyzwalające niż pojecie bycia „Ziemianinem" czy „obcym ET" i rozprawia się z twierdzeniem, że ktoś jest bardziej święty niż inni. Linda mówi, że zarówno tożsamość Wędrowca, jak i Tego-Który-Wszedł jest doświadczeniem dostępnym dla całej ludzkości. Jest to doświadczenie bycia zjednoczonym z wszechświatem, bycia wspaniałą nicią w Kosmicznej Tkaninie obejmującej wszystko.



#40 tomasn

tomasn

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 3014 postów

Napisano 20 czerwiec 2006 - 14:48

Alec twój tok rozumowania jest mniej więcej zgodny z tym co ja napisałem w temacie www.niewyjasnione.pl/temat5721/ ALTER EGO,otóż moim zdaniem człowiek jest istotą złożoną,składa się z ciemnej strony i jasnej strony,zarówno ciemna strona jest istotą wielowymiarową i ponadczasową i jest wspólna dla całej ludzkości -można nazwsać to szatanem czy diabłem czy też inaczej jak kto woli,i jasna strona jest istotą wielowymiarową i ponadczasową i łączy całą ludzkość z Bogiem.Zgodne to jest też z teorią Younga i Freuda.Zdolność inkarnacji mają obydwie części człowieka.



Zmieniony przez - tomasn w dniu 2006-06-20 16:49:38

#41 Alec

Alec

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 358 postów

Napisano 20 czerwiec 2006 - 19:40

Witaj tomasn

Nie mam dosc czasu, aby zapoznac sie z innymi Twoimi wypowiedziami, moge jednak sprobowac odniesc sie do tego, co tu piszesz.

Powolujesz sie na Junga i Freuda, jednak nie wiem co dokladnie rozumiesz pod pojeciem ALTER EGO, czy kompleksy jako ukryte osobowosci w nieswiadomosci osobowej (u Junga), czy zetkniecia z pewnymi archetypami (jak Cien) w nieswiadomosci zbiorowej?
Moim zdaniem mamy tu do czynienia z paroma kwestiami:
- po pierwsze - swiadomosc ciala (z ciala) - bardzo odzwierzeca i dosc prymitywna, jest to podobne do id wg Freuda, choc moze wyjasc poza zasade przyjemnosci i popedy u osob b-j rozwinietych
- po drugie - kwestia polarnosci na Ziemi, jako planecie, gdzie nauka przebiega z zaciagnieciem zaslony (na poprzednie doswiadczenia, byc moze w wyzej wibrujacyh swiatach) oraz zmaganiem sie z polarnoscia: wplywami pozytywnymi (sluzba innym) i negatywnymi (sluzba sobie).
Jest jakis stopien niedoskonalosci, czy ciemnosci, umozliwiajacy w ogole zaistnienie w tym ziemskim swiecie oraz stopien doskonalosci, czy jasnosci, umozliwiajacy ewolucje jako STO (w sluzbie innym).

Czy ciemna strona jest wspolna dla calej ludzkosci?
W pewnym sensie, tym, ze mozliwa jest tutaj nauka i doskonalenie sie.
Oczywiscie istota wielowymiarowa moze byc w polarnosci negatywnej, moze to byc rodzaj wedrowca, ktory nie bedzie doskonalil sie przez sluzbe innym, ale sobie, budujac centra wielkiej wladzy/mocy i dominujac w nich.

Co do zdolnosci inkarnacyjnych tych dwoch czesci czlowieka, wg mnie nie ma czesci na tyle wydzielonych, zeby tworzyly osobowosci i indywidualnosci, jest to raczej zbior czy kompleks roznych energii, ktore w tym zestawieniu sa w roznym stopniu wypelnione spektrum swiatla. Ciemne byty nie maja rozwinietego prawie w ogole centrum serca, choc moga miec otwarta czakre korony.
Oznacza to, ze osoby oswiecone moga byc niemoralne, niestety.
Prawdopodobnie jest to jeden z powodow odradzania sie niektorych istot z 6. gestosci na Ziemi jako wedrowcy. Nie moga pojsc dalej nie otwarwszy i nie doswiadczywszy milosierdzia i oddania innym.
Pozdrowienia


#42 CheGitarra

CheGitarra

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 114 postów

Napisano 20 czerwiec 2006 - 21:26

HA HA HA HA HA HA!!! JAKI LOL! JA MAM 59 punkciszy!





_______________________________
WALCZ Z MOLOCHEM!

#43 gatea

gatea

    1

  • Members
  • PipPip
  • 24 postów

Napisano 20 czerwiec 2006 - 22:35

NTG!

#44 tomasn

tomasn

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 3014 postów

Napisano 21 czerwiec 2006 - 06:33

Alec sprawa jest napewno bardzo mocno nierozpoznana jeszcze,ale wg tego do czego ja doszedłem to te dwie części człowieka są samodzielne w sensie inteligencji negatywnej bądż pozytywnej,natomiast negatywna ciemna strona człowieka nie może istnieć samodzielnie/człowiek nie może być samym złym wcieleniem/natomiast pozytywna strona może istnieć samodzielnie/wtedy człowiek jest wcieleniem samego dobra/.Ponadto istnieje możliwość usuniecia z człowieka tej ciemnej strony całkowicie,co aktualnie ma miejsce na ziemi i nazywamy to oczyszczeniem .Oświecenie może nastąpić zarówno w ciemną stronę i wtedy jest tak jak opisujesz czyli w polarności negatywnej,oraz oświecenie w polarności pozytywnej.Dlatego w problemie wędrowców należy wziąść pod uwagę właśnie to że jedni zeszli aby uwolnić ziemię od zła a inni zeszli po to aby szerzyć zło/to akurat wynika z moich badań wahadłem osób które uznały się za wędrowców i osób opisanych w książce którą Gatea umieściła w tym temacie/.

Zmieniony przez - tomasn w dniu 2006-06-21 07:40:06

#45 Alec

Alec

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 358 postów

Napisano 21 czerwiec 2006 - 09:56

-> Alec sprawa jest napewno bardzo mocno nierozpoznana jeszcze,ale wg tego do czego ja doszedłem to te dwie części człowieka są samodzielne w sensie inteligencji negatywnej bądż pozytywnej,

No to tu sie nie zgadzamy, ale przeciez nie musimy sie we wszystkim zgadzac.
Dla mnie to moze byc raczej wplyw, czy oddzialywanie na osobe sil takich czy siakich.


-> natomiast negatywna ciemna strona człowieka nie może istnieć samodzielnie/człowiek nie może być samym złym wcieleniem/natomiast pozytywna strona może istnieć samodzielnie/wtedy człowiek jest wcieleniem samego dobra/.

Co do zlego wcielenia, mysle ze istnieje taka mozliwosc, choc jest to rzadkie, np. w Materiale RA wymieniono 3. osoby, ktore zostaly zebrane jako zniwo zupelnie negatywne w ostatnich (tzn. kikuset) latach, byl to Dzyngis Chan, Taras Bulba i Rasputin.
Mysle, ze wiekszosc ludzi stanowi tzw. "brudne" zniwo, z wyznacznikiem do powtorki nauki, ale chyba gdzies indziej. Czystego pozytywnego zniwa tez bylo nie za duzo.

-> Ponadto istnieje możliwość usuniecia z człowieka tej ciemnej strony całkowicie,co aktualnie ma miejsce na ziemi i nazywamy to oczyszczeniem .

Mnie ta nazwa kojarzy sie z przekazami od Gospodarzy Niebios, w wileku fragmentach dosc kontrowersyjnych.

-> Oświecenie może nastąpić zarówno w ciemną stronę i wtedy jest tak jak opisujesz czyli w polarności negatywnej,oraz oświecenie w polarności pozytywnej.Dlatego w problemie wędrowców należy wziąść pod uwagę właśnie to że jedni zeszli aby uwolnić ziemię od zła a inni zeszli po to aby szerzyć zło/to akurat wynika z moich badań wahadłem osób które uznały się za wędrowców i osób opisanych w książce którą Gatea umieściła w tym temacie/.

Tez uwazam, ze sa tacy i tacy wedrowcy. Ponadto wedrowcy nieprzebudzeni, pogubieni, sa czesto manipulowani przez b-j zaawansowane sily STS w strone przejmowania przywodstwa (sekty, w tym newage'owskie) oraz bezprzytomnego epatowania innych "miloscia i swiatlem" (w duchu, ze jest wszystko OK), bez glebszego zrozumienia, co sie wyrabia z nimi i na Ziemi.


#46 Ekuu

Ekuu

    1

  • Members
  • Pip
  • 2 postów

Napisano 28 czerwiec 2006 - 09:23

96, ale nie wydaje mi się żebym był z kosmosu... :)

#47 Alec

Alec

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 358 postów

Napisano 28 czerwiec 2006 - 19:34

Witam

Zbliza sie termin SPOTKANIA WEDROWCOW w koncu lipca, jest juz pare potwierdzonych zgloszen
i prosze wszystkich tych, ktorzy chca i moga przyjechac,
aby zglosili sie bezposrednio do organizatorow na adres:
aleksyz@poczta.onet.pl
i mogli w ten sposob zostac wciagnieci na liste UCZESTNIKOW.
Jest juz nieco zapisow na liscie, wiec jesli sie decydujesz, podaj w poscie

- imie i nazwisko,
- miejscowosc z ktorej pochodzisz (byc moze uda sie kogos zabrac "po drodze" na spotkanie), jesli jest to mala miejscowosc, podaj tez wieksze miasto w poblizu
- nr komorki (dostaniesz w liscie zwrotnym podobne dane od organizatorow)
- przypomnij, ile Ci wyszlo w tescie i czy deklarujesz sie jako wedrowiec nakierowany w swym zyciu glownie na pomaganie innym (w opcji STO - serve to others - pomagania innym)
- Mozesz tez napisac, jakie tematy specjalnie by Cie zainteresowaly podczas spotkania (co chcialbys, by stalo sie przedmiotem rozmow, wymiany doswiadczen).

Pozdrowienia


#48 Klejcun

Klejcun

    jaszczur

  • Members
  • PipPipPip
  • 38 postów

Napisano 20 lipiec 2006 - 15:28

powiedzcie gdzie bedzie spotkanie, to zaczaje sie z paroma panami z kaftanami.

#49 dorocik36

dorocik36

    1

  • Members
  • PipPip
  • 17 postów

Napisano 20 lipiec 2006 - 18:35

Ja mam 95 ale raczej się nie wybiore

#50 Gadzin

Gadzin

    1

  • Members
  • PipPip
  • 16 postów

Napisano 20 lipiec 2006 - 18:42

Klejcun
w razie czego moge pomoc - mOja masa jak sie klepne na kogos to nie ma bata ze wyjdzie z "uscisku"

#51 gatea

gatea

    1

  • Members
  • PipPip
  • 24 postów

Napisano 20 lipiec 2006 - 18:52

Przynalezysz chyba do epoki sredniowiecza, p. K., doby wielkiej nietolerancji i umyslowego zniewolenia, choc i wspolczesnosc niewiele sie od niego rozni. A moze czasy Inkwizycji bardziej ci odpowiadaja?

Ponadto troche uwagi, pisze przeciez, gdzie i kiedy jest spotkanie.

Co do Wedrowca, kim jest, w jednej z nowszych ksiazek C. Rueckert - Podrecznik Wedrowca - pojawia sie nowa definicja, mniej wiecej wskazujaca, ze niezaleznie od pochodzenia karmicznego, ci ktorzy zwracaja sie w strona swiatla i duchowosci, pracujac dla innych, sa Wedrowcami, zas materialisci ugrzezli w scjentyzmie i dbajacy tylko o siebie, z lekiem patrzacy na alternatywne mozliwosci zycia i rozwoju, to po prostu niedojrzale dusze, ktore maja jeszcze dluzsza droge do przejscia.


Zmieniony przez - gatea w dniu 2006-07-20 19:54:28

#52 Klejcun

Klejcun

    jaszczur

  • Members
  • PipPipPip
  • 38 postów

Napisano 20 lipiec 2006 - 19:21

Ja mam 50 pkt. Panie gatea zniewolenie umyslowe powiadasz ? a Ty jestes wyzwolony umuslowo ? schizofrenicy tez sa wyzwoleni umyslowo zreszta zle porownanie dales bo w sredniowieczu bylo wiecej nawiedzonych niz teraz

#53 Gadzin

Gadzin

    1

  • Members
  • PipPip
  • 16 postów

Napisano 20 lipiec 2006 - 19:31

pracujac dla innych
jak polacy we wloszech ?!?!

#54 dorocik36

dorocik36

    1

  • Members
  • PipPip
  • 17 postów

Napisano 20 lipiec 2006 - 21:25

Klejcun i Gadzin-już dawno po dobranocce...

#55 tomasn

tomasn

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 3014 postów

Napisano 21 lipiec 2006 - 11:31

Kiejcuna i Gadzina trzeba przenieść na forum dla przedszkolaków

#56 Gadzin

Gadzin

    1

  • Members
  • PipPip
  • 16 postów

Napisano 22 lipiec 2006 - 08:28

chyba Ciebie tez zabierzemy.... ze soba

BTW. mniejwiecej wkoncu zrozumialem czemu sceptycy na tym forum prawie w ogole sie nie wypowiadaja... wszedzie sa krytykowani
"was" jest zbyt wielu a nas tylko garstka...

Zmieniony przez - Gadzin w dniu 2006-07-22 09:31:49

#57 olciacnt

olciacnt

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 246 postów

Napisano 30 lipiec 2006 - 08:49

78 mi wyszlo, ale jakos specjalnie nie czuje sie wedrowcem, czuja sie inna ale czy wedrowcem to nie wiem.

#58 TrcHorror

TrcHorror

    1

  • Members
  • PipPip
  • 27 postów

Napisano 30 lipiec 2006 - 19:18

Masz to samo co ja :P

#59 voagar

voagar

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 840 postów

Napisano 31 lipiec 2006 - 07:13

Mi wyszło 90:)

#60 Iriirien

Iriirien

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 98 postów

Napisano 02 wrzesień 2006 - 01:48

mi wyszlo 88, ale szkoda że nie wiedziałam o tym wcześniej.

#61 Klejcun

Klejcun

    jaszczur

  • Members
  • PipPipPip
  • 38 postów

Napisano 02 wrzesień 2006 - 11:55

Klejcun i Gadzin-już dawno po dobranocce...

przyganialy kotły garnkom

Zmieniony przez - Klejcun w dniu 2006-09-02 12:55:45

#62 Alec

Alec

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 358 postów

Napisano 15 wrzesień 2006 - 14:13

Juz po spotkaniu.
Przyjechalo - niestety - tylko pare osob, zas samo spotkanie zostalo w ostatniej chwili przeniesione i odbylo sie na Pojezierzu Drawskim.
Uczestnicy postanowili utrzymac i rozwinac wlasna strone www:
http://www.swietlniwedrowcy.pl
Pozdrowienia i do ewentualnego kolejnego spotkania.




Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych


Pozycjonowanie strony: Virtual Development