Skocz do zawartości




Zdjęcie

Czerwone dynastie, czerwoni oprawcy


38 odpowiedzi w tym temacie

#1 xami

xami

    1

  • Members
  • PipPipPip
  • 36 postów

Napisano 17 październik 2012 - 11:07

Józef Światło, pierwotnie Izak Fleischfarb [1] (ur. 1 stycznia 1915 w Medynie koło Zbaraża, zm. 2 września 1994 w Stanach Zjednoczonych[2][3]) – wysoki funkcjonariusz Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, m.in. wicedyrektor Departamentu X MBP. Obawiając się czystek[4] po aresztowaniu Ławrientija Berii w 1953, uciekł na Zachód podczas podróży służbowej do Berlina Wschodniego.
Urodził się w Medynie koło Zbaraża w żydowskiej rodzinie Gabriela Fleischfarba, magazyniera w młynie. Jego matka nosiła nazwisko Wieseltur[4]. Rodzina wkrótce potem przeniosła się do Krakowa[5]. Ukończył siedem klas szkoły podstawowej[5], po czym pracował w Krakowie jako szewc. W młodości działał w organizacji syjonistycznej Gordonia, a następnie od 1933 roku w Komunistycznym Związku Młodzieży Polskiej w Krakowie, za co został aresztowany w latach 1934 i 1936. W połowie 1936 roku ożenił się z Frydą Zollman (pomimo iż oboje należeli do KZMP, wzięli żydowski ślub religijny). Od 1936 działał w związkach zawodowych.
....
W Polsce pozostawił żonę oraz dwoje dzieci.
za wikipedia http://pl.wikipedia....i/Józef_Światło

Pan redaktor Bartosz Węglarczyk, jed­no­cześ­nie udzielający się dla TVN, jest w linii prostej potomkiem osławionego Józefa Światły, co to naprawdę nazywał się Izaak Fleischfarb i był wicedyrektorem X Departamentu, zbrodniarza i zdrajcy Polski.
za http://www.ivrozbior...hp?page=swiatlo

dane z IPN http://www.ipn.gov.p...lm/pl/203/1587/







#2 fantom (ista)

fantom (ista)

    Moderator na FZN

  • Moderators
  • 6306 postów
  • LocationIs baile ina bhfuil an croí ...

Napisano 30 październik 2013 - 09:18

Czerwone dynastie: Familia Kraśków – Jerzy Robert Nowak

Aktualizacja: 2009-07-24 6:14 pm

Jednym ze szczególnie widocznych symptomów patologii awansów w naszym życiu publicznym jest szczególna kariera rodu Kraśków w telewizji publicznej.

Protoplastą tego klanu był osławiony Wincenty Kraśko, przez lata sekretarz KC PZPR ds. kultury. Kraśko wyróżniał się zarówno swymi dogmatycznymi poglądami, jak i skłonnościami do autorytarnego dyrygowania kulturą. Nader typowa pod tym względem była jego broszura z 1968 r. “Głos w dyskusji przedzjazdowej”, ostro piętnująca “krnąbrnych” literatów. Słynny pisarz i publicysta Stefan Kisielewski (Kisiel) tak skomentował udział Wincentego Kraśki w nikczemnej nagonce na twórców w 1968 r.: “(…) jak powiedział towarzysz Kraśko, kultura polska nie skorzysta z naszych usług. Znalazł się właściciel polskiej kultury – przerażony osioł” (S. Kisielewski, Dzienniki, Warszawa 1996, s. 16).

 

Bardzo duże wpływy Kraśki w sferze kultury ułatwiły karierę jego potomków w szczególnie atrakcyjnej jej dziedzinie – publicznej telewizji. Ciekawie opisała to dziennikarka “Tygodnika Solidarność” (nr z 19 listopada 2004 r.) Marzanna Stychlerz-Kłucińska w tekście “Kraśko i inni”, stwierdzając m.in.: “Kolejnym charakterystycznym zjawiskiem w TVP jest pokoleniowość, dziedziczenie stanowisk. Władza przechodzi z ojca na syna, a potem pałeczkę przejmują wnuki. Wystarczy, że przez jakiś czas senior rodu pełnił jakąś ważną funkcję. Klasycznym przykładem jest tu familia Kraśków. (…) Rodzina Kraśków stanowi jakby oddzielną instytucję w TVP. Początek dynastii dał Wincenty Kraśko, sekretarz KC PZPR ds. kultury.

 

Wszystko, co szło na antenę, było z nim konsultowane. Wkrótce w dziale kultury w TVP pojawił się młody Kraśko [Tadeusz - J.R.N.], przed kilku laty jeszcze młodszy [Piotr Kraśko - J.R.N.]. Średni Kraśko był człowiekiem kochliwym i zmieniał partnerki. Ale miał ludzkie odruchy, wszystkie byłe żony oraz liczne przejściowe przyjaciółki nadal pracują w TVP i jakoś – mówią moi rozmówcy – w tym sobie w miarę bezkonfliktowo funkcjonują. To swoisty fenomen. W ślad familii Kraśków poszli inni. (…) Jedna z większych telewizyjnych rodzin wraz z ‘przyległościami’, czyli dziećmi, kuzynami, kochankami oraz bliższymi i dalszymi znajomymi – wg Michała Mońki (dziennikarza związanego z ‘Solidarnością’) – liczy 64 osoby”.

 

Zarówno Tadeusz Kraśko (syn), jak i Piotr Kraśko (wnuk) nie odznaczali się szczególnymi zdolnościami, wręcz przeciwnie. Nadrabiali świetnym zadomowieniem się w “układach” i bardzo umiejętnym przystosowywaniem się do panujących w TVP reguł poprawności politycznej – zawsze płynęli z prądem. Nader typowa była pod tym względem wydana w 1992 r. w warszawskim lewicowym wydawnictwie BGW książka Tadeusza Kraśki “Pasjans telewizyjny”. Książka zawierała wybór zwierzeń licznych znanych dziennikarzy, wyraźnie zdominowanych przez starych wyjadaczy komunistycznej maści. Wśród “bohaterów” książki Kraśki znaleźli się m.in.: były prezes Radiokomitetu Włodzimierz Sokorski, osławiony prezes Radiokomitetu w czasach Edwarda Gierka Maciej Szczepański (zwany “krwawym Maciejem”), stalinowski pieniacz Zygmunt Kałużyński, byli długoletni tajni współpracownicy SB: prezes Radiokomitetu za rządu Tadeusza Mazowieckiego Andrzej Drawicz i Andrzej Szczypiorski, komunistyczni propagandyści: Zygmunt Broniarek i Adam Bronikowski. Kraśko nie zapomniał również o nagłośnieniu w swej książce takich osób znanych ze skrajnej lewicowej tendencyjności, jak: Aleksander Małachowski, Olga Lipińska czy Kazimierz Kutz i Janusz Rolicki.

 

W 1991 r. Tadeusz Kraśko wydał szczególnie zakłamaną książkę “Początek raz jeszcze. Z Andrzejem Szczypiorskim rozmawia Tadeusz Kraśko”. Było to pełne panegiryzmu wysławianie osoby A. Szczypiorskiego, znanego z histerycznych ataków na polskość i patriotyzm (stachanowca antypolonizmu) i na wartości chrześcijańskie, jak się później okazało, wieloletniego agenta SB. Kraśko bezkrytycznie nagłośnił w swej książce m.in. godne barona Münchausena samochwalcze opowieści Andrzeja Szczypiorskiego o tym, jak się “heroicznie” opierał bezpiece, jakim to był nonkonformistą i jak sam Kiszczak usprawiedliwiał się przed nim z jego internowania (s. 126). Kraśko nie zdobył się ani razu na próbę podważenia kłamstw Szczypiorskiego przez przypomnienie jego sławetnych proreżimowych wyczynów propagandowych. W rezultacie tolerowania wszystkich zafałszowań Szczypiorskiego pisana “na klęczkach” książka Kraśki jest faktycznie tylko kłamliwym “śmieciem”. W 1995 r. T. Kraśko wydał bezkrytyczny, arcynudnawy wywiad z Jerzym Turowiczem “Wierność” (Poznań).

W 1998 r. wydana została kolejna pełna zakłamania książka Kraśki “Czas skorpionów” stanowiąca w dużej części miniportrety różnych pisarzy. Znów znalazł się tam m.in. panegiryczny portret pisarza-agenta A. Szczypiorskiego, o którym Kraśko napisał m.in.: “W jego stylistyce nie ma ani jednego zbędnego znaku, to krystalicznie czysty wyraz myśli”. Dodajmy: myśli antypolskiej, antychrześcijańskiej, agenturalnej! Podobnymi pochwałami obdarzył również innego agenta SB Andrzeja Drawicza, od jesieni 1989 r. do końca 1990 r. głównego hamulcowego prawdziwych zmian w telewizji. Z jakim rozrzewnieniem Kraśko pisał o Drawiczu: “Był mądrym, dobrym i szlachetnym człowiekiem. (…) Wielu go kochało, niewielu rozumiało, małowierni potępiali”. Dodajmy, że w książce Kraśki znalazł się panegiryk o pisarzu Jerzym Kosińskim. Kraśko ogromnie wysławiał nawet jego najbardziej antypolską, paszkwilancką książkę “Malowany ptak”, wychwalał jej rzekomą “ponadczasową, biblijną narrację” (s. 130).

 

W ślady dobranego dziadka i ojca poszedł również najmłodszy z rodu Kraśków, telewizyjny redaktor Piotr Kraśko. Już jako korespondent TVP w Stanach Zjednoczonych na początku naszego stulecia okazał się absolutnym nieudacznikiem. Brutalnie obnażył wszystkie jego słabości merytoryczne i warsztatowe świetny znawca spraw Stanów Zjednoczonych i tamtejszej Polonii Zbigniew K. Rogowski. W tekście “Kraśko, niewypał w eterze” (“Nasza Polska” z 20 marca 2005 r.) Rogowski pisał o Kraśce: “Kolejny personalny niewypał. Donosi o jakichś marginalnych, peryferyjnych wydarzeniach, nie ma dojścia do ludzi politycznego establishmentu, nie dostrzega 10-milionowej Polonii, więc nic nie wie o jej życiu politycznym, na co dzień unika jak ognia relacji o zjawisku antypolonizmu. Szczególnie za brak obu tych tematów w korespondencjach Kraśki skarżyli mi się Polacy oglądający programy TVP za pośrednictwem TV Polonia. Zauważmy, że jak na medium wizualne Kraśko prezentuje się niekorzystnie: obcy akcent wymowy, słaba dykcja (proponuję kurs na I roku szkoły teatralnej)”.

Skrajne braki merytoryczne i fachowe młody Kraśko nadrabia podobnie jak jego ojciec Tadeusz gorliwością w atakowaniu tych, których trzeba (zgodnie z regułami “poprawności politycznej”). 18 września 2002 r. P. Kraśko “zabłysnął” jako redaktor prowadzący wzmożony atak paszkwilancki na Radio Maryja w telewizyjnym programie “Oblicza mediów”.
Kariera telewizyjna obu Kraśków świetnie pokazuje, do jakiego stopnia w telewizji publicznej (!) nie liczy się autentyczny talent (którego obu Kraśkom ewidentnie nie dostaje), lecz tylko rodowód z “dobrej”, czerwonej rodzinki.

Prof. Jerzy Robert Nowak

 

http://www.bibula.com/?p=11627


(...) A jesli komu droga otwarta do nieba, Tym, co służą Ojczyźnie. (...)

comes militi Dołączona grafika

#3 fantom (ista)

fantom (ista)

    Moderator na FZN

  • Moderators
  • 6306 postów
  • LocationIs baile ina bhfuil an croí ...

Napisano 30 październik 2013 - 09:53

WSTĘP

Tak zmieniać, aby nic nie zmienić!  to było faktycznie główną zasadą „przemian" realizowanych po 1989 roku, „przemian", które okazały się tak wielkim oszustwem wobec Narodu. Gdy trzon władzy politycznej, gospodarczej i medialnej przetrwał nadal w rękach tych samych spowinowaconych ze sobą koterii i rodzin, częściowo tylko przefarbowanych na odcienie liberalno-lewicowe. Jesteśmy nadal ściśle oplecieni pajęczyną po-PRL-owskich układów i powiązań. Najbardziej nawet skompromitowani, przyłapani na złodziejstwie czy działaniach agenturalnych spadają na cztery nogi. Zawsze znajdą obrońców i protektorów. W dzisiejszej Polsce źle jest tylko, gdy się jest uczciwym, odważnym, niepokornym... Tak zabija się ostatnie nadzieje i popycha Polskę na drogę ku katastrofie, ku drugiej Argentynie. Jeśli tego jak najszybciej radykalnie, gwałtownie nie zmienimy, Polska ostatecznie upadnie. Nie ma bowiem miejsca na tej ziemi dla narodów bezbronnych, zakompleksionych, dających się wciąż oszukiwać, pozbawionych instynktu samozachowawczego i poczucia godności.

Chciałbym, by ten tomik wstrząsnął sumieniami, by pokazał jak bardzo pozorowane i oszukańcze były tak szumnie deklarowane przemiany po 1989 roku. Chciałbym pokazać, jak bardzo kastowy charakter ma dzisiejsza Polska, jak wielu ludzi „trzymających władzę", i to nie tylko w polityce, ale również i w mediach (a to media są dziś „pierwszą władzą"), to ludzie wywodzący się ze starych skompromitowanych kręgów komunistycznych, często najgorszego stalinowskiego chowu. Wielka część z nich to ludzie, których ojcowie zaprawiali się do zdrady narodu przez dziesięciolecia, tak jak ojciec marszałka Sejmu M. Borowskiego czy ojciec „nadprezydenta" A. Michnika, już w czasach międzywojennych. To ludzie, którym zabrakło w domu jakiegokolwiek wychowania w ideach drogich przeważającej części Narodu, wśród którego żyją, od wiary do patriotyzmu i poczucia dziedziczenia narodowej historii.

Stąd te pytania, które stawiam wielokrotnie na łamach tego tomiku, zastanawiając się, jak miał się uczyć patriotyzmu np. Jerzy Wiatr (od ojca-agenta gestapo), Cimoszewicz (od ojca  oficera stalinowskiej informacji) czy Dawid Warszawski (od ojca - agenta NKWD. Porównuję drogi licznych wpływowych ludzi i ich rodziców czy całych familii, zastanawiając się nad wyniesionymi przez nich z domów rodzinnych przesłaniami, które spaczyły ich wychowanie. Znać rodowody, to wiele zrozumieć. Na przykład zrozumieć lewicową tendencyjność Moniki Olejnik, córki pułkownika MSW, czy uprzedzenia do Kościoła katolickiego ze strony wychowanego w ateistycznym środowisku Jerzego Owsiaka, syna wysoko postawionego partyjnego milicjanta.

W tomiku tym pragnę pokazać rozmiary opanowania władzy w Polsce przez synów, zięciów czy bratanków PRL-owskich bonzów. Pokazać, w jak wielkim stopniu mamy dziedziczenie „pseudoelit". Jak dawne rządzące siły PRL-owskie „elity władzy" zostały zastąpione przez ich dzieci. I pokazać, jak ci dziedzice władzy ukształtowali „próżniaczą klasę polityczną", opartą na ograniczonym tylko do nich, do ich układów systemie awansów i karier. Ludzie spoza układów, z tzw. terenu, mają mikroskopijne wręcz szansę przebicia się wyżej, choćby byli najbardziej utalentowani. Mogą tylko kołatać do zamkniętych drzwi, snuć się sfrustrowani po kolejnych urzędach pracy w nikczemnym świecie protekcji i układów. Bez przesady można powiedzieć, że dzisiaj szansę awansu jakiegokolwiek awansu społecznego człowieka z „prowincji", a tym bardziej z ubogiej rodziny, są dużo gorsze niż kiedykolwiek przedtem w ciągu ostatnich stu lat polskiej historii. Obserwowałem ze smutkiem losy jakże wielu młodych utalentowanych absolwentów „z terenu", skazanych na rozpaczliwe poszukiwanie jakiejkolwiek pracy, nieraz latami. Bo wszystko jest zarezerwowane dla „elitki" z „warszawki" czy „krakówka". Bo taki np. młody Paweł Wujec, syn prominentnego działacza Unii Wolności Henryka Wujca i działaczki tejże Unii Ludmiły Wujec już jako bardzo młody człowiek, w początkach swoich studiów musiał zdobyć pracę dziennikarską w „Gazecie Wyborczej". - Bo ja cały jestem mamy, jej telefon otwiera mi drzwi - jak śpiewano w piosence dawnego STS-u. A Ludmiła Wujec była uważaną za najbardziej wpływową działaczkę Unii Wolności!

Pisząc o czerwonych dynastiach piszę nie tylko o tych, którzy pozostali wierni ideologii komunistycznej wyznawanej przez ich ojców tak jak Borowski czy Cimoszewicz. Piszę również i o tych, którzy także i po wejściu do lewicowej laickiej opozycji pozostali wierni starym uprzedzeniom ich komunistycznych ojców do polskości czy Kościoła. Tych byłych lewicowych opozycjonistach, którzy bardzo boją się dekomunizacji, bo mogłaby odsłonić pełną „hańbę domową" ich rodzin. Czyż nie głównie taki właśnie strach łączył Adama Michnika, brata mordercy sądowego Stefana Michnika, z generałem Wojciechem Jaruzelskim, dążącym do zatarcia własnych jakże ciężkich win, od grudnia 1970 r. na Wybrzeżu, po pacyfikację kopalni „Wujek". Tak zawiązywały się w ostatnich kilkunastu latach szokujące sojusze postkomunistów z lewicowymi liberałami z rodzin o komunistycznych rodowodach. Sojusze, które zniszczyły szansę prawdziwych zmian w Polsce i popchnęły nas na drogę ku katastrofie.

Dziedziczenie obecnych „elit" to również trwałe dziedziczenie biedy. To dalsze pogrążanie Polski w marazmie, który nam zafundowały egoistyczne, obce polskirft interesom narodowym, nieudolne pseudoelity. To dalsza blokada jakichkolwiek szans ludzi prawdziwie zdolnych spoza układów. Najwyższy czas, by przepędzić pseudoelity, które zaprzepaściły po 1989 roku tak wiele szans dla Polski! Czas je przepędzić i wyrzucić na margines polskiego życia.publicznego. Nie ważne, czy zaszkodziły Polsce przez otwartą zdradę i służalczość wobec obcych, pazerność i złodziejstwo, czy „tylko" przez egoizm, cynizm lub żałosne niedołęstwo. Zaszkodzili Polsce i Polakom i muszą, muszą jak najszybciej odejść! Ci, jakże liczni z nas, którzy jeszcze wierzą w polskie idee, w szansę na odbudowę Polski, muszą zrobić wszystko dla wyłonienia nowych silnych narodowych elit, które nie dadzą połknąć Polski i odzyskają to, co zagrabiono Narodowi. Oby ten tomik przyspieszył te działania, to narodowe przebudzenie! Oby jak najsilniej wsparł tworzenie Polski naszych snów i marzeń. Prawdziwej Polski nadziei, bez agentów i złodziei!

Spis treści

 

 

Borowski - ideowy komunista


Przewodzący buntowi wewnątrz SLD przeciwko Millerowi były marszałek Sejmu Marek Borowski jest synem wysokiej rangi komunistycznego działacza o bardzo szkodliwej antypolskiej przeszłości. Jego ojciec Wiktor Borowski (właściwie Aron Berman) był w czasach II Rzeczypospolitej trzykrotnie skazywany na więzienie za działalność wymierzoną w interesy Polski. Zaszedł bardzo wysoko w strukturach KPP - partii zdrady narodowej - stał się członkiem sekretariatu jej władz. Został nawet pracownikiem przedstawicielstwa KPP przy Komitecie Wykonawczym Międzynarodówki Komunistycznej w Moskwie. Można więc powiedzieć, że stał się prawdziwą szychą wśród agentury sowieckiej na Polskę.
 

Po wojnie ojciec Borowskiego należał do najgorszych stalinizatorów polskiej prasy jako redaktor naczelny "Życia Warszawy", a od 1951 r. zastępca redaktora naczelnego głównego dziennika komunistycznego - "Trybuny Ludu".
 

Młody Marek Borowski był - według "Wprost" - bardzo mocno związany duchowo ze swym ojcem stalinowcem. Polityk Unii Wolności Jan Lityński, który chodził z nim do jednej klasy (w sławetnym liceum dla młodzieży bananowej im. Klimenta Gottwalda), wspominał, że M. Borowski już wtedy "był ideowym wyznawcą komunizmu". Młody Borowski wcześnie zaprzyjaźnił się z innym synem komunistycznego działacza - Adamem Michnikiem, a w 1962 r. wstąpił do założonego przez Michnika międzyszkolnego Klubu Poszukiwaczy Sprzeczności. W 1967 r. został członkiem PZPR. W 1967 r., wraz ze "sczyszczaniem" przez moczarowców działaczy z partyjnego lobby żydowskiego tzw. puławian, ojciec Borowskiego stracił piastowaną od 1951 r. funkcję zastępcy naczelnego "Trybuny Ludu". To jeszcze mocniej popchnęło związanego z michnikowcami Borowskiego do opozycyjnego ruchu studenckiego w 1968 r.; odegrał w nim aktywną rolę. Został wyrzucony z PZPR, co ogromnie przeżył; był wręcz zdruzgotany. Pozostał jednak - jak wspominał - nadal wierny wartościom komunistycznym. Pozostał członkiem ZMS-u i dalej studiował na SGPiS-ie. Po ukończeniu studiów zaczął pracować w Domach Towarowych "Centrum", gdzie został przewodniczącym ZMS. Już po kilku latach - w 1973 r. - wysłano go na staż do francuskich domów towarowych.
 

Powrócił do PZPR w 1975 r. - roku dość szczególnym, w którym zaproponowano wpis do Konstytucji o wiecznej przyjaźni z ZSRS. W "Życiu" z 3 listopada 2001 r. Joanna Bichniewicz napisała: "Wprowadzenie stanu wojennego przyjął niemal z ulgą. 'To było racjonalne i słuszne rozwiązanie' - mówił zarówno wtedy, jak i dziś". Ciekawe, że akurat w dobie stanu wojennego zaczął się nagły skok jego kariery - zatrudnienie w Ministerstwie Rynku Wewnętrznego. Znalazł jakichś dobrych protektorów. Był to szczególnie dobry czas dla awansów towarzyszy żydowskiego pochodzenia. Jak stwierdził żydowski publicysta Abel Kainer (Stanisław Krajewski) na łamach podziemnej KOR-owskiej "Krytyki", nr 15 z 1983 r., "WRON grała rolę bardziej opiekunki Żydów". Znany izraelski naukowiec profesor Chone Shmeruk mówił w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" z 19 kwietnia 1995 r.: "Władze PRL w latach 80. też popierały sprawy żydowskie. Było wtedy takie powiedzonko: 'Co się nosi w Polsce? Żydów na rękach' (...)".
 

Redaktor Bichniewicz w kontekście ówczesnego awansu Borowskiego przytoczyła wypowiedź jednego z członków SLD i długoletniego działacza PZPR: "Musiał go ktoś dobrze pilotować. Nie było takich cudów, by ktoś, ot tak, wypatrzył młodego zdolnego w Domach 'Centrum' i zapragnął go mieć w ministerstwie. Nie w tamtym systemie". Być może o awansie Borowskiego zadecydowały wcale nie znajomości rodzinne i nowa filosemicka moda czasów Jaruzelskiego, lecz jego własne kontakty. Były przewodniczący Klubu Parlamentarnego KPN Krzysztof Król zapewniał, że "Borowski prowadził w DT 'Centrum' sklepik za tzw. żółtymi firankami, czyli dla KC i uprzywilejowanych członków partii" (według tekstu Anity Gargas w "Gazecie Polskiej" z 5 stycznia 1995 r.). Sprzyjało to poznaniu "odpowiednich" protektorów.
 

Za rządów T. Mazowieckiego Borowski awansował na podsekretarza stanu w Ministerstwie Rynku Wewnętrznego, gdzie odpowiadał za rynek artykułów konsumpcyjnych i nadzorował prywatyzację handlu i turystyki. Anita Gargas, pisząc w "Gazecie Polskiej" o tym okresie kariery Borowskiego, przypomniała: "To w tym okresie doszła do skutku afera alkoholowa, za co miał odpowiadać przed Trybunałem Stanu przełożony Borowskiego".
 

W 1993 r. został wicepremierem i ministrem finansów w rządzie pierwszej koalicji SLD i PSL. Jako szef resortu finansów odpowiadał m.in. za fatalnie, z różnymi nieprawidłowościami przeprowadzoną prywatyzację Banku Śląskiego. Wybuchł prawdziwy skandal wokół całej sprawy, w niemałej mierze dzięki nagłośnieniu jej przez ówczesnego posła PSL, przewodniczącego Komisji Przekształceń Własnościowych Bogdana Pęka. Premier Waldemar Pawlak zdecydował się na odwołanie wiceministra finansów Stefana Kawalca, który bezpośrednio odpowiadał za przekształcenia Banku Śląskiego. Borowski postanowił postawić się premierowi Pawlakowi i wymusić na nim cofnięcie dymisji Kawalca. Złożył swoją dymisję ze stanowisk rządowych i bezskutecznie próbował namówić innych postkomunistycznych ministrów do zbiorowego odejścia z rządu. Bluff zawiódł. Premier przyjął dymisję Borowskiego, który wyraźnie przegrał całą sprawę. Zemścił się wkrótce na pośle Pęku, doprowadzając do jego odwołania z przewodnictwa komisji sejmowej.
 

Jako polityk SLD-owski Borowski należy do nurtu "czerwonych liberałów" w gospodarce. Ma wyraźne uprzedzenia wobec Kościoła. Należał do tych posłów SLD, którzy wykazywali wręcz ośli upór w przeciwstawianiu się ratyfikacji konkordatu. Wyraźnie widać, że oddziałuje na założoną przez siebie partię w duchu polityki antykościelnej. Po wygranej SLD w 2001 r. Borowski awansował najwyżej - został marszałkiem Sejmu. Na tej funkcji "wsławił się" m.in. brutalną decyzją usunięcia nocą przez Straż Marszałkowską posła Gabriela Janowskiego, który okupował trybunę, żądając debaty na temat prywatyzacji STOEN-u. Następnego dnia liczni posłowie opozycyjni powitali za to Borowskiego okrzykami: "Hańba" i "Łukaszenko"!
 

Borowski odegrał szczególnie dużą rolę w działaniach opozycji SLD-owskiej, zmierzającej do obalenia rządu Millera i stworzenia nowej partii o nazwie Socjaldemokracja Polska. Wielu widzi w powstaniu tej partii drogę do tak wymarzonej przez Kwaśniewskiego i Michnika wspólnej formacji, tworzącej wreszcie historyczny sojusz byłych komunistów i byłych opozycjonistów z lewicowej opozycji laickiej, głównie komunistycznego chowu. Widać już teraz bardzo duże zainteresowanie nową partią ze strony liderów bardzo osłabionej w ostatnich latach Unii Wolności. Warto przypomnieć, że Borowski od początków SdRP, faktycznie od jej zjazdu założycielskiego, należał do ludzi związanych z Aleksandrem Kwaśniewskim. W ostatnim roku między postkomunistycznym prezydentem RP a premierem Millerem bardzo mocno się iskrzyło. Nie było więc chyba przypadkiem, że Borowskiemu przypadła rola autora decydującego ciosu w Millera. Niektórzy w tym, co się stało w rezultacie buntu M. Borowskiego, widzą kolejne odnowienie starego sporu dwóch frakcji w łonie partii komunistycznej: "Żydów" i "chamów"! Stare przyjaźnie Borowskiego z Michnikiem, Lityńskim i innymi przedmarcowymi "komandosami" z prominentnych rodzin żydowskich mogą teraz szczególnie silnie procentować w łączeniu "braci rozdzielonych" z SLD i UW!

Spis treści

 

 

Spuścizna stalinowskiego politruka Jerzego Wiatra
 

Sławomir Wiatr był odpowiedzialny za niezwykle kłamliwą prounijną kampanię informacyjną. Starannie "usypiał" Polaków co do zagrożeń dla polskich interesów narodowych wynikających z fatalnie wynegocjowanych warunków wejścia Polski do UE. Zapytajmy jednak, od kogo ten były sekretarz KC PZPR miał się nauczyć rozumienia potrzeby obrony polskich interesów? Od kogóż miał się uczyć prawdziwego polskiego patriotyzmu? Wątpię, czy od swego ojca Jerzego Wiatra, w połowie lat 90. SLD-owskiego ministra edukacji, a w dobie stalinowskiej politruka niegodnie wysławiającego Józefa Stalina, ludobójcę odpowiedzialnego za śmierć setek tysięcy Polaków.

W wydanej w 1953 r. propagandowej pracy "Obiektywny charakter praw przyrody i społeczeństwa w świetle pracy J.W. Stalina 'Ekonomiczne problemy socjalizmu w ZSRR'" J. Wiatr do spółki z innym fałszerzem Z. Baumanem wychwalał już na pierwszej stronie tekstu "ostatnią pracę Towarzysza Stalina" jako "potężną dźwignię rozwoju wszystkich nauk, które z bezcennej skarbnicy stalinowskiej filozofii czerpią i czerpać będą". Obaj stalinowscy propagandyści wysławiali pod niebiosa "nieśmiertelne" wskazania Józefa Stalina, a zarazem chwalili kierownictwo PZPR za zdemaskowanie w porę "kliki odchyleńców prawicowych". Gorzko, a donośnie opłakiwał J. Wiatr śmierć Stalina, pisząc na łamach "Po Prostu" w 1953 r.: "Dziś, gdy zabrakło wśród nas największego Człowieka naszej epoki, Jego dzieła są nam jeszcze droższe i cenniejsze. Stają się one w coraz większym stopniu busolą kierującą naszą pracą. Dzięki Stalinowi żyjemy w pięknej epoce".

 

Minęło 13 lat od tego "wiekopomnego tekstu", a wierny komunistycznemu reżimowi J. Wiatr zalecał w poradniku dla nauczycieli "Ideologia i wychowanie" (z 1965 r.): "Przestrzeganie internacjonalizmu ruchu socjalistycznego, a w obliczu zagrożenia ze strony imperializmu kapitalistycznego przestrzeganie solidarności z udzielaniem sobie wzajemnej pomocy - w razie potrzeby - również zbrojnej". Nieprzypadkowo więc później tak chętnie usprawiedliwiał wojnę Jaruzelskiego przeciwko swemu Narodowi - stan wojenny, a nawet przyrównywał Jaruzelskiego do Piłsudskiego i Sikorskiego. Doszło nawet do tego, że publicznie domagał się w gazetach, by "tępić tych, którzy ciągną nas do tyłu na drodze reform", czyli ludzi "Solidarności" (!) (według "Gazety Wyborczej" z 1-2 czerwca 1996 r.).
Na tym tle tym ciekawszy wydaje się barwny incydent z jakże znamiennej konfrontacji J. Wiatra w połowie lat 90. z byłym twardogłowym członkiem Biura Politycznego KC PZPR generałem Mirosławem Milewskim. Jak pisano na ten temat w "Życiu Warszawy" z 12 lutego 1996 r.: "Kogo w PZPR uważali Rosjanie w 1981 r. za swoich wypróbowanych przyjaciół? - dopytywał kilka miesięcy temu generała Mirosława Milewskiego szef sejmowej Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej, poseł SLD Jerzy Wiatr. - Na przykład pana - odpowiedział były szef MSW, symbol PRL-owskich służb specjalnych, powiązanych z ZSRR. - No, ja nie byłem tak ważną postacią - spłoszył się Wiatr".

 

Jako SLD-owski minister edukacji od lutego 1996 r. Wiatr wyraźnie próbował dyskryminować religię w szkołach, wywołując tym protesty Episkopatu, nauczycielskiej "Solidarności" i rodziców. Protestowano też przeciwko powołaniu przez Wiatra jako eksperta dla swego resortu seksuologa Z.L. Starowicza. Wiatr wywołał wówczas powszechne oburzenie, deklarując, iż rodzice nie mają prawa decydować o tym, jaki program będą realizowali nauczyciele. Doszło do szeregu demonstracji studentów i nauczycieli przeciwko Wiatrowi jako urzędującemu ministrowi, a nawet do obrzucenia go jajami podczas wizyty na Uniwersytecie Jagiellońskim. Wiatr posunął się do nazwania swych oponentów faszystami! (zob. tekst M. Zdorta i M. Janowskiego w "Rzeczpospolitej" z 29 sierpnia 1996 r.). Prezydent Kwaśniewski pospieszył za to z uhonorowaniem J. Wiatra Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. Nie wyjaśniono jednak, co wspólnego z odradzaniem Polski miała rola J. Wiatra jako stalinowskiego politruka i ideologa PZPR.

Syn agenta gestapo
Zapytajmy z kolei, czy ojciec Sławomira Wiatra - Jerzy Wiatr, miał od kogo uczyć się patriotyzmu? Dziś wiadomo, że ojciec Jerzego Wiatra - inspektor szkolny Wilhelm Wiatr, został zastrzelony za zdradę na rzecz gestapo z rozkazu zastępcy szefa Kedywu Okręgu Warszawskiego AK Józefa Rybickiego. Oto, co pisał w tej sprawie m.in. publicysta "Gazety Wyborczej" (nr z 1-2 czerwca 1996 r.) Jacek Hugo-Bader: "Jurek Wiatr w czasie wojny tracił po kolei ojca, Boga, matkę i wiarę w rząd polski. To było 22 maja 1943 r. wieczorem. Ktoś zapukał do drzwi. Otworzył ojciec. Przeszli do pokoju. Po chwili padły trzy strzały. Pierwszy wbiegł Jurek. Ojciec leżał na podłodze, obok kartka, że wyrok wykonano w imieniu Polski Podziemnej (...). W 1988 r. kapitan Stanisław Sosabowski 'Stasinek' opublikował swoje wspomnienia. Rozkaz wykonania wyroku na inspektorze szkolnym Wiatrze otrzymał od dowódcy Kedywu Okręgu Warszawskiego AK płk. Józefa Rybickiego 'Andrzeja'. Niemcy zmusili inspektora do wydania spisu nauczycieli, którzy byli oficerami rezerwy. Wielu z nich trafiło potem do Oświęcimia. 'Stasinek', który znał inspektora od dziecka, relacjonuje: 'Pokazałem jednemu z moich ludzi, gdzie mieszka inspektor. Zapukał do drzwi jako inkasent elektrowni'".
Jerzy Wiatr w rozmowie z redaktorem "Wyborczej" zaprzeczył temu, że władze podziemne wydały wyrok na jego ojca. Twierdził, iż był przekonany, że "ojca zabili bandyci" (według "Gazety Wyborczej" z 1-2 czerwca 1996 r.). W numerze z 6-7 lipca 1996 r. "Gazeta Wyborcza" opublikowała jednak rozstrzygający całą sprawę list córki zastępcy szefa Kedywu Okręg AK Warszawa Józefa Rybickiego - Hanny Rybickiej. Pisała ona m.in.: "(...) przedstawiam poniżej stan sprawy w świetle dokumentów zachowanych w Archiwum Akt Nowych i Wojskowego Instytutu Historycznego. Wspomniane dokumenty wskazują, że wyrok na p. Wilhelmie Wiatrze został wykonany w ramach akcji 'C' (czyszczenie), zarządzonej decyzją Komendy Głównej AK. Jej celem było jednoczesne zdecydowane uderzenie w sieci agenturalne policji niemieckiej" (podkr. - J.R.N.). H. Rybicka powołała się przy tym na książkę Tomasza Strzembosza "Akcje zbrojne podziemnej Warszawy 1939-1944" (wyd. PIW 1978, s. 223-224). Powołała się również na przekazane wiosną 1943 r. szefowi Kedywu KG AK płk. Emilowi Fieldorfowi ps. "Nil" pismo szefa Kontrwywiadu KG AK Bernarda Zakrzewskiego, wymieniające wśród osób, które mieli zlikwidować - na 26 miejscu nazwisko podinspektora szkolnego w Warszawie Wilhelma Wiatra. Wspomnianą listę płk Fieldorf przekazał 5 maja 1943 r. Komendantowi Okręgu AK Warszawa płk. Antoniemu Chruścielowi "Madejowi" z adnotacją: "Przesyłam listę agentów gestapo do jak najszerszego wykorzystania w ramach akcji 'C'". Według Rybickiej: "W niedatowanym sprawozdaniu Komendy Okręgu AK Warszawa czytamy: 'Melduję wyniki z akcji 'C' według listy otrzymanej z Kedywu. (...) 1... 2... 4. Wiatr Wilhelm dn. 22 V g. 18.30'". W ten sposób córka zastępcy szefa Kedywu Okręg Warszawa - Hanna Rybicka, udowodniła fałsz twierdzeń J. Wiatra na temat powodów śmierci jego ojca, agenta gestapo.

Kariera młodego Wiatra
Powróćmy jednak do potomka opisanych powyżej postaci, dziś najbardziej "wsławionego" z klanu Wiatrów - Sławomira.
Sławomir Wiatr już od dzieciństwa uczulony był na przejawy "polskiego antysemityzmu". W rozmowie z redaktorem "Gazety Wyborczej" uskarżał się: "Z polskim antysemityzmem zetknąłem się przed rokiem 1968, w warunkach piaskownicy. Byłem trochę poniewierany, tak wyglądało moje dzieciństwo na warszawskiej Starówce i pierwszy etap uświadomienia sobie żydowskiego pochodzenia".
Od wczesnej młodości, wraz z rodziną bardzo wiele czasu spędzał w Wiedniu. Przyszły agent PRL-owskiego wywiadu mógł w Wiedniu bardzo wiele się nauczyć. "Wiedeń jest wtedy światową stolicą szpiegów. Roi się w niej od przedstawicieli komunistycznych partii i dawnych partyzantek, a także rezydentów wywiadów państw demokracji ludowej. Wszyscy żyli w braterskiej komitywie. Bywali u siebie i biesiadowali. Moja lewicowość wyrastała tam, nie w Polsce" - mówi Sławomir Wiatr (według tekstu J. Hugo-Badera o S. Wiatrze w "Gazecie Wyborczej" z 24 lipca 1996 r.). Ciągłe pobyty zagraniczne maksymalnie wyobcowały S. Wiatra z Polski i uczyniły go prawdziwie obojętnym na jej interesy, jak to później okazał w toku kampanii przedunijnej. Poczuł się straszliwie ukarany w 1973 r., gdy wyjątkowo nie dostał paszportu z powodu nagłego politycznego podpadnięcia swego ojca. "Całe nieszczęście polegało na tym, że musiałem spędzić w kraju wakacje po raz pierwszy i chyba jedyny" - zwierzał się redaktorowi "Wyborczej".

Od KC PZPR do prounijnego wazeliniarstwa
Młody Wiatr szybko stał się bardzo aktywnym członkiem PZPR, awansując do rangi sekretarza Komitetu PZPR na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW. Tam "popisał się" niechlubnymi działaniami przy organizowaniu bojówek dla rozbijania nielegalnie działającego tzw. latającego uniwersytetu. Bojówki zaczęły od prowokowania awantur na nielegalnych wykładach, ale z czasem zaczęło dochodzić nawet do ich rozbijania siłą. W drugiej połowie lat 80. Sławomir Wiatr należał do szczególnie popieranej przez M.F. Rakowskiego i nagłaśnianej w mediach grupy młodych aktywistów. Sam S. Wiatr zwierzał się o tamtych czasach: "Mieliśmy wolny dostęp do 'Trybuny', radia i telewizji. Nie było dnia, żeby nas nie pokazywali w telewizorze". W grudniu 1988 r. S. Wiatr - dzięki L. Millerowi - zostaje kierownikiem wydziału KC PZPR. Szybko okazał się niebywale pomocny - dzięki zmysłowi manipulatorskiemu - w czasie słynnej polemiki między młodymi aktywistami partyjnymi a członkami uczelnianego NZS-u zorganizowanej w stołówce KC. Cynicznie akcentował: "Spokojnie, towarzysz sekretarz odpowie na wszystkie pytania, zwłaszcza na te, na które będzie chciał odpowiedzieć". W 1989 r. M.F. Rakowski powołał go na sekretarza KC PZPR. Wszedł do Sejmu kontraktowego w 1989 r., ale w ciągu dwóch lat tylko raz odwiedził swoich wyborców (!).
Przegrana w wyborach 1991 r., gdy kandydował z listy SdRP, skłoniła S. Wiatra do skupienia się na sprawach biznesowych, w których zyskał ogromnie korzystne wsparcie partyjne. Wiele mówiące pod tym względem były uwagi w cytowanym już wcześniej tekście J. Hugo-Badera w "Wyborczej": "Sławomir Wiatr zakłada firmę Mitpol. Jego wspólnikami są adwokat Mirosław Brych, przyjaciel Ireneusza Sekuły, obrońca Bagsika, oraz Krzysztof Ostrowski, zastępca kierownika wydziału zagranicznego KC PZPR. Ostrowski, jak pisał tygodnik 'Wprost', był jednym z tych, którzy w 1988 r., kiedy PZPR zwątpiła już we własną przyszłość, wydali zarządzenie nakazujące przelanie partyjnych zasobów dewizowych z kont w PKO BP na konta w renomowanych bankach zachodnich. 'Wprost' utrzymuje, że przynajmniej część tych pieniędzy przejęła potem SdRP, zapoczątkowując budowę potęgi finansowej partii (...). Mitpol wprowadził na polski rynek ogromny austriacki koncern Billa. Powstaje firma Billa Polen (znana z sieci supermarketów - J.R.N.). (...) W Billa Polen, obok Mitpolu i Billi austriackiej, udziały ma austriacka firma Polmarck, której głównymi udziałowcami są Andrzej Kuna i Aleksander Żagiel. Firmą Kuny i Żagla interesują się polska prokuratura i UOP w związku z nadużyciami w Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego. W maju 1993 r. Zarząd Śledczy UOP badał dokumenty Polmarcku i Billi w warszawskim sądzie rejonowym.
Z ustaleń sejmowej komisji zajmującej się sprawą Oleksego wynika, że na terenie Polski w firmie Polmarck zatrudniony był pułkownik rosyjskiego wywiadu Władimir Ałganow, który prowadził informatora o kryptonimie 'Olin' (...)".
Znalazł "odpowiednie" wytłumaczenie dla zatrudnienia w Polmarcku szpiega Ałganowa. "Skąd mogłem to wiedzieć? - mówił. - Dopiero zaczynałem biznes, nie miałem doświadczenia. Nie mogłem żyć i pracować z założeniem, że wszyscy wokół nas to potencjalni przestępcy" (według "Rzeczpospolitej" z 4 lutego 2002 r.).
Ciekawe, że szereg firm, w których pracował S. Wiatr, deklarowało wysokie poniesione straty (Mitpol w 2000 r. - 121,7 tys. zł straty, Alpine Polska - ponad 210 tys. zł straty na początku 2000 r., stworzona przez S. Wiatra w 1995 r. Press Service - ponad 250 tys. zł straty pod koniec grudnia 1999 r.). Pomimo tych niepowodzeń Wiatrowi zapewniono w 2000 r. miejsce w Radzie Nadzorczej BRE - m.in. obok byłego szefa UOP Gromosława Czempińskiego i biznesmena Jana Kulczyka.
W świetle powyższych faktów trudno nie zgodzić się z wysuniętą przez Antoniego Lenkiewicza oceną: "Droga życiowa i obecna pozycja 'biznesowa' towarzysza Wiatra Sławomira, najzupełniej jednoznacznie świadczy o tym, że od wczesnego dzieciństwa (urodzony w 1953 r.) należał do rozpieszczonych i gruntownie zdemoralizowanych bachorów PRL, że był i pozostał bezideowym karierowiczem, że w polityce nie jest bynajmniej na uboczu, lecz na sztabowym stanowisku w SLD".
Jako pełnomocnik rządu ds. informacji europejskiej S. Wiatr należy do osób szczególnie odpowiedzialnych za potulne przyjmowanie warunków dyktowanych Polsce przez UE. Otwarcie deklarował na łamach "Tygodnika Powszechnego" z 9 czerwca 2002 r., że "strategia tzw. twardych negocjacji to bzdura".
W roli pełnomocnika rządu ds. informacji europejskiej dopuścił się również ogromnej biznesowej "stronniczości", łagodnie mówiąc. Wielka część opozycji sejmowej domagała się jego dymisji po przedziwnym, skandalicznym wręcz przetargu na produkcję filmów "Unia bez tajemnic", promujących wiedzę o Unii Europejskiej. Wygrała go Agencja Z&T, której współzałożycielem i dawnym udziałowcem był rzecznik rządu Michał Tober. Przetarg był dziwnie uproszczony i przeprowadzony w ekspresowym tempie, przy udziale zaledwie pięciu firm, z pominięciem licznych innych, dużo bardziej renomowanych. Zwycięzcą została bardzo mała firma, ale z udziałami SLD-owskiego instytutu. Jak fatalne knoty propagandowe produkowała, każdy pamięta. Ważne, że znowu zarobili "kolesie".
Prawdziwym ciosem dla S. Wiatra stała się konieczność ujawnienia w sierpniu 2002 r. tego, że był tajnym i świadomym współpracownikiem służb specjalnych PRL. W pierwotnym swoim oświadczeniu na ten temat skłamał. Wiedział o tym premier Miller, ale mimo to mianował S. Wiatra na stanowisko ministerialne (według B. Wildsteina w "Rzeczpospolitej" z 7 października 2002 r.). I tak to jakoś dziwnie zamknęło się koło: od agenta gestapo Wilhelma Wiatra do agenta wywiadu PRL-u Sławomira Wiatra. Ciekawe, że nawet tak niechętna lustracji "Gazeta Wyborcza" przyznawała w tekście Piotra Stasińskiego z 30 sierpnia 2002 r.: "(...) to wszystko nie oznacza, że ludzie, którzy przyznali się do współpracy ze służbami specjalnymi PRL, mają się teraz hurmem pchać na wysokie stanowiska w państwie. Ich bezwstydu i braku pokory nie powinien w żadnym razie pieczętować demokratyczny rząd. Co innego tolerować ludzi związanych ze służbami specjalnymi PRL, a co innego obdarzać ich przywilejami, awansować i popierać (...). A już zupełnie nieodpowiedzialne jest powierzanie im funkcji politycznych o kluczowym znaczeniu dla kraju. Taką sprawą jest promocja Unii Europejskiej".
prof. Jerzy Robert Nowak

Spis treści


 

Cimoszewicz - syn oficera stalinowskiej Informacji

W październiku 1991 roku doszło do publicznego ujawnienia sprawy przeszłości ojca obecnego marszałka Sejmu i kandydata na prezydenta RP Włodzimierza Cimoszewicza. Poseł OKP Jan Beszta-Borowski stwierdził wręcz, że ojciec Włodzimierza Cimoszewicza był członkiem "organizacji przestępczej" - Informacji Wojskowej.

 

Według Beszty-Borowskiego: "Szef Informacji Wojskowej w Wojskowej Akademii Technicznej o nazwisku Cimoszewicz miał zwyczaj rozmawiania z ludźmi, trzymając w ręku pistolet i obracając nim na palcu cynglowym. Znany jest fakt śmierci jednego z podwładnych w wyniku takich rozmów" (cyt. za "Gazetą Wyborczą" z 11 października 1991 r.). Oświadczenie posła Beszty-Borowskiego wywołało gwałtowną publiczną ripostę ze strony Włodzimierza Cimoszewicza. Nazwał Besztę-Borowskiego "załganym łobuzem", a w innym tekście (w "Gazecie Współczesnej") stwierdził m.in.: "Rozumiem, że dla Borowskiego, jego szefów i was, nierozumnych dziennikarzy, babrzących się w takich prowokacjach, wybawcami byli naziści, skoro ci, którzy z nimi walczyli, zasługują na miano oprawców. Po wojnie mój ojciec przez 30 lat służył w Wojsku Polskim, w tym także w kontrwywiadzie, instytucji, jaka jest zawsze i w każdej armii. Wy, którzy opluwacie Go dzisiaj, możecie powołać się tylko na fakt służby w tej formacji. Nie przytaczacie, bo nie możecie przytoczyć żadnych prawdziwych zarzutów, dotyczących Jego postępowania. 'Dowody' Borowskiego są łgarstwem" (cyt. za: Piotr Jakucki "Pułkownik Cimoszewicz", "Gazeta Polska" z 4 listopada 1993 r.).
 

Oburzony stwierdzeniami W. Cimoszewicza poseł Beszta-Borowski skierował przeciwko niemu skargę do sądu, przedstawiając dowody prawdziwości swych zarzutów pod adresem ojca Cimoszewicza. W osobnym liście do "Gazety Lokalnej" (por. nr 14-15 z 1992 roku) poseł Jan Beszta-Borowski przytoczył uzupełniające dane na temat życiorysu ojca Cimoszewicza jeszcze przed objęciem funkcji szefa Informacji Wojskowej na WAT. Pisał: "(...) Oto przyszły pułkownik Cimoszewicz w czasie wybuchu wojny w 1939 roku, mając lat 22, nie uczestniczy w obronie Polski, nie jest żołnierzem Armii Polskiej broniącej ojczyzny przed dwoma najeźdźcami. Przeciwnie - już w październiku 1939 r. jest poborcą dostaw obowiązkowych w wołkowyskim Rejnopolnamzakie. Czyli jest na służbie jednego z zaborców - bolszewików. Rekwirował płody rolne od polskich rolników na rzecz najeźdźcy". Jakucki w cytowanym wcześniej artykule powoływał się na zeznania świadka Romualda U., który zapamiętał M. Cimoszewicza jako "seksota" (tajnego agenta) komisarza kadr, ówczesnego naczelnika kadr w dziale technicznym parowozowni w Białymstoku. W 1943 roku Cimoszewicz skończył szkołę pracowników politycznych i do końca wojny był w aparacie politycznym. Od kwietnia 1945 roku robi błyskawiczną karierę w Informacji Wojskowej - w ciągu 3 lat zostaje komendantem w Głównym Zarządzie Informacji, kontrolowanym wówczas przez dwóch sowieckich zbrodniarzy, pułkowników NKWD w Polsce: Wozniesieńskiego i Skulbaszewskiego, a także szefem Informacji Wojskowej na WAT. Robert Mazurek, autor interesująco naszkicowanej sylwetki Włodzimierza Cimoszewicza ("Metamorfozy pana C.", "Życie Warszawy" z 31 marca 1997 r.) pisał, że ojciec Cimoszewicza "(...) w 1951 r. trafia do Wojskowej Akademii Technicznej. Tam aresztuje komendanta uczelni gen. Floriana Grabczyńskiego. Z jego rozkazu aresztowano też kilkunastu oficerów WAT, którzy wcześniej byli w AK". Dokonując tej bezwzględnej czystki na wyższej uczelni, major Marian Cimoszewicz był w tym czasie oficerem bez żadnego wykształcenia. Dopiero kilka lat później - w 1957 roku, skończył liceum i zdał maturę (!).
Dodajmy do tego informacje o wcześniejszej roli Mariana Cimoszewicza w likwidowaniu oddziałów AK - sam się chwalił podczas spotkania z oficerami akademii, że w 1944 r. zlikwidował oddział AK. Według innych źródeł, w 1946 r. jako oficer IW kierował grupą likwidującą "bandę" Bohuna (za: P. Jakucki, op. cit.). Cimoszewiczowie zamieszkali w domu na Boernerowie (Bemowo), odebranym prawowitym właścicielom, których przymusowo wysiedlono z Boernerowa na początku lat 50. jako "element politycznie niepewny" ("Gazeta Lokalna" nr 2/104 z lutego 1996 r.). Żona majora M. Cimoszewicza zaczęła pracę w bibliotece WAT na miejscu poprzedniej pracowniczki tej biblioteki Ewy Cecetki-Cymerman, zwolnionej nagle bez uzasadnienia w sposób bardzo ordynarny przez M. Cimoszewicza ("Gazeta Lokalna" z 27 czerwca 1992 r., nr 12-13/42-43). Porównajmy opisane wyżej fakty z gwałtownym zarzucaniem Beszcie-Borowskiemu łgarstwa przez W. Cimoszewicza i pokrzykiwaniem o tym, że dla takich jak on "wybawcami byli naziści".
Włodzimierz Cimoszewicz, występując z taką furią przeciw przypominaniu przeszłości ojca, jako motto do swej książki wybrał stwierdzenie Anny Uchlig: "Kto przekreśla PRL, ten przekreśla cały mój życiorys". Trzeba przyznać, że swoją publiczną identyfikację z PRL-em zaczął bardzo wcześnie. Już jako maturzysta w 1968 roku kategorycznie przeciwstawił się napiętnowaniu ówczesnych rządów gomułkowskich jako "dyktatury ciemniaków" i uzyskał wydrukowanie proreżimowego tekstu swego wypracowania maturalnego na łamach "Życia Warszawy" (por. W. Cimoszewicz "Czas odwetu", Białystok 1993 r., s. 40). Wielu jego rówieśników było w tym czasie "pałowanych" na rozkaz "ciemniaków". On w pełni utożsamiał się z totalitarną dyktaturą. Jakżeby mógł inaczej, wychowany pod "opiekuńczymi skrzydłami" pułkownika Cimoszewicza! Od jesieni 1968 roku studiuje na Wydziale Prawa w Warszawie i staje się działaczem uczelnianej organizacji Związku Młodzieży Socjalistycznej. W 1971 roku wstępuje do PZPR, a w 1972 r. zostaje przewodniczącym ZMS na Uniwersytecie Warszawskim. Wchodzi do władz Komitetu Uczelnianego PZPR. Nawet swą błyskawiczną karierę w ZMS tłumaczył później jako swoisty przykład niezależności, twierdząc, że: "Przynależność do ZMS mogła nawet przeszkadzać" (!!!) (W. Cimoszewicz "Czas odwetu", s. 43) - był bowiem dużo częściej odpytywany na zajęciach. Kiedy doszło do połączenia - pomimo protestu wielu studentów - trzech organizacji studenckich w jeden Socjalistyczny Związek Studentów Polskich (SZSP), należał do zdecydowanych zwolenników tego połączenia, narzuconego studentom przez partyjną biurokrację i został... komisarycznym szefem SZSP na UW. Józef Oleksy wspominał Cimoszewicza z owych czasów jako wręcz zwracającego uwagę swoją pryncypialnością. Pisał, że wionęło pryncypialnością, gdy tylko Cimoszewicz wchodził na trybunę. Miał zaledwie dwadzieścia kilka lat, gdy uzyskał kolejny błyskawiczny awans - został sekretarzem Komitetu Uczelnianego PZPR, akurat w czasie pogłębiającego się kryzysu politycznego późnego Gierka, w okresie aktywizacji opozycji. O dokonanej przez Gierka zmianie konstytucji serwilistycznie uzależniającej Polskę od ZSRS wspominał: "Wszyscy mieliśmy skłonność do usprawiedliwiania miękkiej postawy wobec Związku Radzieckiego, byliśmy przekonani, że inne zachowania mogłyby być groźne dla Polski". W sprawie innego posunięcia ówczesnych władz PZPR - zapisania w konstytucji kierowniczej roli PZPR - szczerze przyznawał: "Nas jako członków PZPR ani to ziębiło, ani grzało. Nie popadaliśmy przez to w jakiś konflikt sami ze sobą" (W. Cimoszewicz, op. cit., s. 53). Poczucie bycia członkiem kierowniczej siły, jak widać, wzmacniało dobre samopoczucie szybko awansującego działacza partyjnego.

 

W 1980 roku został wysłany na 3 miesiące do pracy w konsulacie w Malmö. We wrześniu tego roku zaś wyjechał na stypendium Fulbrighta do USA dzięki decyzji władz PRL, że jego konkurent do stypendium, Lamentowicz, powinien się wycofać (op. cit., s. 55). Pozostał wierny PZPR-owi w czasach "Solidarności" i po ogłoszeniu stanu wojennego. Podczas pobytu na Uniwersytecie Columbia należał do organizacji PZPR przy konsulacie w Nowym Jorku. W lutym 1982 roku powrócił do pracy na warszawską uczelnię.
 

Według informacji z listy Macierewicza, Cimoszewicz w 1980 roku pod pseudonimem "Carex" został współpracownikiem wywiadu.
Ustosunkowując się do tej sprawy w swej biografii "Czas odwetu", stwierdzał m.in.: "Z wypowiedzi Czesława Kiszczaka wiedziałem, że w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych istniały możliwości preparowania dokumentów, mających cechy autentyczności dokumentów antydatowanych. Obawiałem się, że kierownictwo MSW może zdecydować się nawet na taką awanturę, jak fabrykowanie archiwaliów. Nie wykluczałem więc, że mogę znaleźć się na liście Macierewicza. Kiedy Olek Kwaśniewski przedstawił mi dokumenty, z dużym zaskoczeniem zauważyłem, że byłem odnotowany w aktach polskiego wywiadu (...). Byłem zaskoczony, ponieważ okazało się, że kontakt, jaki w 1980 roku nawiązał ze mną przed wyjazdem na stypendium Fundacji Fulbrighta przedstawiciel Ministerstwa Spraw Zagranicznych, został w tych dokumentach przedstawiony jako kontakt z wywiadem (...)" (op. cit., s. 25-26).

Alergia na polskość

 

Po likwidacji PZPR w styczniu 1990 roku Cimoszewicz nie wstąpił do SdRP. Fakt ten próbowano później częstokroć eksponować jako dowód niezależności Cimoszewicza i jego opowiedzenie się po stronie prawdziwie reformatorskiej lewicy. Rację mają jednak raczej ci, którzy sądzą, że Cimoszewicz nie doceniał wówczas prawdziwej siły postkomunistów z SdRP i nie chciał zostać wraz z nimi zmarginalizowany.
W czasie kampanii prezydenckiej 1990 roku właśnie Cimoszewicz został kandydatem postkomunistów na prezydenta. Podobno dlatego, że sam Kwaśniewski obawiał się wówczas całkowitej kompromitacji wyborczej, jakichś trzech procent. W tej sytuacji wynik uzyskany przez Cimoszewicza był traktowany jako duże zaskoczenie - dostał 9 procent głosów, plasując się na czwartym miejscu za Wałęsą, Tymińskim i Mazowieckim. W latach 1991-1993 nadal przewodniczył Parlamentarnemu Klubowi Lewicy Demokratycznej. Po sukcesie wyborczym SLD w 1993 roku Cimoszewicz został wicepremierem i ministrem sprawiedliwości w rządzie Pawlaka. Jako minister sprawiedliwości zasłynął głównie akcją "Czyste ręce". W jej ramach ujawnił nazwiska wysokich urzędników państwowych, którzy biorą równocześnie pieniądze za zasiadanie w radach nadzorczych firm państwowych. Akcja w rzeczywistości nie zaszkodziła osobom skrytykowanym przez Cimoszewicza. Mógł jednak odtąd chodzić w nimbie nieprzekupnego tropiciela gospodarczych patologii.

 

Resort Cimoszewicza nie mógł się pochwalić żadnymi większymi osiągnięciami; powszechnie narzekano na fatalne funkcjonowanie sądów i prokuratury. Cimoszewicz miał na to szczególne wytłumaczenie - twierdził, że podczas weryfikacji rzekomo wyrzucono najlepszych specjalistów. Po dymisji rządu Pawlaka nie wszedł do rządu Oleksego. Urażony, że nie zaproponowano mu wicepremierostwa, nie chciał przyjąć wyłącznie teki szefa resortu sprawiedliwości. Został wówczas wicemarszałkiem Sejmu.
 

W nowej sytuacji tym mocniej rozwijał stosunki z lewicowymi środowiskami z kręgu dawnej tzw. opozycji laickiej, zwłaszcza z Michnikiem, Geremkiem i Bujakiem. Nieprzypadkowo właśnie "różowi" tzw. Europejczycy stanowili najbliższych rozmówców Cimoszewicza spoza SLD i SdRP. Głównym efektem tych zacieśniających się kontaktów stał się głośny artykuł Cimoszewicza i Michnika, wspólnie apelujących o zakończenie wszelkich rozliczeń PRL-owskiej przeszłości. Cimoszewicz, podobnie jak Kwaśniewski i inni liczni politycy SLD, stanowi typ człowieka uodpornionego na takie pojęcia jak polskość, polski patriotyzm, poczucie polskiego interesu narodowego. Tym, którzy chcieliby polemizować z moimi tak kategorycznymi sądami w tej sprawie, polecam uważną lekturę "Czasu odwetu". W tej książce widać aż nadto wyraźnie, że Cimoszewicz nie mógł się przełamać do napisania jakichś cieplejszych słów o Ojczyźnie, patriotyzmie, uczuciach narodowych, nie mówiąc już o trosce z powodu występujących dziś zagrożeń dla Polski i polskości. Więcej tam za to ataków na wszystko, co się z polskimi uczuciami narodowymi kojarzy, czy gwałtownego piętnowania rzekomej siły antyżydowskości w Polsce. Na s. 39 "Czasu odwetu" pisze: "Nie będąc Żydem poznałem, co to znaczy być nim w Polsce". Na s. 192 insynuuje, iż: "Prawdą jest niestety, że w naszym społeczeństwie, i to od lewicy do prawicy, nieustannie można spotkać się z przejawami endemicznego antysemityzmu".
W książce z pasją atakował "niepodległościowe slogany" (s. 13), "narodową tromtadrację", oczywiście idącą w parze z "zoologicznym antykomunizmem" (s. 270), "polską ksenofobię" (s. 273) etc.

 

Po dojściu do władzy jak mógł dawał wyraz napadom skrajnego filosemityzmu. Wystąpienie Cimoszewicza jako premiera RP podczas uroczystości w Kielcach, w lipcu 1996 r., ku czci ofiar kieleckiej prowokacji z 1946 roku przyniosło jaskrawy dowód tego, jak bardzo nieważna dla niego jest prawda o historii i godność własnego kraju. W sprawach stosunków polsko-żydowskich, tak skomplikowanych i złożonych, po dziesięcioleciach przemilczeń i niedomówień, postkomunistyczny premier pozwolił sobie na publiczne, obelżywe dla Polaków stwierdzenia, jednostronnie obciążające ich winą za wszystkie problemy w stosunkach z Żydami.
 

Spis treści


 

Załgany rodowód Adama Michnika

 

Jarosław Kaczyński, opisując kiedyś zachowanie Michnika, podkreślał jego niebywałą skłonność do kłamstwa, to, że potrafi łgać w żywe oczy, dosłownie iść w zaparte. Trzeba przyznać, że szczyt łgarstwa osiąga Michnik już przy najnowszych opisach rodowodu swojej rodziny, kiedy na przykład stara się maksymalnie wybielić postać swego ojca Ozjasza Szechtera, członka Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy. Pisze o nim, że czuł się on jak "absolutnie polski Polak" ("Między panem a plebanem", Kraków 1995, s. 50). Nie wyjaśnia tylko nigdzie, czego ten "absolutnie polski Polak" szukał w Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy i jak zawędrował na sam jej wierzchołek z tą swą rzekomą "dumą z polskiej tożsamości" (tamże, s. 50).

Przypomnijmy, że Komunistyczna Partia Zachodniej Ukrainy konsekwentnie dążyła do rozbicia Polski, oderwania wielkiej części jej ziem i przyłączenia do już rusyfikowanej skrajnym sowieckim terrorem wschodniej Ukrainy. Dodajmy, że według książki H. Piecucha "Akcje specjalne" (Warszawa 1996, s. 76), ten "absolutnie polski Polak" Ozjasz Szechter był starym, wypróbowanym agentem Moskwy w Polsce. I wchodził wraz z Brystygierową, Bermanem, Chajnem, Groszem, Kasmanem i innymi w skład wydzielonej komórki, bezpośrednio podporządkowanej Moskwie.

 

Według najlepszego jak dotąd opracowania dziejów przedwojennych komunistów pióra Jana Alfreda Reguły (Mitzenmachera), Szechter, bardzo znany działacz KPZU, został aresztowany wraz z grupą innych działaczy KPZU jesienią 1930 r. Jak pisze Reguła: "Oskarżeni sypali innych towarzyszy partyjnych (...). Przodowali w tym komuniści, zajmujący stanowiska kierownicze (...). Okazało się, że ci bohaterowie byli skończonymi tchórzami" (J.A. Reguła, Historia Komunistycznej Partii Polski, Warszawa 1934, s. 243). Michnik w wywiadzie z Danielem Cohn-Benditem stwierdził: "Mój ojciec był bardzo znanym działaczem komunistycznej partii przed wojną, siedział osiem lat w więzieniu. Po wojnie nie odgrywał żadnej roli. Nie odgrywał, bo nie chciał jej odgrywać" (cyt. za: L. Żebrowski, Paszkwil "Wyborczej", Warszawa 1995, s. 35). Zdaniem Żebrowskiego (op. cit., s. 35): "Bardziej prawdopodobne jest jednak to, iż z powodu zaszłości nie powierzono mu wysokich funkcji partyjnych". Ze zwierzeń Michnika w "Polityce Polskiej" dowiadujemy się również, że od ojca już w pierwszych rozmowach otrzymał "niezwykle mocny zastrzyk myślenia antyreżimowego". Był to rzeczywiście "mocny" zastrzyk, jeśli nie przeszkodził Michnikowi już w młodości w działaniu przez lata w komunistycznym "czerwonym harcerstwie" walterowców, a jeszcze podczas swego procesu w 1969 r. w gromkich zapewnieniach, że jest komunistą!

Brat - morderca sądowy

 

W "Między panem a plebanem" (op. cit., s. 50) znajdujemy kolejne łgarstwo Michnika o ojcu: "Przez wszystkie lata bardzo konsekwentnie unikał peerelowskiej kariery". Jak więc wytłumaczyć piastowanie przez Ozjasza Szechtera w czasach stalinowskich stanowiska zastępcy redaktora naczelnego skrajnie serwilistycznego organu związków zawodowych - "Głosu Pracy" (od 1 stycznia 1951 r. do 11 marca 1953 r.). Ciekawe, że szefem Szechtera w tej gazecie kadłubowych związków zawodowych był Bolesław Gebert, ojciec obecnego podwładnego Michnika - Dawida Warszawskiego (Geberta).
 

Wpływ wychowawczy "wielkiego antykomunisty" Ozjasza Szechtera jakoś nie zaszkodził w PRL-owskiej karierze starszego brata Adama - mordercy sądowego Stefana Michnika. Należy on do grupy stalinowskich katów, którzy winni odpowiadać przed sądem Rzeczypospolitej za zbrodnie przeciwko Narodowi Polskiemu. Prezes Sądu Najwyższego Adam Strzembosz pisał na łamach "Rzeczpospolitej" (z 18 marca 1996 r.) o kapitanie Stefanie Michniku jako członku jednej z dwóch grup sędziów najbardziej odpowiedzialnych za mordercze wyroki. Był on bowiem członkiem grupy sędziów, którzy orzekali wyroki śmierci w sprawach, w których doszło później do pełnej pośmiertnej rehabilitacji osób skazanych na śmierć.


Jeszcze jako młody podporucznik Stefan Michnik został dopuszczony do sądzenia spraw oficerów dużo wyższych od niego stopniem. Niejednokrotnie wchodził do składów sędziowskich w warszawskim Wojskowym Sądzie Rejonowym, który miał najwięcej spraw "ciężkiego kalibru" o wielkim politycznym znaczeniu, oczywiście spraw całkowicie sfabrykowanych. Wyrokował w tzw. sprawach tatarowskich.
 

Stefan Michnik nie zawiódł pokładanego w nim zaufania. Sądził tak, jak od niego oczekiwano, nieuczciwie i bezwzględnie, wydając surowe wyroki, w tym wyroki śmierci na osoby całkowicie niewinne. I został za to dobrze wynagrodzony, awansując w 1956 r. w wieku zaledwie 27 lat do stopnia kapitana. Jako podporucznik był sędzią wydającym wyroki w sfabrykowanych procesach majora Zefiryna Machalli, pułkownika Maksymiliana Chojeckiego, majora Jerzego Lewandowskiego, pułkownika Stanisława Weckiego, majora Zenona Tarasiewicza, pułkownika Romualda Sidorskiego, podpułkownika Aleksandra Kowalskiego (por. "Dokumenty. Mieczysław Szerer. Komisja do badania odpowiedzialności za łamanie praworządności 10 czerwca 1957", paryskie "Zeszyty Historyczne", 1979, nr 49, s. 156-157, i J. Poksiński, My sędziowie, nie od Boga..., Warszawa 1996, s. 276). Wydał w tych procesach surowe wyroki, w tym kilka wyroków śmierci.
10 stycznia 1952 r. stracono w wieku 37 lat skazanego na śmierć przez Michnika majora Zefiryna Machallę (został zrehabilitowany pośmiertnie 4 maja 1956 r.). Stefan Michnik wydał wyroki śmierci również na byłego polskiego attaché wojskowego w Londynie, pułkownika M. Chojeckiego i na majora J. Lewandowskiego. Ci mieli więcej szczęścia, wyroku nie wykonano. W przypadku płk. Chojeckiego zadecydowało to, że wiceminister MBP Romkowski chciał wykorzystać Chojeckiego jako świadka w innym procesie. Dzięki temu Chojecki dożył 1956 r., a 28 marca 1956 r. jego sprawa została umorzona z powodu całkowitego braku dowodów winy. 8 grudnia 1954 r. zmarł, niecały miesiąc po udzieleniu mu przerwy w odbywaniu kary więzienia, skazany przez Michnika na 13 lat więzienia płk Stanisław Wecki, były wykładowca Akademii Sztabu Generalnego, przez dwa lata więzienia torturowany, pośmiertnie uniewinniony (por. J. Poksiński, TUN, Warszawa 1992 r.). Ciężkie przejścia więzienne przyspieszyły śmierć innego skazanego przez Michnika (na 12 lat więzienia) płk. Romualda Sidorskiego, byłego naczelnego redaktora "Przeglądu Kwatermistrzowskiego". W marcu 1955 r. ze względu na bardzo zły stan zdrowia udzielono mu przerwy w odbywaniu kary; zmarł wkrótce. Został pośmiertnie zrehabilitowany 25 kwietnia 1956 r.

 

Wyroki śmierci w głośnych sprawach wysokich oficerów z grupy generała Tatara wcale nie były jedynymi wyrokami śmierci, które orzekł Stefan Michnik. Tylko że te inne wyroki - w sprawach oficerów podziemia niepodległościowego, są dużo mniej znane. Tak jak podpisany przez Stefana Michnika wyrok śmierci na majora Karola Sęka, który miałem możliwość oglądać w listopadzie 1994 r. na wystawie na UMCS w Lublinie, uczestnicząc tam w panelu na temat "Żołnierzy wyklętych" (tj. żołnierzy polskiego niepodległościowego podziemia po 1944 r.). Major Karol Sęk, artylerzysta spod Radomia, przedwojenny oficer, potem oficer Narodowych Sił Zbrojnych, został stracony z wyroku sędziego wojskowego Stefana Michnika w 1952 r.
 

Stefan Michnik "niewiele rozumiał, ale podpisywał wyroki śmierci i czuwał nad ich wykonaniem". A były to wyroki godzące w najlepszych polskich patriotów. Tak jak w przypadku kierowanego przez Stefana Michnika wykonania wyroku śmierci na wspaniałym polskim patriocie Andrzeju Czaykowskim, cichociemnym, powstańcu warszawskim, zastępcy dowódcy połączonych baonów "Oaza-Ryś" na Mokotowie i Czerniakowie. Odznaczonym za bohaterstwo w walce z Niemcami Krzyżem Virtuti Militari. Zamordowano go na Mokotowie 10 października 1953 r. pod nadzorem porucznika Stefana Michnika (por. opis tej tragedii pióra P. Jakuckiego, "Zamordowany za patriotyzm", "Gazeta Polska", 20 października 1994 r.).

Hańba domowa
Myślę, że sprawa brata - stalinowskiego zbrodniarza, stanowi jeden z kluczy, wyjaśniających ciągły flirt Adama Michnika z komunistami po czerwcu 1989 r. Chodziło o łączący go z nimi równie głęboki strach przed rozliczeniami i pełnym pokazaniem "hańby domowej" czy "hańby rodzinnej". Mając stalinowskiego kata w rodzinie, Michnik robił wszystko, aby nie doszło do prawdziwych rozliczeń ze zbrodniami komunizmu, opublikowania ksiąg hańby, bo uznał to za niezwykle groźne dla własnej legendy.

 

Przypomnę tu, że Adam Michnik usprawiedliwiał wyroki wydawane przez swego brata (nigdzie nie podając jednak, że chodziło o wyrok śmierci) tym, że: "Kiedy zapadały najgorsze wyroki, Stefan był dwudziestoparoletnim człowiekiem, który niewiele rozumiał z tego, co się działo" ("Między panem...", s. 48). Wyjaśnijmy więc, że młody porucznik Stefan Michnik gorączkowo rwał się do sądzenia w sfabrykowanych procesach wojskowych nad dużo wyższymi od niego stopniem majorami czy pułkownikami, bo widział w tym szansę błyskawicznego przyspieszenia swojej kariery. I rzeczywiście uległa ona radykalnemu przyspieszeniu - już w wieku 27 lat awansował na kapitana.
 

Przy obrazie rodowodu Adama Michnika warto wspomnieć również o roli jego matki, zaangażowanej komunistki sprzed wojny - Heleny Michnik. Po wojnie wsławiła się głównie dogmatycznymi podręcznikami, zalecającymi m.in. jak najskuteczniej walczyć z religią katolicką. Oto przykładowy fragment jej zaleceń zamieszczony w "Komentarzu metodycznym dla klasy IX ogólnokształcącej szkoły korespondencyjnej stopnia licealnego" do podręczników: E. Kosiński "Historia wieków średnich", A.W. Jefimow "Historia nowożytna", S. Missalowa i J. Schoenbrenner "Historia Polski", Warszawa 1953 r.: "(...) Nie wystarczy np. powiedzieć, że Kościół był główną podporą feudalizmu, lecz trzeba to udowodnić. Udowadniać będziecie w ten sposób: Kościół był główną podporą feudalizmu, ponieważ: 1) głosił, że władza królewska pochodzi od Boga, a więc poddanym nie wolno się buntować; 2) głosił wieczność feudalizmu i zasady nierówności społecznej; 3) stosował klątwę kościelną i karał wszystkich występujących przeciwko nierówności społecznej; 4) urządzał krucjaty przeciwko ruchom ludowym, np. przeciwko albigensom we Francji, husytom w Czechach itd.; 5) zwalczał postępową naukę, gdyż podważała ona panujący ustrój (np. potępienie nauki Kopernika, Galileusza itd.); 6) przez hasło 'błogosławieni maluczcy duchem' utrwalał ciemnotę i zacofanie mas ludowych; 7) głosząc, że ci, którzy cierpią na tym świecie, będą zbawieni po śmierci, rozbrajał rewolucyjną walkę mas ludowych" itd. Adam Michnik twierdził, że jego matka wywodziła się z "całkowicie spolonizowanej żydowskiej rodziny", pisał o jej "całkowitej identyfikacji z polskością" ("Między panem...", s. 46-47). Nie wyjaśnił tylko, jak pod opieką takich patriotycznych rodziców - ojca jakoby absolutnie "polskiego Polaka" i matki "całkowicie identyfikującej się z polskością" - on sam już w młodości stał się narodowym nihilistą ("Między panem...", s. 91). Pisał sam o sobie, że był narodowym nihilistą i rzekomo przestał nim być po marcu 1968 r.
 

Komunistycznemu rodowodowi Michnika towarzyszyły odpowiednie splendory - wielkie, eleganckie mieszkanie w gęsto obsadzonej przez zaufanych towarzyszy z partyjnej i bezpieczniackiej elity Alei Przyjaciół w Warszawie, dokładnie w tym samym domu, w którym mieszkał były stalinowski minister bezpieczeństwa Stanisław Radkiewicz (por. "Wprost", 22 listopada 1991 r.).
 

Spis treści

 

Gebertowie: od agenta Kominternu do fanatycznego tropiciela "polskiego antysemityzmu"

Postacie z rodu Gebertów szczególnie dobrze ilustrują dwie przepoczwarzające się postawy zajadłej niechęci do polskiego patriotyzmu i polskości w kręgach dużej części lewicowej inteligencji żydowskiej. Bolesław Gebert - ojciec, agent Kominternu, był symbolicznym wręcz typem zdrajcy z żydokomuny, zajadle spiskującego na rzecz zguby Polski i oddania jej w ręce Kremla. Konstanty Gebert - syn (Dawid Warszawski), redaktor "Gazety Wyborczej", jest nader typowym przykładem dużo bardziej wyrafinowanego nurtu przeciwników polskości i Kościoła; nurtu specjalizującego się w nagłaśnianiu oskarżeń przeciwko rzekomemu "polskiemu i chrześcijańskiemu antysemityzmowi". Swoimi atakami - "donosami na Polskę" - za granicą wzmacnia międzynarodową ofensywę antypolonizmu.

 

Bolesław Gebert (senior) był starym agenturalnym działaczem komunistycznym, jednym ze współzałożycieli agenturalnej ekspozytury Kremla na kontynencie północnoamerykańskim - Komunistycznej Partii Stanów Zjednoczonych. Już w początkach swych agenturalnych działań w USA zhańbił się nader aktywnym udziałem w akcji przeciw Polsce, śmiertelnie zagrożonej w 1920 roku sowieckim najazdem na Warszawę, który miał bolszewizm zaprowadzić "po trupie Polski" do Europy. Aż dziwne, że przede mną nikt z patriotycznych polskich autorów nie przypomniał tego ponurego epizodu z życia agenta Geberta. I to pomimo że on sam chlubił się nim na łamach wydanej w czasach Jaruzelskiego przez siebie książki wspomnieniowej, skądinąd wypełnionej najbardziej obskurną komunistyczną propagandą. Opisując swoją rolę w 1920 roku, stwierdzał m.in.: "Byliśmy jedyną grupą wśród Polonii, która zwalczała wspieraną przez imperialistów rosyjską kontrrewolucję. Pozostała prasa polonijna popierała wyprawę Piłsudskiego i prowadziła kampanię na rzecz kupowania obligacji rządu polskiego na finansowanie wojny z Krajem Rad. Akcję prowadzono pod hasłem 'Bij Bondem [tj. obligacją] bolszewika'. Rząd polski usiłował sprzedać w USA i wśród Polonii obligacje na sumę 50 milionów dolarów. Zwalczaliśmy tę akcję i odnosiliśmy rezultaty". Anty-Polak kominternowiec tak chwalił się tym, że osłabiał akcję wsparcia dla zagrożonej Polski wśród amerykańskiej Polonii.
 

Walory Geberta jako członka amerykańskiej agentury Kremla wyraźnie rosły w miarę lat, bo już w sierpniu 1932 roku został wydelegowany jako jeden z dwóch przedstawicieli Komunistycznej Partii USA na XII plenum Komitetu Wykonawczego Międzynarodówki Komunistycznej w Moskwie. Było to już szczególnie znaczące prestiżowe docenienie roli B. Geberta w podkopywaniu demokratycznego systemu władzy w USA na usługach Kremla. W końcu trafiono na trop wywrotowej działalności B. Geberta w USA i 12 maja 1934 roku skazano go na deportację ze Stanów Zjednoczonych do Polski. Polskie MSZ odrzuciło jednak możliwość przyjęcia takiego "nabytku" przez Polskę, powołując się na to, że Gebert nigdy nie wystąpił o obywatelstwo polskie. Władze sowieckie też nie zgodziły się na jego deportację z USA do ZSRS, chcąc, by pozostał dla nich użyteczny w Stanach Zjednoczonych. Wykorzystując niedbałość amerykańskich tajnych służb, B. Gebert mógł dalej działać na szkodę USA dla Sowietów, zyskując jako tajny agent NKWD pseudonim "Ataman". Zdaniem Rafała Brzeskiego ("Nasza Polska" z 28 maja 2002 r.), Gebert wyspecjalizował się w "prowadzeniu agentów pochodzących z mniejszości etnicznych".
 

Po napaści sowieckiej na Polskę 17 września 1939 roku B. Gebert kolejny raz "zabłysnął" w polakożerczych akcjach na terenie USA. Występując na wiecach, z werwą usprawiedliwiał dobicie Polski przez Związek Sowiecki w bandyckiej spółce z III Rzeszą. Polonijny "Dziennik Zjednoczenie" z oburzeniem pisał o tej polakożerczej roli Geberta, stwierdzając m.in.: "W pisaniu głupstw prześcignął wszystkich niejaki B.K. Gebert, członek Krajowego Komitetu Komunistycznej Partii Stanów Zjednoczonych, który w języku polskim opowiadał o raju, w jakim dziś żyje lud rosyjski".
 

Wzrastającą rolę Geberta jako bardzo aktywnego agenta KGB w USA szeroko opisano w wydanej w 1999 roku w USA książce Johna Earla Haynesa i Harveya Klehra "Venona - zdemaskowanie sowieckich agentów w Ameryce". B. Gebert umiejętnie kamuflował swoje działania, stając się jednym z czołowych działaczy prosowieckiego amerykańskiego Kongresu Słowiańskiego. Organizował inspirowane w duchu prokomunistycznym kongresy Słowian amerykańskich w Detroit, Pittsburgu i Nowym Jorku. W 1946 roku FBI kolejny raz zwróciło uwagę na Geberta, uznając za szczególnie niebezpieczną jego rolę jako sekretarza generalnego radykalnej kryptokomunistycznej organizacji o nazwie Międzynarodowy Porządek Robotniczy. Zagrożony aresztowaniem w 1947 roku Gebert pospiesznie ucieka ze Stanów Zjednoczonych, odpływając na pokładzie "Batorego" do Polski. Zbigniew Błażyński, który opracował słynne "wyznania" byłego wicedyrektora departamentu w MPB Józefa Światły, ogłoszone na falach Radia Wolna Europa, tak pisał o opisanej przez Światłę ówczesnej roli Geberta w Polsce: "(...) wyrasta od razu na sztandarowego człowieka reżimu w ruchu tak zwanych związków zawodowych. Wchodzi do Centralnej Rady Związków Zawodowych, zostaje redaktorem 'Głosu Pracy', obejmuje nawet stanowisko zastępcy sekretarza generalnego komunistycznej Światowej Federacji Związków Zawodowych. Reżim używa go do akcji propagandowej w związkach zawodowych na Zachodzie (...)" (cyt. za: Z. Błażyński "Mówi Józef Światło. Za kulisami bezpieki i partii 1940-1955", Londyn 1985, s. 167).

Szpiegowany przez własną żonę

 

Kremlowscy działacze zawsze mieli jednak dużo nieufności wobec tych agentów komunistycznych, którzy spędzili wiele lat na Zachodzie. Tego typu podejrzliwość odbiła się również i na B. Gebercie. Józef Światło wspominał w swych "wyznaniach": "Znałem Bolesława Geberta osobiście. Wkrótce po swym przyjeździe do Polski Bolesław Gebert zaczął być podejrzewany, że jest rzekomo agentem amerykańskim. Na rozkaz Moskwy został usunięty z Rady Światowej Federacji Związków Zawodowych. Ministerstwo Bezpieczeństwa śledziło go dniem i nocą. Podesłało mu swoją agentkę, Krystynę Poznańską, która została jego kochanką, aby tym lepiej mogła go śledzić. Otóż Bolesław Gebert nie wiedząc o tym, ożenił się z Krystyną Poznańską. Ministerstwo Bezpieczeństwa pozwoliło jej na małżeństwo, aby w roli żony mogła jeszcze lepiej śledzić Bolesława Geberta jako męża. O tym wszystkim Bolesław Gebert nie wiedział i dowiedział się dopiero z mojego zeznania przed komisją kongresową w Milwaukee w Stanach Zjednoczonych" (op. cit., s. 168).
 

Sam Błażyński pisał (op. cit., s. 168): "Rolę opiekunki Geberta z ramienia dziesiątego departamentu pełniła wiernie i skwapliwie Krystyna Gebertowa jako żona, która codziennie niemal raportuje swym przełożonym o zachowaniu się, kontaktach i działalności swego męża (...) stary komunista Bolesław Gebert ma więc także swoją kartotekę obciążającą w dziesiątym departamencie Ministerstwa Bezpieczeństwa. Dokumenty w tej kartotece i uzupełniające raporty jego żony czekają tylko na odpowiednią chwilę, kiedy nagle Gebert przestanie być użyteczny i przydatny dla propagandowych celów reżimu". Można tylko współczuć synowi Bolesława Geberta, dzisiejszemu redaktorowi "Wyborczej" - Konstantemu Gebertowi (Dawidowi Warszawskiemu), że wychowywał się w tak paskudnej atmosferze, gdy jego własna matka szpiegowała jego ojca. Trudno ocenić rany, jakie to odcisnęło na jego psychice, gdy dowiedział się z zeznań Światły o tej tak haniebnej roli swojej matki. A musiał się dowiedzieć, bo trudno wprost przypuścić, by tak upolityczniony członek lewicowej opozycji nie czytał podstawowego wręcz dokumentu, jakim były "wyznania" Światły "Za kulisami bezpieki". Warto tu dodać, że Leszek Żebrowski pisał o wspomnianej Krystynie Gebert (z domu Poznańskiej), iż była chorążym UB i "organizatorką jednego z najokrutniejszych Wojewódzkich Urzędów Bezpieczeństwa Publicznego (w Rzeszowie) w latach 1944-45" (wg L. Żebrowskiego "Ludzie UD - trzy pokolenia", "Gazeta Polska" z 30 września 1993 r.).

Antypolonizm Dawida Warszawskiego

 

Zrozumienie powyższych uwarunkowań (matka K. Geberta szpiegująca swego męża), które mogły nader boleśnie i deformująco oddziałać na psychikę Konstantego Geberta (Dawida Warszawskiego), nie może jednak usprawiedliwiać jego tak zajadłych fobii wobec polskiego patriotyzmu i Kościoła i wynikłych stąd ogromnych szkód, jakie wyrządził obrazowi Polski za granicą.
 

Wielokrotnie już pisałem w różnych książkach i artykułach na temat rozlicznych antykatolickich i antypolskich "wyczynów" D. Warszawskiego. Dlatego tutaj - ze względów objętościowych - ograniczę się do wyliczenia tylko kilku charakterystycznych przykładów jego poczynań. Warszawski niejednokrotnie narzekał na rzekomy polski "antysemityzm" i brak odpowiedniej gotowości polskich katolików do dialogu z Żydami. Sam zaś "najlepiej" pokazał, jak rozumie ten "dialog" już w 1989 r., wulgarnie i oszczerczo atakując Prymasa Polski Józefa Glempa na łamach wychodzącego w Stanach Zjednoczonych żydowskiego czasopisma "Tikkun". Nazwał tam poglądy Prymasa Polski "aroganckimi i głupimi" - dość szczególny przejaw "skłonności do dialogu" ze strony członka gminy żydowskiej (!).
26 lipca 1996 r. Warszawski opublikował na łamach dodatku "Ex Libris" do "Życia Warszawy" jeden z najbardziej paszkwilanckich tekstów, gruntownie zafałszowujących historię stosunków polsko-żydowskich. Twierdził tam m.in., że przed wojną jakoby niemal żaden Żyd nie mógł zostać wyższym oficerem w Polsce, tak silna była dyskryminacja Żydów. Okazało się, że Warszawski jest tak leniwy, że nie czyta dokładnie nawet współredagowanej przez niego "Gazety Wyborczej". Mógłby się bowiem z niej dowiedzieć, że w Katyniu zginęło ok. 400 oficerów Żydów z pochodzenia. Wyjątkowo niebezpieczne dla obrazu Polski i Kościoła katolickiego w Polsce okazały się rozliczne "donosy" Warszawskiego na Polskę na użytek zagraniczny, w stylu cytowanego już wcześniej tekstu publikowanego w "Tikkun". Warszawski szczególnie mocno nasilił swą kalumniatorską działalność tego typu przy okazji "Sąsiadów" Grossa. Między innymi w artykule publikowanym w niemieckim "Die Welt" pisał, że: "Polacy powinni swoje zbrodnie na Żydach zaakceptować jako część własnej historii" (cyt. za korespondencją W. Maszewskiego z Hamburga "Warszawski szkaluje Polaków", "Nasz Dziennik" z 18 lipca 2002 r.).
Dawid Warszawski stał się czołowym wyrazicielem żydowskiego nacjonalistycznego triumfalizmu w Polsce, przekonania, że mniejszość żydowska powinna odegrać rolę dominującą. Jakże wymowne pod tym względem były jego uwagi zamieszczone na łamach amerykańskiego miesięcznika "Moment" w 1998 roku w artykule pt. "By 2050 Poland will become an economic powerhouse with Polish Jews as its drawing force" (Przed 2050 r. Polska będzie ekonomiczną potęgą z polskimi Żydami jako jej siłą napędową). Warszawski pisał tam m.in.: "Do roku 2000 Polska będzie miała społeczność żydowską liczącą około 30 000 osób, sześć razy większą niż w 1989 r., kiedy to żydowskie odrodzenie rozpoczęło się na serio. (...) W swej determinacji przystąpienia do Unii Europejskiej i wyzbycia się przekonań politycznych, które czyniły naród polski zakładnikiem historii przez 2000 lat, młodzi Polacy porzucili zarówno złe, jak i dobre tradycje. Wolą uczyć się niemieckiego niż historii wojen z Niemcami. (...) Antysemityzm został zmarginalizowany do księżycowych peryferii. Zarazem całe połacie tożsamości narodowej i tradycji zostały zapomniane (...). W roku 2010 żydowscy profesorowie zdominują wydziały polskiej historii i tradycji na uniwersytetach [podkr. - J.R.N.] (...). Polskie lobby żydowskie wkrótce wzrośnie w siłę powiązaną z zadziwiającym rozwojem polskiej gospodarki (...). W połowie przyszłego wieku Polska stanie się kontynentalną potęgą gospodarczą, a polscy Żydzi, w całej Europie, będą jej siłą przewodnią [podkr. - J.R.N.] (cyt. za: T. Pająk "A Naród śpi!", wyd. II, Tomaszowice 2002, s. 291-292).
 

Z rodowodu Jerzego Owsiaka

Przewaga liberalno-lewicowych mediów, popierających ofensywę anty-wartości, sprzyjała tworzeniu dość specyficznie wylansowanych idolów. I tak np. kosztem przemilczanej ogromnej pracy charytatywnej katolickiego Caritasu starano się maksymalnie wyeksponować jako największego specjalistę od dobroczynności Jerzego Owsiaka. Jego chwalcom nie przeszkadzało i to, że koszty darmowej reklamy dawanej przez telewizję i radio oraz inne media owsiakowej Wielkiej Orkiestrze wielokrotnie przewyższały pieniądze uzyskane przez nią ze zbiórek. Ani to, że zarówno zbiórki pieniężne, jak i sposób wydawania zbieranych przez Owsiaka pieniędzy nie miały żadnej należytej kontroli. W oczach lewicowych mediów Owsiak miał jedną ogromną „zaletę", która przesłaniała wszystko inne: głosił i realizował ideologię maksymalnego „luzu", zasadę „róbta, co chceta". A poza tym milcząc o złach komunizmu przy różnych okazjach dawał do rozumienia, że siewcami zła są różni faszyzujący prawicowcy. W reputacji takiego idola nie przeszkadzały nawet jego przechwałkowe opowieści o tym, jak to kiedyś w szkole przebijał nauczycielom opony w samochodach czy palił dzienniki szkolne, a jednak wyrósł na „wielkiego człowieka". Lewicy tym mocniej podobały się przy tym różne wyraźne przejawy niechęci Owsiaka do Kościoła katolickiego, gniewne odrzucanie lokowania „Przystanku Jezus" w pobliżu jego „Przystanku Woodstock", za to tym gorliwsze wspieranie „Hare Kriszny". Dopiero niedawno, 31 stycznia 2004 r., Maja Narbutt ujawniła w „Rzeczpospolitej" fakt, że to dom rodzinny zaszczepił w nim, oględnie mówiąc, sporą rezerwę wobec Kościoła. Deklarujący się jako „niechodzący do kościoła katolik", wychował się w ateistycznym środowisku —partyjny ojciec byt wysoko postawionym milicjantem, niepartyjna matka była osobą niewierzącą (podkr. - J.R.N.) I znów lewicowy rodowód u źródła!

 

Po czerwcu 1989 r. doszło do wyjątkowo silnego wzmocnienia lobby antypatriotycznego w mediach. Wiele pomogły tu zręczne manipulacje niektórych członków Komisji Likwidacyjnej RSW Prasa. Przeciwnicy polskiego patriotyzmu uzyskali po 1988 r. nowe bardzo wpływowe trybuny działania. Przede wszystkim kierowaną przez Michnika „Gazetę Wyborczą". Trudno wręcz w pełni opisać szkody wyrządzone przez nią polskiej świadomości narodowej i Kościołowi. Dodajmy do tego rolę odgrywaną przez „Nie" Urbana w niszczeniu polskiej świadomości narodowej i lżeniu katolicyzmu oraz dalsze wzmocnienie po 1989 r. takich form partyjnych „Europejczyków" jak „Polityka" i „Wprost" oraz ich otwarte, już bez maski występowanie przeciw Kościołowi i polskiemu patriotyzmowi. Z tym wszystkim wiązał się dokonany po cichu i nie zauważony przez ogromną część osób proces dogorywania i likwidacji po 1989 r. czasopism oficjalnie wydawanych, o bardziej narodowej opcji (w tym także niektórych czasopism PZPR-owskich w tym stylu). Padły między innymi „Życie Literackie", „Przegląd Tygodniowy", „Stolica", krakowskie „Zdanie", „Tygodnik Kulturalny", „Kierunki", „Tygodnik Demokratyczny", „Kurier Polski", „Słowo - Dziennik Katolicki". „Przegląd Tygodniowy" wznowiono po kilku latach, ale już w rękach nienarodowej opcji, z tak eksponowanymi autorami jak KTT czy A. Małachowski. „Gazetę Krakowską", która mimo że była organem partyjnym, zamieściła w 1989 r. artykuł prof. Borkackiego w obronie karmelitanek, przejęli później całkowicie ludzie z Unii Wolności, etc. Dodajmy do tego umacnianie się w polskich mediach obcych właścicieli, a w szczególności przejęcie bardzo dużej części polskiej prasy przez Niemców na Pomorzu i na Śląsku. Wszystko to razem zadecydowało o ogromnym umocnieniu antypatriotycznego lobby w polskich mediach.

 

 

http://www.jerzyrobe...ne_dynastie.htm


(...) A jesli komu droga otwarta do nieba, Tym, co służą Ojczyźnie. (...)

comes militi Dołączona grafika

#4 fantom (ista)

fantom (ista)

    Moderator na FZN

  • Moderators
  • 6306 postów
  • LocationIs baile ina bhfuil an croí ...

Napisano 30 październik 2013 - 09:59

Czerwone dynastie: Chajn trząsł Ministerstwem SprawiedliwościJerzy Robert Nowak
Aktualizacja: 2009-08-2 8:07 pm

Do bardziej wpływowych postaci ostatnich czasów należy chyba świadomie mało nagłaśniany Józef Chajn. Przez wiele lat po 1989 r. był sekretarzem Fundacji Batorego, mającej potężne oddziaływanie w różnych sferach życia. Józef Chajn był tam swego rodzaju “szarą eminencją” wpływającą na odpowiednią selekcję osób i instytucji, które sponsorowane były z pieniędzy fundacji. Dziś Chajn jest zastępcą dyrektora Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie.

Rzecz znamienna, na tak ważnym stanowisku w liberalno-lewicowej Fundacji Batorego znalazł się syn jednego z najwyższych “czerwonych prominentów”. Jego ojciec Leon Chajn był stalinowskim dzierżymordą, który faktycznie trząsł całym Ministerstwem Sprawiedliwości. Ten żydowski komunista, znakomicie współdziałający z tak przemożnymi wówczas Jakubem Bermanem i Hilarym Mincem, decydował o wszystkim w resorcie, w niczym nie licząc się z figurantem – ministrem sprawiedliwości Henrykiem Świątkowskim. Jak pisał Wacław Barcikowski w swych wspomnieniach z owych lat: “(…) faktycznym kierownikiem Ministerstwa Sprawiedliwości był Leon Chajn” (W. Barcikowski “W kręgu prawa i polityki”, Katowice 1988, s. 142). Chajn, który samowolnie podporządkował sobie sądy i prokuratury, ponosi ogromną odpowiedzialność za dyktowanie bezwzględnych wyroków w sfabrykowanych stalinowskich procesach w Polsce. Nader typowe pod tym względem były jego kategoryczne stwierdzenia w broszurze wydanej w 1947 roku: “Są jeszcze prokuratorzy, którzy zdradzają zbytek gorliwości formalnej przy przetrzymywaniu zbirów z NSZ. Najwyższy czas skończyć z tym marazmem i dobrym sercem w stosunku do bratobójców!” (L. Chajn “Trzy lata demokratyzacji prawa i wymiaru sprawiedliwości”, Warszawa 1947, s. 76-77). Zaiste, dość szczególna była to sprawiedliwość!
Aby przerwać “niepotrzebne” liczenie się ze zbędnymi formalnościami (czytaj: regułami prawa), Chajn wzywał do przyspieszonych czystek. Już w kwietniu 1946 r. podczas dyskusji w Krajowej Radzie Narodowej Chajn gromko piętnował, że w polskim sądownictwie jest zbyt wiele starych kadr sędziowskich i prokuratorskich, akcentując: “Chcielibyśmy (…) wprowadzić do sądownictwa nowy strumień krwi społecznej (…)” (cyt. za: A. Rzepliński “Sądownictwo w PRL”, Londyn 1990, s. 31). I rzeczywiście, wprowadzono całą masę nowych sędziów “dokształconych” w przyspieszonym tempie, którzy bez skrupułów wydawali krwiożercze wyroki zgodnie z życzeniami zwierzchników. Ulegli wobec Chajna sędziowie doprowadzali do skazywania na długoletnie okresy więzienia na podstawie fałszywych dowodów.

Dodajmy, że Leon Chajn jako agent komunistyczny został oddelegowany do Stronnictwa Demokratycznego po to, by intrygami i podstępami jak najmocniej podporządkować SD partii komunistycznej (od 1945 do 1961 r. Chajn był sekretarzem generalnym SD, a później jego wiceprzewodniczącym). Szokujące, że syn tego stalinowskiego dzierżymordy i podłego komunistycznego agenta w SD zajmował po 1989 r. jedno z bardziej wpływowych stanowisk w polskim życiu publicznym. Nie byłoby problemu, gdyby chodziło o przypadek odosobniony, gorzej, gdy mamy całą jakże szeroką gamę tego typu przypadków, od Włodzimierza Cimoszewicza po Stefana Mellera.
prof. Jerzy Robert Nowak
http://www.bibula.com/?p=12088
(...) A jesli komu droga otwarta do nieba, Tym, co służą Ojczyźnie. (...)

comes militi Dołączona grafika

#5 fantom (ista)

fantom (ista)

    Moderator na FZN

  • Moderators
  • 6306 postów
  • LocationIs baile ina bhfuil an croí ...

Napisano 30 październik 2013 - 10:12

https://prawda2.info...pic.php?t=18060


(...) A jesli komu droga otwarta do nieba, Tym, co służą Ojczyźnie. (...)

comes militi Dołączona grafika

#6 fantom (ista)

fantom (ista)

    Moderator na FZN

  • Moderators
  • 6306 postów
  • LocationIs baile ina bhfuil an croí ...

Napisano 07 wrzesień 2016 - 11:22

Marian Cimoszewicz – ojciec byłego premiera katował i znęcał się nad żołnierzami AK!
  • środa, 03.02.2016, 20:50
  • Napisane przez  AD

  • 990e9b4c0a14720391fb3a41c8578449_L.jpg

     

    Żeby nie było wątpliwości, jak bardzo zakorzenione w sercu ma wartości takie, jak wolność, prawda, demokracja, ostatnio wiele mówiący o konieczności ich obrony – oczywiście w kontekście Polski i rządów PiS - senator Włodzimierz Cimoszewicz, warto przyjrzeć się skąd się wywodzi.

    Wszak pierwszym i najważniejszym miejscem kształtowania naszej osobowości, skali wartości, nawyków - jest rodzinny dom.

    Pan senator Cimoszewicz, który sam ma bogatą polityczną przeszłość, wszak piastował ważne stanowiska państwowe: marszałka sejmu, premiera, ministra spraw zagranicznych a wcześniej jeszcze był Stypendystą Fundacji Fulbrighta, działaczem PZPR i młodzieżówek socjalistycznych, po tatusiu też coś odziedziczył – słabość do służb: tajny współpracownik wywiadu PRL - „Carex” (figuruje w archiwum Zarządu Wywiadu. Nr rejestr. 13613, data rejestr. 25.09.80. Organ rejestr. wydz. II dep. I Warszawa. Nr arch. J- 8938, data archiwizacji 24.08.84.). I właściwie już w tym momencie można byłoby skończyć, ale ponieważ o szanownym tatusiu pana senatora wiadomo sporo, trzeba się wiedzą podzielić.

    Otóż: pan Marian Cimoszewicz, urodził się w 1917r w Uljanowsku. Mieszkał w Endrychowce pow. Wołkowysk. Był zdeklarowanym komunistą. Pracował, jako robotnik drogowy. W 1939 r. nie został powołany do polskiego wojska, ponieważ już wtedy był agentem NKWD. Po napaści Sowietów na Polskę, szybko awansował. Został poborcą dostaw obowiązkowych w Wołkowysku, czyli rekwirował płody rolne na rzecz Bolszewików. W początkach roku 1940 został seksotem - tajnym donosicielem komisarza NKWD, później skierowano go do Armii Czerwonej, do Szkoły Podoficerów Radiotechnicznych w Rostowie nad Donem. W czasie wojny służbę pełnił w Jednostce Specjalnej NKWD SMIERSZ. W 1943 r. przeszedł kurs pracowników „oświatowych, czyli politycznych i przeniesiony został do Armii Berlinga. Po zakończeniu wojny, do roku 1972 wiernie służył w organach Informacji Wojskowej i WSW. W latach 1945-46 czynnie uczestniczył w likwidacji podziemia AK. Wykazywał się szczególnym zaangażowaniem, zwłaszcza, jako szef Informacji Wojskowej WAT. Według zeznań świadków, był gorszy od sowieckiego komendanta WAT. Aresztował pierwszego komendanta i twórcę WAT gen. Grabczyńskiego.

    Na jego rozkaz zbudowano specjalną celę pod schodami, w której w nieludzkich warunkach więził m.in. kpt. Słowika (w tym czasie jego żona była w ciąży). Przez 11 miesięcy przesłuchiwał go z bronią w ręku, do utraty przytomności.

     

    Niszczył więźniów psychicznie i fizycznie. Stosował powszechnie wprowadzane przez sowietów metody: wyrzucał AK-owców z pracy, zabierał domy prawowitym właścicielom i umieszczał w nich informatorów WSI. Sam również zamieszkał w takim domu. Nie można się dziwić, że tak oddany służbie, zasłużony towarzysz, stał się z czasem jednym z najbardziej zaufanych i wiernych funkcjonariuszy systemu, przeznaczonym do działań niszczących Polskę. Dla wielu szlachetnych i wiernych ojczyźnie Polaków, był po prostu katem.

    Decyzją z dnia 7-X-1992 r. na podst. Ustawy z dnia 24 stycznia 1991 r. pozbawiam uprawnień kombatanckich Cimoszewicza Mariana s. Wincentego. Uzasadnienie:..... Na podstawie Zeszytu Ewidencyjnego Centr. Arch. Wojsk. stwierdza się, że MC służył w Inf. Wojsk. od 07. 1945 do 01. 1957. Zaświadczenie Nr. 15/76 z dnia 30-01-1976 wydane przez Jednostkę Wojskową Nr 2375 podaje, że w/w w latach 1945-1946 "uczestniczył w likwidacji podziemia.

    Jeśli jeszcze dodamy, że córka pana senatora Włodzimierza ma na imię Natasza, (jak sam podaje na swojej stronie senatora, choć wikipedia nazywa ją Małgorzatą), nie trudno zrozumieć, skąd takie jego umiłowanie wolności i demokracji w wersji zaKODodowanej, antypolskiej i zakłamanej.

    Za:ivrozbiorpolski.pl

http://polskaniepodl...-zolnierzami-ak

 

 

 

14231837_1255273504490962_90177656635822


(...) A jesli komu droga otwarta do nieba, Tym, co służą Ojczyźnie. (...)

comes militi Dołączona grafika

#7 fantom (ista)

fantom (ista)

    Moderator na FZN

  • Moderators
  • 6306 postów
  • LocationIs baile ina bhfuil an croí ...

Napisano 12 luty 2017 - 18:48

Skąd się wzięli „POLSCY” KOMUNIŚCI? – wykład Leszka Żebrowskiego

 

BESTIE.jpg

Przez Darek Matecki - Luty 10, 2017

Okładka książki Tadeusza Płużańskiego

 

 

W sieci pojawił się niezwykle interesujący wykład Leszka Żebrowskiego, wygłoszony w ramach Akademii WNET.  Gorąco zachęcam do wysłuchania go. Tytuł jest nieco mylący: „Post(?)komunizm w natarciu, czyli Ciamajdan u bram”. W rzeczywistości słowa o Ciamajdanie tu nie ma – jest natomiast krótki zarys historii ruchu komunistycznego w Polsce od II RP, poprzez wojnę, powojenne walki z NKWD, formowanie się elity władzy w PRL, aż do czasów obecnych. Otrzymujemy barwny, klarowny i jasny obraz prawdziwego charakteru komunizmu, roli Moskwy [słynne szkolenia], skutków werbowanie do AL i GL pospolitych bandytów i zapoznajemy sie z życiorysami niektórych prominentnych postaci z elity władzy PRL. Polecam!!! 

 

 

Czytaj więcej na: http://prawicowyinte...a-zebrowskiego/


(...) A jesli komu droga otwarta do nieba, Tym, co służą Ojczyźnie. (...)

comes militi Dołączona grafika

#8 fantom (ista)

fantom (ista)

    Moderator na FZN

  • Moderators
  • 6306 postów
  • LocationIs baile ina bhfuil an croí ...

Napisano 02 czerwiec 2017 - 13:40

Tajemnice Barbary Jaruzelskiej. Żona komunistyczna generała w czasie wojny miała być w Hitlerjugend dla dziewcząt. ,,Była córką podoficera Wehrmachtu” [WIDEO]
Opublikowane 2017/06/02w II wojna światowa/Polska Ludowa
 
 
jaruzelska.jpg
 

Zmarła Barbara Jaruzelska, urodzona w 1931 roku wdowa po komunistycznym generale Wojciechu Jaruzelskim. Oficjalny okolicznościowy biogram jest bardzo lakoniczny. Warto więc przytoczyć mniej znany fakt.

 

Pytałem dr. Lecha Kowalskiego o to, jakie fakty z życia Jaruzelskiego są jeszcze nieznane. Ku mojemu zdziwieniu usłyszałem, że równie tajemniczą postacią jak generał jest jego żona Barbara

– mówił dziennikarz Cezary Gmyz, obecnie korespondent TVP w Niemczech, w 2014 roku na antenie Telewizji Republika.

Kowalski rozmawiał kiedyś ze znajomym rodziny Jaruzelskich. Jego żona utrzymywała, że Barbara Jaruzelska w czasie II wojny światowej uczęszczała do szkoły Vetterów w Lublinie. Jaruzelska miała uczęszczać do tej wówczas zgermanizowanej szkoły w mundurku BDM – Bund Deutscher Mädel czyli Związku Niemieckich Dziewcząt, odpowiednika niemieckiego Hitlerjugend dla dziewczyn.

– przytaczał słowa historyka dziennikarz.

 

Jak mówi dr Kowalski, dokumenty na temat przeszłości Jaruzelskiej zostały ,,wyczyszczone”. W oficjalnych biogramach czytamy jedynie, że była doktorem filologii germańskiej i wykładowcą w Instytucie Lingwistyki Stosowanej Uniwersytetu Warszawskiego.

Natomiast sam Kowalski dodaje jeszcze kilka znamiennych faktów. Była on córką podoficera Wehrmachtu, który zginął na froncie wschodnim. Pierwszym językiem w domu miał być język niemiecki. Żona generała podawała nazwisko panieńskie Jaskólska, ale było to nazwisko panieńskie mamy.

 

 

 

 

 

http://niezlomni.com...t=postfity16998

 

 

 

 

Mało znane nagranie: Bronisław Komorowski i Wojciech Jaruzelski w Smoleńsku w maju 2010 [WIDEO]
Opublikowane 2017/06/01w Archiwalne nagrania/III RP

 

komor.jpg

 

Ówczesny marszałek Sejmu Bronisław Komorowski wystosował zaproszenie do Wojciecha Jaruzelskiego na wspólny lot do Moskwy w maju 2010 roku i uczestnictwo w obchodach zakończenia II wojny światowej. Odbyto również krótką wizytę w Smoleńsku.

 

Zdaniem Komorowskiego, tamta wizyta była istotna z punktu widzenia ,,podtrzymania pewnego szczególnego klimatu, który powstał paradoksalnie, ale po dramacie katastrofy pod Smoleńskiem, w pobliżu grobów katyńskich. Wszyscy odczuwamy, że coś się wydarzyło w relacjach polsko-rosyjskich, i że można to albo pogłębić albo popsuć”.

To wtedy media lansowały potrzebę zacieśnienia stosunków polsko-rosyjskich. O zaproszeniu Jaruzelskiego mówił:

 

Taka jest polska historia, że Wojciech Jaruzelski szedł od Lenino do Berlina. (…) Oczywistą rzeczą jest to, że jeżeli są zaproszeni polscy kombatanci przez stronę rosyjską, a jeżeli jednym z nich jest były prezydent, no to się go w sposób szczególny szanuje i nie robi się z tego sprawy publicznej. Ja uważam, że w interesie nas wszystkich leży to, aby nie rozdrapywać tego problemu.

Marszałek wraz z generałem Wojciechem Jaruzelskim, szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego Stanisławem Koziejem oraz reżyserem Andrzejem Wajdą, a także gubernatorem Smoleńska Siergiejem Antufiewem, złożyli kwiaty na Polskim Cmentarzu Wojennym w Katyniu oraz przy prawosławnym krzyżu znajdującym się na części rosyjskiej, upamiętniającym ofiary katyńskie.

 

https://www.youtube.com/watch?v=1Y2B0-Qsw98

 

 

http://niezlomni.com...t=postfity95d87


(...) A jesli komu droga otwarta do nieba, Tym, co służą Ojczyźnie. (...)

comes militi Dołączona grafika

#9 OSTOJA2

OSTOJA2

    Jam ci to!

  • Members
  • PipPipPip
  • 2154 postów

Napisano 09 czerwiec 2017 - 09:11

komar-kod.jpg?resize=660%2C330
Kto jest kim – piękne opracowanie postaci KOD.

 

Od kilku tygodni słyszymy w środkach masowego przekazu (czyt. masowego ogłupiania) o pewnej inicjatywie nazwanej Komitetem Obrony Demokracji. Ponieważ jak obrazują to sondaże większość Polaków nie interesuje się zamieszaniem wokół Trybunału Konstytucyjnego oraz niespecjalnie przejmuje się jakimiś „komitetami” obrony czegoś co gdyby było zagrożone, nie pozwoliłoby takim komitetom istnieć, więc postanowiłem przybliżyć sylwetki osób, które tworzą ów inicjatywę.

koddd1.png?resize=700%2C423

http://www.piens.pl/...ie-postaci-kod/



#10 fantom (ista)

fantom (ista)

    Moderator na FZN

  • Moderators
  • 6306 postów
  • LocationIs baile ina bhfuil an croí ...

Napisano 09 czerwiec 2017 - 09:20

SENSACYJNE dokumenty CIA! Zabójcy wspierani przez ... Jaruzelskiego!
Piotr Nisztor 20:26 8 czerwca 2017
general-wojciech-jaruzelski.jpg
   
 
Z ujawnionych niedawno dokumentów CIA wynika, że Amerykanie doskonale wiedzieli o bardzo bliskich relacjach Abu Nidala, najgroźniejszego terrorysty na świecie lat 80., z PRL-owskimi służbami specjalnymi. Mógł to być silny element nacisku na Polskę w zakulisowych negocjacjach z USA.
 

To był jeden z najpilniej strzeżonych sekretów PRL. Komunistyczne służby przez lata bardzo blisko współpracowały z najgroźniejszymi arabskimi terrorystami. Ci zabójcy, ścigani na całym świecie za zamachy, morderstwa i porwania, właśnie w Polsce mogli liczyć na schronienie i pomoc. Szczególną opieką otaczał ich II Zarząd Sztabu Generalnego Ludowego Wojska Polskiego, oczko w głowie posłusznego Moskwie gen. Wojciecha Jaruzelskiego. W zamian terroryści pomagali PRL-owskiemu przedsiębiorstwu Cenzin w sprzedaży głównie sowieckiego uzbrojenia na Bliski Wschód. Sensacyjne dokumenty opisujące kulisy tej kompromitującej współpracy ujawnił w książce „Zabójcze układy. Służby PRL i międzynarodowy terroryzm” 32-letni Przemysław Gasztold z Instytutu Pamięci Narodowej. To pierwsza tak obszerna i szczegółowa publikacja na ten temat. Gasztold pracował nad nią dziewięć lat. Opisuje w niej m.in. treść ujawnionych kilka miesięcy temu materiałów Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA). Wynika z nich, że Amerykanie, dzięki siatce szpiegów, doskonale wiedzieli o bliskich relacjach łączących komunistyczną Polskę rządzoną przez gen. Jaruzelskiego z arabskimi terrorystami. Ta wiedza mogła być elementem nacisku na PRL-owskie władze w zakulisowych negocjacjach pod koniec lat 80.

Bin Laden lat 80.
Amerykanom nie podobało się przede wszystkim silne wsparcie, jakiego PRL udzielała urodzonemu w 1937 r. Palestyńczykowi Abu Nidalowi. W latach 70. i 80. był on najbardziej poszukiwanym terrorystą na świecie. Cieszył się tak złą sławą, jaką kilkadziesiąt lat później zdobył organizator zamachów na World Trade Center Saudyjczyk Osama bin Laden. Jednak do Palestyńczyka wiele mu brakowało. Abu Nidal, stojący na czele Rady Rewolucyjnej Fatah (nazywanej Organizacją Abu Nidala), przez 30 lat zdążył zbudować z tej organizacji perfekcyjną maszynkę do zabijania. „Jego głęboko zakonspirowana i bezwzględnie zarządzana siatka terrorystyczna rozpościerała się na kilku kontynentach. Miał swoich ludzi we wszystkich krajach europejskich po obu stronach żelaznej kurtyny, a pod bronią czekało na jego rozkazy kilkuset uzbrojonych zawodowców. W szeregach OAN [Organizacji Abu Nidala – red.] znajdowali się profesjonalni fałszerze dokumentów, doświadczeni konstruktorzy bomb z wojskowym doświadczeniem oraz przeszkoleni zabójcy” – opisuje w swojej książce Przemysław Gasztold.
OAN wykonywała egzekucje na zlecenie krwawych arabskich dyktatorów, m.in. Saddama Husajna i Muammara Kaddafiego. W sumie podejrzewano ją o ponad sto zamachów terrorystycznych na całym świecie. Nie przypadkiem więc – jak pisze Gasztold w swojej książce – OAN została w 1989 r. uznana przez Departament Stanu za najgroźniejszą organizację na świecie.

Cenzin z intratnymi kontraktami
PRL-owskim służbom specjalnym reputacja Abu Nidala nie przeszkadzała. Był przyjmowany w Polsce z wielkimi honorami. Pod koniec 1983 r. założył nawet w Warszawie spółkę S.A.S., której siedzibą stał się budynek Intraco. Przez tę firmę, specjalizującą się w handlu bronią, palestyński terrorysta prowadził interesy na całym świecie. Znajdowała się ona pod ochroną II Zarządu Sztabu Generalnego. Mogła też liczyć na wsparcie komunistycznych władz w Polsce, a konkretnie osoby numer jeden – gen. Jaruzelskiego. Wszystko dlatego, że na interesach z Abu Nidalem krocie zarabiało przedsiębiorstwo Cenzin. Nikomu nie przeszkadzało, że sprzedawana broń była używana przez terrorystów w zamachach i morderstwach. Nie zastanawiano się też nad konsekwencjami międzynarodowymi, jakie mogą spotkać Polskę za wspieranie terroryzmu. Liczyły się tylko pieniądze.
Można przypuszczać, że część zysków z transakcji dokonywanych dzięki Palestyńczykowi trafiała też do prywatnych kieszeni nie tylko niektórych osób z II Zarządu, lecz także komunistycznego establishmentu. Gasztold w swojej książce zwraca jednak uwagę, że w dalszym ciągu brakuje dokumentów, które dokładnie opisywałyby te wątki. Na pewno szczegółową wiedzę na ten temat musiało posiadać CIA.

CAŁOŚĆ W NAJNOWSZYM NUMERZE "GAZETY POLSKIEJ"

 

Źródło: Gazeta Polska

O zwiazkach terrorystow z PRL-owskimi sluzbami w @GPtygodnik Polecam takze tym, ktorzy nie ogladali @RepublikaTV : https://t.co/YFXa68k6ed pic.twitter.com/95EhFxu6zw

— Piotr Nisztor (@PNisztor) 8 czerwca 2017

http://telewizjarepu...iego,49685.html


(...) A jesli komu droga otwarta do nieba, Tym, co służą Ojczyźnie. (...)

comes militi Dołączona grafika

#11 fantom (ista)

fantom (ista)

    Moderator na FZN

  • Moderators
  • 6306 postów
  • LocationIs baile ina bhfuil an croí ...

Napisano 29 czerwiec 2017 - 10:49

Czy przypadkiem miłośników okupantów, oprawców i morderców Polaków nie powinno się traktować tak jak ich "idole" traktowali nas???

 

Prezydent kłania się komuchom. Władze Dąbrowy Górniczej z sierpem i młotem w tle
 
1498666391164142101322.jpg
foto: Facebook/Komunistyczna Partia Polski

Flagi z sierpem i młotem, transparenty z wizerunkiem Włodzimierza Lenina, a na pierwszym planie Zbigniew Podraza, prezydent miasta, składający kwiaty pod pomnikiem poświęconym Bohaterom Czerwonych Sztandarów – tak wyglądały tegoroczne obchody komunistycznego Święta Pracy w Dąbrowie Górniczej. Lokalne środowiska prawicowe poinformowały prokuraturę o skandalicznym charakterze uroczystości.

Komunistyczna Partia Polski znana jest m.in. z propagowania lewacko-marksistowskich ideologii, a także szkalowania Żołnierzy Niezłomnych. Jednak buta i arogancja, jaką zaprezentowali jej członkowie 1 maja br., może szokować.

W centrum Dąbrowy Górniczej zorganizowali obchody Święta Pracy, na których ochoczo prezentowali banery m.in. z sierpem i młotem, a także podobiznami Włodzimierza Lenina. Co więcej, na uroczystościach pojawił się Zbigniew Podraza, prezydent miasta, który złożył kwiaty pod pomnikiem poświęconym Bohaterom Czerwonych Sztandarów.
Z informacji, jakie uzyskaliśmy w Prokuraturze Rejonowej Katowice-Północ, 16 czerwca zostało wszczęte śledztwo w tej sprawie.
1498666391164143101322.jpg

Z kolei przedstawiciele klubu „Gazety Polskiej” z Dąbrowy Górniczej wystosowali apel do polityków o delegalizację KPP. O komentarz do całej sytuacji chcieliśmy poprosić prezydenta Podrazę, jednak nie udało się go zastać w biurze. Otrzymaliśmy natomiast oświadczenie Bartosza Matylewicza, rzecznika Urzędu Miejskiego w Dąbrowie Górniczej:

 

„Prezydent brał udział w obchodach Święta Pracy jako gość, a będąc gościem, trudno brać odpowiedzialność za pozostałych uczestników, zwłaszcza kiedy jest to otwarte zgromadzenie publiczne odbywające się w samym centrum miasta. Jeśli ktoś twierdzi, że podczas trwania zgromadzenia prezydent miasta propagował jakikolwiek ustrój totalitarny, powinien o swoich podejrzeniach poinformować odpowiednie organy państwa, które w tym celu zostały powołane” – czytamy w wiadomości.

http://m.niezalezna....-i-mlotem-w-tle


(...) A jesli komu droga otwarta do nieba, Tym, co służą Ojczyźnie. (...)

comes militi Dołączona grafika

#12 fantom (ista)

fantom (ista)

    Moderator na FZN

  • Moderators
  • 6306 postów
  • LocationIs baile ina bhfuil an croí ...

Napisano 12 lipiec 2017 - 20:07

pjimage-20-17-1024x576.jpg

Historyk zdradza jeden szokujący fakt z archiwów na temat Włodzimierza Cimoszewicza. O nieznanym obliczu protestów Obywateli RP [WIDEO]

Opublikowane 2017/07/12  w III RP
 

Michał Rachoń udał się na demonstrację Obywateli RP i pytał Władysława Frasyniuka, czy nie przeszkadza, że występuje na wiecu razem z konfidentem komunistycznej bezpieki. – Zadawałem je trzydzieści, może czterdzieści razy, ale odpowiedzi nie uzyskałem – mówi. Kogo ma na myśli?

 

Rachoń wspomina o Włodzimierzu Cimoszewiczu.

podczas manifestacji obok byłych działaczy opozycji antykomunistycznej przemawiał Kontakt Operacyjny Służby Bezpieczeństwa pseudonim „Carex”, czyli Włodzimierz Cimoszewicz

 mówi w rozmowie z wPolityce.pl.

Ciekawe dokumenty w związku z tym opublikował Sławomir Cenckiewicz.

Występujący w TVN24 spece od demokracji a jednocześnie współpracownicy komunistycznego wywiadu – agenci Carex (Cimoszewicz) i Serb (Rotfeld) mieli tego samego oficera prowadzącego w Departamencie I MSW. Precz z komuną!

– napisał.

s1.jpg

 

Później dodał:

Pytacie kto prowadził Cimoszewicza/Carexa i Rotfelda/Serba? Proszę! Ppłk Janusz Zieliński krypt. operacyjny „Polski”

s2.jpgs3.jpg

Cenckiewicz mówił również o tym w programie ,,Minęła dwudziesta” na antenie TVP Info, kiedy komentował udział Włodzimierza Cimoszewicza w manifestacji Obywateli RP.

Cimoszewicz ma jeden argument, który mają osoby podobne do niego, z Lechem Wałęsą na czele, że został oczyszczony w wyniku lustracji, nie ma wobec niego postawionego zarzutu kłamstwa lustracyjnego. Materiały na jego temat, z czasów gdy był weryfikowany, nie zachowały się. Są to materiały szczątkowe i nie pozwalają odsłonięcie pełnej wiedzy nt. jego działalności. Ale fakt rejestracji i kilka opinii związanych z jego działalnością agenturalną dla Departamentu I MSW, gdy wyjeżdżał na stypendium Fulbrighta, te materiały się zachowały

– podkreślał.

Głos zabrał także Piotr Woyciechowski, który szukał historycznej analogii do protestów:

W 1992 roku 4 czerwca była podobna koalicja, między tymi samymi ludźmi, w celu obalenia rządu Olszewskiego. To co teraz unaocznione jest w postaci tej dziczy, tej barbarii na ulicach Warszawy przy okazji miesięcznic, to było przygotowywane w ramach umów i spotkań Okrągłego Stołu, czyli kooptacji części elit solidarnościowych, którzy zawiązali kompromis z komunistami, by „oddanie władzy” nastąpiło ewolucyjnie bez narażenia na szwank ich głównych elit

W tym kontekście wspomniał o Piotrze Niemczyku, byłym szefie UOP, również uczestniczącym w kontrmanifestacji:

Piotr Niemczyk, były działacz licznych organizacji podziemnych, założyciel organizacji Wolność i Pokój, bardzo ważna postać w środowisku redakcji podziemnego tygodnika „Mazowsze”, który potem stał się zaczynem „Gazety Wyborczej”, ROAD-u, Unii Wolności, której potem został sekretarzem generalnym. Nie jest dziwnym, że spotyka się z takimi ludźmi. Sam Urząd Ochrony Państwa był budowany z jednej strony na byłych funkcjonariuszach SB, a z drugiej na jej agenturze. Jego rola była kluczowa. Był autorem słynnej instrukcji 0015/92 z października 1992 roku, która regulowała całość działań wymierzonych w opozycję antywałęsowską. Coś co jest podstawową zasadą państwa demokratycznego zostało złamane – Użycie tajnych służb do inwigilacji legalnie funkcjonujących służb […] Pierwsza ekipa UOP w latach 90. jest zainfekowana pewnym bakcylem. Ona w tajemniczy sposób, albo przez interesy z przeszłości, werbunek, albo przez interesy lub zafascynowaniem światem służb, który był przedstawiany przez starych ubeków, nastąpiła symbioza, przeniknięcie mentalne i postrzeganie świata

 

 

http://niezlomni.com...t=postfity0ef0b

 

 


(...) A jesli komu droga otwarta do nieba, Tym, co służą Ojczyźnie. (...)

comes militi Dołączona grafika

#13 fantom (ista)

fantom (ista)

    Moderator na FZN

  • Moderators
  • 6306 postów
  • LocationIs baile ina bhfuil an croí ...

Napisano 12 lipiec 2017 - 21:18

augustowski-1024x575.jpg

Ojciec Ryszarda Schnepfa był ,,oprawcą podczas Obławy Augustowskiej”
Opublikowane 2016/05/14  w Polska Ludowa
 

Maksymilian Schnepf był nie tylko oficerem Ludowego Wojska Polskiego, ale też NKWD i Smiersz i zawsze działał przeciwko Polsce – mówiła w Poranku WNET dr Teresa Kaczorowska, autorka książki poświęconej Obławie Augustowskiej.

 

Specjalnie wybrana kompania 1 Praskiego Pułku Piechoty była dowodzona właśnie przez Schnepfa.

Maksymilian Schnepf to ojciec obecnego ambasadora RP w USA – Ryszarda Schenpfa.

Przez całe życie prowadził działalność wrogą Polsce. Działał najpierw w antypolskiej partii komunistycznej, później w NKWD i Smiersz. Następnie był wykładowcą Studium wojskowego przy UW oraz w KC PZPR – był bardzo wysoko partyjny. Polacy mieszkający w USA pytali mnie, jak to możliwe, że syn oprawcy zajmuje tak eksponowane stanowiska. Jednak od Ryszarda Schnepfa nie dowiedziałam się nic w tej sprawie

– mówi Kaczorowska.

Schnepf urodził się w Drohobyczu w rodzinie żydowskiej, jako syn Szymona Schnepfa i Eugenii (Gitli) z domu Kneppel. Należał do antypolskiej Komunistycznej Partii Polskiej.

Gdy cały świat świętował zakończenie II wojny światowej, NKWD, Armia Czerwona z pomocą UB, MO i LWP prowadziły przeciwko ludności polskiej akcję, zwaną „małym Katyniem”. Aresztowano i torturowano 7 tys. osób, z czego 2 tysiące zaginęły –

 

podkreśla.

O kontaktach Maksymiliana Schnepfa z sowietami pisała niedawno „Gazeta Polska”. W artykule „Resortowy ambasador w Waszyngtonie” dziennikarka Dorota Kania ujawniła, że ojciec Ryszarda Schnepfa blisko 60 lat wcześniej został skierowany do służby dyplomatycznej w Waszyngtonie przez GRU, czyli rosyjski wywiad wojskowy.

„Jako rezydent o pseudonimie ‚Czapla’ oficjalnie miał pełnić obowiązki attaché wojskowego, morskiego i lotniczego przy ambasadzie PRL w Waszyngtonie. Rodzina obecnego ambasadora w USA zmieniła pisownię nazwiska – w metryce urodzenia figuruje on bowiem jako Ryszard Marian Sznepf, syn Maksymiliana i Alicji z domu Szczepaniak, pracownicy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego”

– czytamy w „Gazecie Polskiej”.

Schnepf po wojnie był dyrektorem w Żydowskim Instytucie Historycznym. Sprawował stanowisko dyrektora administracyjnego w Gminie Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie.

http://niezlomni.com...t=postfity53065


(...) A jesli komu droga otwarta do nieba, Tym, co służą Ojczyźnie. (...)

comes militi Dołączona grafika

#14 OSTOJA2

OSTOJA2

    Jam ci to!

  • Members
  • PipPipPip
  • 2154 postów

Napisano 14 lipiec 2017 - 06:58

Histeryczny apel Balcerowicza w TVN24: "Trzeba zatrzymać PiS. Nie ma co lamentować, trzeba go zatrzymać!".

 

opublikowano: wczoraj

 

 

c8f1e15707b34d52aee8f974a3e16107.jpeg

 

Zamach stanu następuje nie tylko wtedy, kiedy są czołgi na ulicach. (…) Zamach polega też na tym, że konstytucyjna grupa w parlamencie uchwala akty niekonstytucyjne i dokonuje zamachu na instytucje demokratycznego państwa prawa. To się teraz dzieje!

https://wpolityce.pl...ba-go-zatrzymac

 

Trzeba zacząć się rozglądać gdzieby tu spier....ć, bo można nie zdążyć.



#15 fantom (ista)

fantom (ista)

    Moderator na FZN

  • Moderators
  • 6306 postów
  • LocationIs baile ina bhfuil an croí ...

Napisano 03 sierpień 2017 - 10:35

Chciałem wam udowodnić, że Pani Ogórek nie kłamała pisząc o Bermanie juniorze, czyli Marku Borowskim.
Elita jej wtyka od antysemitów, gdyż sami w dużej większości jadą na tym samym wózku co Borowski i nie życzą sobie byśmy znali ich prawdziwe nazwiska...

 

20479877_1025012690968976_25860307224766

 

 

= = =

 

cimoz.jpg

Cimoszewicz dostał lekcję historii od posła Tarczyńskiego. W końcu nie wytrzymał: Więcej z tobą łobuzie nie pójdę do studia [WIDEO]
Opublikowane 2017/08/02w Wiadomości z Polski
Zachęcamy do obserwowania strony na Twitterze: Follow @Niezlomni_com  

– W jaki sposób przyczyniłem się do śmierci śp. Lecha Kaczyńskiego? Jestem nazywany „zdradziecką mordą” w polskim parlamencie przez szefa rządzącej partii – pytał Tomasz Cimoszewicz (Platforma Obywatelska) na antenie Polsatu. Na jego słowa emocjonalnie zareagował poseł PiS Dominik Tarczyński.

 

Wspomniał m.in. o jego dziadku, Marianie, który był szefem komunistycznej Informacji Wojskowej, znanej z niezwykle brutalnych śledztw.

– powiedział Tarczyński. Pytany o przykłady, mówił:

Chce pan żebym wspomniał o pana dziadku? Chce pan żebym wspomniał o pana ojcu, który działał w SLD i PZPR? Chce pan żebym powiedział, że teraz jako SLD przemalowaliście się na Platformę, że przez lata niszczyliście Lecha Kaczyńskiego? Śp. prezydenta, który dla Polski robił wszystko, co mógł

Cimoszewicz zarzucił Tarczyńskiemu kłamstwo.

Podam setki przykładów. Od tego jak na molo w Sopocie spotykali się przyjaciele Putin i Tusk. Od tego jak przytulali się w Smoleńsku.

– odpowiedział poseł.

O pana dziadku kłamię? O ojcu?

Mam nadzieję, że miał pan tak kochającego dziadka jak ja

– zareagował poseł PO. Tarczyński przypomniał mu, kim był jego własny dziadek:

Na koniec programu Cimoszewicz zwrócił się do Tarczyńskiego:

Był komendantem Narodowych Sił Zbrojnych i walczył z takimi bandytami, którzy na bagnetach wprowadzali demokrację sowiecką w Polsce. I pana dziadek się zasłużył w tym systemie

 

@D_Tarczynski oranie ciag dalszy pic.twitter.com/stjPcgOF4S

— Pio-iknow (@iknow1771) July 28, 2017

Więcej z tobą łobuzie nie pójdę do studia.

A na zakonczenie odpowiedz mlodego Cimoszewicza do @D_Tarczynski pic.twitter.com/QekfrOX1js

— Pio-iknow (@iknow1771) July 28, 2017

Zachęcamy do obserwowania strony na Twitterze: Follow @Niezlomni_com

 

http://niezlomni.com...t=postfity5f585


(...) A jesli komu droga otwarta do nieba, Tym, co służą Ojczyźnie. (...)

comes militi Dołączona grafika

#16 fantom (ista)

fantom (ista)

    Moderator na FZN

  • Moderators
  • 6306 postów
  • LocationIs baile ina bhfuil an croí ...

Napisano 04 sierpień 2017 - 09:48

Izaak Stolzman – Zdzisław Kwaśniewski. Ojciec "naszego" prezydenta...

Był Żydem rosyjskim w stopniu pułkownika NKWD, „wcielony” w Polaka do organizowania nadzoru UB na terenach Pomorza Zachodniego i Północnego. Pod koniec lat czterdziestych zmienia nazwisko na Kwaśniewski i przyjmuje imię Zdzisław. NKWD zaopatruje go w dyplom ukończenia medycyny w Poznaniu i niezbędne dokumenty dla uwiarygodnienia wykonywanego zawodu lekarza.
Stolzman - Kwaśniewski

Po wkroczeniu wojsk sowieckich do Polski, Stolzman dowodzący oddziałem NKWD w latach 1945-1947 – dopuszcza się zbrodni ludobójstwa na: jeńcach niemieckich, marynarzach szwedz­kich, żołnierzach AK, NSZ i innych formacji zbrojnych. Dokonuje egzekucji w okolicach Borne, Sulinowo (Gross Born), w nieistniejącej obecnie wsi Doderlage, w Berkniewie (Barkenbrucke) koło Bornego Sulinowa, po którym zostały szczątki fragmentów znisz­czo­nych domów. Na terenie tym, będącym poligonem wojsk sowieckich, w okolicznych lasach grzebał swoje ofiary, których kości jeszcze obecnie są odnajdywane.
Stolzman vel Kwaśniewski pod koniec lat 40 -tych i na początku 50 -tych, z rozkazu władz NKWD nadzorował i koordynował zbrodniczą działalność powiatowych i miejskich urzędów bezpieczeństwa publicznego w Drawsku, Białogardzie, Szczecinku, Wałczu, Kołobrzegu, Połczynie, Jastrowie i Okonku. Uczestniczył również w zbrodniach UBP w Gdańsku, Słupsku, Szczecinie, Ustce, Koszalinie i Elblągu. Oprawca ten pozbawiał życia więźniów przez rozstrzeliwanie, wieszanie, a także gazowanie, jak np. w gdańskiej siedzibie NKWD i przez wstrzykiwanie trucizny, co było wyłączną jego specjalnością.

Pułk. Izaak Stolzman dał się też poznać w 1947 r. uczniom gimnazjum w Wałczu. “Nadzorował” z ramienia UB sprawę założenia nielegalnej organizacji młodzieżowej na terenie Gimnazjum Ogólnokształcącego, której przywódcą konspiracyjnym był Bogdan Szczucki. Działalność tej grupy polegała m.in. na zdejmowaniu flag wywieszanych z okazji komunistycznych rocznic, rozrzucaniu ulotek, głośnym skandowaniu ”Precz z komuną!!!” lub “Pachołki Rosji”. Próbowali oni zwrócić uwagę na stalinowskie zbrodnie, których m.in. dopuszczał się Stoltzman.

Poczynania Izaaka Stoltzmana vel Kwaśniewskiego były częścią działań sowieckich grup operacyjnych w likwidacji członków polskiego ruchu oporu. Były to grupy kontrwywiadu sowieckiego, działające na terenie Polski zawsze i przede wszystkim przez przydzielonych specjalnie agentów. W czasie okupacji niemieckiej wywiad sowiecki rzucił na teren Polski tysiące swoich agentów, wśród których był Stolzman. Zadaniem ich było ustalenie osób oraz danych o polskim ruchu podziemnym po to, aby mieć adresy i nazwiska osób do likwidacji po wkroczeniu wojsk sowieckich. Byli oni nazywani “łowcami AK-owskich głów”.
Izaak Stolzman vel Kwaśniewski podejmuje się zacierania swojej zbrodniczej działalności zamykając usta świadkom pod groźbą utraty życia.

W roli lekarza zamieszkał w Białogardzie przy ul. Bohaterów Stalingradu 10 (obecnie Dworcowej). Przepoczwarza się w katolika, co wynika z księgi zawartych małżeństw kościoła parafialnego w Białogardzie, w którym 6 lutego 1954 r. zawarł związek małżeński. Zdzisław Kwaśniewski, ur. w 1921 r. w ZSRR poślubił Aleksandrę Pałasz, ur. 28 grudnia 1929 r. w Wilnie, z zawodu pielęgniarkę. Z małżeństwa tego w domu przy ówczesnej ul. Bohaterów Stalingradu 10, urodził się 15 listopada 1954 r. Aleksander – były prezydent i jego siostra Małgorzata Sylwia, o której wiadomo tylko tyle, że jest w Szwajcarii dyrektorem banku. A. Kwaśniewski nie mówi o niej nic. W miejscowym kościele NMP nie ma ich metryki chrztu.
Ojciec A. Kwaśniewskiego zmarł w 1990 r i bez rozgłosu został pochowany na cmentarzu żydowskim w Warszawie. Matkę pochowano w 1995r przed wyborami prezydenckimi. Miała ona pogrzeb katolicki na cmentarzu warszawskim, dzięki uzyskaniu zaświadczenia od proboszcza kościoła parafialnego w Białogardzie. Fakt ten A. Kwaśniewski, bez zachowania prywatności, sprytnie wykorzystał w kampanii prezydenckiej, by zyskać na wiarygodności jako katolik.

Jego synem był Aleksander Kwaśniewski – Izaak Stolzman
W okresie PRL działacz ko­mu­nis­tycz­nej PZPR (od 1977) aż do jej upadku w 1989 roku.
Prezydent Rzeczypospolitej Pol­skiej od 23 grudnia 1995 do 23 grudnia 2005.

(...) A jesli komu droga otwarta do nieba, Tym, co służą Ojczyźnie. (...)

comes militi Dołączona grafika

#17 fantom (ista)

fantom (ista)

    Moderator na FZN

  • Moderators
  • 6306 postów
  • LocationIs baile ina bhfuil an croí ...

Napisano 07 sierpień 2017 - 08:05

Wyjątkowe odkrycie WBH! Cenckiewicz: Raporty Jaruzelskiego z krwawych wypraw na żołnierzy AK, NSZ i WiN

opublikowano:

4 sierpnia · aktualizacja: 4 sierpnia4d3228a5decc4940990fbbbe02f8f66c.jpegautor: wikimedia commons/domena publiczna, Twitter/Sławomir Cenckiewcz
 
 

Sławomir Cenckiewicz, dyrektor Wojskowego Biura Historycznego opisuje najświeższe wyniki badań nad aktami LWP, związanymi z „fizyczną likwidacją Żołnierzy Niezłomnych”. Wśród dokumentów w teczce 5. Kołobrzeskiego Pułku Piechoty odnaleziono „dziesiątki” raportów kpt. Wojciecha Jaruzelskiego z „krwawych wypraw na żołnierzy AK, NSZ i WiN”!

Jaruzelski opisuje w przedstawionych raportach nazywa Żołnierzy Niezłomnych nie tylko „bandytami”, ale także „terrorystami”, którzy chcą „zwalczać członków partii demokratycznych” i „paraliżować działalność legalnej władzy Państwowej”.

Sprawozdanie zostało złożone w listopadzie 1946 r. i dotyczy działalności podziemia niepodległościowego na teranie pow. piotrkowskiego. Wojciech Jaruzelski w stopniu kapitana służył wtedy jako oficer zwiadu 5 Kołobrzeskiego Pułku Piechoty.

 

Dyrektor WBH ujawnił także inny raport z późniejszego okresu.

 

I pomyśleć, że taki zbrodniarz miał państwowy pogrzeb, a Prezydent RP żegnał go słowami: „żegnam jednego z ostatnich symbolizujących trudny, a często tragiczny los pokolenia czasów powojennych, pokolenia głębokich, bolesnych podziałów, polityka, żołnierza, człowieka dźwigającego ciężar odpowiedzialności za najtrudniejsze i za najbardziej chyba dramatyczne decyzje w powojennej historii Polski”. Cóż Jaruzelski symbolizował i dźwigał w historii Polski? Poza ofiarami, które miał na sumieniu…

— podsumował na Facebook Sławomir Cenckiewicz.

ak/Facebook/Twitter

 

 

https://wpolityce.pl...zy-ak-nsz-i-win

 

 

 

pjimage-22-8.jpg

,,Mamy to!” Historycy natrafili na sensacyjne informacje na temat Wojciecha Jaruzelskiego. ,,I pomyśleć, że taki zbrodniarz miał państwowy pogrzeb…”
Opublikowane 2017/08/04w Wiadomości z Polski
Zachęcamy do obserwowania strony na Twitterze: Follow @Niezlomni_com  

Dyrektor Wojskowego Biura Historycznego, prof. Sławomir Cenckiewicz, podzielił się w mediach społecznościowych sensacyjną informacją. Opublikował raporty młodego Wojciecha Jaruzelskiego z jego wypraw na żołnierzy Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych oraz Wolności i Niezależności z końca 1946 r. i początku 1947 r.

 

Trzeci tydzień przebijam się przez akta LWP związane z fizyczną likwidacją Żołnierzy Niezłomnych! Jest tego tysiące… No i dzisiaj – teczka po teczce – 5. Kołobrzeskiego Pułku Piechoty. A tam… setki stron z kpt. Wojciechem Jaruzelskim w roli głównej – krwawy sprawozdawca z krwawych wypraw na żołnierzy AK, NSZ i WiN

– napisał.

Z niektórych dopiero ściągamy te postkomunistyczne zapory w postaci gryfów tajności. Po 28 latach III RP! W każdym razie, Kochani – mamy to!

 

– nie ukrywał swojej ekscytacji ze znaleziska, które umożliwi poznanie białych kart w biografii Jaruzelskiego.

I pomyśleć, że taki zbrodniarz miał państwowy pogrzeb, a Prezydent RP (Bronisław Komorowski – red.) żegnał go słowami: „żegnam jednego z ostatnich symbolizujących trudny, a często tragiczny los pokolenia czasów powojennych, pokolenia głębokich, bolesnych podziałów, polityka, żołnierza, człowieka dźwigającego ciężar odpowiedzialności za najtrudniejsze i za najbardziej chyba dramatyczne decyzje w powojennej historii Polski”. Cóż Jaruzelski symbolizował i dźwigał w historii Polski? Poza ofiarami, które miał na sumieniu…

– podsumował.

1-2.jpg 2.jpg 3.jpg

Zachęcamy do obserwowania strony na Twitterze: Follow @Niezlomni_com

http://niezlomni.com...t=postfity2aeba


(...) A jesli komu droga otwarta do nieba, Tym, co służą Ojczyźnie. (...)

comes militi Dołączona grafika

#18 fantom (ista)

fantom (ista)

    Moderator na FZN

  • Moderators
  • 6306 postów
  • LocationIs baile ina bhfuil an croí ...

Napisano 08 sierpień 2017 - 09:10

To oni będą ścigać komunistycznych zbrodniarzy. Przełomowa decyzja ws. IPN

zomo_blfi_20161212_089.jpg

/ Filip Błażejowski/Gazeta Polska

 
Jak dowiedział się portal niezalezna.pl, zapadła precedensowa decyzja ws.ścigania zbrodniarzy komunistycznych. Sąd Rejonowy Katowice-Wschód w postępowaniu prowadzonym na wniosek twórcy Centrum Ścigania Zbrodniarzy Komunistycznych i Faszystowskich Adama Słomki jednoznacznie stwierdził, że to właśnie pion śledczy Instytutu Pamięci Narodowej „ma obowiązek ścigać z urzędu przestępcze działania funkcjonariuszy komunistycznych”.

Przełomowa decyzja ws. ścigania komunistycznych zbrodniarzy zapadła w zwiazku ze sprawą dotyczącą bezprawnego pozbawienie w 1982 roku wolności działaczy Organizacji Młodzieżowej Konfederacji Polski Niepodległej, m.in. Sławomira Skrzypka, Witolda Słowika oraz Adama Słomki. Decyzja sądu w tej sprawie stanowi jednak precedens na skalę całego kraju.

„Dotychczas sądy i prokuratorzy IPN najczęściej odmawiały ścigania zbrodni z PRL-u powołując się na kuriozalną uchwałę Sądu Najwyższego z 5 VIII 2010 roku, który uznał zbrodnie komunistyczne za przedawnione i to już w 1995 roku! (sic!). W efekcie w chwili obecnej toczą się w całej Polsce tylko dwa procesy za represje z lat 80-tych: o usiłowanie zamordowania Anny Walentynowicz przez SB oraz o utworzenie wojskowych obozów internowania zimą 1981/82 pod namiotami. Dzięki licznym staraniom Centrum Ścigania Zbrodniarzy Komunistycznych i Faszystowskich (współtworzonego przez Marszałka Seniora Sejmu Kornela Morawieckiego i posła Andrzeja Melaka) oraz wnioskom formalnym środowiska Niezłomnych weteranów od 4 sierpnia decyzją Sądu w Katowicach nie może być mowy o przedawnieniu dla ścigania zbrodniarzy komunistycznych - zbrodni przeciwko ludzkości! Domagać się należy również orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego w tej materii (taki wyrok jest obiecywany od dawna).”

- czytamy w oświadczeniu biura prasowego KPN.

Według dr. Jerzego Bukowskiego, rzecznika Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie, decyzja sądu ws. ścigania zbrodniarzy komunistycznych daje nadzieję, że już niebawem będzie można pociągnąć do odpowiedzialności osoby odpowiedzialne za represjonowanie opozycji antykomunistycznej w czasach PRL.

- Po raz kolejny okazało się, że presja społeczna ma sens i warto niekiedy bić głową w mur, jeżeli dostrzeże się w nim jakąś szczelinę. Mam nadzieję, że wkrótce ruszy fala procesów komunistycznych zbrodniarzy, co jest konieczne jeżeli mamy żyć w naprawdę niepodległej Rzeczypospolitej, które definitywnie zerwała z PRL-bis, jaką zafundowali nam w 1989 roku uczestnicy Okrągłego Stołu.

- podkreśla dr. Jerzy Bukowski.

 

 

http://niezalezna.pl...-decyzja-ws-ipn


(...) A jesli komu droga otwarta do nieba, Tym, co służą Ojczyźnie. (...)

comes militi Dołączona grafika

#19 fantom (ista)

fantom (ista)

    Moderator na FZN

  • Moderators
  • 6306 postów
  • LocationIs baile ina bhfuil an croí ...

Napisano 08 sierpień 2017 - 09:20

pjimage-22-13.jpg

Apel do córki Jaruzelskiego o zwrot willi. Należała do rodziny polskich patriotów. Jaruzelski przejął ją za cenę o…. 70 proc. niższą od wartości
Zachęcamy do obserwowania strony na Twitterze: Follow @Niezlomni_com  

Jacek Ozdoba, radny Dzielnicy Mokotów m.st. Warszawy, zaapelował do córki Wojciecha Jaruzelskiego o zwrot nieruchomości, którą przejął komunistyczny generał.

 

Ozdoba mówił, że właścicielami są potomkowie wielkich patriotów rodziny Przedpełskich. Nieruchomość stracili na skutek dekretu Bieruta. Jego zdaniem, zachowanie rodziny Jaruzelskich jest żenujące: jego zdaniem powinna wrócić do do spadkobierców lub zostać przekazana na rzecz Powstańców Warszawy.

Wystosował poniższe pytania do władz miasta:

  1. Czy w dokumentach wymienionych instytucji znajdują się informacje/ notatki o prowadzonych operacjach służb bezpieczeństwa PRL skierowane przeciwko spadkobiercom majątku rodziny Przedpełskich- nieruchomości przy ul. Ikara 5?
  2. W jakich okolicznościach Wojciech Jaruzelski wszedł w posiadanie w/w nieruchomości (proszę o przedstawienie pełnych informacji kwot, dat oraz ewentualnych notatek służbowych)?
  3. Na jakim etapie znajduje się postępowanie reprywatyzacyjne dotyczące w/w nieruchomości?
  4. Czy władze miasta prowadziły rozmowy z rodziną Jaruzelskich w sprawie oddania nieruchomości spadkobiercom rodziny Przedpełskich lub przekazania majątku na rzecz instytucji związanej z opieką nad Kombatantami/ Powstańcami Warszawy?

Wystąpiłem o zbadanie sprawy kradzieży majątku rodziny Przedpełskich- „willa Jaruzelskiego” @Cenckiewicz @Jaroslaw_Gowin @WasikMaciej pic.twitter.com/lTgU3Udlxw

— Jacek Ozdoba (@OzdobaJacek) 7 sierpnia 2017

 

Ma stronie Archiwum Akt Nowych znajdujemy więcej informacji:

W 1938 roku to miejsce kupiła Lidia Przedpełska, matka Haliny Martin. Halina Martin z domu Duma de Vajda Hunyadi podczas II wojny światowej współpracowała z Intendenturą Armii Krajowej na terenie powiatu grójeckiego, w Powstaniu Warszawskim działała w Biurze Informacji i Propagandy. Była również członkiem podziemia antykomunistycznego. Jesienią 1946 roku uciekła przed aresztowaniem przez UB. Przez „zieloną granicę” dotarła do Anglii, a po jej ucieczce siedziba rodzinna przepadła na rzecz PRL. 19.04. 1971 roku Rada Narodowa m.st. Warszawy przejęła ten dom na własność. Trzy lata później miejsce to figurowało na stanie MON. 21 kwietnia 1979 roku aktem notarialnym, z obniżką o 70% budynek kupił gen. Wojciech Jaruzelski.

Po odzyskaniu przez Polskę suwerenności Halina Martin rozpoczęła wieloletnią walkę o odzyskanie rodzinnego domu. 15.03.1994 roku złożyła wniosek o stwierdzenie nieważności decyzji Prezydium Rady Narodowej m st. Warszawy z 1971 r. Wśród dokumentów archiwalnych, które rodzina, po jej śmierci przekazała do Archiwum Akt Nowych, znajduje się korespondencja z urzędnikami warszawskimi oraz kwerenda badawcza przeprowadzona w tej sprawie przez mieszkającą w kraju rodzinę pani Martin.

Halina Martin zmarła w 2007 roku.

 

 

http://niezlomni.com...t=postfity9c773


(...) A jesli komu droga otwarta do nieba, Tym, co służą Ojczyźnie. (...)

comes militi Dołączona grafika

#20 fantom (ista)

fantom (ista)

    Moderator na FZN

  • Moderators
  • 6306 postów
  • LocationIs baile ina bhfuil an croí ...

Napisano 17 sierpień 2017 - 09:09

Pluła na Żołnierzy Wyklętych. Okazało się, że jej ojciec był oficerem SB

148881928115305194951.jpg

twitter.com/printscreen


 

W sobotę na łamach portalu onet.pl ukazał się obszerny wywiad z Anną Karoliną Kłys. Dziennikarka nie przebierając w słowach wyraziła swoją - delikatnie mówiąc - niechęć do Żołnierzy Wyklętych. Popis pani Kłys staje się bardziej zrozumiały po prześledzeniu życiorysu jej ojca. Stanisław Kłys był oficerem SB. Został usunięty ze służby za korupcję i przyjmowanie łapówek. Instytut Pamięci Narodowej prowadził śledztwo przeciwko byłemu kapitanowi SB za prześladowanie mecenasa Stanisława Hejmowskiego - legendarnego obrońcy Powstańców z Czerwca ’56 w Poznaniu.

– Dla młodych ludzi z 2017 roku, maszerujących w koszulkach „śmierć wrogom ojczyzny” i niosących zdjęcia „wyklętych” byłoby pewnie szokiem, jak często ich bohaterowie zdążyli, zanim zostali żołnierzami wyklętymi, wstąpić do MO, do Wojska Polskiego, a nawet do Urzędów Bezpieczeństwa - mówiła Kłys w rozmowie z Onet.pl.

Żołnierzy Wyklętych nazywała ona „chłopcami z lasu” gloryfikując jednocześnie sowieckich „wyzwolicieli”.

Tymczasem - jak się okazuje - jednym z oficerów stalinowskiego UB był ojciec dziennikarki, Stanisław Kłys.- to fragment tekstu na temat Stanisława Kłysa, który ukazał się w „Głosie Wielkopolskim” w 2010 roku.

Notę biograficzną na temat esbeka zamieszczono ostatnio na Twitterze. 

Na stronie głównej @OnetWiadomosci dziennikarka Anna K. Kłys wyrzyguje swą niechęć do Żołnierzy Wyklętych. Poznajcie Państwo tatę pani Anny. pic.twitter.com/KeMEwzDuoi

— John Bingham (@johnbinghamjr) 6 marca 2017

„Mądrości” wygłaszane przez dziennikarkę nie umknęły uwadze internautów, których komentarze są jednoznaczne.

 

@johnbinghamjr @sycylia6_ @OnetWiadomosci To genetyczna niechęć wyssana z mlekiem matki i odziedziczona w genach po tatusiu.

— Piter (@ga_piotr) 6 marca 2017

@johnbinghamjr @OnetWiadomosci Sumienia krzykiem zagłuszyć się nie da pani Anno.

— Janusz Gajdzicki (@JanuszGajdzicki) 6 marca 2017

 

@johnbinghamjr @ogorekmagda @OnetWiadomosci jak można publicznie tak bredzić ? .. skutki grubej kreski..na każdym kroku postkomuna, bagno..

— Andrzej Grzegorz (@AndrzejGrzeg) 6 marca 2017

@johnbinghamjr @OnetWiadomosci Jeżeli ma się takie brzydkie pochodzenie jak pani redaktor to pluje się z zazdrości na bohaterów. Typowe.

— Lubię Placki (@LubiePlacki2000) 6 marca 2017

@johnbinghamjr @OnetWiadomosci Trwa najprawdziwsza wojna III pokolenie UB przeciw III pokoleniu AK.

— Roman Wadecki (@RomanWadecki) 6 marca 2017

Źródło: twitter.com,niezalezna.pl,blogmedia24.pl

http://niezalezna.pl...byl-oficerem-sb


(...) A jesli komu droga otwarta do nieba, Tym, co służą Ojczyźnie. (...)

comes militi Dołączona grafika

#21 fantom (ista)

fantom (ista)

    Moderator na FZN

  • Moderators
  • 6306 postów
  • LocationIs baile ina bhfuil an croí ...

Napisano 18 sierpień 2017 - 08:40

Bauman organizował napady na członków rodzin Żołnierzy Wyklętych. „Wiedział, że przyczynia się do mordowania”

 

Przez PrawicowyInternet - Styczeń 11,

bauman-morderca.jpg

Za: screen z filmu, wikipedia

 

 

Zygmunt Bauman dostał Krzyż Walecznych za udział w łapankach na „bandytów”, czyli żołnierzy podziemia niepodległościowego. Dostał Krzyż Walecznych za udział w łapankach na „bandytów”, czyli żołnierzy podziemia niepodległościowego. Wiemy także, że organizował napady na członków ich rodzin. Za to otrzymywał nagrody, nie za pisanie ulotek. Był stalinowcem, a nie zagubionym lewicowym intelektualistą czytającym Marksa i chcącym naprawiać rzeczywistość. On wiedział, że przyczynia się do mordowania ludzi. To stalinowski zbrodniarz – profesor Bogdan Musiał, „Tygodnik Solidarność”, (nr 27 (1287), 05.07.2013 r., s. 27.

 

 

Za Wikipiedią:

 

Urodził się w Poznaniu w 1925 r. w rodzinie polskich Żydów, jako syn Zofii i Maurycego (ojciec był kupcem). Po rozpoczęciu wojny we wrześniu 1939 wraz z rodzicami uciekł przed frontem do ZSRR. Wstąpił do Komsomołu i w 1943 r. rozpoczął studia na uniwersytecie w Niżnym Nowogrodzie (wówczas noszącym nazwę Gorki). Wkrótce potem został zmobilizowany i wcielony do moskiewskiej milicji, w której służył przez kilka miesięcy, regulując ruch na ulicach jako „inspektor ruchu drogowego”.

 

Po zdaniu egzaminu maturalnego w wieku lat dziewiętnastu (1944 r.) wstąpił do 1 Armii Wojska Polskiego. Pełnił funkcję oficera polityczno-wychowawczego, służąc w szeregach 4 Dywizji Piechoty im. Jana Kilińskiego. Wziął udział w bitwie o Kołobrzeg, w której został ranny, oraz w bitwie o Berlin. W tym samym roku podpisał zobowiązanie do współpracy jako agent-informator Informacji Wojskowej o pseudonimie „Semjon”. Część zachowanych raportów określa „Semjona” jako bezwartościowe i niechętne do współpracy źródło informacji, z kolei według innych był dobrze wyszkolonym i cennym analitykiem.

 

W czerwcu 1945 wraz z całą 4 Dywizją Piechoty został wcielony do Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (KBW). Od 6 czerwca w ramach 5 Samodzielnego Batalionu Ochronnego w Bydgoszczy pełnił funkcję zastępcy ds. polityczno-wychowawczych (KBW), a od grudnia funkcję starszego instruktora ds. polityczno-wychowawczych Wydziału Bezpieczeństwa Wewnętrznego (WBW) w Bydgoszczy.

 

W styczniu 1946 r. wstąpił do PPR. 6 lipca objął funkcję starszego wykładowcy ds. polityczno-wychowawczych w Samodzielnym Pułku Szkolnym KBW w Warszawie. Od 1 lipca kolejnego roku objął funkcję starszego instruktora wyszkolenia polityczno-wychowawczego w Wydziale Wyszkolenia Politycznego Zarządu Polityczno-Wychowawczego KBW, 10 lutego 1948 r. został szefem tego wydziału, a 20 grudnia szefem i jednocześnie zastępcą Wydziału I, Oddziału II. 10 lipca 1949 r. został mianowany szefem Oddziału Propagandy i Agitacji w Zarządzie Politycznym. Zgodnie z treścią wniosku awansowego z 1950 r. w okresie tym:

 

Jako Szef Wydziału Pol-Wych operacji bierze udział w walce z bandami. Przez 20 dni dowodził grupą, która wyróżniła się schwytaniem wielkiej ilości bandytów. Odznaczony Krzyżem Walecznych.

 

16 marca 1953 r. został zwolniony z pełnionych funkcji i z zawodowej służby wojskowej z powodu więzi z obcą klasowo i ideologicznie rodziną, w związku z czym stwierdzono jego „nieprzydatność do dalszej służby w wojsku”. Jednak w 1950 r., z własnej inicjatywy i wbrew woli ojca, wystąpił o przekazanie na rzecz PZPR praw rodziców do spadku rodzinnego. Mimo braku zgody KC PZPR pozostał przy swym zdaniu i w dalszym ciągu podejmował starania o przekazanie spadku…

Czytaj więcej na: http://prawicowyinternet.pl/bauman-organizowal-napady-na-czlonkow-rodzin-zolnierzy-wykletych-wiedzial-ze-przyczynia-sie-do-mordowania/


(...) A jesli komu droga otwarta do nieba, Tym, co służą Ojczyźnie. (...)

comes militi Dołączona grafika

#22 fantom (ista)

fantom (ista)

    Moderator na FZN

  • Moderators
  • 6306 postów
  • LocationIs baile ina bhfuil an croí ...

Napisano 21 sierpień 2017 - 11:48

 
 
 
Kim był Jacek Kuroń?

 

 

1024px-matryoshka_dolls_in_budapest.jpg

Sowieckie matrioszki: „Powiadają, że Jaruzelski został podmieniony na Ałtaju”. I że Kiszczak dlatego został pochowany na cmentarzu prawosławnym

Opublikowane 2017/07/26w Recenzje
Zachęcamy do obserwowania strony na Twitterze: Follow @Niezlomni_com

Fani i nowi czytelnicy, którzy po raz pierwszy sięgną do twórczości Andrzeja Pilipiuka będą usatysfakcjonowani, najnowszy zbiór opowiadań to świetna lektura, trzyma w napięciu, nie pozwala się od niej oderwać.

 

pilipiuk_wilczeleze_front-ost-470x722.jpNowe przygody Roberta Storma, doktora Skórzewskiego i Pawła Nowaka przenoszą w nas „pilipiukowy” świat, niesamowity książkowy klimat, oryginalny, charakterystyczny dla Wielkiego Grafomana, w którym rzeczywistość przenikają elementy nierzeczywiste i baśniowe.

Autor stworzył swój fascynujący sposób opowiadania o sprawach, czasach i ludziach. Dbałość o szczegóły, erudycja, znajomość realiów historycznych i społeczny, zmysł obserwacji, sprawiają, że jego książki nie są jedynie świetną literaturą rozrywkową, sprowadzanie ich tylko do tego wymiaru sprawia, że spłyca się ich ocenę.

Czytelnik znajdzie w nich masę informacji historycznych i odniesień do naszej przeszłości, także tej najnowszej. Przykładem jest świetne opowiadanie zatytułowane „Lalka”, w której Robert Storm staje się uczestnikiem walki wywiadów poszukujących tajemniczej teczki z informacjami, kto w Polsce był sowiecką matrioszką. O temacie matrioszek, czyli ludzi z fałszywą tożsamością mówił m. in. wybitny historyk prof. Paweł Wieczorkiewicz.

 

(…) ich tożsamość jest prawdziwa, tylko, że nie należy do nich. Po wybuchu wojny na terenie zajętym przez ZSRR znalazły się trzy miliony Polaków. Było tam już wcześniej około miliona ludzi polskiego pochodzenia. Ruscy wykorzystywali okazję i porobili podmiany. Oryginał szedł do piachu, a jego miejsce zajmował agent NKWD – pisze Pilipiuk.

Już w chwili, gdy generał Anders wyprowadzał polską armię i cywilów ze Związku Sowieckiego, miał w tej rzeszy ludzkiej co najmniej kilkadziesiąt „wtórników”. Potem do Polski wkroczyła Armia Czerwona i LWP. Całkowicie oficjalnie w szeregach polskiego wojska służyło ponad dwadzieścia tysięcy sowieckich oficerów. Ale obok nich tkwiły takie drobne pluskiewki, z pozoru Polacy, a w rzeczywistości agentura. (…) Ponadto nastąpiła repatriacja i znowu w nieprzebranej rzeszy łatwo było ukryć ludzi udających kogoś innego. Zwłaszcza łatwo to szło, jeśli wszyscy bliscy krewni zginęli albo rozproszyli się po świecie czytamy w opowiadaniu „Lalka”.

Powiadają, że Jaruzelski został podmieniony na Ałtaju. I że Kiszczak, choć teoretycznie i Polak, i ateista, właśnie z tego powodu został pochowany na cmentarzu prawosławnym na Woli – dodaje Pilipiuk.

Andrzej Pilipiuk, Wilcze Leże, Fabryka Słów, Warszawa 2017. Książkę można nabyć TUTAJ. Fragment książki przeczytasz TUTAJ.

 

http://niezlomni.com...u-prawoslawnym/

 


(...) A jesli komu droga otwarta do nieba, Tym, co służą Ojczyźnie. (...)

comes militi Dołączona grafika

#23 Setech

Setech

    Mors Nigra Mater Nostra

  • Members
  • PipPipPip
  • 3316 postów
  • LocationKemet/Deshret

Napisano 21 sierpień 2017 - 11:58

jerzyurban-biskup655.png

 

%-)

 

z17547373IE,Jerzy-Urban-w-programie--Ska

 

%-)

 

3755043-jerzy-urban-z-wyciagnietym-palce

 

%-)

 

1462892286_wd9bjn_600.jpg

 

%-)


Dołączona grafika

 


#24 fantom (ista)

fantom (ista)

    Moderator na FZN

  • Moderators
  • 6306 postów
  • LocationIs baile ina bhfuil an croí ...

Napisano 27 wrzesień 2017 - 07:54

Wyjątkowe odkrycie WBH! Cenckiewicz: Raporty Jaruzelskiego z krwawych wypraw na żołnierzy AK, NSZ i WiN

opublikowano:

4 sierpnia · aktualizacja: 4 sierpnia4d3228a5decc4940990fbbbe02f8f66c.jpegautor: wikimedia commons/domena publiczna, Twitter/Sławomir Cenckiewcz
 
 

Sławomir Cenckiewicz, dyrektor Wojskowego Biura Historycznego opisuje najświeższe wyniki badań nad aktami LWP, związanymi z „fizyczną likwidacją Żołnierzy Niezłomnych”. Wśród dokumentów w teczce 5. Kołobrzeskiego Pułku Piechoty odnaleziono „dziesiątki” raportów kpt. Wojciecha Jaruzelskiego z „krwawych wypraw na żołnierzy AK, NSZ i WiN”!

Jaruzelski opisuje w przedstawionych raportach nazywa Żołnierzy Niezłomnych nie tylko „bandytami”, ale także „terrorystami”, którzy chcą „zwalczać członków partii demokratycznych” i „paraliżować działalność legalnej władzy Państwowej”.

Sprawozdanie zostało złożone w listopadzie 1946 r. i dotyczy działalności podziemia niepodległościowego na teranie pow. piotrkowskiego. Wojciech Jaruzelski w stopniu kapitana służył wtedy jako oficer zwiadu 5 Kołobrzeskiego Pułku Piechoty.

 

Dyrektor WBH ujawnił także inny raport z późniejszego okresu.

 

I pomyśleć, że taki zbrodniarz miał państwowy pogrzeb, a Prezydent RP żegnał go słowami: „żegnam jednego z ostatnich symbolizujących trudny, a często tragiczny los pokolenia czasów powojennych, pokolenia głębokich, bolesnych podziałów, polityka, żołnierza, człowieka dźwigającego ciężar odpowiedzialności za najtrudniejsze i za najbardziej chyba dramatyczne decyzje w powojennej historii Polski”. Cóż Jaruzelski symbolizował i dźwigał w historii Polski? Poza ofiarami, które miał na sumieniu…

— podsumował na Facebook Sławomir Cenckiewicz.

ak/Facebook/Twitter

 

https://wpolityce.pl...zy-ak-nsz-i-win


(...) A jesli komu droga otwarta do nieba, Tym, co służą Ojczyźnie. (...)

comes militi Dołączona grafika

#25 OSTOJA2

OSTOJA2

    Jam ci to!

  • Members
  • PipPipPip
  • 2154 postów

Napisano 28 wrzesień 2017 - 15:47

Krystyna Pawłowicz pozwała Monikę Olejnik. Co na to sąd? Zaskoczenia nie było…

 

hato20170125066.jpg

Poseł Krystyna Pawłowicz

 
Monika Olejnik nie musi przepraszać prof. Krystyny Pawłowicz za podanie, że w 2014 roku na sali sejmowej miała obraźliwie zwracać się do posłów i ówczesnego marszałka sejmu Radosława Sikorskiego. Tak zdecydował Sąd Apelacyjny w Warszawie. Co ciekawe, podejmując decyzję, sąd dał wiarę zeznaniom Palikota i Rozenka a nie trzem posłankom Prawa i Sprawiedliwości.

 

http://niezalezna.pl...czenia-nie-bylo






Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych


Pozycjonowanie strony: Virtual Development