Skocz do zawartości




Zdjęcie

Słowianie - Najbardziej tajemniczy lud Europy


183 odpowiedzi w tym temacie

#176 Fallout152 Godzilla152

Fallout152 Godzilla152

    capo di tótti capi

  • Moderators
  • 853 postów
  • LocationPonyville152

Napisano 10 styczeń 2019 - 22:04


t2742732_jqicu.gif


#177 Fallout152 Godzilla152

Fallout152 Godzilla152

    capo di tótti capi

  • Moderators
  • 853 postów
  • LocationPonyville152

Napisano 10 styczeń 2019 - 22:36

Tu rekonstrukcja starożytnego Rzymu. W jakiejś kronice czytałem, że uwcześni Słowianie mieli pięć razy większe miasta, tylko księża je wyburzyli, tłukąc o mury głowami noworodków. Za to w reklamie paluszków Lajkonika była mowa o granicy polsko-chińskiej...

 


t2742732_jqicu.gif


#178 fantom (ista)

fantom (ista)

    Moderator na FZN

  • Moderators
  • 6126 postów
  • LocationIs baile ina bhfuil an croí ...

Napisano 11 styczeń 2019 - 14:38

49371723_1132847066897108_86085915305018 

 

:huh: :rolleyes:

 

 

KRONIKA WIELKOPOLSKA, (wiek XIII)

W imię Pańskie. Amen. Jakkolwiek dziejopisowie Lechitów, którzy teraz nazywają się Polakami od bieguna północnego lub inaczej nazywali się Polanami od grodu Polanowa leżącego w kraju Pomorzan, dość obszernie i zgodnie z prawdą opisali i przez pisemne świadectwo przekazali wiecznej pamięci swoich potomnych pochodzenie królów i książąt polskich oraz ich dzieje i czyny podziwu godne i dzielne – osobliwie czcigodny ojciec ksiądz Wincenty,

niegdyś biskup krakowski, i inni – jednak ponieważ wspominając w pismach swoich niektórych książąt Wielkopolski, zwłaszcza P r z e m y s ł a, k r ó l a t e g o ż

k r a j u, pomijają jak widać jego rodowód, dlatego jest rzeczą konieczną cofnąć się do jego rodziców, aby podług imion i ziem oznaczyć p r z o d k ó w  t e g o ż  i 

inny c h k r ó l ó w, książąt i władców r o z l e g ł e g o k r ó l e s t w a  p o l s k i e g o, c z y l i  L e c h i t ó w.

A ponieważ Polaków nazywa się Lechitami, wypada zbadać, skąd takim mianem ich nazywają .

 

Otóż w najstarszych księgach piszą, że Panonia jest matką i kolebką wszystkich narodów słowiańskich. „Panem” bowiem według

tłumaczenia greckiego i słowiańskiego nazywa się ktoś posiadający wszystko i podług tego w słowiańskim „panem” nazywa się wielmoża,

chociaż zgodnie z rozmaitością języków słowiańskich nazywa się on innym mianem „gospodzin”. „Ksiądz” zaś jest większy niż „pan”,

jakby władca lub wyższy [nad nim] król. Wszyscy zaś władcy nazywają się panami, natomiast dowódcy wojsk zwą się „wojewodami”.

Otóż powiadają, że ci Panończycy, nazwani tak od Pana, wywodzą się, jak mówią, od Janusa, potomka Jafeta . Pierwszym z nich miał

być ów potężny książę Nemrod, który najpierw zaczął ujarzmiać ludzi, braci swoich, i zmuszać do posłuszeństwa wobec siebie.

Z tych więc Panończyków pochodzili trzej bracia, synowie Pana, władcy Panończyków, z których pierworodny miał imię Lech, drugi

Rus, trzeci Czech. I ci trzej wydawszy potomstwo z siebie i ze swego rodu, posiadali trzy królestwa: Lechitów, Rusinów i Czechów (zwano

ich też Bohemi), posiadają je obecnie i na przyszłość posiadać będą, jak długo spodoba się Bożej woli. Spośród nich, jak okazuje się zarówno

z kronik, jak i z [rozległości] granic, przewagę i panowanie i wyższość w całym cesarstwie mieli Lechici.

 

Słowianie zaś mówią różnego rodzaju językami, które wzajemnie rozumieją, chociaż w niektórych wyrazach różnią się one nieco,

a przecież wzięły początek z mowy jednego ojca Sława, skąd też Sławianie; oni dotąd nie przestają używać tego imienia, jak świadczą

imiona: Tomisław, Stanisław, Janisław, Wieńczysław itd. Twierdzą, że od tego Sława pochodził także Nemrod. Nemrod bowiem w słowiańskim

nazywa się Niemierza, co w słowiańskim tłumaczy się: „nie mir” czy „niemierzący pokoju”. Od niego to zaczęła się niewola wśród ludzi,

bo gdzie indziej wszyscy cieszyli się nienaruszoną wolnością.

Najpierw spróbował on lekkomyślnie podbić braci swoich pod swe panowanie, a ta jego płocha zuchwałość narzuciła prawo niewoli nie

tylko braciom jego rodu słowiańskiego, lecz także całemu światu. Mieszkają zaś w czterech wspomnianych państwach, oznaczonych,

jak wiadomo, nazwami Panończyków, Lechitów, Rusinów i Czechów lub Bohemów. A ponieważ później wyrosło wiele innych

królestw i państw narodu słowiańskiego, godną jest rzeczą oznaczyć i wytłumaczyć ich nazwy.

I tak królestwo Bułgarów nazywa się od rzeki Bułgi [Wołgi]. Również królestwo Rascja zostało, jak mówią, nazwane od [słowa] rać, co oznacza ślad mnóstwa koni, zebranych w jednym wojsku. Stąd to Słowianie wielką liczbę jeźdźców nazywają wyrazem rać.

Również królestwo Dalmacji nazywa się tak od tego, że królowa Panonii darowała synowi swemu nadmorską część jej i kazała koronować go na króla. I wierzą, że była to królowa Południa Saba, która niegdyś przyszła do króla Salomona, by usłyszeć mądre jego odpowiedzi. Bo i rzeka w Panonii nazywa się Saba, która

od niej, jak utrzymują, wzięła nazwę. Nazywa się również królestwo Dalmacji „dala mać, niby dała mać. Również Ranowie lub Rana nazywają się od tego, że w zderzeniu z wrogami zawsze mieli zwyczaj krzyczeć „rani! rani!”, to jest rań, rań. Tak samo Sorabowie nazywają się od wyrazu „sorban”, który nasuwa dwojakie tłumaczenie. Albowiem Gallowie nazywają ową krainę Serwią [Serbią], chcąc powiedzieć, że więzieni przez Nemroda zostali tam osadzeni jakby jego niewolnicy.

To nie wydaje się zgodne z rozumem, ponieważ nie tylko ten nieznaczny odłam pnia słowiańskiego, lecz raczej cały lud słowiański uchodził za podległy jemu. Bliżsi jednak prawdy są ci, którzy sądzą, że Sorabowie nazywają się od Sarba, który otrzymał też imię Sorban, podobnie jak od Judy Judejczycy, od Lecha Lechici i inni. Jest pewien szczep słowiański, zwany Kaszubami; i ci nazwani zostali tak od długości i szerokości szat, które musieli fałdować z powodu ich szerokości

i długości. Albowiem w słowiańskim fałda lub zmarszczka na szatach nazywa się „huba”, stąd nazwę Kaszubów wyjaśnia się: „kąsaj huby” (to jest fałduj). Znaczna ich część przebywa nad Morzem Północnym.

Są jeszcze inni Sławianie, którzy nazywają się Drewnianie; tych Niemcy nazywają Holzatami. Mieli oni trzy główne grody: Bukowiec, który teraz zwie się Lubeką, Ham, zwany też Hamburgiem, i Bremę, która była ich stolicą. Tam jest także książęcy gród Szlezwik i miasto Cieśnina. Na czele ich stali komesi, których, jak twierdzą, mianował komesami cesarz Henryk, skoro te kraje ich podbił pod panowanie cesarskie. Ten zaś szczep otrzymał nazwę od gęstych lasów

i gajów, albowiem Drewnianie nazywają się od drewna. Mają także nazwę od pewnej rzeki zwanej Trawna, stąd nazwano ich Trawnianami.

 

Warto zaś wiedzieć, że Słowianie i Niemcy pochodzili podobno od dwóch braci, Jana i Kusa, potomków Jafeta, według tego, co oświadczyli Izydor w pierwszej księdze Etymologii i Marcin w Kronice rzymskiej. Albowiem opisują [oni] Germanię za pomocą rzek, na przykład Dunaju, Renu, Wisły lub Wandalu, Odry lub Guttalu i Alby lub Łaby; oznaczają [zaś] okolice za pomocą tych większych rzek, licząc od źródła aż do samego ujścia. Ren bowiem i Dunaj są większymi rzekami narodu Teutonów, Wandal zaś, Odra i Alba – państw Polski i Bohemii. Wokół zaś tych trzech ostatnich rzek posiedli niegdyś także środkowe obszary między tymi [rzekami] i do nich przyległe i posiadają je, jak wiadomo, dotąd aż do Morza Północnego.

Gdy tymczasem Sasi, którzy opuszczając bardzo szczupłe ziemie i wsie swego narodu i przenosząc się na rozległe obszary Słowian, na nich założyli sobie stałe siedziby.

Tym wszystkim zaś narodom słowiańskim z wyjątkiem jedynie Panonii, lecz łącznie z Koryntią, której mieszkańcy nazywają się Koryntianami od koryt, co tłumaczy się przez „kanały”, i zawsze podlegali panowaniu Lechitów – składano daniny aż do czasów króla Kazimierza Mnicha. Za jego czasów, zanim za dyspensą pana papieża wyszedł z klasztoru w Cluny, gdzie złożył śluby zakonne, większa część plemion wyłamując się z posłuszeństwa Lechitom, odmówiła

im składania zwykłych danin.

A oto inne jeszcze tłumaczenie nazwy Germanów. Nazywa się ich tak od „german”, ponieważ jeden z drugim związany jest pokrewieństwem braterstwa. Albowiem „gerzmo” jest to pewien przyrząd, w którym dwa woły razem złączone postępują, ciągnąc pług lub wóz. Tak i Niemcy mając państwa sąsiadujące ze Słowianami, często z nimi obcują i nie ma na świecie innych narodów tak uprzejmych i przyjacielskich względem siebie jak Słowianie i Niemcy. Tak

również za pośrednictwem ludzi posługujących się łaciną powstała nazwa Ducz, skąd potem Teutoni, i nazwa Sław, od której nazwano Słowian, oraz Germanie, czyli bracia.

Nie należy również pomijać Węgrów, którzy także są Słowianami. Węgrzy bowiem nazywają się od pewnej rzeki o nazwie Wkra, wypływającej w stronę Morza Północnego z pewnego wielkiego jeziora, koło którego teraz leży miasto Przemysław. Skoro Goci wyszli z wysp, które nazywają się Skanza i Gotalryk, celem zniszczenia narodów i dokuczali im w ich domach i zbytnio ich niepokoili, zebrawszy się z żonami i małymi dziećmi, postanowili schronić się na

ziemię Panończyków, skąd pochodzili, aby w nich stale zamieszkać. Ponieważ zaś Bóg postanowił przez nich ukarać grzechy niektórych narodów, dlatego nie przeszli prostą drogą, nie chcąc podczas przejścia wyrządzać szkód i przykrości swemu ludowi słowiańskiemu, lecz uczynili to w sposób bardzo niebezpieczny, idąc przez kraj Teutonów i przez Burgundię, a potem przez Lombardię aż do ziem Slawonii, nie bez wielkiego zniszczenia miast i okropnego przelewu krwi ludzkiej. Ich król imieniem Tyla, zwany w pismach Attyla, przybywszy do Panonii w niej obrał sobie stałe miejsce pobytu. A ponieważ wiele ludów

słowiańskich do nich napłynęło, stąd wtedy zostali nazwani nie Wkrzanami, lecz Wandalami. Część zaś owych Słowian, którzy od

rzeki Wkry nazywali się Wkrzanami, potem od czasu zmieszania się z ludem Hunów, którzy, jak pisze o nich szczegółowo Marcin w swej

Kronice rzymskiej, wyszedłszy z gór Sycylii, masowo wkroczyli do Panonii i dzierżyli ją w swym posiadaniu – ta część zarówno od Hunów,

jak i od Wkrzan została nazwana Węgrami.

 

Gdy zaś Lech ze swoim potomstwem wędrował przez rozległe lasy, gdzie [teraz] istnieje królestwo polskie, przybywszy wreszcie do pewnego uroczego miejsca, gdzie były bardzo żyzne pola, wielka obfitość ryb i dzikiego zwierza, tamże rozbił swe namioty. A pragnąc tam zbudować pierwsze mieszkanie, aby zapewnić schronienie sobie i swoim, rzekł: „Zbudujmy gniazdo!”. Stąd i owa miejscowość aż do dzisiaj zwie się Gniezno, to jest „budowanie gniazda”.

 

Ponieważ trochę odstąpiłem od przedmiotu, o którym zamierzałem pisać, przeto teraz wróćmy do naszego tematu. Aby zaś jasna zwięzłość pisania umożliwiła zapamiętanie zdarzeń, wsparty pomocą Boga wszechmogącego zacząłem pisać krótko o królach, władcach i książętach całego królestwa polskiego, czyli rozległego państwa Lechitów, a także o ich potomkach, według tego, czego dowiedziałem się z polskich roczników historycznych, co zobaczyłem w różnych

metrykach rozmaitych kościołów; a niektóre szczegóły poznałem i przekazałem pamięci na podstawie opowiadania starców, dostojników Polski, których uwagi nie uszły wypadki wojenne i dzieje, owszem, były im znane.


(...) A jesli komu droga otwarta do nieba, Tym, co służą Ojczyźnie. (...)

comes militi Dołączona grafika

#179 Fallout152 Godzilla152

Fallout152 Godzilla152

    capo di tótti capi

  • Moderators
  • 853 postów
  • LocationPonyville152

Napisano 11 styczeń 2019 - 15:29

Kronika wielkopolska

Kronika wielkopolska (łac. Chronica Poloniae maioris) – anonimowa, nieukończona kronika dziejów Polski od czasów legendarnych do roku 1271, 1272 lub 1273, napisana najprawdopodobniej przed rokiem 1296 w Wielkopolsce, za panowania Przemysła II. Na podstawie tekstu oryginalnego, najpóźniej w XIV wieku, sporządzono dwie, różniące się redakcje. Jedna z tych redakcji zachowała się w całości, druga we fragmentach[a].Utwór ten uważany jest za pomnik XIII-wiecznej, polskiej ideologii i kultury okresu rozbicia dzielnicowego. Zapisano w nim wiele legend, opowieści dworskich i rycerskich, a także nieznane skądinąd fakty i daty z dziejów państwa piastowskiego. Tekst Kroniki zawiera również przepowiednie dotyczące zjednoczenia kraju i odnowienia jego potęgi.Opierając się na dziele Wincentego Kadłubka, choć z licznymi zmianami, autor Kroniki Wielkopolskiej utożsamił legendarne państwo Lechitów z historycznym królestwem polskim i na tej podstawie określił domniemane, dawne granice Polski, których przywrócenia oczekiwał od przyszłych władców zjednoczonego kraju. Te legendarne granice Polski miały sięgać od Renu na zachodzie po Dniepr na wschodzie, a od Dunaju na południu po morza Bałtyckie i Północne.W Kronice wyjaśniono pochodzenie Polaków za pomocą legendy o Lechu, Czechu i Rusie. Po opowieściach o dziejach panowania legendarnych królów państwa Lechitów, kronikarz przedstawił rządy kolejnych władców piastowskich oraz omówił przyczyny, które doprowadziły do rozbicia dzielnicowego. Opowiadając o dziejach Polski dzielnicowej przeciwstawił gorzej przez siebie osądzanych Piastów małopolsko-mazowieckich, ocenianym bardziej pozytywnie Piastom władającym Wielkopolską. Za najwybitniejszego władcę w historii Polski autor uznał Przemysła I. Kronika urywa się na pierwszych latach panowania Przemysła II.Treść Kroniki jest bardzo złożona i trudna do objaśnienia, niemniej dla współczesnych historyków pozostaje jednym z podstawowych źródeł wiedzy o dziejach polskiego średniowiecza. Interpretacja tekstu wywołała wśród uczonych wiele sporów i polemik. Niejasne są zarówno początek utworu z podwójnym wstępem, jak i różne zakończenia. Dyskusyjny jest czas oraz miejsce napisania zaginionego oryginału, jak i późniejszych redakcji. Nieznani pozostają XIII-wieczny autor i opracowujący jego tekst redaktorzy. Niejednoznaczny jest również tekst Kroniki, zachowany w różnych wariantach, odmiennych w poszczególnych rękopisach.

https://pl.wikipedia...ka_wielkopolska

"Kronika" napisana 300 lat po chrzcie, opierająca się na legendach.

t2742732_jqicu.gif


#180 Fallout152 Godzilla152

Fallout152 Godzilla152

    capo di tótti capi

  • Moderators
  • 853 postów
  • LocationPonyville152

Napisano 11 styczeń 2019 - 21:22

Smok wawelski

 

Smok wawelski – legendarny smok, którego kryjówką miała być jaskinia zwana Smoczą Jamą u podnóża wzgórza wawelskiego w Krakowie[a].

 

Wincenty Kadłubek

 

Najstarszy zapis legendy o smoku wawelskim pochodzi z przełomu XII i XIII wieku. Jego autorem był Wincenty Kadłubek. Na kartach Kroniki polskiej, w uczonym wywodzie, mistrz Wincenty powiązał dzieje Polski z historią starożytnego Rzymu i uczynił jednym z władców kraju Grakcha, utożsamianego przez późniejszych kronikarzy z Krakiem[1].

Grakch rządził Polską sprawiedliwie a wdzięczni poddani zamierzali przekazać tron jego męskiemu potomstwu. Tak się jednak nie stało, gdyż jeden z jego synów zabił drugiego. Aby wyjaśnić, w jakich okolicznościach do tego doszło, kronikarz wprowadził postać smoka[1]: był bowiem w załomach pewnej skały okrutnie srogi potwór, którego niektórzy zwać zwykli całożercą. Żarłoczności jego każdego tygodnia według wyliczenia dni należała się określona liczba bydła. Jeśliby go mieszkańcy nie dostarczyli, niby jakichś ofiar, to byliby przez potwora pokarani utratą tyluż głów ludzkich. Grakch, nie mogąc znieść tej klęski, jako że był względem ojczyzny tkliwszym synem niż ojcem względem synów, skrycie synów wezwawszy, przedstawił [im swój] zamiar, radę przedłożył[2].

Grakch polecił synom wykazać się odwagą i zabić smoka[3]. Gdy więc doświadczyli po wielekroć otwartej męskiej walki i daremnej najczęściej próby sił, zmuszeni zostali wreszcie uciec się do podstępu. Bowiem zamiast bydląt podłożyli w zwykłym miejscu skóry bydlęce, wypchane zapaloną siarką. I skoro połknął je z wielką łapczywością całożerca, zadusił się od buchających wewnątrz płomieni[2].

Tymczasem walka ze smokiem została wykorzystana przez jednego z braci. Zrzucił on winę za śmierć brata na potwora i pozbył się konkurenta do tronu[3]: i zaraz potem młodszy napadł i zgładził brata, wspólnika zwycięstwa i królestwa, nie jako towarzysza, lecz jako rywala. Za zwłokami jego z krokodylowymi postępuje łzami. Łże, jakoby zabił go potwór, ojciec jednak radośnie przyjmuje go jako zwycięzcę. Często bowiem żałoba przezwyciężona zostaje radością ze zwycięstwa[2]. Zbrodnię wykryto dopiero po pewnym czasie, a jej sprawca został skazany na wieczne wygnanie. Stąd po Grakchu na tron nie wstąpił żaden z jego synów, lecz córka Wanda[3].

U Kadłubka siedziba smoka została tylko ogólnie zlokalizowana, a nazwa Wawel nie pada. Pogromcami smoka byli synowie Grakcha-Kraka, a nie on sam – ich pomysłem był podstęp z wypchaniem skór bydlęcych siarką. Zabicie smoka nie wiązało się z założeniem Krakowa. Według Kadłubka miasto założono „na skale smoka” (in scopulo olophagi) i od imienia zmarłego wcześniej Grakcha nazwano „Krakowem” (a nomine Gracci dicta Craccouia)[3].

 

Kronikarze z XIII i XIV wieku

 

Opowiadanie Kadłubka podjęli kronikarze z przełomu XIII i XIV wieku – na Śląsku autor tzw. Kroniki polsko-śląskiej oraz tworzący w Krakowie bezimienny franciszkanin, zwany zazwyczaj autorem Kroniki Mierzwy. Ten ostatni zauważył podobieństwo tekstu mistrza Wincentego do Księgi Daniela i opatrzył go uwagą: tak jak Daniel, który zabił smoka babilońskiego[4]. W Wulgacie bowiem, którą znał autor Kroniki Mierzwy, wąż z Księgi Daniela nazwany został smokiem: wziął tedy Daniel smoły, łoju i sierści, ugotował to razem, zrobił ciasto i dał w paszczę smoka. Smok zjadłszy rozpękł się. Tedy rzekł: Zobaczcie przedmiot waszej czci[5].

Jako pierwszy zabicie smoka przypisał Krakowi, piszący u schyłku XIV wieku na Śląsku autor Kroniki książąt polskich. Według jego wersji bratobójstwo między synami Kraka wydarzyło się już po zabiciu smoka. Natomiast spisana w końcu XIII lub pierwszej połowie XIV wieku w Poznaniu Kronika wielkopolska, mimo że zawiera najstarszy zapis nazwy Wawel, pomija zupełnie opowiadanie o smoku, wspominając jedynie o bratobójstwie wśród synów Kraka[4].

Jan Długosz

Związany z Krakowem Jan Długosz, w spisanych w drugiej połowie XV wieku Rocznikach polskich, nadał opowiadaniu o smoku dużą rangę. W pierwszej części długiego tekstu oparł się na Kadłubku, ale z pewnymi zmianami. Według Długosza Kraków został założony jeszcze przez samego Graka (tak po łacinie nazywał Kraka, którego uważał za potomka Tyberiusza Grakcha). Kilka lat później miasto zostało zaatakowane przez smoka. Długosz jako pierwszy zlokalizował kryjówkę smoka w jaskini wzgórza wawelskiego[4]: wśród takich jednak pomyślnych i sprzyjających wróżb dręczyło Kraków wielkie nieszczęście. Pod wzgórzem wawelskim, na którym Krak wzniósł zamek, w pieczarze zamieszkał potwór olbrzymiej wielkości, mający wygląd smoka lub gada, a dla zaspokojenia swej żarłoczności porywał bydło i trzodę, które mu rzucane, a nie przepuszczał nawet ludziom. Gdy zaś długim zmorzony głodem nie znajdował przygodnej lub podrzuconej sobie ofiary, wtedy z dziką wściekłością wypadał ze swej kryjówki w dzień biały i rycząc przeraźliwie rzucał się na najroślejsze bydlęta, konie czy woły zaprzężone do wozu lub pługa, mordował je i zabijał, a srożąc się także i wobec ludzi, jeśli nie uszli w bezpieczne [miejsce], brzuch swój napelnial ich poszarpanym ciałem. Ta żarłoczność do tego stopnia zatrwożyła mieszkańców Krakowa, że z powodu tak niebezpiecznego niszczyciela raczej myśleli o opuszczeniu miasta, niż o dalszym tu zamieszkaniu[6].

W dalszej części opowiadania Długosz oparł się na wersji zapisanej w Kronice książąt polskich. Smok został więc zabity przez samego Kraka, któremu wdzięczni mieszkańcy nadali tytuł „oswobodziciela ojczyzny”[4]: lecz, gdy to stało się bardziej uciążliwe dla księcia niż dla mieszkańców, który obawiając się, by po jego śmierci całkiem nie opustoszało miasto, rozkazał ścierwa rzucane smokowi wypełniać siarką, próchnem, woskiem, żywicą i smołą, zażec ogniem i tak rzucić bestii, która ze zwykłą jej żarłocznością pochłonąwszy je, od żaru i płomieni trawiących jej wnętrze od razu padła i zginęła. Po zabiciu potwora i okropnego zwierza, który u pewnych pisarzy występuje pod mianem smoka, miasto Kraków, wybawione wbrew nadziei od ogromnego niebezpieczeństwa, zaczęło coraz bardziej rozwijać się i łatwo osiągnęło pierwszeństwo. Sam zaś książę Krak, który swą sztuką zgładził olbrzymiego potwora, nazwany ojcem i oswobodzicielem ojczyzny[7].

Długosz oraz Maciej z Miechowa byli pierwszymi autorami, którzy krakowskiego potwora nazwali smokiem. Wcześniej, między innymi w tekstach Kadłubka jest on nazywany całożercą (holophagus)[8].

 

Kronikarze z XVI wieku

 

Wersję Długosza powtórzyli Maciej Miechowita w Kronice polskiej z roku 1521 oraz Bernard Wapowski w swojej zaginionej Kronice (jak wynika z zachowanych fragmentów tego dzieła). Najstarszy tekst w języku polskim o smoku wawelskim znalazł się na kartach Kroniki świata Marcina Bielskiego z 1551 roku. Najprawdopodobniej była to krótka parafraza wersji Wapowskiego. Bielski wprowadził najpopularniejszy wariant śmierci smoka, który miał pęknąć z przepicia wodą wiślaną: Grakus książę rozkazał w wywnątrzonym cielcu siarki, smoły a saletry z ogniem przyprawionym zadać zaprawiwszy, a przeciw jamie jego położyć. Który gdy uźrzał, mnimając, by cielę, pożarł. A gdy w nim tlało, pił wodę, aż się rozpukł. U Bielskiego (być może za Wapowskim) po raz pierwszy padła też data śmierci smoka – rok 700 po Chrystusie[9].

W połowie XVI wieku krakowska legenda była znana w Europie. W ogromnym dziele Cosmographia („Opis świata”), w rozdziale De Polonia, Sebastian Münster przytoczył opowiadanie o smoku wawelskim, prawdopodobnie za Miechowitą. W wydaniu dzieła Münstera z 1550 roku (Bazylea) zamieszczono najstarsze przedstawienie plastyczne smoka na tle wiernie oddanego krajobrazu Krakowa[10].

W 1555 roku Marcin Kromer, w dziele O pochodzeniu i czynach Polaków, pierwszy podważył wiarygodność legendy. Jako pierwszy podał też nazwę kryjówki smoka: w każdym razie głęboka jaskinia wydrążona w skałach istnieje do dziś dnia: zwą ją Smoczą Jamą (specum draconis vocant)[10].

W roku 1597 Joachim Bielski, syn Marcina, wydając w Krakowie własne opracowanie ojcowskiego dzieła, wprowadził postać szewca Skuba (nie Skuby) jako tego, który miał być twórcą pomysłu zgładzenia smoka: piszą nasi starzy kronikarze, iż pod tą górą Wawel był smok wielki, który troje dobytku razem zjadał, także i ludzi kradł i jadł, przeto musieli mu dawać obrok każdy dzień troje cieląt abo baranów. Kazał tedy Krak nadziać skórę cielca siarką, a przeciw jamie położyć rano; co uczynił za radą Skuba, szewca niejakiego, którego po tym dobrze udarował i opatrzył. On wyszedłszy z jamy, mnimał, by ciele, pożarł razem; gdy to w nim tlało, tak długo pił wodę, aż zdechł. Jest jeszcze jego jama pod zamkiem: zowią Smocza Jama[10].

 

https://pl.wikipedia...i/Smok_wawelski


t2742732_jqicu.gif


#181 fantom (ista)

fantom (ista)

    Moderator na FZN

  • Moderators
  • 6126 postów
  • LocationIs baile ina bhfuil an croí ...

Napisano 13 styczeń 2019 - 16:29

Kiedy byłem bardzo młody pamiętam rodzinne spotkania i wiele opowieści rodzinnych przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Taki zwyczaj z czasów gdy nie było radia czy telewizji. Tak bywało od wieków, tysiącleci, w czasch gdy umiejętność czytania czy pisania była rzadkością, a historie rodowe przekazywano poprzez opowieści następnym pokoleniom. To było normalne, oczywiste, nie kwestionowano tych opowieści, nie traktowano ich jak mity i legendy.

W czasach nam bardziej współczesnych znalazły się "autorytety", które wszystkie te opowieści spisane w późniejszych czasach w kronikach, zakwestionowały, zaliczyły do mitów i legend i napisały historię na nowo...

A kto pisze historię? Jak to się mówi: zwycięzcy... Do czasu rozbiorów Rzeczypospolitej wiedza o starożtności Lechistanu była oczywista, normalna, nikt tego nie kwestionował. Nasz kraj w wielu językach nadal był nazywany Lechistanem, a szlachta była dumna ze swoich sarmackich korzeni i historii sięgajacej tysiące lat przez Mieszkiem I.

Później byli zaborcy, żadnemu z nich nie zależało na tym, aby Polacy pamiętali o tym jak byli potężnym krajem. Zrobili ile się dało aby nie pamiętali, że Rosja była tylko rubieżami Lechistanu, a słupy graniczne na Renie znaczyły zachodnie rubieże w czasch gdy nie istniało nic takiego jak Niemcy...

Trzeba było to zmienić, napisać na nowo, zniszczyć dowody, wyśmiać dawną historię jako mity i legendy...

 

Dopóki Polacy nie będą w stanie spojrzeć krytycznie na zaborczą historię i odnaleźć swoich własnych korzeni doputy będą umysłowo "pod zaborami".

 

 

Cegiełka po cegiełce...

 

t9di85c9qmzse3w7ofcvyc3t2bihfasn.JPG6_1.jpg?itok=cTn_xJUV

Mazowieckie/ Archeolodzy odkryli grób książęcy sprzed blisko 2 tys. lat
 

Archeolodzy odkryli najbogatszy pradziejowy grób z terenu Polski na wschód od Wisły. Wewnątrz znajdowały się m.in. fragmenty naczyń z brązu, posrebrzane ostrogi oraz złoty pierścień, dlatego naukowcy nazwali go grobem książęcym.

Znaleziska dokonano latem zeszłego roku. Archeolodzy dopiero teraz częściowo je ujawniają z obawy przed rabunkiem. Z tego też względu nie podają dokładnej lokalizacji. Zdradzają tylko, że do odkrycia doszło w północnej części woj. mazowieckiego.

"Odkryty przez nas grób jest najbogatszym pradziejowym pochówkiem odkrytym do tej pory na wschód od Wisły" - uważa dr Andrzej Szela z Instytutu Archeologii UW, który podjął się jego badania. Pochówek pochodzi z przełomu I i II w. n.e.

Mimo że archeolodzy nie byli pierwszymi eksploratorami grobu, udało się w nim odkryć wiele bezcennych zabytków metalowych. Były to fragmenty naczyń z brązu, ostrogi z brązu ze srebrnymi inkrustacjami, metalowa sprzączka do pasa, a nawet złoty pierścień. Ten ostatni był zarezerwowany dla najwyższych grup społecznych – wskazuje badacz.

"W grobie znajdowały się też cztery rogi do picia. Pozostałością po nich są świetnie zachowanie okucia z brązu. Dwa z nich zwieńczone były w formie byczych główek. To absolutny unikat!" - podkreśla naukowiec. Dodaje, że tylko osoba naprawdę bogata mogła sobie pozwolić na taki ekwipunek do picia, bo najczęściej korzystano z prostych glinianych kubków - te były w powszechnym użyciu.

Do naszych czasów nie zachował się szkielet. Ale po wielkości komory grobowej - miała 4 m długości i 2 m szerokości - archeolodzy domyślają się, że grobie złożono ciało, a nie prochy w urnie, co było najczęstszą praktyką w tym czasie.

"Tak bogate groby z pierwszych wieków naszej ery są również rzadkie po zachodniej stronie Wisły. Znamy ich co najwyżej kilka" - opowiada archeolog.

Zdaniem Szeli grób został wyrabowany w okresie nowożytnym, najprawdopodobniej w XX w. Świadczy o tym przemieszanie zabytków w komorze grobowej. Poza tym brakowało naczyń ceramicznych, które z reguły w tego typu pochówkach są znajdowane. Natomiast zniszczone naczynia brązowe nosiły ślady całkiem świeżych rys i spękań.

Kto był pochowany grobie? Odkrywca uważa, że musiał być to przywódca lokalnej społeczności. "Tylko osoba majętna mogła sobie pozwolić na tak bogate wyposażenie grobowe. Część z przedmiotów mogła być sprowadzona z dalszych regionów, w tym z samego Rzymu " - dodaje naukowiec.

Naukowiec prowadził prace wspólnie z grupą pasjonatów - poszukiwaczami z całej Polski, korzystającymi z wykrywaczy metali. Ci działali w pełnym porozumieniu i we współpracy z archeologiem, dlatego metodyka ich pracy była zgodna ze standardami naukowymi.

 

Stanowisko, na którym dokonano odkrycia, było znane archeologom wcześniej. Już kilkadziesiąt lat temu niedaleko znaleziono inne pradziejowe pochówki z tego samego okresu. Teraz badacze trafili tam z powrotem, bo stanowisku archeologicznemu grozi zniszczenie na skutek działalności człowieka. Ich badania sfinansował głównie Mazowiecki Wojewódzki Konserwator Zabytków, ale również Instytut Archeologii UW oraz „Varia” – Fundacja Wydziału Historycznego UW.

 

Na pobliskiej pradziejowej osadzie (obecnie to pole uprawne), położonej kilkaset metrów od grobu książęcego, archeolodzy natknęli się również w zeszłym roku na ponad 30 srebrnych monet rzymskich - denarów. "Były rozwleczone na większej powierzchni, ale nie mamy wątpliwości, że były złożone w jednym miejscu, w jednym pojemniku. Najprawdopodobniej schowano je w związku z jakimś zagrożeniem, być może najazdem" - uważa Szela. Są wśród nich monety z wizerunkami takich cesarzy rzymskich jak: Hadrian, Marek Aureliusz czy Kommodus.

Archeolodzy bardzo długo uważali, że w pierwszych wiekach naszej ery północna część dzisiejszego woj. mazowieckiego była zupełnie niezamieszkana - przypomina Szela. Był to bowiem teren pogranicza dwóch ludów - związku lugijskiego i Gotów. Jednak dzięki wykopaliskom prowadzonym w ostatniej dekadzie okazało się, że nie jest to prawda. Do tej pory udało się odkryć w tym regionie kilka olbrzymich, wielohektarowych osad i kilka cmentarzysk.

PAP - Nauka w Polsce, Szymon Zdziebłowski

 

http://naukawpolsce....Nk1XdufxJiYj2v8


(...) A jesli komu droga otwarta do nieba, Tym, co służą Ojczyźnie. (...)

comes militi Dołączona grafika

#182 fantom (ista)

fantom (ista)

    Moderator na FZN

  • Moderators
  • 6126 postów
  • LocationIs baile ina bhfuil an croí ...

Napisano 13 styczeń 2019 - 16:57

Z punktu widzenia niemieckiego księdza...  ale to też pewnie bajania, mity i legendy, bo jakże by inaczej :wacko: :rolleyes:

Kronika pisana była przez Helmolda proboszcza z Bozowa w Wagrii (obecnie Bosau - Niemcy). Wiek XII.

 

 

Helmonda Kronika Słowian

 

1. O PODZIALE SŁOWIAN

 

Uważam za godne trudu podać we wstępie tego opowiadania w zwięzłym zarysie historycznym pewne szczegóły o ziemiach Słowian, ich naturze i obyczajach przedstawić, w jakie byli uwikłani błędy przed łaską nawrócenia, aby obraz ogromu choroby tym bardziej uwidocznił łaskę boskiego lekarstwa.

Mnogie są ludy Słowian zajmujące wybrzeże Morza Bałtyckiego-. Zatoka tego morza skierowana jest od oceanu zachodniego ku wschodowi. Nazywa się ono Bałtyckim dlatego, że na kształt pasa  rozpościera się długim szlakiem przez kraje scytyjskie  aż do Grecji. To samo morze nazywa się również Barbarzyńskim albo Morzem Scytyjskim od barbarzyńskich ludów, które oblewa. Wokół tego morza siedzą mnogie ludy; mianowicie Duńczycy i Szwedzi, których nazywamy Normanami, zajmują wybrzeże północne i wszystkie wyspy. Południowe zaś wybrzeże zamieszkują ludy Słowian; pierwszymi z nich są Rusowie; dalej idą Polanie mający od północy Prusów, od południa Czechów oraz tych, którzy nazywają się Morawami albo Karyntami i Sorabami. Gdyby jeszcze dorzucić do Słowiańszczyzny Węgry, jak tego (niektórzy żądają, ponieważ ani obyczajami, ani językiem od Słowian się nie różnią, obszar języka słowiańskiego do tego stopnia wzrośnie, że zaledwie daje się oszacować.

Wszystkie te narody — poza Prusami — zdobi znamię Chrystusa. Od dawna już bowiem Ruś należy do krajów wierzących.  Ruś zaś nazywa się u Duńczyków Ostrogard , a to z tego powodu, że położona na wschodzie obfituje we wszelkiego rodzaju bogactwa. Ta sama kraina mieni się również Chunigard, ponieważ tam pierwotnie miały się znajdować siedziby Hunów. Jej stolicą jest Kijów. Nie wiadomo mi zupełnie, przez których misjonarzy zostali Rusowie nawróceni na wiarę świętą. Jedno jest wszakże pewne, a mianowicie że — jak się wydaje — w swych obrzędach naśladują raczej Greków niż Łacinników.

Albowiem Morze Ruskie  stanowi krótki pomost do Grecji.

Prusowie jeszcze nie poznali wiary, wszakże z natury wykazują wiele zalet: są wyjątkowo ludzcy wobec bliźnich znajdujących się w ciężkiej sytuacji, bowiem wyjeżdżają na ratunek tych, którzy giną na morzu albo doznają krzywd ze strony piratów; takim udzielają oni pomocy. Za nic mają złoto i srebro, w obfitości posiadają obce futra, których zapach wywołuje śmiertelną truciznę pychy na naszym świecie. Oni zaś, zaprawdę, uważają je za nawóz, ku naszemu, jak sądzę, potępieniu, bowiem marzymy o ku-niej szubie jako o szczycie szczęśliwości. Dlatego za wełniane szaty, które nazywamy faldones, dają oni w

zamian takie kosztowne skóry kunie. Można wiele godnego pochwały powiedzieć o obyczajach tego ludu, gdyby tylko wyznawali jedyną wiarę Chrystusową; tymczasem jej misjonarzy oni nieludzko prześladują. U nich to męczeńską koroną ozdobił swoje czoło sławny biskup czeski Wojciech. Aż po dziś dzień, gdy ktoś znajdzie się wśród nich, pozwalają mu na pełną wspólnotę życia ze sobą, odmawiając jednak dostępu do lasów i źródeł. Ich bowiem zdaniem pojawienie się tam chrześcijan powoduje ich zbezczeszczenie. Karmią się mięsem bydlęcym; mleko i krew tych zwierząt służy im za

napój, i to nawet tego rodzaju, że podobno nim się upijają.

Ludzie ci mają niebieskie oczy, czerwoną twarz i długie włosy. Nadto dostęp do nich jest niemożliwy z powodu bagien i nikogo nie chcą uznać spośród siebie za władcę.

Naród węgierski odznaczał się kiedyś wyjątkową siłą i dzielnością w boju, tak że nawet siał postrach w cesarstwie rzymskim. Albowiem po upadku Hunów i

Duńczyków dał się we znaki trzeci najazd Węgrów, którzy pustoszą i niszczą wszystkie sąsiednie kraje.

Zgromadziwszy zaś olbrzymie wojska zbrojną ręką zawładnęli Bawarią i Szwabią. Oprócz tego spustoszyli obszary przyległe do Renu, wreszcie ogniem i mieczem zniszczyli Saksonię aż do Morza Brytyjskiego. Ile wysiłku musieli użyć cesarzowie, ilejątkowych tylko razach przywołuje się ich na pomoc w

wojennej potrzebie.

Niech powyższe o Czechach i Polakach oraz innych Słowianach wschodnich wystarczy [czytelnikowi].

 

2. O MIEŚCIE WINETA

Tam, gdzie kończą się dzierżawy Polski, dochodzi się do obszernej krainy Słowian, tych mianowicie, których starożytność nazywała Wandalami, obecnie zaś zowią się Winitami albo Winulami. Pierwszymi z nich są Pomorzanie, których siedziby rozciągają się aż do Odry.

Odra zaś jest najbogatszą rzeką krainy słowiańskiej, a wypływa z wnętrza lasu Morawian, którzy mieszkają na wschód od Czech, gdzie też i Łaba ma swój początek.

[Źródła tych rzek] leżą bardzo blisko siebie, z tym jedynie, że zwracają się swym biegiem w inne strony. Łaba bowiem płynąc na zachód w górnym biegu opływa Czechów z Sorabami, w biegu środkowym oddziela Słowian od Sasów, w dolnym zaś — diecezję hamburską od bremeńskiej, po czym zwycięsko wpada do Morza Brytyjskiego.

Druga rzeka, to jest Odra, kierując się na północ przepływa przez środkowe dzierżawy Winulów dzieląc Pomorzan od Wieletów. U jej ujścia do Morza

Bałtyckiego leżało niegdyś świetne miasto Wineta, które stanowiło słynny port dla mieszkających wokół barbarzyńców i Greków. Ponieważ o tym mieście mówi się rzeczy nadzwyczajne i zgoła niewiarygodne, na jego pochwałę z chęcią powiemy coś godnego wzmianki. Z pewnością było  to największe miasto ze wszystkich, które są w Europie. Zamieszkują je Słowianie pomieszani z innymi ludami, Grekami i barbarzyńcami. Albowiem i przybysze sascy otrzymali także prawo zamieszkiwania tamże, wszakże pod warunkiem, że w czasie swego pobytu nie wolno im wyznawać publicznie chrześcijaństwa.

Wszyscy bowiem mieszkańcy tego miasta aż do jego zagłady żyli w pogaństwie; poza tym zresztą co do obyczajów i gościnności nie znalazłbyś ludu bardziej zacnego i łaskawego. Miasto owo obfitowało w produkty wszystkich krajów, nie zbywało mu też wyszukanych rozrywek.  To arcybogate miasto któryś z królów duńskich podobno otoczył wielką flotą i doszczętnie zniszczył. Dotąd zachowały się jeszcze pozostałości po owym starym mieście.

Żywioł Neptuna występuje tam w trzech odmianach. Wyspę bowiem opływają trzy prądy, jeden z nich ma być całkiem zielony, drugi białawy, trzeci zaś sroży się wiecznie w szalonym ruchu burzliwych fal .

Istnieją jeszcze inne ludy słowiańskie, które żyją między Odrą a Łabą  i długim klinem rozpościerają się na południe , jako to Herulowie albo Heweldowie,

którzy mieszkają koło rzeki Haweli i Doszy, Lubuszanie, Wilinowie, Stodoranie  oraz wiele innych.  Poza powolnym biegiem Odry i za różnymi

ludami pomorskimi rozciąga się na zachodzie kraina Winulów, tych mianowicie, którzy nazywają się Tolężanami, czyli  Redarami. Najbardziejznanym ich miastem Retra, siedziba kultu pogańskiego. Zbudowano tam świątynię wielką dla demonów, z których najważniejszy jest Radogost. Posąg jego ozdobiony jest złotem, łoże zaś purpurą. Miasto owo ma dziewięć bram, otoczonych zewsząd głębokim jeziorem; drewniany most umożliwia przejście, wszakże dostęp nań dozwolony jest tylko dla składających ofiary albo tych, którzy oczekują odpowiedzi wyroczni.

Następnie dochodzi się do Czrezpienian i Chyżan, których od Tolężan i Redarów oddziela rzeka Piana i miasto Dymin. Chyżanie i Czrezpienianie mieszkają z tej strony Piany, zaś Tolężanie i Redarowie z tamtej. Cztery te ludy dla swego męstwa nazywają się Wieletami albo Lucicami.

Za nimi idą Glinianie i Warnowie, następnie Obodryci, a miastem ich jest Mechlin. Bliżej ku nam mieszkają Połabianie , miastem ich jest Racibórz. Stąd idzie się przez rzekę Trawnę do naszej krainy wagrskiej. Miastem tej krainy był niegdyś nadmorski Starogard.

Na Morzu Bałtyckim znajdują się także wyspy zamieszkane przez Słowian; jedna z tych nazywa się Imbra. Leży ona naprzeciwko Wagrii, i to tak blisko, że można ją widzieć ze Starogardu. Druga wyspa o wiele większa leży naprzeciwko Wieletów; zamieszkują ją Ranowie zwani też Rugianami, bardzo dzielny szczep słowiański, on jeden mający króla. Nie godzi się załatwiać żadnej sprawy publicznej bez zasięgnięcia ich opinii; do tego stopnia sieją oni grozę

dzięki swej zażyłości z bóstwami czy raczej demonami, których czczą z większym oddaniem niż inni.

To są plemiona Winulów rozsypane po krainach, ziemiach i morskich wyspach. Cały ten lud oddany jest bałwochwalstwu, przebywa stale w ruchu i podróży,

uprawia piractwo godzące z jednej strony w Duńczyków, z drugiej — w Sasów. Dlatego już nieraz i na wszelkie sposoby wielcy cesarze i kapłani zadawali sobie trudu, by owe buntownicze i niewierne szczepy przywieść w jakiś sposób do uznania imienia Bożego i łaski wiary świętej.


(...) A jesli komu droga otwarta do nieba, Tym, co służą Ojczyźnie. (...)

comes militi Dołączona grafika

#183 fantom (ista)

fantom (ista)

    Moderator na FZN

  • Moderators
  • 6126 postów
  • LocationIs baile ina bhfuil an croí ...

Napisano 20 styczeń 2019 - 19:48

Każdy naród w różnych jezykach ma wiele nazw, szczególnie na przestrzeni wieków. Podobnie Słowianie mieli wiele nazw. Starożytni Grecy nazywali na Scytami, Rzymianie Sarmatami. Czasem nazywano nas Wandalami, Wendami, Winitami itd. itd. itd.

Trzeba też wiedzieć, że obszary Europy na wschód od Renu Celtowie, a za nimi Rzymianie nazywali Germanią, co oznaczało "przyjazny kraj" i obszary te nie miały NIC wspólnego z dzisiejszym rozumieniem Germanii. Obszary te zamieszkiwanie były częściowo przez plemiona później nazwane niemieckimi w tym Alemanów (btw. nawet dziś w niektórych językach Niemcy nazywane są Alemanią), ale głównie przez Słowian, a od Łaby na wschód tylko przez Słowian.

 

 

 

Mapy różnych krajów i narodów

 

Mapa wg. Ptolemeusza

 

mapa_europa_550.jpg?w=1200

 

 

rom_map_exp.jpg?w=630

 

9b289edc98aa0a0c7feddb550fb9f5fc.jpg

 

 

 

Warto zauważyć, że nawet Niemce  umiejscowiają Wandalów nad Wisłą(Wandalą).

 

eur_0476x.jpg

 

 

verdeling-van-het-frankische-rijk-bij-he

 

europa-nel-5261.png

 

rom_map_exp.jpg?w=630

 

Morze Sarmackie, tak nazywano Bałtyk

 

DSC06961.jpg

 

IMG_3831.jpg


(...) A jesli komu droga otwarta do nieba, Tym, co służą Ojczyźnie. (...)

comes militi Dołączona grafika

#184 Fallout152 Godzilla152

Fallout152 Godzilla152

    capo di tótti capi

  • Moderators
  • 853 postów
  • LocationPonyville152

Napisano wczoraj, 00:37

Żadna z tych map (pomijając miniaturkę Ptolemeusza) nie ma pochodzenia starożytnego, najstarsza jest z 17 wieku. Co do Ptolemeusza to był on geografem i nadawał krainom nazwy GEOGRAFICZNE, nie znaczy to, że nazywał on tak jakieś księstwa. Dla porównania Francja czy Niemcy powstały w podobnych czasach co Polska, a jednak też są tam zaznaczone Galia i Germania, czy to więc oznacza, że tak naprawdę mają on historię o kilkaset lat dłuższą? Poza tym Ptolemeusz zajmował się historią Egiptu i Babilonu, ale jakoś nić nie wspominał o Lechii.

Co do księdza Helmolda. Tak, Rzym został spustoszony przez rożne plemiona i mogli w tym brać udział potomkowie Węgrów. Było to spowodowane wewnętrznymi kryzysami w cesarstwie, korupcja, degradacją obyczajów, przyjmowaniem imigrantów, oraz okupacją zbyt dużej ilości ziem. Nie wyglądało to tak, że np. król Węgier (którego wtedy nie było) zajął na jakiś czas Rzym dzięki armii zbrojnych rycerzy. Był to właśnie czas upadku cesarstwa rzymskiego, czyli ten sam czas w którym ten biedny Rzym miałby rzekomo podbić Wielką Lechię, co jest całkowitym absurdem.
Co do Winiety, która to została zatopiona przez bogów, tak to jest legenda, prawdopodobnie wzorowana na Atlantydzie. Gdyby było inaczej, trzeba by przede wszystkim udowodnić istnienie starożytnych bogów. Po drugie trzeba by było odnaleźć część budowli spoczywających pod powierzchnią morza, tak jak to było w przypadku istniejących lokacji, które zostały zalane np. w Egipcie. No chyba, że kler katolicki zanurkował w Bałtyku i poniszczył zabytki.

t2742732_jqicu.gif




Dodaj odpowiedź



  


Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych


Pozycjonowanie strony: Virtual Development