Skocz do zawartości




Zdjęcie

NIEMCY


256 odpowiedzi w tym temacie

#251 fantom (ista)

fantom (ista)

    Moderator na FZN

  • Moderators
  • 5621 postów
  • LocationIs baile ina bhfuil an croí ...

Napisano 04 październik 2018 - 10:07

43119303_2122650281119763_31728884325820

 

 

<bob>
Jedno zdanie i trzy kłamstwa. Tak tylko on potrafi.

 

43131031_2205203182847953_76038439022310


(...) A jesli komu droga otwarta do nieba, Tym, co służą Ojczyźnie. (...)

comes militi Dołączona grafika

#252 fantom (ista)

fantom (ista)

    Moderator na FZN

  • Moderators
  • 5621 postów
  • LocationIs baile ina bhfuil an croí ...

Napisano 07 październik 2018 - 14:04

Generał-major Bundeswehry: Bez ograniczenia imigracji Niemcy upadną w ciągu dwóch generacji
Opublikowano dnia 06.10.2018 18:30
 
Bez skutecznego ograniczenia nieuregulowanej masowej imigracji z krajów afrykańskich i muzułmańskich można się spodziewać, iż rdzenni mieszkańcy Niemiec w ciągu dwóch następnych generacji zdominowani zostaną przez ludność islamską oraz pochodzenia afrykańskiego, co tutejszą demokrację przekształci w islamsko-autorytarną formę państwa i spowoduje wyprzedaż niemieckiego systemu socjalnego - pisze w EpochTimes.de Gerd Schultze-Rhonhof, generał-major Bundeswehry w stanie spoczynku, który analizuje światowy pakt w sprawie bezpiecznej i uporządkowanej migracji. Sam pakt uważa za akt godny pochwały, krytyce natomiast poddaje działania państwa niemieckiego.

screen YouTube

- Niestety, dla nas, Niemców, podstawowym, nierozwiązanym problemem - czym nie można obarczać autorów owego oenzetowskiego projektu - jest zachowanie się samego niemieckiego rządu i większości parlamentarnej. Żadne z tych instytucji państwowych nie wykazuje najmniejszych nawet oznak troski na rzecz trwałego rozwiązania tych kwestii (obecnie i w przyszłości), niezależnie od tego, czy odbywać się to będzie w sposób uregulowany - zgodnie z założeniami paktu ONZ - czy też tak, jak dotąd, czyli zupełnie »na dziko«.

Będzie to stanowić po pierwsze drastyczną zmianę w naszej polityce rodzinnej i sprawi, iż »przemiany demograficzne« w naszym kraju odbędą się na taką skalę i staną się tak kosztowne jak to obecne zaangażowanie finansowe związane z masowym napływem imigrantów.

(...)

W obecnej sytuacji prawnej i przy aktualnym braku woli i kompletnej niezdolności większości członków rządu i parlamentu do poradzenia sobie z tym problemem, mamy do czynienia z następującą sytuacją:

Przede wszystkim nie działa zawracanie nielegalnych imigrantów oraz osób, którym odmówiono udzielenia azylu. Nic dotąd nie zrobiono z tą trwającą czasami wiele lat procedurą sądową odnośnie przyznawania azylu. Wszelkie przeszkody i wątpliwości związane z odsyłaniem ludzi rozstrzygane są zawsze na korzyść przybyszów.

Owe przeszkody i wątpliwości uwzględniane są nawet w przypadku przybyszów uwikłanych w konflikt z prawem, pozwalając imigrantom-kryminalistom pozostawać na terenie Niemiec. Policja i sądownictwo są zupełnie bezradne w walce z przestępczością klanów i band rekrutujących się spośród imigrantów.

Nie przeciwdziała się też konsekwentnie kolejnym masowym przenikaniom nielegalnych imigrantów przez niemieckie granice. A określana jako »akcja ratunkowa« działalność niemieckich NGO-sów, których statki przemycają ludzi przez Morze Śródziemne, jest wciąż tolerowana. Poza tym, setki tysięcy nielegalnych przybyszów rozpłynęło się po prostu w tłumie i są de facto tolerowane w naszym kraju.

Niemiecki rząd, politycy oraz media w sferze werbalnej zupełnie nie rozróżniają imigrantów nielegalnych oraz tych, którym nie przysługuje prawo do azylu, od imigrantów legalnych i rzeczywistych uchodźców starających się o azyl, co daje nieprzysługujące korzyści pewnym grupom przybyszów.

Niemiecki rząd, nasza klasa polityczna i media nie są w stanie nawet zdefiniować perspektywicznego, długofalowego celu niemieckiej polityki integracyjnej, czyli albo chcemy mieć multikulturalne, niehomogeniczne społeczeństwo, albo też pełną asymilację przybyszów.

° Zamiast tego rząd federalny próbuje nielegalną imigrację zastąpić równie wielkim napływem zalegalizowanym, zagwarantowanym na podstawie bilateralnych umów z krajami pochodzenia i krajami tranzytowymi.

° Zamiast tego poprzez czysto administracyjne zmiany próbuje się część owego dokonanego już, nieuregulowanego napływu imigrantów przekształcić w imigrację legalną i uregulowaną.

° Zamiast tego zaniedbuje się konieczność natychmiastowych działań w ramach wewnątrz-niemieckich rozwiązań tego jakże naglącego problemu, zasłaniając się odpowiedzialnością całej Unii Europejskiej.

° Zamiast tego nie wyjaśnia się, co tak naprawdę rozumie się pod pojęciem integracji, multikulturalizmu czy też daleko-perspektywicznej asymilacji.

° Zamiast tego obecne zmniejszenie się liczby przybyszów przedstawia się społeczeństwu jako wielki sukces, nie tematyzując zupełnie kwestii afrykańskiej i azjatyckiej eksplozji demograficznej.

° Zamiast tego, manipulując statystykami, utajniając całkowite koszty, eliminując informacje negatywne (na przykład dotyczące faktycznej liczby morderstw i gwałtów dokonanych przez imigrantów na terenie Niemiec) oraz tworząc złudzenie ogólnie pozytywnych tendencji, posługując się przy tym zaledwie pojedynczymi przykładami, sprawia się, że owe wynikłe z masowej imigracji "strefy problemów" pozostają całkowicie poza społeczną świadomością.

° Zamiast tego politycy i związki pracodawców wychwalają migrację jako napływ siły roboczej i talentów, wiedząc przecież, że zaledwie ok. 2 procent ogólnej liczby przybyszów od roku 2015 okazało się zdolnymi do wchłonięcia ich przez niemiecki rynek pracy. (Martin Schulz, były kandydat SPD na kanclerza powiedział był: »To, co przynoszą nam uchodźcy jest cenniejsze niż złoto«.)

° Zamiast tego czołowi politycy starych partii wygłaszają jedynie mowy propagandowe na rzecz napływu imigrantów, atakując i szkalując wszelkich krytyków tej ich polityki imigracyjnej.

Istnieje niestety obawa, że ów oenzetowski pakt dla bezpiecznej, uporządkowanej i uregulowanej migracji, nasz rząd federalny oraz Bundestag zinterpretują i nadużyją do kolejnego szerokiego otwarcia drzwi dla dalszego masowego napływu imigrantów.


- pisze Gerd Schultze-Rhonhof, którego głos, jako niemieckiego wojskowego trudno w kontekście bezpieczeństwa Niemiec lekceważyć

tłum: Marian Panic

http://www.tysol.pl/...dwoch-generacji

 

 

 

"Niemcy z premedytacją spalili nam 35 kilometrów akt"

3 października Archiwum Akt Nowych rozpoczęło obchody stulecia istnienia tej zasłużonej dla Polski instytucji. Z tej okazji Interia rozmawiała z dyrektorem Tadeuszem Krawczakiem o dziejach AAN.

 

0007MXZ2U7GP5LL9-C116-F4.jpg

Dyrektor Archiwum Akt Nowych Tadeusz Krawczak

/Rafał Oleksiewicz /Reporter

- Geneza dzisiejszego Archiwum Akt Nowych łączyła się z troską naszych przodków o dziedzictwo kulturowe: muzealne, ale też dokumentowe - mówi w rozmowie z Interią dyrektor placówki Tadeusz Krawczak. Pierwsze kroki w kierunku zarchiwizowania istotnych z polskiego punktu widzenia dokumentów podjęto w czasie pierwszej wojny światowej.

- Jednym z motorów takich działań był książę Zdzisław Lubomirski, który widząc ożywione życie społeczne Polaków w czasie wielkiej wojny, wystosował apel, by zbierać i dokumentować wszystkie wydawane wówczas broszury, ulotki i odezwy w specjalnym archiwum społecznym. Wszystko to w celu, by przyszłości ta ożywiona działalność niepodległościowa polskiego społeczeństwa nie uległa zapomnieniu. Ale to tylko jest jeden z przykładów. Doszło do spotkań fachowców: historyków i dokumentalistów, którym leżała na sercu problematyka polskich archiwów. Postanowiono prowadzić działania ratunkowe - mówi dyrektor AAN.

 

Gdy na mocy wydanego przez Niemcy i Austro-Węgry aktu 5 listopada 1916 roku działalność rozpoczęła Tymczasowa Rada Stanu w Królestwie Polskim, postanowiono powołać specjalny organ zajmujący się archiwami. - Miał on zabezpieczać dokumentację doby wielkiej wojny i dokumentację po państwach zaborczych - mówi Krawczak - Padł pomysł utworzenia na szczeblu centralnym archiwum wojskowego. To jest bezpośrednia geneza późniejszego Archiwum Akt Nowych. Wracając do Rady Regencyjnej, to kwestiami archiwalnymi zajęło się Ministerstwo Wyznań i Oświecenia Publicznego i utworzono Wydział Archiwalny.

 

Kiedy Józef Piłsudski przejmuje pełnie władzy od Rady Regencyjnej, 7 lutego 1919 roku wydaje dekret o archiwach państwowych. W dokumencie znajduje się między innymi powołane przez Radę Regencyjną archiwum wojskowe. - Skoro to archiwum zostało wpisane w dekret Naczelnika Państwa, to znaczy, że nie tylko działało, ale też działało skutecznie i się sprawdzało - zaznacza dyrektor AAN.

 

- Jednak w okresie II Rzeczpospolitej z archiwum bywało różnie - kontynuuje Krawczak. - Polska międzywojenna borykała się z wieloma trudnościami po tych 123 latach niewoli. To zrobiło swoje, a wszystkie kłopoty państwa odbijały się na archiwach: brak możliwości finansowych, brak etatów, braki lokalowe... - wymienia - Archiwiści pracowali często w bardzo trudnych warunkach. W jednej siedzibie dosłownie tynkowano ściany w czasie pracy dokumentalistów. W innej były pojedyncze okna. W mroźne zimy personel był zmuszony pracować w bardzo niskich temperaturach. Pomimo tych często niesprzyjających warunków, pierwsza trudna praca została wykonana: uporządkowano, a później rozpoczęto udostępnianie dokumentów. Zajmowano się również dbaniem o dokumenty znajdujące się w gestii innych instytucji. Jednocześnie do zadania uporządkowania akt po zaborcach dochodzą kolejne zadanie: porządkowanie dokumentacji po centralnych organach państwa. W konsekwencji do 1939 roku zgromadzono ponad 37 kilometrów akt - wymienia dyrektor.

 

Warto zaznaczyć, że Archiwum Akt Nowych swoją nazwę otrzymało w 1930 roku. Wcześniej, bo w 1924 roku, na czele instytucji stanął Józef Stojanowski, który archiwami opiekował się do 1945 roku. Dzięki jego działalności między innymi udało się uzyskać z Wiednia polskie dokumenty sięgające aż 1825 roku. W czasie drugiej wojny światowej Stojanowski brał udział w ewakuacji zasobów archiwalnych na Jasną Górę. Niestety, większość akt została zniszczona w trakcie okupacji. - Po powstaniu warszawskim Niemcy z premedytacją spalili 35 kilometrów akt znajdujących się w warszawskim zbiorze AAN - mówi Krawczak. - Już w 1939 roku po kapitulacji Warszawy wywieziono ze stolicy 78 wagonów akt. To ogromna ilość. Jeżeli ówczesne przeciętne wagony miały 25 ton udźwigu, to proszę sobie pomnożyć 78 wagonów razy 25 ton... - dodaje. Część archiwów trafiła do niemieckiego magazynu w Oliwie pod Gdańskiem, gdzie później zostały przejęte przez Armię Czerwoną. Ostatecznie wojnę przetrwało zaledwie kilka procent przedwojennych zasobów archiwalnych.

 

Po wojnie za Archiwum Akt Nowych "zabrali się" komuniści. - Po pierwsze, zmieniła się obsada personalna. Dyrektor Stojanowski i jego współpracownicy zostali usunięci z kierowniczych stanowisk. Po drugie, część materiałów, które przetrwały kataklizm wojenny, były przez komunistów z premedytacją wybrakowywane i niszczone. Wiele archiwów wywieziono do Związku Sowieckiego - opowiada Krawczak. Do dziś w Moskwie znajdują się na przykład archiwa polskiego przedwojennego kontrwywiadu czy ministerstwa spraw zagranicznych oraz wiele innych cennych zbiorów. Z tym procederem starali się walczyć szeregowi pracownicy AAN, którzy - jeżeli było to możliwe - wynosili potajemnie teczki i ukrywali je.

 

Po roku 1989 los AAN odmienił się. Dyrektor Krawczak jako jedno z najważniejszych osiągnięć wymienia przejęcie archiwum KC PZPR. W ostatniej chwili udało się uratować komunistyczne archiwa dotyczące walki z Kościołem katolickim. - Tym aktom groziła "kastracja". Jak się dowiedzieliśmy, jakie "prace" są planowane nad tym zbiorem, to w ciągu tygodnia udało nam się zabezpieczyć i uratować ten zbiór. W sumie to 270 metrów akt - mówi Krawczak.

Obecnie działalność AAN to nie tylko urzędowe przejmowanie dokumentów. - Za sukces poczytuję zdobycie zaufania społeczeństwa. To była żmudna i delikatna praca całego zespołu. Trwało to kilka lat, ale teraz zbieramy tego owoce, a jednym z efektów jest zabezpieczenie dokumentacji Polskiego Państwa Podziemnego. Wszystko to dzięki pracy poszukiwawczej, oczyszczaniu skrytek czy przekazaniu dokumentów przez osoby prywatne - mówi dyrektor. Wśród innych cennych nabytków AAN, dyrektor wymienia również między innymi archiwa Armii Andersa czy unikatowe dokumenty dotyczące ratowania polskiego złota w 1939 roku. - A jednym z największych zaskoczeń było przekazanie nam roboczej dokumentacji z prac nad traktatem ryskim z 1921 roku - akcentuje Krawczak.

 

- Dziś jesteśmy chyba największym archiwum w Polsce o największych zbiorach, które liczą 45 kilometrów akt - powiedział dyrektor AAN. - Jednocześnie zmagamy się z trudnościami osobowymi, kilometry akt leżą, a nie ma się kto nimi zająć. Brakuje nam również lokali. Archiwiści są pariasami jeśli chodzi o zarobki i obsadę etatową. Mający o wiele mniej dokumentów Polin dysponuje ponad trzystoma etatami, a my z naszymi 45 kilometrami akt mamy sto etatów... Zostawię to bez komentarza - kończy dyrektor AAN, które 3 października rozpoczęło obchody stulecia istnienia. 

Artur Wróblewski


Czytaj więcej na https://nowahistoria...ampaign=firefox


(...) A jesli komu droga otwarta do nieba, Tym, co służą Ojczyźnie. (...)

comes militi Dołączona grafika

#253 fantom (ista)

fantom (ista)

    Moderator na FZN

  • Moderators
  • 5621 postów
  • LocationIs baile ina bhfuil an croí ...

Napisano 10 październik 2018 - 08:02

Trzepot skrzydeł może wywołać burzę piaskową – o wyobraźni, która przekracza granicę między Polską a Niemcami
Sławomir Jastrzębowski 09.10.2018, 14:28
Udostępnij:
uid_ebeda86054907e5027097b057637ffe41539 Niemcy zdecydowanie chcą, żeby niemiecką opinią publiczną zarządzały niemieckie media (fot. arch.PAP/Jacek Bednarczyk)

Sprawę zaczyna i kończy wyobrażenie sobie pewnej sytuacji. Raczej próba wyobrażenia jej sobie. Zaczynamy. Zamykamy oczy i uruchamiamy wyobraźnię.

uid_7e480714f4e94c0cfc46658b1adee4351537
 

Wyobraźcie sobie państwo Niemcy, dziś. Wyobraźcie sobie państwo, że największy niemiecki (w znaczeniu: działa w Niemczech) portal internetowy należy do Polaków, zatrudnia się tam Niemców, nawet niektórych bystrych, dobrze się im płaci, ale właścicielem są Polacy. Polacy, polski kapitał!

Wyobrażamy sobie dalej, największe radio w Niemczech należy do Polaków. Nie no, bez przesady, oczywiście, że audycje są po niemiecku i prezenterzy to Niemcy, na falach niemieckiego eteru nie będzie przecież szurał polski akcent, ale właścicielami radia są Polacy i tak się mu przyglądają i podejmują różne decyzje, jak to właściciele. Polacy w Niemczech.

Dalej. Wyobraźmy sobie, że właścicielami największej niemieckiej gazety ogólnokrajowej są Polacy. Oczywiście pisze się po niemiecku, dziennikarze są Niemcami, czasem w jakimś kolegium redakcyjnym udział weźmie milczący Polak, żeby potem redaktorowi naczelnemu, oczywiście Niemcowi, przekazać na osobności swoje sugestie. Mogą być w formie listu do zespołu, takie rzeczy miały już miejsce. Tylko sugestie, jak właściciel Polak pracownikowi Niemcowi, żadnych tam nakazów, przecież redaktor naczelny jest niezależny, inna sprawa, że gdyby teoretycznie za bardzo fikał taki redaktor, to dalej będzie niezależny, ale już jako na przykład bezrobotny. Święte prawo właściciela Polaka w sprawie pracowników Niemców, chociaż oczywiście operację pozbywania się takiego Niemca trzeba przeprowadzić z głową, wiadomo – prawo pracy, stowarzyszenia, etc. Najlepiej, jakby sam odszedł z wyprawką w postaci pliku dojcze juro. I już.

Wyobraźcie sobie państwo, że największym wydawcą magazynów kolorowych dla kobiet i nie tylko, sprzedających się, jak świeże bułeczki, jest firma polska. Na koniec wyobraźcie sobie, że ci Polacy, którzy mają w tych Niemczech największy internetowy portal, radio, ogólnokrajową gazetę, mają też sieć gazet landowych, w każdym landzie jest jakaś duża gazeta należąca do Polaków.

uid_2ada571c7544548a2b03acd9f2b5037a1535
 
 

Wyobrażają sobie to państwo? No pewnie, że nie, bo to nie do wyobrażenia. Niemcy nigdy by na to polskiemu kapitałowi nie pozwolili. Po prostu. Abstrahując od tego, czy mamy, czy mielibyśmy taki kapitał, to z całą pewnością Niemcy nie pozwoliliby, żeby tak newralgiczny biznes jak media – i to jeszcze w takiej skali – był w ich kraju w rękach Polaków czy obcokrajowców w ogóle.

Dlaczego? Ponieważ media to nie jest fabryka czekolady, tylko fabryka zarządzania opiniami, fabryka kształtowania opinii publicznej, fabryka uprawiania i sterowania polityką także. I powiem wam, moi drodzy, że Niemcy zdecydowanie chcą, żeby niemiecką opinią publiczną zarządzały niemieckie media.

Przyjrzyjmy się Polsce. Największy portal internetowy należy do kapitału niemiecko-szwajcarskiego. Dziennikarze to Polacy, piszą po polsku, niektórzy nawet bystrzy. Największe prywatne radio należy do kapitału niemieckiego, audycje są po polsku prowadzone przez polskich prezenterów i dziennikarzy, ale właścicielami są jednak Niemcy. Największa gazeta w Polsce należy do Niemców i Szwajcarów. Największy wydawca magazynów kolorowych nie tylko dla kobiet w Polsce to firma niemiecka. Największe regionalne gazety, wydawane w największych polskich miastach, należą do Niemca.

#wieszwiecej Polub nas
Z dużą uwagą przeczytałem wpis redaktora Konrada Piaseckiego na Twitterze: „28 lat pracy. W mediach prywatnych/publicznych należących do koncernów polskich / niemieckich / francuskich / amerykańskich. I słowo daję, wiele czynników ma wpływ na ich kształt, ale akurat narodowość właścicieli – najmniejszy.”
uid_dde4d04c5360fde0839f861cf8992dc31538

Nie zamierzam z tym wpisem polemizować, przeciwnie – uważam, że jest prawdziwy. Spróbuję go jednak rozwinąć, no bo wiadomo – Twitter ma swoje ograniczenia dotyczące długości wypowiedzi.

Moją uwagę zwróciło słowo „najmniejszy”, redaktor Piasecki mógł napisać „żaden”, napisał „najmniejszy”. Ciekawe, prawda? Konrad Piasecki to bardzo doświadczony, przenikliwy, dziennikarz precyzyjnie operujący słowem. Precyzyjnie użył słowa „najmniejszy”. Oczywiście narzuca mi tu się butterfly effect, według którego trzepot skrzydeł motyla w Ohio może wywołać burzę piaskową w Teksasie. Oczywiście Niemcy nie dopuściliby do sytuacji, w której jakiś polski motyl trzepocze im na ich terytorium. U nas trochę z tym gorzej.

Oczywiście nie piszę tego wszystkiego w związku z nowymi taśmami i z tym, że wyciągnięte zostały przez portal niemiecko-szwajcarski akurat. Łączenie tych spraw bez dowodów jest jednak rodzajem pomówienia dziennikarzy z całą pewnością działających w dobrej wierze na terenie Polski w zagranicznym koncernie.

Czy Niemcy pozwoliliby na działalność takich polskich koncernów w Polsce?

źródło: sdp.pl

https://www.tvp.info...lska-a-niemcami


(...) A jesli komu droga otwarta do nieba, Tym, co służą Ojczyźnie. (...)

comes militi Dołączona grafika

#254 fantom (ista)

fantom (ista)

    Moderator na FZN

  • Moderators
  • 5621 postów
  • LocationIs baile ina bhfuil an croí ...

Napisano 10 październik 2018 - 08:04

Marian Panic: Czy w Niemczech przygotowują delegalizację jedynej partii opozycyjnej - AfD?
Opublikowano dnia 09.10.2018 19:30
 
Czytając tego rodzaju teksty, jak ten z dzisiejszej Sueddeutsche Zeitung, mam nieodparte wrażenie, że w Niemczech przygotowywany jest grunt pod delegalizację jedynej istniejącej tam partii opozycyjnej, czyli AfD. My co prawda płakać z tego powodu być może nie musimy, ale samo zjawisko jest jednak bardzo niepokojące. Swoją drogą, czym różni się język tej ich dzisiejszej propagandy od tamtego z lat 30-tych? Poza tym, że jest bardziej nowoczesny i sporo w nim anglicyzmów...
 

pixabay.com

"(...)
To, że kultura nie polega jedynie na tym co dobre, prawdziwe i piękne, lecz także na wykluczaniu tego co człowiekowi wrogie i destruktywne, po dwóch generacjach tak oczywistego dla nas życia w zagwarantowanym nam przez państwo prawa poczuciu bezpieczeństwa i wolności, nie dla wszystkich jest jednak oczywiste. Wielu nie docenia tego, iż wszelkie wynikające z humanizmu tabu powinny być bronione - nie tylko kognitywnie, ale także socjo-psychologicznie, poprzez sygnały akceptacji, ale także odmowę, asertywność, łącznie ze społecznym ostracyzmem i izolacją. Brzmi to może autorytarnie, jednak z uwagi na ambiwalentność ludzkiej natury jest po prostu realistyczne. Zapomina się o tym przede wszystkim tam, gdzie skupiło się szczególnie wielu tak zwanych »ludzi dobrej woli«.

Dlatego bynajmniej nie zaskakuje, że Kościół Ewangelicki, który dla nowej populistycznej prawicy jest i tak zanadto przebarwiony na lewicowo-zielono, co prawda krytycznie, ale jednak okazał wobec AfD gotowość do dialogu. I podczas gdy rządzący w Polsce i na Węgrzech prawicowi populiści zdołali już dokonać zamachu na swobody obywatelskie i wolność mediów, a także zniszczyć trójpodział władzy, to dla organizatorów Zjazdu Kościoła Ewangelickiego A.D. 2017 ani tamte pogardzające człowiekiem wypowiedzi wysokich funkcjonariuszy AfD, ani też zawarte w programie tej partii jawne zapowiedzi przekształcenia demokracji w quasi-dyktaturę, nie stanowiły przeszkody, aby oddać swe kościelne mikrofony rzeczniczce marginalnej grupki chrześcijan wewnątrz tej partii, dowartościowując ją w ten sposób zarówno społecznie jak i politycznie. Co więcej za ową czarodziejską formułą »rozmawiać z prawicą« wstawili się nagle również wcześniejsi zwolennicy pełnej izolacji, w każdym razie o tyle, o ile sami przez to zdołali się katapultować na podium i sprofilować jako "odczyniający" ową partię, w oczekiwaniu rzecz jasna na zasłużony aplauz. (...)"


- czytamy na Sueddeutsche Zeitung.

Marian Panic

http://www.tysol.pl/...pozycyjnej-AfD-


(...) A jesli komu droga otwarta do nieba, Tym, co służą Ojczyźnie. (...)

comes militi Dołączona grafika

#255 fantom (ista)

fantom (ista)

    Moderator na FZN

  • Moderators
  • 5621 postów
  • LocationIs baile ina bhfuil an croí ...

Napisano 12 październik 2018 - 08:27

43747897_2216992845002320_44393785447615

 

 

 

Niemiecki minister do Rosjan: "Jesteśmy sąsiadami". Problem w tym, że ostatni raz byli nimi w 1941 roku

wtorek, 9.10.2018 r.

  

niemcy-rosja-jestesmy-sasiadami-px550.jp

foto: Mosedschurte (Wikipedia / CC BY-SA 3.0) | Olaf Kosinsky (Wikipedia / CC BY-SA 3.0)

Peter Altmaier to minister gospodarki i energii Niemiec w rządzie Angeli Merkel. Podczas ostatniej wizyty w Moskwie w ramach tzw. "Dialogu Petersburskiego" (cykl spotkań między rosyjskimi i niemieckimi przedstawicielami elit) powiedział do Rosjan następujące zdanie: "Jesteśmy sąsiadami i mamy wspólną historię". No cóż - jakby nie spojrzeć Niemcy i Rosjanie po raz ostatni byli sąsiadami w 1941 roku, po tym jak dwa lata wcześniej dokonali rozbioru Polski. Wątpię, aby Altmaier w tej kwestii się pomylił. Wygląda na to, że celowo nawiązał do przeszłości. Dlaczego?

 

"Dialog Petersburski" to cykl spotkań między niemieckimi a rosyjskimi przedstawicielami elit politycznych, gospodarczych i społecznych. Jest organizowany cyklicznie co roku od 2001 (z przerwą na 2014 rok, kiedy Rosja zaatakowała Ukrainę). W tym roku "Dialog" był organizowany w Moskwie. Wśród zaproszonych prelegentów był obecny minister gospodarki i energii Niemiec - Peter Altmaier.

     

 

 

       

Podczas swojego przemówienia, w którym podkreślał jak ważna jest dobra współpraca Rosji i Niemiec, Altmaier użył następującego sformułowania: "Musimy walczyć o wzajemne relacje (...) Jesteśmy sąsiadami i mamy wspólną historię"

Pod "walkę o wzajemne relacje" z pewnością podpada rozpoczęcie prac przy układaniu pierwszej nitki gazociągu Nord Stream 2 na wodach szelfowych w niemieckiej wyłącznej strefy ekonomicznej. Mnie jednak o wiele bardziej zaciekawiły słowa dotyczące sąsiedztwa i wspólnej historii. Akurat w przypadku Niemiec i Rosji bardzo często "wspólna historia" układała się na trupach Polaków. Jeśli popatrzymy w przeszłość, to nieomal zawsze, gdy dochodziło do zbliżenia niemiecko-rosyjskiego, cierpiała na tym Polska, a ostatni raz oba kraje były sąsiadami w 1941 roku - na mocy zawartego dwa lata wcześniej porozumienia Hitlera ze Stalinem sygnowanego przez Ribbentropa i Mołotowa.

Patrząc przez pryzmat wydarzeń z przeszłości słowa ministra z rządu Angeli Merkel - które można interpretować jako celowe nawiązywanie do okresu kiedy wymiana gospodarcza między Rosją a Niemcami kwitła, jak nigdy wcześniej - powinny nas jednak niepokoić (przypomnijmy, że w latach 1940-41 ZSRR był głównym partnerem gospodarczym III Rzeszy oraz najważniejszym eksporterem surowców dla niemieckiego przemysłu wojennego; od czerwca 1940 r. import z ZSRR przekraczał 50 proc. całkowitej sumy importu do Niemiec, a do momentu zerwania tej współpracy przez Hitlera w czerwcu 1941 r. wzrósł aż do 70 proc.).

 

Z punktu widzenia interesów Polski, każde nadmierne zbliżenie między Berlinem a Moskwą powinno być odbierane negatywnie. Gest Petera Altmaiera popełniony podczas ostatniego "Dialogu Petersburskiego" wpisuje się w pewien szerszy trend. Jego finalną konsekwencją może być powrót do antypolskiej retoryki, jaką po raz ostatni słyszeliśmy w drugiej połowie lat 30-tych ubiegłego stulecia. Wykluczyć tego nie można, szczególnie jeśli władze w Niemczech miałaby przejąć pro-rosyjska AfD ("Alternatywa dla Niemiec").

 

Źródło: "Wir müssen um die gegenseitigen Beziehungen kämpfen" (Zeit.de)

http://niewygodne.in...y-sasiadami.htm


(...) A jesli komu droga otwarta do nieba, Tym, co służą Ojczyźnie. (...)

comes militi Dołączona grafika

#256 fantom (ista)

fantom (ista)

    Moderator na FZN

  • Moderators
  • 5621 postów
  • LocationIs baile ina bhfuil an croí ...

Napisano 18 październik 2018 - 08:52

44121616_1846085655460279_16797326282420


(...) A jesli komu droga otwarta do nieba, Tym, co służą Ojczyźnie. (...)

comes militi Dołączona grafika

#257 fantom (ista)

fantom (ista)

    Moderator na FZN

  • Moderators
  • 5621 postów
  • LocationIs baile ina bhfuil an croí ...

Napisano wczoraj, 13:29

#DebataONiemczech Niestety JE Ambasador Niemiec nie odpowiedział na zaproszenie, ale robimy swoje
Opublikowano dnia 20.10.2018 21:18
 
Niemiecka Fundacja Berteslmanna, założona przez jednego z właścicieli niemieckiego współpracującego z III Rzeszą koncernu medialnego Bertelsmann, Reinharda Mohna, oskarżanego o służbę w SS pozwoliła sobie sporządzić raport, w którego rankingu jakości demokracji krajów rozwiniętych Polska miała spaść o 29 pozycji. Jednym z powodów miała być rzekoma "agresja policji". Co ciekawe uwagi ekspertów Fundacji nie zwróciły działania policji sprzed kilku lat, bijącej legalnie demonstrujących czy strzelającej do górników. Z kolei metody niemieckiej policji udokumentowana są wieloma materiałami łatwymi do odnalezienia w sieci.

 
Jakkolwiek z natury dalecy jesteśmy od ingerowania w sprawy wewnętrzne naszych sąsiadów, to wydaje nam się, że jest to kolejny dobry pretekst, aby sprawami naszego znamienitego sąsiada się zainteresować. Tym bardziej, ze jego kondycja zarówno w zakresie samej demokracji, praworządności, jak i wolności słowa, ma niebagatelny wpływ na naszą, a jej niewątpliwy spadek, może mieć dla nas trudne do przewidzenia konsekwencje. W dodatku nowa/stara koncepcja niemieckiej polityki zagranicznej wyartykułowana przez niemieckiego MSZ Heiko Maasa, wprowadza do gry dodatkowe niewiadome.

Dlatego 24 października o godzinie 19.00  w siedzibie Tygodnika Solidarność i Tysol.pl przy ul. Prostej 30 w Warszawie, planujemy przeprowadzić debatę na ten temat. Dotychczas swój udział potwierdzili: prof. Jan Żaryn, Jan Parys, poseł Arkadiusz Mularczyk i historyk dr. Piotr Łysakowski. Jakkolwiek w podobnych dyskusjach na temat Polski w Niemczech głos polski jest słabo słyszalny w dyskusji weźmie udział dziennikarz Paweł Sieger autor filmu dokumentalnego "Polskie obozy koncentracyjne", wysłaliśmy również oficjalne zaproszenie do Jego Ekscelencji Ambasadora Niemiec Rolfa Nikela. Niestety Jego Ekscelencja Ambasador jak dotąd nie odpowiedział na zaproszenie portalu historycznego Tygodnika Solidarność.

Debata podzielona będzie na trzy części: 1. Problemy z praworządnością w Niemczech, 2. Problemy z wolnością słowa w Niemczech, 3. Stosunki polsko-niemiecke.

Debata odbędzie się z udziałem publiczności. Chcielibyśmy żebyście wzięli w niej udział również na etapie budowania jej agendy. Dlatego jeśli macie np. jakieś konkretne przykłady łamania zasad praworządności, czy wolności słowa w Niemczech, zapraszamy do ich artykułowania w komentarzach. Pewnie nie damy rady zagospodarować wszystkiego, prawdopodobnie skala problemu jest zbyt duża, ale postaramy się wybrać najistotniejsze.

Zapraszamy do współpracy i śledzenia rozwoju wydarzeń

Cezary Krysztopa redaktor naczelny Tysol.pl

 

 

http://www.tysol.pl/...le-robimy-swoje


(...) A jesli komu droga otwarta do nieba, Tym, co służą Ojczyźnie. (...)

comes militi Dołączona grafika




Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych


Pozycjonowanie strony: Virtual Development